⁉️Co Donald Tusk ma wspólnego z kibolami mordującymi ludzi i handlującymi narkotykami ⁉️
Okazuje się, że dzięki wyrzuconej właśnie z rządu @b_mroz_gorgon premiera polskiego rządu od groźnych bandytów dzielą dwa uściski dłoni.
1. Uścisk pierwszy. 29 lipca @donaldtusk ogłosił nominację, przed którą nie sprawdził jednej strony internetowej. Tego dnia premier przedstawił prof. Barbarę Mróz-Gorgoń jako „najwybitniejszą w Polsce specjalistkę od kształtowania marki" i powołał ją na Pełnomocniczkę Rządu ds. Promocji Marki Polska.
Dziś, ta sama osoba nadal figuruje na stronie federacji kickboxingu Strike King jako "Dyrektor Kreatywny".
2. Uścisk drugi. O dyrektorze sportowym tej federacji pisałem w czerwcu. Tomasz Sarara był głównym organizatorem gali Strike King 9 w Krakowie.
Na gali miał wystąpić Marcin N. ps. „Maniek" - lider kiboli Wisły, prawomocnie skazany na 10 lat więzienia za pobicie ze skutkiem śmiertelnym Tomasza C. Ofiara miała 64 obrażenia ciała. Zdążyła zadzwonić przed śmiercią do partnerki w ósmym miesiącu ciąży, że umiera po ataku Mańka i kolegów z bojówki Wisły.
Dziś Marcin N. czeka w krakowskim sądzie na kolejne wyroki. Odpowiada https://t.co/x1faEbp498. za kierowanie odłamem gangu kiboli Wisły oraz handel mefedronem i amfetaminą. W warunkach recydywy. Te sprawy nie są prawomocnie zakończone.
Sam Sarara nie jest w tej historii przypadkowy. Był twarzą i koordynatorem sekcji sztuk walki w Wiśle Kraków w czasach, gdy klub przejęli przestępcy związani z bojówką Sharksów. Podczas jednego z turniejów sekundował Grzegorzowi Z. ps. „Zielak" - człowiekowi numer dwa w gangu. Opisałem to w książce „Wisła w ogniu".
W czerwcu Sarara przyznał, że nadal trenuje ludzi w sekcji sztuk walki Wisły Kraków. I wyrwało mu się szokujące stwierdzenie: tą sekcję koordynuje sam Marcin N. ps. "Maniek".
Po moim tekście Towarzystwo Sportowe Wisła i jego szef @jazdzynski potwierdzili moje ustalenia i zapowiedzieli walkę z patologią w siedzibie swojego klubu.
3. Co to znaczy? Że kobieta, którą zachwalał @donaldtusk z jednej strony pracowała dla polskiego rządu. A z drugiej dla ludzi, którzy są blisko powiązani z jedynmi z najgroźniejszych i najbardziej bezwględnych bandytów w Polsce.
To nie koniec. Nazwisko przyszłej pełnomocniczki rządu figuruje również we wniosku o publiczne pieniądze. Stowarzyszenie Sarara Team Fight Club z Krakowa do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego o 10 tys. zł na „Strike King Festival #4".
W opisie zespołu, dosłownie: „Barbara Mróz-Gorgoń - Dyrektor Kreatywny. Specjalistka ds. marki i strategii firmy. Praktyk biznesu, badaczka i naukowiec w jednym. Szkoleniowiec i wzięta trenerka biznesu".
Zapytałem @b_mroz_gorgon, czy funkcja Dyrektora Kreatywnego Strike King jest odpłatna i czy zgłosiła ją Kancelarii Premiera.
Nie odpowiedziała. Ani na to, ani na 41 innych pytań.
I już nie odpowie.
4. Ale pytania o to, skąd się wzięła @b_mroz_gorgon wysłałem też do @KPRM_CIR@donaldtusk@AgaRucinska i @adamSzlapka. I im odpowiedzi na te pytania wyciągnę z gardeł, choćbyśmy mieli iść do sądu. Zresztą, ja bardzo lubię chodzić do sądu. A na rozprawy, które wypadną akurat w trakcie kampanii wyborczej, wszystkich Was zaproszę.
A tu tekst o nowych "kolegach" premiera Tuska, do których ma dostęp dzięki swojej koleżance od wizerunku:
https://t.co/qUoU4CRmog
Bardzo zły pomysł.
Jak rozumiem każdy Polak logowałby się do platform społecznościowych przy użyciu rządowej aplikacji. Dystopia kompletna. Big Tech - właściciel platformy - za każdym razem będzie otrzymywał od państwowego API zieloną lub czerwoną flagę, tym samym będzie karmiony kolejnym sygnałem na temat naszej tożsamości.
Czy państwo za każdym razem, gdy będę się logował na X otrzyma odpowiedni sygnał? Jeżeli ktoś na przykład z różnych względów ma 2, 3 itd profile na jakiejś platformie, po państwo będzie wiedziało, że należą do jednej osoby?
Myślę, że ministerstwo kolejny raz nie docenia możliwości obchodzenia takich systemów. Kolejnym krokiem będzie zakazanie VPN - tak jest w Chinach i Rosji. Jeżeli sądzi, że dzieciaki tego nie ogarną, to się myli.
Unpopular opinion: all this Polandmaxxing and Warsawmaxxing content will be net negative for Poland in the long run.
Poland's biggest edge for 20 years was being underrated. Cheap assets, great talent, nobody paying attention. That's why the smart money that came early made fortunes here.
When a country becomes a trend, that edge dies. You stop attracting people who do the work and start attracting people who chase trends. Ask Lisbon how that went.
The best thing that ever happened to Poland was everyone underestimating it.
I'd keep it that way.
Często czytam, że „Polacy są w Polsce obywatelami drugiej kategorii”
Ale jak pytam dlaczego, to słyszę bełkot o Ukraińcach, banderowcach i Wołyniu.
Trzeba mieć straszne kompleksy, by uważać ludzi dopiero poznających polski język, prawo czy społeczność, za bardziej uprzywilejowanych.
Część z nas chciałaby widzieć Ukraińców jako biedaków, którzy się nie odzywają, patrzą w ziemię i nie podnoszą głowy.
A tymczasem oni pracują, zarabiają i starają się w Polsce normalnie żyć. I to chyba najbardziej uwiera niektórym.
Europe has a dirty little secret. Poland is the continent's "Talented Kid," but let’s be brutally honest: we act like the bullied nerd who happily does everyone else’s homework for pennies while they take all the credit and get insanely rich.
If you look at the viral "If Europe Was A Class" map circulating right now, we get the "Talented kid" badge. The map is correct. But they forgot to add: "...who has absolutely no idea how good they are."
Look at the hard data. We currently rank #2 globally in all-time medals at the International Olympiad in Informatics (https://t.co/lqdWxFBIsi). Second in the world. We are an absolute factory of algorithmic and mathematical talent.
So, what do we do with this world-class brainpower? We export it. Instead of building our own trillion-dollar empires, we've spent years quietly writing the core code, building the deeptech, and training the AI models that fuel Western startups. We are the ultimate outsourced brainpower, humbly accepting a pat on the back while others IPO on our work.
I touched on this exact dynamic recently on X: https://t.co/taq7Pf952B
We have the raw intellect to dominate be strongly present in global deeptech. What we are missing is the audacity to own our IP, keep the talent here, and build our own global champions.
It’s time the talented kid stopped doing the bully's homework and started running the school.
Panie Premierze @MorawieckiM - ze sporym zaskoczeniem i rozczarowaniem słuchałem Pana argumentującego za rozwiązaniem Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Jest to postulat dziwaczny, sprzeczny z globalnymi trendami konsolidacji przemysłu zbrojeniowego, ale również idący pod prąd działań pańskiego rządu. To za Pana rządów PGZ przeprowadził reformę organizacyjną i rozpoczął proces konsolidacyjny. Jedyny zarzut jaki mogę mieć to ten, że konsolidacja szła zbyt wolno.
To również za Pana rządów Orlen przeprowadził intensywną kampanię ekspansji międzynarodowej i wewnątrzkrajowej konsolidacji.
To co Pan mówi idzie kompletnie pod prąd tych działań. Przykro mi, że dzieje się to prawdopodobnie pod wpływem jednego z bardziej cenionych przeze mnie polityków czyli Pana Michała Dworczyka, na którego zresztą głosowałem. Z rozczarowaniem przyjmuję jak bardzo Pan Michał w tym wypadku się myli, zbytnio optymistycznie podchodząc do zapewnień ukraińskich i polskich lobbystów.
Przemysł zbrojeniowy jest przemysłem bardzo zmiennym, gdzie fazy intensywnych zbrojeń i modernizacji przeplatają się z fazami rozprężeń i cięcia wydatków.
To również przemysł wymagający gigantycznych środków inwestycyjnych. Obecny okres dobrobytu to czas na budowę zasobów - kapitału, zdolności produkcyjnych, licencji i know-how.
Rozumieją to takie firmy jak Anduril, czeskie firmy zbrojeniowe czy niestety Rheinmetall, intensywnie kupujący firmy zbrojeniowe w Europie i na świecie.
Nie robi tego niestety PGZ (pomimo mojej niezłej oceny obecnego zarządu), ryzykując, że w świecie gigantów zostanie rybką, którą prędzej niż później, ktoś pożre.
Mityczne "startupy" budowane w garażach, nie znajdą w Polsce kapitału do rozwoju. Prędzej niż później zostaną wykupione przez zagraniczne firmy i to samo czeka "rozbity" PGZ. Nawet będący odbiorcą setek miliardów pln PGZ, daleki jest od tytułu nawet czołowej firmy zbrojeniowej świata. Żaden "zwinny mały startup dronowy" z Polski, nie będzie w stanie zbudować łańcucha dostaw i fabryk zapewniających produkcję na czas W. To koszty idące w miliardy złotych.
Widzimy to wszędzie tam, gdzie powstają JV, gdzie polskie firmy są biorcami kapitału, bo w innym sposób nie są w stanie zorganizować środków rozwojowych.
W dobie globalnej konsolidacji w najbliższych latach zaczniemy dyskutować o połączeniu PGZ z WBG (25% udziałów ma państwo), a nie rozbijaniu ich na mniejsze firmy.
Rozbicie PGZ to wystawienie najsmaczniejszych kąsków na rozszarpanie przez wielkich rywali. Po kim jak po kim, ale po Panu się tego nie spodziewałem. Z pańską świadomością jak wygląda gra wielkiego kapitału i jakie niedostatki nadal mamy i jak bardzo musimy liczyć na wsparcie państwa, Pan proponuje de facto likwidację polskiego przemysłu zbrojeniowego, który zwyczajnie pójdzie na sprzedaż w pierwszych chwilach "rozprężenia" czy finansowego kryzysu.
PGZ potrzebuje czegoś zupełnie innego - odważnych managerów i wsparcia aparatu państwowego, który przełamie opór związków przy konsolidacji, oraz ambitnie ruszy po fuzje i przejęcia na zagranicznych rynkach.
Parafrazując, albo PGZ będzie wielki, albo nie będzie go wcale. A wtedy nazwę HSW zmienimy na Rheinmetall oddział Stalowa Wola.
No to mamy wyniki matur. Pozwólcie że podzielę się kilkoma przemyśleniami.
81,1 proc. zdało, co dziesiąty ma poprawkę, a średnia z matematyki i polskiego na podstawie to 59 proc. Co to oznacza w praktyce? Że statystyczny polski maturzysta kończy szkołę średnią, posiadając wiedzę na poziomie niewiele wyższym niż połowa wymagań podstawy programowej.
Spójrzmy na rozszerzenia. Średnia z matematyki rozszerzonej to 37 proc. Z informatyki - 40 proc.
O czym te wyniki mówią? Moim zdaniem dzisiejsza matura to fikcja i gra losowa. To jest algorytm, nie selekcjonuje ze względu na talent inżynieryjny czy logiczne myślenie tylko na opanowanie schematów.
Matura w obecnej formule to fikcja. Opiera się (matura i sama szkoła) na modelu edukacji, którego celem było stworzenie (wychowanie, wykształcenie) powtarzalnego pracownika, który działa według instrukcji.
System, który uczy młodego człowieka, że sukcesem jest napisanie testu na jedną trzecią, po prostu go oszukuje. Każdy duży, powszechnie dostępny model sztucznej inteligencji rozwiązuje tegoroczną maturę rozszerzoną z matematyki, fizyki czy chemii na sto procent (albo blisko tego) w kilkanaście sekund. System edukacji marnuje tysiące godzin życia (i miliardy złotych) na naukę mechanicznego odtwarzania struktur, w których komputer już teraz jest miliardy razy szybszy i dokładniejszy od człowieka.
Zamiast uczyć kompetencji przyszłości – takich jak krytyczna analiza danych, weryfikacja czy umiejętność syntetyzowania wiedzy z różnych dziedzin – szkoła zmusza młodzież do rywalizacji z kalkulatorem. To sabotaż ich potencjału.
Obok prymitywnego negowania i usprawiedliwiania ludobójstwa Polaków na x widoczna jest także operacja ukraińskiego wpływu informacyjnego, mająca na celu kontrowanie polskiej narracji ws. OUN-UPA. Ukraińscy liderzy opinii pracujący na różnych kierunkach opublikowali w ostatnich dniach sporo zaczepnych, ale zarazem obfitych treściowo wpisów, mających uderzyć w Polskę i tworzyć fałszywą symetrię (główne założenie ukraińskiej dyplomacji i polityki historycznej), opartą za schemacie, że „wszyscy zabijali i prześladowali”, więc wszyscy są winni i nikt nie ma prawa oceniać, bo każdy ma „swoje grzechy”.
Wśród wpisów, które zauważyłem ukraińscy komentatorzy przypominali :
- polską książkę opisującą ciemne karty AK
- pogrom w Kielcach
- pogrom w Wąsoszu
- przemoc wobec Ukraińców w II RP
Warto to odnotować, bo pokazuje to kilka rzeczy:
1. Są to działania moim zdaniem przygotowane, inspirowane i orkiestrowane
2. Kijów gra na kilku fortepianach jednocześnie - szef MSZ pozornie łagodzi linię, a aparat wpływu w sieci zaostrza przekaz
3. Kijów sądzi, że tego rodzaju linia przyniesie mu korzyść lub poprawę sytuacji
O ile pierwsze dwa punkty świadczą o jakimś przygotowaniu, to trzeci pokazuje moim zdaniem fundamentalny błąd w kalkulacji. Te wszystkie „polskie grzechy” wzięte razem i z osobna ani nie przykryją tematu OUN-UPA, ani nie zmienią ich oceny. Nie spowodują też problemów Polsce, bo w Polsce nie mamy problemu z krytyką tego co złe. Natomiast tego rodzaju „ofensywa” internetowa odsłania intencje Kijowa i mobilizuje oraz jednoczy Polaków, co już można zaobserwować w polemikach w sieci.
Niezwykle celny i mądry komentarz prof. Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego do decyzji Zełenskiego ws. “Bohaterów UPA”:
“Jest bardzo poważny i bardzo dobry powód, dla którego Polacy nie stawiają w Suwałkach, Augistowie, Puńsku, czy gdziekolwiek indziej pomników gen. Lucjana Żeligowskiego i żadna jednostka Wojska Polskiego nie nosi jego imienia i powodem tym nie jest zła w Polsce opinia o tym generale ani odmawianie mu autentycznych zasług bojowych dla niepodległości Polski. Jest nim rozsądek polityczny i łatwość przewidzenia, jaki miałoby skutek dla relacji polsko-litewskich, gdybyśmy te pomniki postawili i nadali takiego patrona jakiejś jednostce Wojska Polskiego. To, że tego nie czynimy nie wynika także ze strachu przed Litwą. Wynika z mądrości - chcemy z Litwinami żyć w przyjaźni i rozumiemy jaki oręż włożylibyśmy Moskalom do ręki, gdybyśmy czynili inaczej. Wymóg, by Ukraińcy wykazali się podobnym rozsądkiem nie jest wygórowany”.
Wypowiedź @SlawomirMentzen na temat szefa Sztabu Generalnego generała @wieslawkukula nie tylko jest obraźliwa, ale jest niezgodna z prawdą. Rozmawiałem wielokrotnie z szefem @SztabGenWP i wraz z innymi posłami Konfederacji uczestniczyłem w poselskiej wizytacji Sztabu Generalnego i nie mam wątpliwości, że i u gen. Kukuły i wśród innych oficerów stojących na czele naszej armii jest zrozumienie zagadnień ekonomii wojny i wyzwań związanych z obroną przed dronami, a także że jest to odpowiedzialny, roztropny i doświadczony dowódca.
Zrozumienie wyzwań ekonomii wojny z udziałem dronów jest już także w coraz większym stopniu w MON, czego wyrazem jest uruchamianie programu SAN oraz uformowanie Inspektoratu Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia.
Nasza krytyka jest potrzebna, ale nie powinna szukać łatwej i fałszywej polaryzacji, lecz mieć charakter właściwy dla stylu, który afirmujemy w Konfederacji — stylu merytorycznej opozycji. Na krytykę zasługuje więc przede wszystkim MON i zbyt późne podejmowanie różnych decyzji, niedostateczne efekty, zbyt rozwlekłe przygotowywania do zmian, niedostatecznie dynamiczne reformowanie Sił Zbrojnych, w niektórzy przypadkach dyskusyjne lub chybione decyzje zakupowe i — tu Sławomir Mentzen ma pełną rację — brak sprawdzania zdolności mobilizacyjnych Sił Zbrojnych.
Odpowiedzialność za ogromną większość błędów i zaniedbań spoczywa według mojej wiedzy na politykach, a nie na generałach. Oficerowie widzą co się dzieje, ale będąc żołnierzami nie mogą włączyć się do debaty politycznej i krytykować MON. Nie przedstawiajmy naszych dowódców jako idiotów nie rozumiejących podstawowych wyzwań, bo jest to nieprawdziwe.
Warto odnotować, że wzywania związane z ekonomią obrony przed dronami (oraz rakietami manewrującymi i balistycznymi) są od dłuższego czasu przedmiotem otwartej i zamkniętej rozmowy w obrębie Sił Zbrojnych i elit politycznych oraz eksperckich, także w gremiach w których jako posłowie i liderzy uczestniczymy. Pytanie nie brzmi „czy”, ale „jak”, „czym”, „kiedy” i „za ile”. Nasz krytyczny głos w tych sprawach jest potrzebny, ale musi mieć konstruktywny charakter.
Jestem przekonany, że wypowiedź @SlawomirMentzen wynikała z dobrych intencji, ale jeśli chodzi o wiedzę i kompetencje szefa SG @SlawomirMentzen został źle poinformowany przez doradców, a jeśli chodzi o wypowiedź generała to po prostu błędnie ją zrozumiał. Wyrażenie troski o życie każdego obywatela przez najważniejszego dowódcę nie musi oznaczać zanegowania zasad ekonomii przygotowań obronnych państwa. Ta wypowiedź była dwuznaczna, patetyczna i pewnie niepotrzebna, ale słuchajmy siebie nawzajem z dobrą wolą!
Przy okazji odniesienia do tej tematyki zachęcam do śledzenia rozpoczętego dziś wydarzenia branży obronnej @Defence24Days. Dziś po południu będę na nim reprezentował @KONFEDERACJA_ w panelu o rozwoju Sił Zbrojnych, a poseł @TudujKrzysztof, pracujący na co dzień w Komisji ds. Służb Specjalnych i w Komisji Obrony, weźmie udział w dyskusji na temat doskonalenia służb specjalnych. W wydarzeniu weźmie udział także spora liczba naszych działaczy i doradców, interesujących się obronnością lub pracujących w tym sektorze.
Obronność i modernizacja oraz rozbudowa Sił Zbrojnych nie potrzebują poprawności politycznej, jednomyślności ani poklepywania się po plecach. Potrzebują rzetelnej, merytorycznej debaty, prowadzonej w trosce o interes narodowy. I taką debatę będziemy prowadzić.
Napiszę wprost: trwający od dwóch godzin wyścig polskich polityków o to, kto bardziej przyczynił się do uwolnienia Andrzeja Poczobuta, jest wysoce żenujący.
DZIECI NIE SĄ „COOL”
W dyskusjach na temat kryzysu demograficznego zbyt rzadko pojawia się kwestia tego, jak posiadanie dzieci wpływa dziś na status społeczny. Niestety we współczesnej kulturze jest to w większości przypadków wpływ negatywny.
Status, czyli względna pozycja w hierarchii społecznej, jest dla nas bardzo ważny. Chcemy być lubiani, cenieni i podziwiani przez innych. Choć w książkach rozwojowych można często spotkać porady, by „nie zabiegać o status” – skądinąd mądre – jakoś tak to jest, że osoby udzielające tych porad same cieszą się zazwyczaj wysokim statusem.
Jak świetnie opisał to niedawno @BachanskiCezary, dla obecnego pokolenia młodych ludzi „poczucie przynależności buduje konsumpcja”. Owo „poczucie przynależności” jest tu znaczeniowo podobne do statusu społecznego. Punkty statusu łatwo jest zbierać ostentacyjną – w sensie dostrzegalną dla innych – konsumpcją. Media społecznościowe znacząco rozszerzyły tę kategorię, bo dziś nawet coś potencjalnie bazującego na introspekcji i wyciszeniu, jak na przykład medytacja, daje się łatwo uchwycić (poprzez selfie czy zrzut ekranu z aplikacji mindfulness) i pokazać na forum publicznym wszystkim znajomym.
Posiadanie dzieci znacząco utrudnia zbieranie punktów statusu w ten sposób – a w wielu przypadkach je przekreśla. Jeśli spojrzeć na to przez pryzmat sygnałów, które są dziś społecznie nagradzane, arytmetyka wygląda brutalnie:
- „fajniej” jest mieć zgrabną sylwetkę i wysportowane ciało niż być „ciężarówką”,
- „fajniej” jest wychodzić na imprezy niż karmić piersią po nocach,
- „fajniej” jest w weekendy wylatywać na city breaki niż wyjeżdżać z dziećmi do dziadków,
- „fajniej” jest chodzić na jogę niż wozić dzieci na zajęcia pozalekcyjne,
- „fajniej” jest dobrze się ubrać i zjeść coś fancy na mieście niż dojadać po dzieciach frytki i nuggetsy w poplamionych dresach,
- „fajniej” jest w poniedziałek w pracy przy automacie do kawy poopowiadać o aktywnie spędzonym weekendzie niż o weekendzie spędzonym w domu z dziećmi – nawet jeśli były to dla rodzica piękne dwa dni.
Przykłady można mnożyć. Ale schemat jest wyraźny – gdy pojawia się dziecko, trudno jest pozostać „cool” w oczach innych.
Bez dzieci łatwo dziś budować status dzięki konsumpcji. „Zwyczajne” zarobki umożliwiają „nadzwyczajne” luksusy – a te przekładają się na punkty statusu.
Z dziećmi sytuacja się odwraca: „zwyczajne” luksusy często wymagają „nadzwyczajnych” zarobków. Nianie, opiekunki, trenerzy personalni, katering dietetyczny, siłownia w domu – to wszystko ułatwia nadążanie za bezdzietnymi rówieśnikami pod względem statusu. Niestety stać na to tylko nielicznych. Alternatywą jest znalezienie kręgu przyjaciół, dla których dzieci są wartością samą w sobie – ale takie kręgi coraz trudniej znaleźć.
Wpływ tej statusowej asymetrii na dzietność jest moim zdaniem znaczący. Te przypuszczenia wzmacnia przykład Gruzji, gdzie w 2007 roku patriarcha Ilia II ogłosił, że zostanie ojcem chrzestnym każdego trzeciego dziecka w rodzinie. To symboliczne wyróżnienie niosło ze sobą ogromny prestiż społeczny – i zbiegło się z wyraźnym wzrostem liczby urodzeń, szczególnie trzecich i kolejnych dzieci. To rzadki przykład, gdy nie pieniądze, ale status i uznanie społeczne przełożyły się na dzietność.
Ale z jakiegoś powodu relację dzietności i statusu przyćmiewają dyskusje o cenach mieszkań, metrach kwadratowych, żłobkach itd. Czy to nie symptomatyczne, że w kulturze materializmu szukamy przyczyny kryzysu demograficznego właśnie w czynnikach materialnych? Gdy tymczasem meta przyczyna może leżeć właśnie w kulturze materializmu.
Problem w dużej mierze sprowadza się do tego, że wady rodzicielstwa są łatwo widoczne i łatwe do opisania, a uroki rodzicielstwa zwykle dzieją się w sytuacjach sam na sam z dzieckiem, czego nie sposób pokazać innym i co trudno ubrać w słowa.
Co więcej, wady rodzicielstwa ewidentnie godzą w status, za to uroki rodzicielstwa raczej go nie dodają. Ta asymetria sprawia, że osoby bezdzietne patrząc z zewnątrz na życie rodziców widzą wady, a nie widzą uroków. Widzą, gdzie stracą pod względem statusu, a nie widzą, gdzie mogą pod tym względem zyskać.
Bo rodzicielstwo można tu porównać do przepięknej podróży, ale odbytej bez aparatu fotograficznego – cudne widoki, głębokie przeżycia i wspaniałe wspomnienia są i zostają na długo, ale tylko w głowie rodzica. Nie ma czego wrzucać na Instagram.
Dla osób, które nie potrafią cieszyć się swoimi doświadczeniami bez pokazywania ich innym – w formie zdjęć z restauracji, selfies z wakacji czy stories z pilates – to może być różnica nie do przeskoczenia.
Przeskoczą ją jedynie ci, którzy poczucie własnej wartości nauczyli się czerpać z wewnątrz, a nie z zewnątrz. Po drugiej stronie czeka ich nagroda tak piękna, że nie sposób ją sobie wyobrazić przed skokiem.
„Najogólniej wystąpił problem ze sprawczością państwa”
Tu się nie zgodzę - problem wystąpił ze sprawnością obecnej ekipy @donaldtusk
W 2023 przejęli władzę, mieli wszystko gotowe, teren zabezpieczony, plany opracowane, kasę przygotowaną, wystarczyło kontynuować, ale paraliż decyzyjny i ta szeroka „niechęć” do jakiegokolwiek trudu, wyzwania inwestycyjnego sprawiła, że Izere zaorano.
Chciano to samo zrobić z CPK, ale tam społeczeństwo nie pozwoliło Tuskowi na zaoranie tematu.
Izera nie miała tyle szczęścia, nie miała wsparcia ludzi. Niestety.
Leki takie jak Ozempic, Wegovy czy Mounjaro miały pomagać na cukrzycę.
Potem okazało się, że odchudzają.
A teraz naukowcy co kilka tygodni odkrywają, że robią z organizmem rzeczy, których nikt nie planował. Serce, wątroba, nerki, mózg, stawy, a nawet uzależnienia.
Lista rośnie tak szybko, że Nature Biotechnology zapytało wprost: czy GLP-1 to pierwsze leki na długowieczność?
Zebrałam to, co wiemy na dziś.
Nazwy handlowe zna każdy, ale w badaniach klinicznych używa się nazw substancji czynnych: semaglutyd (Ozempic, Wegovy), tirzepatyd (Mounjaro, Zepbound), liragultyd (Victoza, Saxenda). Poniżej podaję je tak, jak w publikacjach źródłowych.
SERCE I NACZYNIA
Semaglutyd zmniejsza ryzyko zawału, udaru i zgonu sercowo-naczyniowego o 14% u pacjentów z cukrzycą typu 2 (badanie SOUL, blisko 10 000 pacjentów). U osób z otyłością bez cukrzycy, ale z chorobą sercowo-naczyniową, redukcja ryzyka sięga 20% (badanie SELECT). W 2025 roku EMA zatwierdziła semaglutyd jako pierwszy lek z grupy GLP-1 w prewencji udaru. Dane z badania STEER sugerują nawet 57% redukcję poważnych zdarzeń sercowych w warunkach rzeczywistych.
NERKI
Badanie FLOW wykazało, że semaglutyd spowalnia postęp przewlekłej choroby nerek u pacjentów z cukrzycą typu 2.
WĄTROBA (MASLD/MASH)
Semaglutyd uzyskał w sierpniu 2025 przyspieszone zatwierdzenie FDA do leczenia stłuszczeniowego zapalenia wątroby (MASH) z umiarkowanym lub zaawansowanym włóknieniem (badanie ESSENCE). To przełom, bo dotąd jedynym zatwierdzonym lekiem na MASH był resmetirom. Mechanizm wykracza poza utratę wagi i obejmuje bezpośrednie działanie przeciwzapalne i przeciwwłóknieniowe w wątrobie.
CHOROBA ZWYRODNIENIOWA STAWÓW
Badanie STEP-9 wykazało, że semaglutyd zmniejsza ból kolana i poprawia funkcję stawu u osób z otyłością i chorobą zwyrodnieniową. Marzec 2026 przyniósł jeszcze ciekawsze dane: semaglutyd odbudowuje chrząstkę stawową niezależnie od utraty wagi. U pacjentów grubość chrząstki wzrosła o 17% po 6 miesiącach. Mechanizm: przeprogramowanie metabolizmu chondrocytów z glikolizy na fosforylację oksydacyjną (Cell Metabolism, 2026).
BEZDECH SENNY
Tirzepatyd (Zepbound) został zatwierdzony przez FDA jako pierwszy lek na umiarkowany i ciężki obturacyjny bezdech senny u dorosłych z otyłością. Redukcja epizodów bezdechu o ok. 24 zdarzenia na godzinę w porównaniu z placebo.
ALZHEIMER
Dwa duże badania fazy 3 (EVOKE i EVOKE+) testują semaglutyd u pacjentów z wczesnym stadium choroby Alzheimera. Wyniki spodziewane w 2025/2026. Wcześniejsze dane obserwacyjne wiązały stosowanie GLP-1 z obniżeniem ryzyka demencji u pacjentów z cukrzycą. Mechanizm: redukcja zapalenia neurologicznego, poprawa przepływu mózgowego, potencjalne hamowanie gromadzenia białka tau.
UZALEŻNIENIA
Dane obserwacyjne z kohorty weteranów USA wykazały, że pacjenci stosujący GLP-1 mieli niższe ryzyko zaburzeń związanych z alkoholem (HR 0,89), kannabinoidami (HR 0,88), opioidami (HR 0,87) i stymulantami (HR 0,84) w porównaniu z innymi lekami przeciwcukrzycowymi. Semaglutyd i tirzepatyd są badane pod kątem leczenia zaburzeń związanych z nadużywaniem alkoholu. Hipoteza: GLP-1 moduluje ośrodek nagrody w mózgu, zmniejszając kompulsywne zachowania. To wciąż wczesny etap badań.
NOWOTWORY
Badanie obserwacyjne na 6000 dorosłych wykazało, że stosowanie GLP-1 zmniejsza ryzyko nowotworów związanych z otyłością o połowę w porównaniu ze standardową opieką. Dla porównania: chirurgia bariatryczna zmniejsza to ryzyko o 30 do 42%. To dane obserwacyjne, nie randomizowane. Niemniej kierunek jest wyznaczony.
CHOROBA TĘTNIC OBWODOWYCH
Badanie STRIDE wykazało, że semaglutyd poprawia dystans marszu u pacjentów z objawową chorobą tętnic obwodowych i cukrzycą typu 2.
A ZAGROŻENIA?
Żaden lek nie jest bez ryzyka. Najczęstsze działania niepożądane GLP-1 to nudności, wymioty, biegunka, zaparcia. Zwykle ustępują z czasem. Bardziej poważne, ale rzadsze obawy dotyczą: trzustki (przypadki zapalenia trzustki, choć dane z dużych badań nie potwierdzają istotnie podwyższonego ryzyka), tarczycy (ryzyko raka rdzeniastego tarczycy zaobserwowane u gryzoni; u ludzi brak potwierdzenia, ale GLP-1 są przeciwwskazane przy rodzinnym raku rdzeniastym), pęcherzyka żółciowego (zwiększone ryzyko kamicy żółciowej przy szybkiej utracie wagi), wzroku (doniesienia o retinopatii u pacjentów z cukrzycą, prawdopodobnie związane z szybką normalizacją glikemii, nie z samym lekiem; nowe dane z 2026 sugerują, że tirzepatyd może wręcz obniżać ryzyko chorób oczu), utraty masy mięśniowej (ok. 25% utraconej wagi może stanowić masa beztłuszczowa, stąd rosnący nacisk na trening oporowy i odpowiednie spożycie białka podczas terapii).
Pacjent z otyłością, cukrzycą, stłuszczeniem wątroby i nadciśnieniem ma bazowo podwyższone ryzyko zapalenia trzustki, kamicy, retinopatii i nowotworów. GLP-1 redukując otyłość i insulinooporność, prawdopodobnie zmniejsza to ryzyko netto, nawet jeśli sam lek podnosi pewne zagrożenia.
GLP-1 przestały być lekami „na cukrzycę" czy „na odchudzanie". Dane z ostatnich dwóch lat wskazują na działanie systemowe: kardioprotekcyjne, nefroprotekcyjne, hepatoprotekcyjne, neuroprotekcyjne, przeciwzapalne.
Czy to „lek na wszystko"? Nie. Ale żaden pojedynczy lek w historii medycyny nie miał jednocześnie tak wielu udokumentowanych kierunków działania w tak wielu narządach.
Najbliższe lata (wyniki EVOKE dla Alzheimera, dalsze dane dla uzależnień i nowotworów) pokażą, ile z tych obietnic się potwierdzi.
Był już w Polsce taki czas, kiedy na wniosek ambasadora krzyczał ktoś "liberum veto!" podczas zgłaszania ustaw wzmacniających niewystarczające wobec ówczesnych wyzwań siły zbrojne.
Doradca prezydenta Nawrockiego, pan Leszek Skiba (był prezesem Pekao) zapowiedział, że NBP wypracuje zysk, dzięki sprawnemu „zarzadzaniu aktywami NBP”. Hm… NBP w roli spekulanta rynkowego? I do tego z kryształową kulą, która wie jakie będą za chwile kursy walut/cena złota. Kpiny