Spodziewałam się burzy, ale nie aż takiej.
Z komentarzy pod poniższym tweetem wynika, że:
✨ jestem pasożytem (powtórzone wielokrotnie w mniej lub bardziej dosłowny sposób)
✨ jestem nierobem
✨ jestem bezużyteczna i refundacja mojego leczenia to marnowanie pieniędzy
✨ jestem roszczeniowa
✨ głosuję na Tuska (???)
...i wiele innych.
Nie mam pojęcia, na podstawie czego stwierdzono mój rzekomy brak wdzięczności wobec podatników, których składka zdrowotna jest jednym ze źródeł finansowania mojego leczenia.
Najmocniej jednak w tym wszystkim uderza mnie coś innego: jak szybko i bezrefleksyjnie spora część społeczeństwa może uznać człowieka za śmiecia, gdy w grę wchodzą pieniądze. Jak łatwo zamienić czyjeś życie, zdrowie i godność w tabelkę z kosztami.
Co ciekawe, choć nie zaskakujące, najwięcej pogardy klasycznie okazali ci, którzy najchętniej przedstawiają się jako katolicy, patrioci, obrońcy tradycyjnych wartości i wielcy miłośnicy życia. Ci, którzy krzyczą, że aborcja jest zła, ale gdy ktoś ma nieszczęście urodzić się chory, nagle staje się pasożytem i problemem. Empatii wobec realnie chorego człowieka starczyło najmniej właśnie tym osobom.
Wierzcie mi lub nie, ale ja też wolałabym być zdrowa. Wolałabym móc pójść do dowolnej pracy, a nie wybierać spośród okrojonego zbioru tych, które pozwala mi wykonywać mój stan zdrowia. Żyć bez leczenia, zależności od systemu i dobrej woli (lub jej braku) polityczek i polityków. Ciężka choroba, która zabiera tak wiele, to nie jest wybór.
Refundacja jakiegokolwiek leczenia to nie jest jałmużna ani prezent od państwa. To sens istnienia składek i publicznej ochrony zdrowia: żeby pomagać ludziom wtedy, kiedy sami nie mają szans udźwignąć ceny choroby. Dzisiaj pomocy potrzebuję ja. Jutro może to być Wasze dziecko, partner, rodzic albo Wy sami. Choroba nie pyta o poglądy, zarobki ani sympatie partyjne. A karma to suka.
Niemniej, życzę Wam wszystkim długiego życia w zdrowiu. I żebyście nigdy nie musieli wysłuchiwać, że jesteście pasożytami, tylko dlatego, że chcecie żyć.