Rosja nie ma siły militarnej by pokonać nawet samą Europę bez USA. Dlatego wymyślili specjalny sposób.
Rosjanie wymyślili sposób na wyrwanie przyszłej ofiary z jej sojuszy, a następnie doprowadzenia jej do stanu państwa upadłego metodami wojny kognitywnej oraz działaniami poniżej progu wojny, by wtargnąć jak do siebie, a następnie osadzić zależne od siebie władze tworząc kolejną Białoruś (choć formalnie niepodległe państwo). Wykorzystuje się przy tym starą teorię wojny buntowniczej (matieżnoj wojny), opracowaną przez zbiegłego carskiego oficera Jewgienija Messnera jeszcze w latach 30.
Nową doktrynę na jej bazie opracował gen. mjr prof. Aleksnadr Władimirow w jego trzytomowym dziele "Podstawy Ogólnej Teorii Wojny", III wydanie Moskwa 2018, pierwsze w 2013. Władimirow jest szefem Kolegium Wojskowych Ekspertów Rosji przy prezydencie Putinie. Doktrynę przypisuje się jednak Gerasimowowi, który w przeglądzie WPK w sierpniu 2013 r. opublikował fundamentalny artykuł "Wartość nauki tkwi w przewidywaniu. Nowe wyzwania wymagają ponownego przemyślenia form i metod prowadzenia wojny".
To właśnie w nim po raz pierwszy wprowadził sześcioetapowy model konfrontacji (w załączeniu). Jest tu faza skrytego podburzania do wywołania konfliktu, zaostrzenie istniejącego konfliktu, początek konfrontacji przemocowej (wewnętrznej), kryzys (rozpad państwa), zbrojne wtargnięcie, umacnianie odpowiedniej władzy i budowa nowego państwa.
Nie umknęło to uwadze w Akademii Sztuki Wojennej w Rembertowie, gdzie grupa trzech oficerów napisała doskonały artykuł "Analityczny model oceny hybrydowości współczesnych konfliktów".
Tutaj wprowadzono czteroetapowy model konfrontacji:
- budowanie konfliktu
- eskalowanie konfliktu (z użyciem metod kinetycznych poniżej progu wojny, aż do kompletnej rozsypki państwa)
- zbrojne wtargnięcie w celu usunięcia władzy
- osadzenie nowej władzy i umocnienie państwa wasalnego Rosji.
Ponieważ jak wiadomo hybryda to połączenie, czyli połączenie metod pozawojennych z klasyczną wojną, ocena "hybrydowości" polega na stwierdzeniu, czy działania kognitywne i poniżej progu wojny są wstępem do działań wojennych czyli czy hybryda dopełni się o brakujący klocek.
Ja to rozumiem tak - jeśli polityk używa określenia "wojna hybrydowa" to ma na myśli to, że wojna jest nieuchronna (dopełnienie hybrydy o ostatni jej element, zresztą zgodnie z cytowanym artykułem). Ale politycy, pomijając byłych wojskowych, chyba nie mają takiej świadomości.
Gen. broni Stanisław Czosnek w wywiadzie prasowym posłużył się modelem czteroetapowym zaczerpniętym z powyższego artykułu z ASW (ASG, AON), a zatem świadomość w naszym Sztabie Generalnym o co kaman - jest. Służą tam mądrzy ludzie.
Obecnie wchodzimy w drugi etap (eskalowanie konfliktu). Jeśli władze nie zrobią nic, to będziemy mieć zamieszki,, demonstracje, bijatyki, sabotaż i dywersje, rozkładające się instytucje państwowe nie panujące nad sytuacją, ogłupiałe dezinformacją społeczeństwo, i to będzie ten moment, kiedy wtargną ONI, w bałagan do którego sojusznicy nie będą śmieli wysłać wsparcia wojskowego, bo to będzie drugi Somaliland.
W takim stanie zdezorientowane służby państwowe nie będą wykonywać swoich obowiązków, a co najwyżej będą je wykonywać opieszale, widząc że władza nie panuje nad sytuacją i czekając na taką władze, która to opanuje, lepiej się zawczasu nowym nie narażając.
W tym stanie pojawią się samozwańcze bojówki usiłujące przejąć funkcję służb państwowych, ale tylko pogłębiające chaos, doprowadzające do burd i zamieszek.
Próba generalna już była, na zachodniej granicy. To wróci, jak zacznie się grubsza rozróba. A zacznie się, może nawet jesienią (jeśli Ukraina zacznie padać), o czym ostrzegał premier.
Właśnie w takim stanie, kiedy Polska będzie poza UE a może i poza NATO, pogrążona w chaosie, ze sparaliżowanymi służbami i instytucjami państwowymi, szarpana przez bezprawne, samozwańcze bojówki, w stanie wrzenia społecznego, wtedy wjadą rosyjskie czołgi.
I nikt (lub niewielu) nie będzie z nimi walczył. Część ludzi z gaśnicami w ręku przejdzie na stronę agresora. Reszta będzie czekać na rozwój wydarzeń. Część czmychnie za granice. Ludzie będą tak skołowani, że chętnych do walki będzie niewielu.
Rosjanie wygrają z nami nie czołgami, ale na FB i "X".
I zrobią Rosjanie to co nie wyszło w Ukrainie. A nie wyszło, bo Putin ocenił, że Ukraina jest w stanie rozkładu.
A nie była.
Ale drugi raz tego błędu nie popełnią.
Ilustracja - schemat etapów konfrontacji ze wspomnianego artykułu Walerego Gerasimowa. Zrwóćcie uwagę, że jasno-granatowy to stan wrzenia-chaosu (kryzysu) jaki opisałem wyżej, a ciemno-granatowy to wojna właściwa. Czyli dopełnienie hybrydy o brakujący klocek.
Jeśli podobają Ci się moje wpisy postaw mi kawkę, a będzie więcej
https://t.co/3NOiJ9zNa8
Jarosław Kaczyński przez lata sprzedawał Polakom prosty układ. Macie się bać, a on wam powie kogo. Raz Niemców, raz uchodźców, raz Unii, raz „elit”, raz własnych sąsiadów. W tej polityce nie chodziło nigdy o rozwój kraju. Chodziło o utrzymanie emocjonalnego stanu oblężenia, bo przestraszonym społeczeństwem rządzi się łatwiej niż spokojnym i pewnym siebie.
To nie był lider budujący państwo. To był człowiek, który budował plemię. Wiernych i wrogów. Swoich i zdrajców. Patriotów i „gorszy sort”. Każdy konflikt był dla niego paliwem. Każdy podział inwestycją polityczną. Im większy chaos, tym większa jego kontrola nad własnym obozem. Kaczyński nigdy nie ufał obywatelom. Dlatego tak obsesyjnie próbował podporządkować sobie wszystko. Sądy, media publiczne, spółki, prokuraturę, szkoły, nawet język debaty. Państwo miało nie służyć ludziom, tylko zabezpieczać władzę partii. Liczyła się lojalność wobec prezesa, nie kompetencje. Można było kompromitować Polskę na arenie międzynarodowej, można było robić afery, przepalać miliony, ośmieszać instytucje. Dopóki było się wiernym, wszystko uchodziło płazem.
Najbardziej toksyczne było jednak coś innego. Kaczyński zrobił z pogardy narzędzie polityczne. Wpoił swoim ludziom, że przeciwnika nie trzeba przekonywać. Trzeba go upokorzyć, odczłowieczyć, zakrzyczeć. Dlatego polska polityka zamieniła się w permanentną naparzankę. Nie debatę, nie spór o rozwiązania, tylko niekończącą się wojnę emocji i nienawiści. Smoleńsk stał się religią polityczną. Telewizja publiczna tubą propagandową. Partyjni nominaci rozlali się po instytucjach jak tłusta plama. Ludzie kompletnie nieprzygotowani dostawali stanowiska tylko dlatego, że potrafili klaskać we właściwym momencie. Państwo zaczęło przypominać zamknięty układ wzajemnych zależności, synekur i strachu.
A sam Kaczyński? Zawsze z tyłu. Nigdy naprawdę odpowiedzialny. Premierzy się zmieniali, ministrowie lecieli jeden po drugim, ale on trwał jak polityczny reżyser całego chaosu. Uwielbiał władzę bez odpowiedzialności. Wpływ bez ryzyka. Gdy coś działało źle, winni byli inni. Gdy coś działało dobrze, sukces należał do niego. Największy dramat polega na tym, że skutki tej polityki zostaną z nami na długo. Bo łatwo rozwalić zaufanie między ludźmi, ale bardzo trudno je odbudować. Łatwo nauczyć społeczeństwo pogardy, cynizmu i agresji. Trudniej potem przywrócić normalność.
Kaczyński nie stworzył silnej Polski. Stworzył Polskę wiecznie obrażoną, podejrzliwą i skłóconą. Kraj zmęczony ciągłym szczuciem i polityką opartą na resentymencie. I nawet jeśli jego era dobiega końca, rachunek za te lata dopiero zaczyna przychodzić.
Piotrek K.
Czytając komentarze w sieci i słuchając spinów tworzonych przez prawicę, odnoszę wrażenie, że im się zwyczajnie Polska nie podoba. Co by się nie działo i jak wielkich sukcesów byśmy wszyscy nie mieli na koncie, nasza prawica zawsze narzeka.
1. W Warszawie jest czysto i bezpiecznie?
- prawica znajdzie jakiś śmietnik i zrobi fotkę tworzącą fałszywe wrażenie brudu w mieście
2. Polska może się pochwalić jednym z najniższych w EU bezrobociem czy inflacją?
- prawica będzie krzyczała o „Polsce w ruinie”
3. Wschodnia granica rekordowo bezpieczna i szczelna?
- prawica będzie robiła spiny, że z zachodu nas Niemcy atakują 🤦♂️
4. Tusk załatwił rekordowo niską pożyczkę na rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego, na której zyskamy tysiące miejsc pracy, bezpieczeństwo kraju i jeszcze zarobimy kilkukrotnie więcej niż będą wynosić odsetki?
- Nawrocki wetuje, prawica krzyczy, że dwa razy droższe pożyczki z Korei czy USA i pompowanie kasy w zbrojeniówkę tych państw to lepszy interes a rozwijanie polskiej gospodarki to zdrada🤦♂️.
5. Polska wieś jest jedną z najlepiej rozwijających i najpiękniejszych w EU?
- prawica, która rządzi w większości wiejskich powiatów, cały czas mówi o tym jak jest źle i tragicznie🤦♂️
Czy ta kultura narzekactwa i wiecznego niezadowolenia z Polski i to ciągłe umniejszanie Polakom, to rzeczywiście najlepszy sposób na robienie polityki? Czy nie lepiej budować przekazu na prawdzie i rozsądnym dialogu o prawdziwych problemach?
Czy kogoś to jeszcze dziwi? Braun i jego ekipa z Konfederacji zaprosił do Sejmu RP prorosyjskiego polityka AfD - sojusznika Kremla, który jeździ na imprezy Putina.
Oni już się nawet nie kryją. Braun właśnie pokazał, po której jest stronie. I nie jest to strona Polski. Wybór jest prosty - albo suwerenna, bezpieczna Polska w rodzinie Zachodu, albo kolejne rosyjskie trojańskie konie w Sejmie.
❗️Tak wyglądał projekt ustawy, którą Prezydent dzisiaj zawetował.
Zmiana ograniczona była do dwóch przepisów, której celem było usunięcie luki interpretacyjnej!
Prezydent uzasadniając weto, podnosi argumenty o „ochronie interesu polskich rolników i uniemożliwieniu masowego wykupu polskiej ziemi", które nie mają nic wspólnego z nowelizacją.
Czego faktycznie dotyczyła nowelizacja?
1️⃣ Obowiązująca ustawa ustala regułę, zgodnie z którą nabywcą ziemi rolnej może być wyłącznie rolnik indywidualny. Obecna ustaw przewiduje też, że jednym z wyjątków jest przekształcenie przedsiębiorcy w spółkę handlową bez potrzeby uzyskania zgody KOWR. Problem polegał na tym, że ustawa nie definiowała pojęcia „przedsiębiorca”, więc nie było jasne, czy obejmuje ono tylko osobę fizyczną prowadzącą JDG, czy też spółki handlowe, które formalnie też są przedsiębiorcami. Nowelizacja przesądzała wprost: chodzi TYLKO o osobę fizyczną prowadzącą JDG.
2️⃣. Druga zmiana była analogiczna, ale dotyczyła prawa nabycia KOWR. Przepis doprecyzowywał, że KOWR nie może skorzystać z prawa nabycia przy przekształceniu spółka-w-spółkę (bo nie ma tam nabycia), ale może gdy JDG przekształca się w spółkę handlową.
Ustawa usuwała lukę interpretacyjną, nie liberalizowała obrotu ziemią w żaden sposób!
Kolejne weto oparte na kompletnym niezrozumieniu materii i populistycznej argumentacji.
#deregulacja #wetomat
Pisałem o tym wielokrotnie, ale teraz po ucieczce Ziobro do USA stało się to jeszcze bardziej aktualne. Brak rozpoznania wniosku o ENA wobec Ziobry to niebywały skandal. Po to myśmy się sędziowie bili o niezawisłe sądy, abyście teraz nie potrafili zdyscyplinować lub ukarać tych, którzy z tchórzostwa boją się podejmować decyzję? Wstydźcie się!
Ucieczka Ziobry to przede wszystkim hańba i problem dla niego oraz całego PiS.
Ja wiem, że służby powinny go przywieźć w bagażniku już kilka miesięcy temu. Ja wiem, że tego chce ponad połowa Polaków a reszta by chętnie popatrzyła na takie widowisko.
Jednocześnie nie można zapominać o jednym: ludzie PiS uciekają, chowają się po kątach, unikają wezwań na przesłuchania, mają kilkadziesiąt postępowań i zarzutów. Jest tego tak dużo, że ciężko zliczyć. Winno już być po kilku wyrokach ale nie jest. To jednak nie zmywa win. To nie zmienia tych 8 lat afer. To nie ma prawa wpłynąć na ocenę pozytywnych działań obecnego rządu na wymiarze gospodarczym i nie zmyje fatalnych lat rządów poprzedników.
Przy słusznej irytacji i gniewie, pamietajmy zawsze o proporcjach i szerszej perspektywie.
Popsuć coś jest łatwo. Wspomnijcie jak trudno jest potem to odzyskać i odbudować. Węgrzy czekali kilkanaście lat. Białorusini już się nigdy nie doczekają. Dbajmy o to co mamy i mądrze pracujmy nad poprawą tego co można i trzeba robić lepiej.
Bądźmy mądrzy przed szkodą a nie po szkodzie 🤝
Jedyną drogą ucieczki Ziobrów musiał być Budapeszt i na lotnisku przejście do samolotu ścieżką dla dyplomatów, za wiedzą i zgodą wybranych funkcjonariuszy węgierskiej straży granicznej, w towarzystwie dokumentów wystawionych przez ambasadę USA na Węgrzech. Szykuje się gigantyczny skandal dyplomatyczny.
Dokładnie tak – puzzle zaczynają układać się w niepokojący obraz…
Jeśli ktoś jeszcze myśli, że to wszystko czysty przypadek…
To połączmy kropki.
Prawa ręka Falenty przy taśmach to Piotr Nisztor – wieloletni dziennikarz „Gazety Polskiej / Słowa Niezależnego”, które dostały 37 milionów zł od Zondacrypto (właściciel z udokumentowanymi powiązaniami rosyjskimi).
Jego kumpel Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski (ta sama WP, która wzięła 7,13 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości Ziobry) teraz ostro broni całego układu.
A to dopiero czubek góry lodowej
Unia Europejska jest niedoskonała, irytująca, nudna, ale niczego lepszego w naszej historii nie wymyśliliśmy. Czas pokoju, dobrobytu, wolności, demokracji i solidarności między narodami przez wieki walczącymi ze sobą to cud. Niech trwa jak najdłużej.
To już dziś. O 13:30 Polska jako pierwszy kraj w UE podpisze umowę SAFE.
Ponad 180 mld złotych na naszą armię, bezpieczeństwo ale także inwestycja w polską gospodarkę.
To jest właśnie skuteczność. #polskasafe
W komisji nr 6 w Kamiennej Górze w worku z rzekomo 368 głosami oddanymi na Nawrockiego odnalazło się 90 głosów oddanych na Trzaskowskiego.
W efekcie ponownej weryfikacji ustalono, że Nawrocki otrzymał 278 głosów, a Trzaskowski 428.
Na stronie PKW wciąż widnieje fałszywy wynik.
AGENTURA WPŁYWU PO POLSKU: FARMY TROLLI, POLITYCY I „PATRIOCI”, KTÓRYCH NIKT NIGDY NIE WIDZIAŁ
Zamierzam wam pokazywać, jak naprawdę wygląda świat systemu, bo znam ten syf od środka, robiłem w tym biznesie, widziałem mechanizmy, ludzi, metody, brudne układy i te wszystkie eleganckie mordy, które publicznie mówią o państwie, bezpieczeństwie, wartościach i demokracji, a za kulisami traktują człowieka jak przedmiot użytkowy, jak mięso do przepchnięcia przez cudzą maszynkę. Dla nich nie jesteś obywatelem, tylko emocją do odpalenia, głosem do kupienia, portfelem do wydojenia, zasięgiem do sprzedania i narzędziem do wykorzystania, a jak przestajesz być wygodny, to nagle jesteś problemem, oszołomem, ekstremistą, wariatem, zdrajcą albo człowiekiem, którego trzeba zniszczyć papierem, prokuratorem, nagonką, ciszą albo śmiechem salonu. Ja to przerabiałem. Byłem wyklęty przez system, ciągany przez prokuratorów, opluwany przez takich, którzy o służbie wiedzą tyle, ile im doradca wpisał w briefing, więc nie będę wam tu robił akademickiej pogadanki z miękkim kocykiem na kolanach. Będę pisał po ludzku i po swojemu o tym, jak robią was w chuja politycy, służby, obce ośrodki wpływu, korporacje, media, fundacje, płatni youtuberzy i influencerzy wciskający wam szajs z miną zbawców narodu, bo ktoś im zapłacił, podsunął narrację albo pogłaskał ego. Agentura wpływu przez ostatnie 35 lat nie musiała chodzić w płaszczu, brać kopert pod latarnią i mówić z ruskim akcentem. Mogła działać taniej i skuteczniej przez media, politykę, pożytecznych idiotów, fałszywe autorytety, farmy trolli, anonimowe profile, szemrane portale, grupy na Facebooku, memy, łańcuszki i znane twarze wykorzystywane jak młotek w cudzej ręce, czasem nawet bez świadomości, że właśnie robią komuś robotę. Najmocniej mogła walić tam, gdzie Polska ma stare rany i świeże kompleksy: w internet i media, czyli fabrykę chaosu, botów i profili udających zwykłych obywateli; w politykę i wybory, gdzie z przeciwnika robi się nie rywala, tylko zdrajcę, agenta, faszystę, lewaka, ruskiego, niemieckiego albo brukselskiego pachołka; w gospodarkę i strategiczne inwestycje, gdzie wystarczy rozhuśtać strach, lobbing, koszty i krótką pamięć państwa; w energetykę, czyli gaz, atom, węgiel, OZE i klimat, żeby Polska kręciła się jak pijany na rondzie; w wojsko i służby, żeby podważać sens modernizacji armii, NATO, wydatków obronnych, wywiadu, kontrwywiadu, policji i Straży Granicznej; w Ukrainę, gdzie gra się Wołyniem, zbożem, socjalem, zmęczeniem wojną i strachem; w granicę i migrację, gdzie rozrywa się ludzi między litością a bezpieczeństwem; w historię, pamięć, PRL, WSI, lustrację, Smoleńsk, Kościół i każde stare polskie pęknięcie, w które można wsadzić brudny palec i kręcić, aż rana zacznie ropieć.Największe pole sukcesu to internet i media społecznościowe, bo tam już nie trzeba nawet wchodzić drzwiami. Wystarczy założyć konto na Facebooku, wrzucić profilowe z twarzą wygenerowaną, ukradzioną albo nijaką, dorzucić flagę, orła, husarię, różaniec, żołnierza, dziecko, psa albo zdjęcie z lasu i udawać zatroskanego obywatela. Wchodzisz na taki profil i coś śmierdzi od pierwszego kliknięcia: niby pięć tysięcy obserwujących, niby codziennie troska o Polskę, dzieci, emerytów, rolników, żołnierzy, przedsiębiorców i zwykłych ludzi, ale jak patrzysz dokładniej, to nikt tego gościa nie zna, nie ma rodziny, pracy, normalnych zdjęć z życia, historii, kolegów z jednostki, szkoły, osiedla, firmy czy wsi, a znajomi są zlepieni z przypadkowych profili z całej Polski, jakby ktoś wysypał worek kont na podłogę i powiedział: udawajcie społeczeństwo. Nikt go nigdy nie widział, nikt nie wie, skąd jest, ale profil codziennie napierdala dezinformacją, oczywiście zawsze w trosce o dobro ogółu, bo trzeba pytać, bo media milczą, bo oni nam tego nie powiedzą. Do tego dochodzą farmy trolli, boty i sterowane grupy kont, które mają rozkręcić temat, napompować komentarze, zrobić sztuczny tłum, udawać gniew narodu, przepchnąć hasztag, opluć przeciwnika, zastraszyć rozsądnych i podsunąć gotowe zdanie leniwym. Sto kont napisze to samo innymi słowami, tysiąc poda dalej, dziesięć tysięcy zobaczy, a potem prawdziwi ludzie wykonują robotę za darmo, bo w polski internet wystarczy wrzucić zatrutą kiełbasę, a psy same zaczynają się gryźć. W tę robotę wciągano też ludzi znanych, z nazwiskiem, zasięgiem i autorytetem, czasem świadomie, czasem przez próżność, głupotę, obrażone ego albo partyjny interes. Polityk nie musi mieć koperty od obcej służby, żeby robić robotę obcej propagandzie. Wystarczy, że powtarza hasła osłabiające zaufanie do państwa, armii, sojuszy, wyborów, granicy, Ukrainy, NATO, służb albo własnych instytucji, a temat podsunięty przez farmę trolli wnosi na mównicę sejmową, do telewizji, na X, Facebooka albo TikToka, bo zgadza się z linią partyjną. Wtedy troll z piwnicy już nie musi krzyczeć, bo za niego krzyczy poseł, senator, minister, były minister, kandydat, europoseł, radny albo polityczny celebryta z oczami przyklejonymi do słupków, a zatruta narracja dostaje garnitur, mikrofon, studio telewizyjne i pieczątkę debaty publicznej. Największym sukcesem agentury wpływu w Polsce nie było to, że zrobiła z nas naród prorosyjski, bo Polacy generalnie wiedzą, czym jest Rosja, tylko rozjebanie zaufania do państwa, instytucji, ekspertów, wojska, służb, mediów, sądów, polityki, nauki, sąsiada i samej idei wspólnoty. Dlatego zanim podasz coś dalej, sprawdź, czy nie robisz za darmowego tragarza cudzej propagandy. Sprawdź konto, twarz, historię, znajomych, źródło, datę, zdjęcie, cytat i to, czy ten sam tekst nie lata po pięćdziesięciu profilach z lekko zmienionymi słowami. Agentura wpływu nie potrzebuje, żebyś kochał Rosję, Białoruś albo jakiekolwiek obce centrum. Ona potrzebuje, żebyś przestał myśleć, zaczął nienawidzić na komendę i sam roznosił jej syf z przekonaniem, że bronisz Polski. A jeśli doczytałeś do końca, to znaczy, że TikTok nie zrobił ci jeszcze z mózgu papki od przewijanego gówna. Dzięki. To dziś naprawdę więcej, niż system zakładał.