[MARCIN ROLA - NAJLEPSZE MOMENTY]
Jako wieloletni koneser talentu komentatorskiego redaktora wRealu24 uznałem,że to dobry moment na zebranie jego największych highlightów. Jednocześnie ubolewam, że nie będzie mu dane infiltrowanie „aparatu okupacyjnego” w radzie przy prezydencie
Człowiek, który karierę polityczną zaczął robić na haśle „kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym” pojechał do Moskwy, gdzie spotykał się z „dziennikarzem” wydalonym z Polski na wniosek ABW, a następnie płynnie wszedł w teorie o „bunkrze Mosadu” pod CPK, sprzymierzył się z antyszczpionkowcami atakując ministra zdrowia, by od 2022 r. nagle przypomnieć sobie o Wołyniu i szczuć na Ukraińców strasząc „ukrainizacją kraju”.
Potem miał serię „interwencji poselskich” polegających na niszczeniu cudzego mienia, w grudniu 2022 r. złożył w Sejmie „votum separatum” w sprawie uchwały dotyczącej uznania Rosji za państwo finansujące terroryzm, w dniu głosowania nad nowym rządem w 2023 r. gasił gaśnicą świece chanukowe, później jako jedyny polski europoseł głosował przeciwko przyspieszeniu zakazu importu rosyjskiego gazu do Unii Europejskiej, a dzisiaj domaga się uruchomienia gazociągów Nord Stream biegnących do Rosji i chce, żeby Polska brała w tych projektach udział.
No ludzie kochani XD
Tucker gets absolutely schooled on the Budapest Memorandum and the myth of “no NATO expansion.” He literally crumbles when faced with basic facts, as does every Russian propagandist. Glorious.
Przez miesiące mapowaliśmy rosyjsko-białoruską operację wpływu wymierzoną w PL. To, co wyszło, nie jest kilkoma trollami w komentarzach. To infrastruktura: z serwerami, kanałami dystrybucji, państwowymi mediami i ludźmi, którzy przeszli od słów do czynów. https://t.co/cjjYP1dnfB
This video, which claims the option of voting for the AfD did not exist on postal ballots in the German state of Mecklenburg-Vorpommern, appears to be a product of a well-known Russian disinformation campaign known as Storm-1516.
Jeszcze raz - KOREKTA
A jednak, co jest nieco dziwne, zdjęcia z numerem na "yy" są prawdziwe.
Pierwszy fact-chceck mówił o tym, że oba zdjęcia są przerobione przez AI.
A to dlatego, że Rosjanie w zasadzie nie stosują "y" (tzw. jer czyli ы). To zestawienie w rosyjskim brzmi dość dziwacznie, a wymowa taka yyy-yyy (yhy) wygląda jakby ktoś się narypał i mu mowę odebrało.
Jednak jak się okazuje, faktycznie wszystkie strony rządowe, oficjalne, potwierdzają prawdziwość dolnego zdjęcia, w co sam początkowo nie wierzyłem.
A zatem koryguje. Ja wierzę w oficjalne info, szczególnie jak jest podawane niezależnie, w różnej formie, zarówno przez MON, jak i KPRM.
Generalnie co jest niezmienne to ten mechanizm:
Stary mechanizm działa tak:
1. wypływa prawdziwa, niewygodna informacja.
2. nie zaprzeczaj, to walka z wiatrakami. Druga strona pokaże zdjęcia, relacje świadków, itp.
3. dokładaj do niej nieprawdziwe informacje. Zmień kontekst. Zasiej wątpliwości.
4. zanegowanie twojej, dołożonej do zdarzenia nieprawdziwej informacji będzie łatwe. Bo jest nieprawdziwa.
5. mechanizm psychologiczny działa w prosty sposób: zaprzeczona nieprawdziwa informacja doklejona do prawdziwej, ciągnie tą drugą na dno. Ludzie przestają wierzyć również w prawdziwą.
Tak to się robi w świecie luster. A dziś AI jest cudownym narzędziem także do generowania deep fejków.
Na pierwszym zdjęciu numer przerobiono dodając "SP" jako polski numer rejestracyjny.
W istocie do polskiego Rejestru Cywilnych Statków Powietrznych nie wpisuje się bezzałogowców z tradycyjnymi znakami rejestracyjnymi typu SP-XXXX. Polskie prawo oraz przepisy unijne (EASA) nie przypisują indywidualnych znaków rejestracyjnych do samej konstrukcji drona. W oficjalnym polskim systemie https://t.co/soaH6R7G4X (prowadzonym przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej i ULC) rejestruje się operator (właściciel). Otrzymuje on unikalny cyfrowy numer operatora (np. zaczynający się od prefiksu POL...), który ma obowiązek fizycznie nakleić lub zaprogramować w systemie zdalnej identyfikacji (Remote ID) każdego swojego drona.
To ściema. Nie ma dronów o rejestracji "SP-".
Najśmieszniejsze, że dał się na to nabrać pewien emerytowany śmigłowcowy generał brygady. Znam go osobiście. Jako dowódca 25. Brygady Kawalerii Powietrznej im. księcia Józefa Poniatowskiego był całkiem w porządku.
Potem jednak związał się z pewnymi ugrupowaniami politycznymi. A jak spojrzycie na mapę, to wschód jest po której stronie?
I on właśnie popłynął w tym kierunku. Mocno za Bug. Nad czym ubolewam i to bardzo, szczególnie z powodu owej osobistej niegdyś znajomości.
Zdjęcie pochodzi ze zweryfikowanej strony KPRM. A to jednak jest jakaś wykładnia. Zwłaszcza, że nieco inna forma (a więc nie copy-block) jest na stronie MON.
Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. https://t.co/pPHnCSlfpS
"Ty jesteś bezczelny":
FMF- 4,1 do 4,5%
SAFE - <3,32%
Jak dla kogoś jest to "niewiele wyższe oprocentowanie" to polecam przemyśleć na jakich warunkach ma hipotekę lub inne produkty finansowe ponieważ wyczuwam pole dla popisu dla jednej fundacji z którą od lat działam :)
Dopowiadając: szacunkowo dla nas 4,1 do 4,5% przy FMF ponieważ owe oprocentowanie nie może być niższe niż aktualna rentowności obligacji skarbowych USA. Koszty SAFE są (zgodnie z raportem KE z kwietnia 2026) 3,32%. Wbrew pozorom to jest gigantyczna różnica w kosztach na plus SAFE.
@rzep8@DawidKamizela@wirtualnapolska@PiotrMiesnik Tu nie rozumiem oburzenia. Do ceny flagi nalezy doliczyć wysylke czyli koszt kuriera, oraz specjalne pudełko z listem.
Kazda firma mogła złożyć oferte...
Rozmowa o Rzeczpospolitej w dobie upadku, a to mój zamrożony od czasów magisterki obszar badawczy w prawie i historii, więc musiałem obejrzeć z kronikarskiego obowiązku.
Pozwolę sobie pominąć warstwę osobistą, ponieważ G. Braun i prowadzący wywiad i tak nadwyraz lubują się w wieszaniu psów na "inteligentach", podczas gdy sami specjalnie nie prezentują tutaj rigczu ani etosu rzetelnej pracy badawczej.
Chciałbym skomentować szerzej, ale moim zdaniem rozmowa jest aboslutnie o niczym. Totalny chaos.
Prowadzący zadaje pytanie o podstawę faktograficzną ksiażki G. Brauna. Odpowiedź na pięć minut o wszystkim; zdania wielokrotnie złożone, ale nie dowiadujemy się nic poza tym, że "literatura, którą trzeba było skonfrontać z prawdziwą historią". A co jest tą "prawdziwą historią"? Chyba to zasadne pytanie w kontekście dość "ekscentrycznych" poglądów G. Brauna. No ale tego już się nie dowiemy.
Tak samo z pytaniem o ocenę Stanisława Augusta. Ja naprawdę rozumiem, że można go atakować lub bronić; sam mam dość ambiwaletny stosunek. No ale znów potok luźnych myśli, dygresji, aby w końcu zrobić absurdalną paralelę do L. Kaczyńskiego, która nie trzyma się podstawowych faktów historycznych.
G. Braun ubolewa nad tym, że historię Rzeczspolitej rozbiorowej "napisali nam inni". Powołuje się na ksiażki Lorda i Butterwicka. Tymczasem nie trzeba być specjalnie orłem z tej epoki, aby znać fenomenalne prace Korzona, Askanezego, Rostworowskiego, Kalinki, Wolańskiego, Smoleńskiego, Konopczyńskiego, Ratajczaka, Michalskiego, Kocója czy Zielińskiej. Nawet obecnie mamy nowe pokolenie badaczy, typu Dorota Dukwicz czy Maciej Forycki, którzy godnie reprezentują epokę oświecenia.
Dalsza część wywiadu to już typowa reprezentacja poglądów G. Brauna na historię i rzeczywistość, gdzie każdy kto kiedykolwiek śmiał nie zgodzić się z utrakonwerwatywną wizją kościoła katolickiego (a więc nawet też progresywni duchowni), z pewnością musi być Żydem, masonem, jakobinem, komunistą, etc. Fragment ten specjalnie mnie nie oburzył, bo nie znam G. Brauna od wczoraj, ale prowadzący dość wyraźnie jest zagubiony jak dziecko we mgle. Jakby chciał coś powiedzieć, ale nie miał jaj. Albo nie wiedział kompletnie jak się do tego odnieść. Ostatni raz tak bezradną twarz widziałem na egzaminie z historii prawa, gdy jedna studenka była kosmicznie zdziwiona, że Królestwo Kongresowe było po Księstwie Warszawskim.
Reasumując: Nie wiem czy nie nabijam teraz G. Braunowi tylko wyświetleń, ale dla mnie ten wywiad to potwierdzenie jak skrajnie antyinteletualny i antynaukowy kurs obrał oraz jak bardzo okopany jest w swojej wizji historii Polski.
Przy czym trudno nawet powiedzieć mi konkretnie z czego ta wizja wynika, ponieważ dla mnie to idealne połączenie watykańskiego legata, konfederaty targowickiego, polskojęzycznego carskiego lojalisty i granatowego policjanta truptającego w miejscu, aby tylko podlizać się oficerowi okupującego garnizonu. Bynajmniej nie ma to nic wspólnego z nauka ani nawet specyficznie rozumianą formą patriotyzmu.
Tucker Carlson's favourite "political scientist", John Mearsheimer, and his ATROCIOUS predictions on the war in Ukraine:
Feb. 2022: "I don't think Russia is going to invade."
Sep. 2023: "The Ukrainians are doomed to lose."
Jan. 2024: "It's ridiculous to think Ukraine can hold the line in 2024."
Apr. 2025: "It's unimaginable Ukraine will hang on beyond 2025."
Jul. 2026: "The Russians are slowly moving forward."
The Jim Cramer of foreign policy predictions.
Na stacji Zielonka w Warszawie doszło do incydentu z udziałem dwóch nietrzeźwych mężczyzn.
Agresorzy obrażali jednego z pasażerów oraz wykrzykiwali ksenofobiczne hasła wymierzone w Ukraińców i Białorusinów.
Kiedy kierowca zatrzymał pojazd, aby interweniować, jeden go uderzył. W odpowiedzi pozostali pasażerowie obezwładnili agresorów i wyprowadzili ich z pojazdu. Na miejsce wezwano policję, która zatrzymała obu mężczyzn.
Brawa dla Panów za reakcje.
Kiedy już opadły pierwsze emocje po wydarzeniach z autobusu w Bielsku-Białej, warto zebrać w jednym miejscu to, co dziś wiadomo oficjalnie, bo wokół tej sprawy zdążyło narosnąć mnóstwo historii, których nie potwierdzają ani śledczy, ani nagranie z monitoringu.
11 lipca w autobusie linii nr 8 doszło do agresywnego zachowania 54-letniego mężczyzny wobec trzech Ukrainek, w tym dwóch 11-letnich dziewczynek. Mężczyzna był pracownikiem MZK Bielsko-Biała, choć w chwili zdarzenia przebywał na świadczeniu rehabilitacyjnym.
Został zatrzymany, przesłuchany i usłyszał zarzuty publicznego znieważenia trzech kobiet z powodu ich narodowości oraz naruszenia nietykalności cielesnej jednej z pokrzywdzonych. Zastosowano wobec niego dozór policji i zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi. Za czyn z art. 257 kodeksu karnego grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności.
Najwięcej dyskusji wywołała jednak nie sama agresja mężczyzny, lecz pytanie, czy dziewczynki wcześniej go prowokowały. W internecie szybko pojawiły się opowieści, że miały być wulgarne, pyskować, celowo go zaczepiać, a opublikowane nagranie rzekomo nie pokazywało całego kontekstu.
Tyle że oficjalne ustalenia przeczą tej wersji.
Obie 11-latki zostały przesłuchane. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, prokurator Małgorzata Moś-Brachowska, przekazała jednoznacznie, że na podstawie ich zeznań i zgromadzonego materiału dowodowego wykluczone jest działanie prowokujące lub wulgarne z ich strony.
Jeszcze więcej wynika ze stanowiska MZK, które zabezpieczyło pełny zapis monitoringu z obrazem i dźwiękiem. Nagranie nie może zostać opublikowane, ponieważ stanowi materiał dowodowy, ale spółka dokładnie opisała przebieg zdarzenia.
Jedna z dziewczynek miała wyłożone nogi w kierunku koleżanki. Mężczyzna zwrócił jej uwagę, a ona natychmiast opuściła nogi i przesiadła się tak, by zajmować mniej miejsca. Nie zaczęła się z nim kłócić, nie wyzywała go i nie prowokowała dalej. Po tej sytuacji przez chwilę panował spokój.
Dopiero później, bez nowego bodźca ze strony dzieci, mężczyzna zaczął używać wulgaryzmów, grozić im i obrażać je ze względu na pochodzenie.
MZK podkreśliło przy tym, że zachowanie dziewczynki można oceniać jako typowe dla nastolatki, ale nie jako dewastację, agresję czy poważne zakłócanie komfortu innych pasażerów. Nawet gdyby uznać je za niewłaściwe, reakcja dorosłego mężczyzny była rażąco niewspółmierna i w żaden sposób nie może usprawiedliwiać agresji słownej ani zachowań o charakterze dyskryminacyjnym.
Prawidłowo zareagował natomiast kierowca autobusu. Upomniał agresywnego pasażera, a następnie, po zatrzymaniu pojazdu na przystanku, wyprosił go z autobusu. MZK oceniło jego zachowanie jako właściwe i poinformowało jednocześnie o zakończeniu współpracy z 54-latkiem.
I to jest dziś najważniejsze podsumowanie tej sprawy: według prokuratury dziewczynki nie prowokowały mężczyzny i nie używały wobec niego wulgaryzmów, a według MZK rozpowszechniane w internecie opowieści o ich agresywnym czy prowokującym zachowaniu są sprzeczne z tym, co zarejestrował monitoring.
Na koniec argument, który pojawia się pod niemal każdym materiałem dotyczącym tej sprawy: „A co z przestępstwami popełnianymi przez Ukraińców na Polakach?”.
O nich również trzeba mówić, gdy dochodzi do konkretnych zdarzeń. Nie są jednak odpowiedzią na pytanie o to, co wydarzyło się w tym autobusie. Przywoływanie innych przestępstw tylko po to, by rozmyć odpowiedzialność za tę jedną sytuację, jest zwykłą zmianą tematu.
Tutaj mamy konkretne pokrzywdzone, konkretnego podejrzanego, konkretne zarzuty i konkretny materiał dowodowy. I właśnie na tym, a nie na narodowości sprawców czy ofiar w zupełnie innych sprawach, powinna opierać się ocena tego zdarzenia.
Dobrze, powiem to jasno bo mam serdecznie dość tego dzisiejszego pieprzenia w bambus odnośnie naszej OPL.
Jeśli nasza OPL dziś i w najbliższym czasie stanęłaby wobec takiego zagrożenia przed jakim stoi ukraińska OPL to tak jak tamta wisiałaby na zagranicznym wsparciu.
1/
I jeszcze fragmenty dwóch polskich podręczników do szkoły średniej - autorstwa prawicowych autorów w Polsce często oskarżanych o "wybielanie" historii Polski. Oba z 2001 roku - mające zatem 25 lat(!)
Z obu uczyłem się w szkole średniej:
Trzy cytaty:
"W tej sytuacji 21 VI 1920 r. Piłsudzki doprowadził do podpisania umowy z Dyrektoriatem URL, reprezentowanym przez Petlurę. Polska uznała w niej niepodległość Ukrainy na wschód od dawnej granicy rosyjsko-austryiackiej na Zbruczu, zrzekając się roszczeń do tego terytorium, Petrula zaś zrzekł się pretensji do Galicji Wschodniej i części Wołynia. (...)
Umowa była tylko pozornie kompromisem, ignorowała bowiem aspiracje niepodległościowe Ukraińców galicyjskich (...) "
O 1930: "Kampania przedwyborcza rozpoczęła się wśród protestów przeciw aresztowaniom i kolejnym represjom. Szczególnie brutalne formy przybrała akcja przedwyborcza w Galicji Wschodniej, gdzie Ukraińska Organizacja Wojskowa dokonała wielu zamachów zamachów terrorystycznych. Pod hasłem "Lachy za San" niszczono urzędy publiczne, polskie dwory i zagrody. W odpowiedzi rząd przeprowadził we wrześniu 1930 brutalną pacyfikację Galicji Wschodniej; 30 byłych posłów ukraińskich uwięziono, zlikwidowano wiele ukraińskich instytucji społecznych , gospodarczych i kulturalnych. Opornych karano chłostą. Byli zabici i ranni. Kampania przedwyborcza odbywała się w warunkach uniemożliwiających swobodną grę polityczną.:"
O Wołyniu:
"Wojna i okupacja zaostrzyły konflikt między Polakami i Ukraińcami w Galicji Wschodniej i na Wołyniu. Na czoło ruchu ukraińskiego wysunęły się najbardziej skrajne grupy nacjonalistyczne. Pod koniec 1942. powstały w Galicji Wschodniej pierwsze oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA). Na przełomie 1942/1943 nasiliły się starcia pomiędzy podziemiem polskim i ukraińskim. Na Zamojszczyźnie ich ofiarą padali głównie Ukraińcy, natomiast na Wołyniu i w Galicji Wschodniej - ukrywający się Żydzi i Polacy, gdyż UPA podjęła akcję "depolonizacji" poprzez mordy na ludności polskiej. Rzezie te tolerowali Niemcy, a w dużej mierze prowokowali jest partyzanci radzieccy kierowani przez oficerów NKWD".
Przypominam - podręcznik Anny Radziwiłł i Wojciecha Roszkowskiego mający ćwierć wieku (wydanie 2001) a których to autorów oskarżano o wybielanie II RP i Polaków per se.
Just stunning slavishness to Russia here by Tucker Carlson. He is a cardboard cutout of an actual person. No substance or logic behind his pro-Russia beliefs. Reflexive, pointless hatred of Zelensky. Listen to him get annihilated by basic questions.
Ten wykres powinien zobaczyć każdy, kto krytykował SAFE. SAFE jest kołem zamachowym dla polskiego przemysłu. Nie trafia do Niemca, tylko do naszych fabryk. Stymuluje wzrost mocy produkcyjnych, wykorzystanie kadr i budowę kompetencji. Napędza produktywność i płace. Na lata.
1/2
Jaki problem z Banderą, historią Ukraińskiej Powstańczej Armii i decyzją Zełeńskiego o nazwaniu jednostki wojskowej mianem UPA, mają Polacy?
Postanowiłem opowiedzieć tę historię dosyć szeroko i mam nadzieję, że automatyczne tłumaczenie tekstu, które mamy dzięki @elonmusk, pozwoli przeczytać go nie tylko Polakom ale również Ukraińcom, jak i być może użytkownikom innych języków. Zapraszam na dłuższy🧵
ZANIM DOSZŁO DO LUDOBÓJSTWA - lata 1918-1939
W 1918 roku, po 123 latach obcej okupacji, odrodziło się państwo polskie. Polacy zamieszkiwali wówczas, w zwartych lub rozproszonych grupach, na ogromnym obszarze Europy Wschodniej, obejmującym sporą część terytoriów dzisiejszej Ukrainy, Białorusi oraz Litwy, a nawet Łotwy. Po dziś dzień (2026) państwa te zamieszkują mniej lub bardziej liczne grupy Polaków, którzy żyją tam od setek lat. W latach 1918-1939 odrodzone państwo polskie zamieszkiwały liczne mniejszości narodowe. Wsród nich było około 10% Żydów i aż 14% Ukraińców. Polacy stanowili około 70% mieszkańców własnego państwa.
Ukraiński nacjonalizm lat 1918-1939 wyrósł z klęski prób stworzenia własnego państwa po I wojnie światowej i wojny polsko-ukraińskiej o Małopolskę Wschodnią. Dla wielu ukraińskich działaczy porażka z lat 1918-1921 stała się dowodem, że zawiodły umiarkowanie, kompromis i parlamentarna polityka. W Galicji, na Wołyniu i innych regionach II RP zaczęło narastać przekonanie, że tylko zdyscyplinowany, elitarny i gotowy do przemocy ruch zdoła doprowadzić do niepodległości. Z tego klimatu wyrosły najpierw Ukraińska Organizacja Wojskowa, a potem, od 1929 roku, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów.
Kluczowy wpływ na doktrynę polityczną wywarła doktryna Dmytra Doncowa, zwykle opisywana jako integralny nacjonalizm. Doncow odrzucał demokratyczny pluralizm i humanitaryzm, a w ich miejsce stawiał wolę, fanatyzm, ekspansję i przemoc polityczną. Szczególnie jaskrawe są sformułowania z jego pracy: „każda nowa idea jest nietolerancyjna”, wielka idea narodowa ma być „nieprzejednana, bezkompromisowa, fanatyczna i ‘amoralna’”, a naród lub wielka idea „musi przypisać ogromną rolę w życiu narodów przemocy”.
Polsko-ukraiński konflikt na Kresach w latach 1918-1939 miał charakter zarazem narodowy, społeczny i państwowy. Zaczął się jako otwarta wojna o terytorium i władzę, zwłaszcza o Galicję Wschodnią i Lwów, a po ustaleniu granic przeszedł w długotrwały konflikt między państwem polskim a znaczną częścią ukraińskiej społeczności. Dla Polaków chodziło o utrzymanie integralności państwa i kontroli nad spornymi ziemiami; dla wielu Ukraińców było to doświadczenie przegranej państwowości, marginalizacji politycznej i presji asymilacyjnej. Napięcia wzmacniały spory o szkolnictwo, język, cerkiew, ziemię, administrację i reprezentację polityczną.
Państwo polskie prowadziło wobec Ukraińców politykę czasami niespójną, chwilami twardą i represyjną, czego symbolem stała się pacyfikacja Małopolski Wschodniej w 1930 roku. Z drugiej strony radykalny, ukraiński nurt nacjonalistyczny odrzucał drogę legalną i świadomie eskalował przemoc. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów traktowała terror jako narzędzie wychowania narodu i destabilizacji państwa: chciała uderzać nie tylko w polskich urzędników, lecz także w Ukraińców skłonnych do kompromisu, by zniszczyć umiarkowane przywództwo i spolaryzować społeczeństwo.
Tę logikę dobrze oddaje "Dekalog ukraińskiego nacjonalisty", autorstwa Stepana Łenkawskiego, ogłoszony w 1929 roku; jego kanoniczne brzmienie znamy też z późniejszej broszury Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Najbardziej jaskrawe punkty to: „Zdobędziesz państwo ukraińskie albo zginiesz w walce o nie”, „Nienawiścią i bezwzględną walką będziesz przyjmować wrogów twego narodu” oraz „Nie zawahasz się wykonać najniebezpieczniejszego czynu, kiedy tego wymaga dobro sprawy”.
Ważnym tłem tego konfliktu były stosunki narodowościowe na ziemiach południowo-wschodnich II Rzeczpospolitej Polskiej. W województwie wołyńskim ludność ukraińska i ruska stanowiła około 68,4%, polska 16,6%, a żydowska według kryterium językowego około 9,9%. W województwie stanisławowskim było to odpowiednio 68,8%, 22,4% i 7,4%. W województwie tarnopolskim proporcje były bardziej wyrównane: około 49,3% ludności posługiwało się językiem polskim, 45,5% ukraińskim lub ruskim, a 4,9% jidysz lub hebrajskim. W województwie lwowskim jako całości przeważała ludność polskojęzyczna, około 57,7%, wobec 34,1% ukraińsko- i ruskojęzycznej oraz 7,5% jidysz i hebrajskiego (spis 1931).
Równie istotny jest podział między miastem a wsią. Na wsi, zwłaszcza w Galicji Wschodniej i na Wołyniu, silna była przewaga ludności ukraińskiej, natomiast najważniejsze miasta miały charakter mieszany, najczęściej polsko-żydowski z istotną, lecz mniejszą obecnością ukraińską. Lwów był miastem przede wszystkim polsko-żydowskim: w 1931 roku 63,48% mieszkańców podało język polski jako ojczysty, 24,12% jidysz lub hebrajski, a około 11% ukraiński lub ruski. W Stanisławowie (dzisiaj Iwano-Frankiwsk) według danych spisowych około 41,4% mieszkańców stanowili Żydzi, 37,2% Polacy i 18,6% Ukraińcy. W Tarnopolu ludność żydowska stanowiła 39,3% mieszkańców, podobnej wielkości społeczność tworzyli Polacy a mniej niż 20% - Ukraińcy i Rusini. Na Wołyniu także widoczna była różnica między prowincją a miastami: Łuck miał około 48,5% ludności żydowskiej, choć całe województwo było wyraźnie zdominowane przez ludność ukraińską z występującymi, często wyspowo, polskimi wsiami i dworami.
Oczywiście, strona ukraińska będzie przytaczała w tym kontekście, w odpowiedzi, historyczny rachunek krzywd. Polsko-ukraińskie walki o Lwów w latach 1918-19, niektóre przejawy przymusowej polonizacji czy ograniczania ukraińskich aspiracji narodowych. Konflikt był oczywisty i nierozwiązywalny. Miliony Polaków oraz Ukraińców zamieszkiwały wspólnie olbrzymi obszar południowo-wschodniej Polski. Z drugiej strony warto podkreślić, że Ukraińcy zamieszkujący Polskę mieli i tak dużo więcej "szczęścia" niż ci, którzy pozostali po drugiej stronie granicy, w Związku Sowieckim. Ukraina sowiecka została bowiem poddana nie tylko komunizmowi, kolektywizacji i masowej eksterminacji elit, w tym cerkwi. Ukraina sowiecka została poddana olbrzymiemu planowemu ludobójstwu, hołodomorowi, który pochłonął miliony ofiar.
Ukraińcy w Polsce w latach 1918-1939 nie mieli lekko i nikt rozsądny nie będzie temu przeczył. Niemniej, państwo polskie nigdy nie prowadziło ich zaplanowanej eksterminacji. Państwo polskie umożliwiało też, mimo ograniczeń, funkcjonowanie wielu ukraińskich szkół, organizacji, instytucji. Mimo to, już na wiele lat przed wybuchem II wojny światowej, Polska musiała zmierzyć się z zaplanowaną i systematycznie organizowaną, ukraińską działalnością terrorystyczną.
W II Rzeczypospolitej Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów prowadziła działalność terrorystyczną i sabotażową. Jej członkowie organizowali podpalenia, napady na banki, poczty i ambulanse pocztowe, a także zamachy na przedstawicieli państwa polskiego oraz na Ukraińców uznanych za zdrajców lub ugodowców. Do najbardziej znanych należały zabójstwa Tadeusza Hołówki w 1931 roku, Iwana Babija i ministra Bronisława Pierackiego w 1934 roku; planowano też zamach na wojewodę Henryka Józewskiego. Celem tych akcji było jednocześnie osłabienie Polski, radykalizacja własnego społeczeństwa i pokazanie, że legalna polityka ukraińska jest bezsilna.
Warto to podkreślić - poseł Tadeusz Hołówko był jednym z najważniejszych polskich rzeczników porozumienia polsko-ukraińskiego i właśnie dlatego stał się dla Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów celem szczególnie niewygodnym. Został zamordowany 29 sierpnia 1931 roku w Truskawcu. Minister Bronisław Pieracki, zamordowany 15 czerwca 1934 roku, również nie był wyłącznie symbolem represji; zamach na ministra miał także storpedować możliwość porozumienia z umiarkowaną częścią społeczeństwa ukraińskiego. Z kolei po stronie ukraińskiej wyjątkowo wymowne było zabójstwo Iwana Babija, dyrektora ukraińskiego gimnazjum we Lwowie, krytyka skrajnego nacjonalizmu i człowieka związanego z legalną, umiarkowaną działalnością społeczną. Został zamordowany w 1934 roku. To pokazuje bardzo jasno, że terror Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów był wymierzony nie tylko w Polaków, ale także w samych Ukraińców, jeśli tylko uznano ich za przeszkodę dla rewolucyjnej linii ruchu.
W tym samym kontekście trzeba wspomnieć o procesie Stepana Bandery. Jako przywódca krajowych struktur Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów należał on do głównych organizatorów akcji terrorystycznych. W procesie dotyczącym zabójstwa Bronisława Pierackiego, toczącym się w Warszawie od 18 listopada 1935 roku do 13 stycznia 1936 roku, Bandera został skazany na karę śmierci, zamienioną następnie na dożywotnie więzienie. Sam proces miał duże znaczenie polityczne, bo ujawnił skalę konspiracji, jej strukturę i rolę Bandery w kierowaniu terrorem.
Do 1939 roku ukraiński nacjonalizm w jego radykalnej, ounowskiej postaci był już więc nie tylko ideą niepodległościową, ale także rewolucyjną doktryną politycznej przemocy. Łączył pogardę dla kompromisu, etos fanatycznego poświęcenia i akceptację terroru jako narzędzia dziejowego działania. To właśnie ten splot idei Doncowa, dekalogu Łenkawskiego i praktyki Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów ukształtował najbardziej skrajną postać ukraińskiego nacjonalizmu u schyłku II Rzeczypospolitej.
<Mychajło Kołodziński pisał np. w ukończonej w 1938 r. "Wojennej doktrynie ukraińskich nacjonalistów", że podczas powstania nacjonalistycznego nadarzy się okazja, aby „wymieść do ostatniej nogi element polski na ziemiach zachodnioukraińskich”.
Polacy stawiający opór mieli zostać zniszczeni w walce, a pozostali sterroryzowani i wypędzeni za Wisłę. Kołodziński na tym nie poprzestawał. Oprócz fizycznej eliminacji wrogiej ludności, apelował o niszczenie śladów wrogiego panowania, które ucieleśniał obraz „polskiego dworu”>
1/4
Jak to leciało?
„Nam Bandera przeszkadza, bo namawiają nas do przyjaźni z Ukraińcami. A pomniki Stalina, kultywowanie komunistycznych morderców w Rosji nie, bo nikt nie chce przyjaźni z Rosjanami.”
Aha.
@SamkaTorkowska - zakłamana szmata z erotycznej gazetki.