@Grinch_nr1 Się ciesz że dzwoni, mógł wysłać obowiązkowe wezwanie pocztą. Umawiasz się, zeznajesz na piśmie że wtedy Ciebie i psa nie było i po sprawie. Policja ma procedury i muszą to mieć po prostu na piśmie.
@Glina_Po_Godz Jeśli obrona konieczna ma być jedyna linią obrony to chłop nie ma szans, nie wywinie się. Tu śmiało można wlepic ekscesy intensywny i ekstensywny w szczególności. Aby mówić o obronie koniecznej zagrożenie musi być aktualne, a w chwili gdy on wrócił z AR, wrócił jako napastnik.
@vaelissana@Eustachiu Na własny użytek używam Perplexity w wielu modelach i jeśli chodzi o takie szczegóły prawne to często podaje błędne artykuły, sam muszę się zagłębiać w źródła aby zweryfikować. AI jest pomocne ale potrafi namieszać.
@piotr_rataj Tydzień temu pół Polski sprzedawało bo Phil sprzedał i zrzucili cenę xD Teraz laga w górę, "Phil gupi", później jeszcze większa laga w dół i Phil "a nie mówiłem". Najlepiej samemu zaplanować kiedy wchodzę/wychodzę i tego się trzymać. Nadmierne obserwowanie influ wzmaga emocje.
🚨🚓👮SŁUPY
Od czasu epoki covida łupanego, praca zdalna na rynku cywilnym stała się czymś zupełnie naturalnym. I właśnie wtedy na portalach ogłoszeniowych zaczęły pączkować oferty idealne.
Dwie-trzy godziny dziennie, w kapciach, pięć tysięcy na rękę. Jedyny warunek? Ukończone 18 lat. Wszystko wygląda jak prezent od losu, dopóki nie okaże się, że prezencik to w rzeczywistości wstęp do roli słupa ( żywej pralni cudzych pieniędzy).
Schemat zawsze zaczyna się niewinnie. „Pracodawca” pisze, że zajmuje się handlem/inwestycjami/etc i potrzebuje kogoś, kto będzie jedynie odbierał przelewy i odsyłał prowizję. Dla uwiarygodnienia podsyła skan swojego dowodu i przygotowaną już umowę. W rubryce „zatrudniający” błyszczy dokładnie to nazwisko. Prosi, żebyś podpisał, odesłał skan dokumentu razem z kopią własnego dowodu, bo „przecież on też się ujawnił i nie chce ryzykować, że jesteś oszustem 🤡”. W tej chwili oddajesz nieznajomemu pełny pakiet do rekrutacji kolejnej ofiary. Nowe dane osobowe później wkleja do następnego ogłoszenia.
Kolejny krok to założenie nowego rachunku bankowego. Dostajesz od pracodawcy absurdalnie drobiazgowe instrukcje: jakie hasło, jakie limity, jakie autoryzacje urządzeń i najlepiej jeszcze jaką tapetę ustawić w aplikacji, żeby „wszystko się zgadzało w systemie”. Robisz wielkie oczy i piszesz, że nie wiesz, jak to poskładać. „Nie przejmuj się” - odpisuje wybawca - „podaj mi dane do logowania/zmień nr tel. do autoryzacji, zrobię to za ciebie, a ty skupisz się na pilnowaniu prowizji”. Brzmi jak wygoda plus podwyżka, bo nie tylko zarobisz, ale jeszcze odpadnie ci cała papierologia. W praktyce właśnie oddajesz klucze do sejfu, o którego istnieniu dowie się bank, skarbówka i policja dopiero wtedy, gdy przez rachunek przetoczą się dziesiątki tysięcy złotych z kradzionych kart, fałszywych sklepów itp.
Taki proceder trwa zwykle miesiąc-dwa. Do pierwszego momentu, kiedy zaczynasz dopytywać o pensję, oraz w ogóle o rozpoczęcie faktycznej pracy. Wtedy kontakt milknie. Do banku się nie zalogujesz, bo oddałeś dostęp. Zatem lecisz tam osobiście i sprawdzasz historię konta. To jest ten moment, gdy łapiesz się za głowę. Na rachunku, o którego istnieniu twoja babcia nawet nie wie, krążyły sumy z pięcioma zerami. Nie mija wiele czasu, a do drzwi puka policja wiedziona zasadą „follow the money”. Nagle to ty jesteś pierwszym podejrzanym w sprawie o pranie brudnych pieniędzy, oszustwa VAT albo wyłudzanie pożyczek. Tłumaczenie, że „to tylko praca zdalna”, w prokuraturze brzmi jak kiepski żart.
Jak nie dać się wkręcić?
➡️Po pierwsze, żadnych skanów dowodu osobistego wysyłanych do ludzi z internetu, nawet jeśli przysięgają na własną mamę, że też już swój dowód wysłali.
➡️Po drugie, prawdziwy pracodawca nie potrzebuje twojego prywatnego rachunku do obsługi „firmowych” pieniędzy. Ma własne konto, własną księgową i wlewa ci na konto tylko wynagrodzenie.
➡️Po trzecie, gdy firma istnieje w CEIDG od wczoraj, działa wyłącznie na Gmailu i nie ma numeru stacjonarnego, bierzesz nogi za pas.
➡️Po czwarte, nigdy nie oddawaj loginu, haseł ani smart-autoryzacji. Kto przejmuje dostęp, przejmuje twoją tożsamość.
➡️I najważniejsze: pensja pięć-dziesięć tysięcy za dwie godziny klikania (bez żadnych większych umiejętności) zwyczajnie nie istnieje.
Jeśli zdążyłeś już wysłać swoje dokumenty, natychmiast zastrzeż dowód w mObywatelu, skontaktuj się z bankiem i idź na policję przed tym, zanim policja przyjdzie do ciebie.
Mówiąc krótko - zachowaj czujność.
@_zboral Nie można, ale w takim przypadku nie byłoby znaku s-3f, tylko s-3e.
Problem w tym, że zamazałeś informacje, że zakaz dotyczy tylko pojazdów ciężarowych. Nie rozumiem czemu że swoich followersów robisz debili.
https://t.co/OVi54hBmaB
@Paul__Crow Szczerze mówiąc to nie wiem. Wydaje mi się że czas publikacji nie ma większego znaczenia i jest to raczej czysta losowość. Ważniejsze wg mnie jest regularne postowanie treści które chce się skomentować i podać dalej. Dlatego wartościowy kanał nigdy nie przebije sh*t-contentu.
🚨🚓👮SŁUPY
Od czasu epoki covida łupanego, praca zdalna na rynku cywilnym stała się czymś zupełnie naturalnym. I właśnie wtedy na portalach ogłoszeniowych zaczęły pączkować oferty idealne.
Dwie-trzy godziny dziennie, w kapciach, pięć tysięcy na rękę. Jedyny warunek? Ukończone 18 lat. Wszystko wygląda jak prezent od losu, dopóki nie okaże się, że prezencik to w rzeczywistości wstęp do roli słupa ( żywej pralni cudzych pieniędzy).
Schemat zawsze zaczyna się niewinnie. „Pracodawca” pisze, że zajmuje się handlem/inwestycjami/etc i potrzebuje kogoś, kto będzie jedynie odbierał przelewy i odsyłał prowizję. Dla uwiarygodnienia podsyła skan swojego dowodu i przygotowaną już umowę. W rubryce „zatrudniający” błyszczy dokładnie to nazwisko. Prosi, żebyś podpisał, odesłał skan dokumentu razem z kopią własnego dowodu, bo „przecież on też się ujawnił i nie chce ryzykować, że jesteś oszustem 🤡”. W tej chwili oddajesz nieznajomemu pełny pakiet do rekrutacji kolejnej ofiary. Nowe dane osobowe później wkleja do następnego ogłoszenia.
Kolejny krok to założenie nowego rachunku bankowego. Dostajesz od pracodawcy absurdalnie drobiazgowe instrukcje: jakie hasło, jakie limity, jakie autoryzacje urządzeń i najlepiej jeszcze jaką tapetę ustawić w aplikacji, żeby „wszystko się zgadzało w systemie”. Robisz wielkie oczy i piszesz, że nie wiesz, jak to poskładać. „Nie przejmuj się” - odpisuje wybawca - „podaj mi dane do logowania/zmień nr tel. do autoryzacji, zrobię to za ciebie, a ty skupisz się na pilnowaniu prowizji”. Brzmi jak wygoda plus podwyżka, bo nie tylko zarobisz, ale jeszcze odpadnie ci cała papierologia. W praktyce właśnie oddajesz klucze do sejfu, o którego istnieniu dowie się bank, skarbówka i policja dopiero wtedy, gdy przez rachunek przetoczą się dziesiątki tysięcy złotych z kradzionych kart, fałszywych sklepów itp.
Taki proceder trwa zwykle miesiąc-dwa. Do pierwszego momentu, kiedy zaczynasz dopytywać o pensję, oraz w ogóle o rozpoczęcie faktycznej pracy. Wtedy kontakt milknie. Do banku się nie zalogujesz, bo oddałeś dostęp. Zatem lecisz tam osobiście i sprawdzasz historię konta. To jest ten moment, gdy łapiesz się za głowę. Na rachunku, o którego istnieniu twoja babcia nawet nie wie, krążyły sumy z pięcioma zerami. Nie mija wiele czasu, a do drzwi puka policja wiedziona zasadą „follow the money”. Nagle to ty jesteś pierwszym podejrzanym w sprawie o pranie brudnych pieniędzy, oszustwa VAT albo wyłudzanie pożyczek. Tłumaczenie, że „to tylko praca zdalna”, w prokuraturze brzmi jak kiepski żart.
Jak nie dać się wkręcić?
➡️Po pierwsze, żadnych skanów dowodu osobistego wysyłanych do ludzi z internetu, nawet jeśli przysięgają na własną mamę, że też już swój dowód wysłali.
➡️Po drugie, prawdziwy pracodawca nie potrzebuje twojego prywatnego rachunku do obsługi „firmowych” pieniędzy. Ma własne konto, własną księgową i wlewa ci na konto tylko wynagrodzenie.
➡️Po trzecie, gdy firma istnieje w CEIDG od wczoraj, działa wyłącznie na Gmailu i nie ma numeru stacjonarnego, bierzesz nogi za pas.
➡️Po czwarte, nigdy nie oddawaj loginu, haseł ani smart-autoryzacji. Kto przejmuje dostęp, przejmuje twoją tożsamość.
➡️I najważniejsze: pensja pięć-dziesięć tysięcy za dwie godziny klikania (bez żadnych większych umiejętności) zwyczajnie nie istnieje.
Jeśli zdążyłeś już wysłać swoje dokumenty, natychmiast zastrzeż dowód w mObywatelu, skontaktuj się z bankiem i idź na policję przed tym, zanim policja przyjdzie do ciebie.
Mówiąc krótko - zachowaj czujność.
@juliannboryniec Po prostu się interesujesz, analizujesz i myślisz a nie łykasz wszystkiego jak pelikan. Jesteś na dobrej drodze by nie być "betonem" jednej partii.