@WolnaRadio Tak, ten świadek to dość tajemnicza postać. Nie wiemy w jaki sposób się tam dostał, co zobaczył, co powiedział mi kierowca. A przede wszystkim: czy wzywając służby wiedział, że pod samochodem znajduje się ciało?
@WolnaRadio Oczywiście że są inne możliwości, nawet całkiem sporo. Na przykład taka, że ten samochód jest tylko rekwizytem. Możliwe, że kierowca również.
@Amrodo@Calineczka505 Jeśli to właśnie złamanie jest przyczyną przecięcia tętnicy, to powinniśmy się o tym dowiedzieć z oficjalnego komunikatu. Ale skoro podaje nam się tylko szczątkowe informacje, to trudno się dziwić dziwnym teoriom i spekulacjom.
@JWolska1971 Natomiast samochód ze zdjęć Polsatu, o którym mówi Ator, to samochód marki Suzuki, po powiększeniu zdjęcia wyraźnie widać logo marki. Prawdopodobnie któryś z policjantów przyjechał nim do wypadku.
@JWolska1971 Samochód widoczny na tych miniaturkach to ten sam pojazd. Ważne jest to, że nie wiemy, jak wyglądał zaraz po wypadku. W komentarzach pod filmem ludzie wyjaśnili kwestię otwartej maski - podobno pierwsza rzecz którą robi straż pożarna, to odłączenie akumulatora.
@trzaskowski_@warszawa@ZDM_Warszawa Czy poprawiło się bezpieczeństwo jakiekolwiek grupy uczestników ruchu? Nie. Czy organizacja ruchu zmieniła się na bezpieczniejszą? Nie. Ale ważne, żeby kasa z mandatów była.
„W 1973 roku ośmioro całkowicie zdrowych ludzi przekroczyło próg szpitali psychiatrycznych w USA. Nie byli chorzy. Ale nikt za tymi murami tego nie dostrzegł.
Był to eksperyment — jeden z najgłośniejszych w historii psychiatrii. Jego autorem był psycholog David Rosenhan, który postawił proste, lecz niepokojące pytanie: czy naprawdę potrafimy wiarygodnie odróżnić zdrowie psychiczne od choroby?
Aby znaleźć odpowiedź, Rosenhan zaangażował ośmiu pseudopacjentów — zwykłych ludzi: artystę, gospodynię domową, pediatrę, doktoranta. Skłamali tylko w jednym: powiedzieli, że słyszą głosy. I nic więcej. Żadnych dziwnych zachowań, żadnych kryzysów — jedynie trzy słowa, które rzekomo brzmiały w ich głowie: „pusto”, „pustka”, „głuchy dźwięk”.
Wszyscy zostali hospitalizowani. A potem przestali udawać. Zachowywali się normalnie, współpracowali, prosili o wypis. Ale ich nie wypuszczano.
Personel przestał widzieć w nich ludzi — widział tylko diagnozy. Każdy gest interpretowano przez pryzmat choroby: robienie notatek — zachowanie obsesyjne; stanie na korytarzu — patologiczna potrzeba uwagi; uprzejmość — „kontrolowane zachowanie typowe dla diagnozy”.
Siedmiu z nich uznano za schizofreników. Jednego — za osobę z chorobą afektywną dwubiegunową. Nikogo nie uznano za zdrowego.
Ironia polegała na tym, że prawdziwi pacjenci często się domyślali. Niektórzy podchodzili i cicho mówili: „Nie jesteś taki jak inni. Nie powinno cię tu być”. Widzieli to, czego nie potrafili dostrzec specjaliści.
Średnio pseudopacjenci spędzili w szpitalu 19 dni. Jeden — 52. I każdy dzień tylko potwierdzał jedno: etykieta okazała się silniejsza niż rzeczywistość.
Gdy Rosenhan opublikował badanie On Being Sane in Insane Places, wywołało ono ogromny rezonans. Środowisko psychiatryczne było oburzone. Jeden ze szpitali rzucił mu nawet wyzwanie: przyślij nowych „pseudopacjentów” — a my ich wykryjemy. Rosenhan się zgodził. W kolejnych miesiącach szpital „zidentyfikował” 41 takich oszustów. Problem w tym, że nie wysłano ani jednego.
Ani jednego.
Stało się jasne: diagnozy często zależą nie tyle od faktów, co od kontekstu. Wystarczy przykleić etykietę — i człowiek staje się jej zakładnikiem. Nawet jeśli jest zdrowy. Nawet jeśli mówi prawdę.
Ten eksperyment podważył ślepą wiarę w diagnozy psychiatryczne i stał się impulsem do zmian w podejściu do leczenia. Ale przede wszystkim zostawił ważną lekcję:
Percepcja potrafi zniekształcić rzeczywistość silniej niż sama choroba.
I często najgroźniejsza iluzja nie tkwi w tych, których uznaje się za „szalonych”, lecz w tych, którzy są przekonani, że zawsze mają rację.
Ośmioro zdrowych ludzi weszło do szpitali.
I wyszło z nich z prawdą, której świat nie był już w stanie zignorować.” Shimcha Hannah
@Darekbrzoza Nie. Wszystko, o czym mowa w tym filmie, zostało już oficjalnie zdementowane jako celowa dezinformacja. Facet nie jest byłym gliniarzem, jego partnerka nie jest zatrzymana i nie prowadziła z nim korespondencji.
@JWolska1971 Wczoraj ktoś w jakimś komentarzu napisał, że wszystko co widzieliśmy, było inscenizacją. Gdyby tak było... Jeśli ten facet został po fakcie wsadzony do tego samochodu, to by tłumaczyło jego reakcje.
@Klaudia_2710@TGtarnogorski Jeśli prawdą jest, że ciało znajdowało się pod samochodem, to świadek mógł o tym nie wiedzieć. Może chciał tylko wezwać pomoc dla tego kierowcy?
@GzikKasia33791@justas57JG@TGtarnogorski To też by niczego nie tłumaczyło. Przecież imię to nie są dane personalne, na podstawie których moglibyśmy zidentyfikować tego człowieka. Nadal nie wiedzielibyśmy kim jest, ale nie czulibyśmy, że służby coś ukrywają i kręcą.
@ewa_stankiewicz Nie wiem, skąd się wzięły te plotki. Jego partnerka powiedziała, że gdy wychodziła do pracy, zauważyła że sygnał GPS tkwi w jednym miejscu w lesie i nie porusza się. To nie było o 10, tylko koło 13! O 10 Łukasz Litewka był widziany na siłowni.
@euexpert2026@janusz78301@WolnaRadio Chodzi o to zdjęcie. Tablica jest zblurowana, więc nie można rozpoznać ani jednej litery. Widać jednak że jest.
https://t.co/Fpdaw7G5Ad
@euexpert2026@janusz78301@WolnaRadio Została zdjęta tylko tablica z przodu. Było też drugie zdjęcie, na którym widać samochód od tyłu. Widać na tym zdjęciu tylną tablicę.