Cześć!
Jestem Marko, pies Andrzeja @szumand .
Mój Andrzej przywiózł mnie z kraju, w którym teraz jest straszna wojna i źli ludzie z Rosji codziennie zabijają dobrych ludzi. Zabijają też psy i koty w Ukrainie, skąd przyjechałem.
Nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie pewien wspaniały pan @3kokotliar , który wywiózł mnie z frontu, gdzie się urodziłem, i zawiózł do szpitala w Kijowie.
Tam byłem długo zamknięty w klatce i leczony.
Każdej nocy z nieba spadały rakiety i robiły straszny hałas. Czasami aż ściany się trzęsły.
Ale ja się nie bałem, bo @3kokotliar powiedział mi, że przyjedzie po mnie mój Andrzej.
Tylko ja wtedy jeszcze nie wiedziałem, co to jest ten mój Andrzej.
Ale czułem, że chyba nic złego, skoro ma przyjechać i potem ma już być dobrze.
Ufałem człowiekom, bo człowieki zawsze byli dla mnie dobrzy.
Żebym w ogóle mógł wyjechać z frontu do Kijowa, musiało mi pomóc jeszcze dwóch innych człowieków.
Głaskali mnie i karmili w okopie, a potem wszystko zorganizowali, żebym mógł stamtąd wyjechać.
Niestety nie zobaczę ich już nigdy.
Obaj zginęli, zabici przez złych Rosjan.
Jak się o tym dowiedziałem, bo mój Andrzej o tym mówił, to nie mogłem spać całą noc. A potem przez dwa dni bolał mnie brzuszek i byłem bardzo smutny.
Kiedyś Wam o tym wszystkim opowiem więcej.
Jak tylko zobaczę się z 3kokotliar, bo obiecał, że do mnie przyjedzie.
No ale chciałem powiedzieć, że teraz jestem już tutaj i staram się jakoś zrozumieć ten świat, w którym się znalazłem.
I postanowiłem, że będę Wam pokazywał i opowiadał o wszystkim, co jest ważne.
A dużo rzeczy jest ważnych.
Na przykład patyki są ważne.
Motylki są ważne.
Muchy trochę mniej, bo są gorzkie i śmierdzą im nogi.
Kamienie też są ważne, ale tylko te smakowe.
No i bardzo ważne jest jedzenie w cudzych miskach, bo w mojej to tak nie zawsze.
W każdym razie, jeśli mnie zaobserwujecie i nie będziecie się ze mnie śmiać, to będę Wam opowiadał o tym wszystkim, czego się dowiem i co mi się przydarzy.
A dużo mi się przydarza.
To co?
Obserwujecie mnie już?
A Wasi znajomi mnie obserwują?
Nie bójcie się, że jak będzie Was dużo, to nie starczy dla wszystkich.
Będzie wręcz przeciwnie.
Im Was będzie więcej, tym więcej będzie mnie :)
Dzień doBerek🤗
Ja dzisiaj trochę później, bo dzisiaj taki opóźniony dzień. Znaczy Andrzej jest opóźniony i dlatego dzień też.
Najpierw się Andrzej spóźnił i nie zdążył z nami wyjść na czas, a dzisiaj Lusia ma problem astronomiczny-żołądkowy i co ja Wam będę gadał😂
Sam spacer jak zawsze był super. Wykopałem nową dziurę i pojadłem koszonków (to takie małe białe co rośnie z drugiej strony trawy), ale mi Andrzej zabrał. Tylko że jest opuzniony dzisiaj i się spóźnił😂
Potem w domu Andrzej się znowu opóźnił i nie zdążył schować miski Savany, w której była smakowa puszeczka z jedzonkiem. Znaczy w misce, nie w Savanie.
No i potem pojechaliśmy do pracy, a ja nie mogłem się doczekać, bo mnie nie było w piątek i chciałem wszystko sprawdzić i wiecie co?
Andrzej znowu był opuzniony, bo zapomniał lapotola i dać Savanie lekarstwo i musieliśmy wrócić.
No ale już dotarliśmy i jestem.
Pamiętacie jak mówiłem, że w piątek jeden taki Robert się napił wody co pali i nie przyszedł? To dzisiaj był i przyprowadził kolegę bez palca (ciekawe co z nim zrobił?), no ale nie żeby pić wodę, tylko pracować.
No i na razie uciekam i będę Was informowował na bierząco.
Wasz Marko❤️
Drogi pamiętniczku,
Dzisiaj jest poniedziałek. Nie wiem od czego ta nazwa, ale dzień był bardzo męczący.
Nie będę Ci pisał, że nigdzie nie zdążywałem dzisiaj, bo Andrzej był opuźniony i wracaliśmy do domu, bo zapomniał lapotopa i leków (leków dla Savany znaczy).
W każdym razie dzisiaj w pracy byli elektrotycy i podłączali jakieś kabele, ale nie wiem, bo mnie to mało obchodziło. Te kabele były na suficie i nijak nie mam ich jak wyszarpać, więc po co się nimi przejmować?
No ale potem pojechałem z wujkiem Bobym do takiego magazynu, ale mi to wyglądało na piwnicę, w którym trzymał krzesła i inne głupie rzeczy, jak stoły co się podnoszą do góry jak się naciśnie przyciska, ale ja nie naciskałem, bo to głupie.
No ale samochód był fajny i wielki wielki i pachniało w nim psami (suczkami konkretnie) i ja jechałem z tyłu.
Ale jak czekałem aż załadują te stoły, to spotkałem głombia, co sobie chodził i chciałem się z nim przywitać, ale niestety ktoś mnie zdradził jak się skradowałem i głomb odleciał, a szkoda.
Potem miałem jechać do domu, ale było późno i Andrzej chciał, żebym załatwił się pod firmą. Ale tam stały fajne dziewczyny i nie było jak, a jeszcze padał deszcz i on chciał ze mną chodzić po tym deszczu.
A ja nie lubię deszczu, bo mi się futro namacza i nie jest fajnie. Ale zapach jest.
I najważniejsze: Andrzej nie zabrał sesmaczków i jak miałem cokolwiek zrobić, jak nie było tej, no... mortywiacji:)
No i jak przyjechaliśmy do domu z tego Morodoru, to od razu pobiegłem na spacer, żeby zrzucić z siebie te problemy co miałem, a Andrzej się śmiał, że jestem jak chińczyk, bo przynoszę do domu.
Tylko ja nie wiem co to jest chińczyk? To jakiś wózek co się na nim przywozi do domu?
No i jak byłem w domu, to się okazało, że jedzenie tylko takie jak w pracy. Nic innego Andrzej mi nie przygotował.
A no tak, on też był w pracy. Ze mną był, zabrałem go.
No a teraz idę spać, bo jutro muszę być wcześnie w pracy (jak Andrzej się znowu nie opuźni), bo ma być jakaś redagracji czy coś. Ale to nie wiem co jest i jak się dowiem, to Ci jutro napiszę.
Teraz idę spać.
Dobranoc.
Twój Marko❤️
Drogi pamiętniczku,
Jest już późno i prawie ledwo widzę na oczka, ale muszę zapisać cały dzień, bo bym mógł potem kiedyś zapomnieć, a tak nie zapomnę, co nie?
No więc od razu powiem, że dzisiaj dałem się skusić na otwarte drzwi i pusty pokój babci. No on mnie po prostu przywoływał, ale to był jednorazowy inkognicydent, więc tak jakby go nie było?
No a generalnie, to dzisiaj jak byłem rano na spacerze, to było fajowo, bo miałem fajne spotkania. Tylko ten pan co mnie codziennie głaszcze jak biegnie, dzisiaj biegł po drugiej stronie ulicy i mnie nie zauważył, bo byłem w lesie. No ale jutro za to musi mnie pogłaskać dwa razy więcej.
No i jeden taki ważny pan co jest sędziom, ale nie w sadzie, tylko na zawodach w lookach, to mnie dzisiaj zagadawywał, a potem chwalił, jak usiadłem tyłem do niego, że to odwaga. Ale ja po prostu chciałem pooglądać coś innego niż niego.
No a potem miałem jeszcze spotkanie z jedną taką i potem jak wracaliśmy zaczepiła mnie taka pani, co też biegła.
Jestem coraz popluralniejszy na kwadracie. Znaczy fama się rozeszła chyba?
No a popołudniu kopałem fajne dziury i sprawdzałem już wykopane, czy mogę schować całą głowę do środka i wiesz co?
Mogłem:)
Tylko teraz mam daremat, co wolę bardziej, testowanie patryków, czy jednak dziury?
Nie mogę od wczoraj spać spokojnie dlatego problemu.
I zauważyłem, że im jestem starszy, tym bardziej lubię dziury. Robię się prawdziwym korneserem dziur, ale patryki też lubię i dlatemu to nie jest łatwe zdanie.
No ale nic to, najważniejsze, że najbardziej lubię seszmaczki i mam ich ile chcę, ale wczoraj ich nie miałem ani jednego, za to dzisiaj tylko 3 może 5, w tym dwa za dwójkę co ją zrobiłem.
No i greneralnie jest ok.
Jutro muszę jechać do pracy, bo mam tematy do zrobienia.
I wiesz, zapytałem wczoraj moich obserwujących, czy są szczęśliwi i wszyscy poza jedną moją fajową wielbicielką, co mnie wielbi, bo jestem Marko, odpowiedzieli, że są szczęśliwi.
Ja sobie myślę, że strategicznie to niemożliwe.
Ludzie z reguły nie są szczęśliwi w takich proprocach, bo powinno być pewnie tak 50/50, a tu 99/100 wszyscy pełnie szczęści.
No sam powiedz, kłamali?
Pytanie, czy kłamali mnie, czy okłamują siebie?
No ale szczerze, to bym chciał, żeby byli szczęśliwi, bo wtedy są fajni i dają dużo seszmaczków.
No i u mnie to byłoby na tyle chyba, bo nie będę pisał Ci o kocim jedzonku, co je przede mną chowają na 100 sposobów.
Tak więc pa i do kutra.
Twój Marko❤️
Drogi pamiętniczku,
Od piątku miałem problemy astronomiczne-żołądkowe i w nocy i dzisiaj rano też. No i po porannym spacerze i jak już Andrzej zjadł śniadanie, bo ja nie jadłem (bo przecież te suche groszki nie są żadnym śniadaniem), pojechaliśmy do weterynarza.
No i nie było fajnie, ale po kolei.
Najsampierw jak wszedłem do kliniki, to się wszyscy zachwycali, ale ja nie miałem ochoty słuchać, jaki jestem ładny itp. Chciałem stamtąd od razu wyjść. Niestety się nie udało i musiałem wejść do kabinetu czy jakoś tak.
No i tam była pani doktor i mnie zaczęła badać, a zwłaszcza mój brzuszek. Zmierzyła mi temperaturę, Andrzej mówił co mi jest i się okazało, że mam zapalenie bakteryjne.
Ale to się kupy nie klei (jak moja kupa), bo ja jadłem dużo różnych smakowych rzeczy, ale żadnych baterii nie. Więc sam widzisz, że tu coś jest nie tak🤷🏻♂️
No ale okazało się, że ważę już 13 kg, czyli dokładnie 2 razy więcej niż ważyłem, jak przyjechałem z Andrzejem do Polski
Obcięła mi też pazury i bałem się, że będzie mi się źle kopać, ale popołudniu znowu byłem w dziurawym miejscu i kopałem sobie normalnie. Było tak dobrze dzisiaj, że aż pokazywałem Leo i Lusi jak kopię i oni kopali obok mnie. A potem jak mi Leo chciał zabrać moją dziurę, to musiałem go pogonić.
Aha i się okazało, że rosną mi nowe stałe zęby, co jest dziwne, bo podobno nie ma nic stałego na tym świecie?
No ale może zęby są?
Przynajmniej do czasu jak ktoś ich sobie nie wybije, no bo wtedy już nie są, prawda?
A i pani doktor powiedziała, że muszę dostać zastrzyk i jutro też mam przyjechać, a ja nie rozumiem dlaczego🤷🏻♂️
Potem Andrzej robił takie zawijane coś w kapuście i się nie chciał podzielić. Pierwszy raz w całej naszej przyjaźni nie podzielił się ze mną.
Pewnie ma coś na sumowaniu.
No i poszedłem teraz bardzo późno na spacer i Andrzej powiedział, że zrobiłem prawie normalną kupkę.
Czyli mam rozumieć, że jest nienormalna? Nie wiem, pomyślę nad tym, bo temat wydaje się ważny.
No i jak byłem na tym spacerze, to spotkałem dwie Panie z Ukrainy i tak pięknie rozmawiały i ja szedłem obok i słuchałem. Andrzej codziennie puszcza mi ukraińską muzykę i ciocia Luba mówi do mnie zawsze parę słów, ale to jest trochę mało. No ale nic, dam radę.
No to teraz idę spać.
Twój Marko❤️
Dzień doBerek🤗
Ale mam fajowy dzień dzisiaj, serio.
Po pierwsze spałem całą noc dzisiaj i mnie nikt nie budził. Znaczy sam się obudziłem, jak wszyscy spali, bo musiałem posprawdzać, czy zostały jakieś kocie miski z jedzeniem na dole, to zszedłem, ale nic nie zostało. Dziady nie koty.
No ale Andrzej już mnie nie budził na siku. Może się wysikał przed snem i nie musiał? Nie wiem, ale tak było.
No i nie boli mnie brzuszek, nic a nic i chyba moje rzadkie problemy astronomiczne się były skończyły.
Na spacerze były zawody, co strzelali patykami z innych patyków. To się chyba nazywa look? Czy jakoś tak. No i pan ważny, co tam był, jak mnie zobaczył, to przyszedł i chciał mnie głaskać, ale ja wolałem wykopać dziurę, a potem usiadłem i obserwowałem, co się dzieje.
No a potem znalazłem ten skarb.
Idealna waga, idealny areromoniczny kształt (znaczy że opływowy), fajny smak, taki leśno-robaczy, no i ten kolor, a o zapachu nie mówię, bo cudowny.
Normalnie zobaczyłem go i od razu pomyślałem: jaki patryk skrzywiony, no jak sierota taka, idealny😎
Zabrałem go od razu.
No tylko, że potem pobiegłem i zgubiłem go gdzieś.
No nic, jutro znajdę fajniejszy😁
No i potem spotkałem koleżankę Lea i Lusi, ma na imię Salsa. Fajna była, bo się chciała ganiać i się pobawiliśmy i było ekstra.
No a teraz zjem śniadanie i pojedziemy nad Wisełę.
No naprawdę to fajowy dzień będzie.
Przesyłam Wam dużo buziaków
Wasz Marko❤️
P.S. Jak mnie jeszcze nie obserwujecie, to zacznijcie😁