„Zwariowali na punkcie tego dziecka”. Zazwyczaj wypowiadają je osoby z pokolenia, w którym model wychowania opierał się na posłuszeństwie, a nie na relacji. Kiedyś dziecko traktowano niemal jak przedmiot lub inwestycję, która miała być przede wszystkim „grzeczna” i nie sprawiać kłopotów. W tamtym świecie potrzeby emocjonalne malucha spychano na margines, bo przecież „dzieci i ryby głosu nie mają”. Dziś jednak nastąpiła ogromna zmiana świadomościowa i coraz więcej rodziców wybiera rodzicielstwo bliskości.
To podejście zakłada, że dziecko to odrębny byt, mały człowiek z pełnym wachlarzem uczuć i potrzeb, które są tak samo ważne jak potrzeby dorosłych. Szanowanie tych emocji, rezygnacja z kar cielesnych czy dawanie prawa do odmowy to dla wielu „starej daty” obserwatorów fanaberia. Nazywają to „zwariowaniem”, bo nie potrafią zrozumieć, że wychowanie bez tresury to nie brak dyscypliny, lecz budowanie fundamentu zaufania.
Zamiast tresować dziecko do roli uległego wykonawcy poleceń, współcześni rodzice starają się być przewodnikami. To wymaga ogromnej cierpliwości, czasu i pracy nad własnymi emocjami, czego kiedyś po prostu nie praktykowano. Dziecko nie jest już dodatkiem do życia dorosłych, który ma się dopasować do mebli. Jest partnerem w relacji, którego granice są respektowane od najmłodszych lat. To, co niektórzy nazywają „wariacją”, w rzeczywistości jest uzdrawianiem schematów przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Przestaliśmy widzieć w płaczu manipulację, a zaczęliśmy dostrzegać w nim komunikat o trudnościach. Dzięki temu nowe pokolenie ma szansę dorastać w poczuciu bezpieczeństwa i własnej wartości. Może i „zwariowaliśmy”, ale robimy to po to, by nasze dzieci nie musiały później latami leczyć ran z dzieciństwa.
Dziewczynka zadźgała drugą dziewczynkę po szkołą, w innej chłopiec potraktował maczetą woźnego, bo ten nie pozwolił mu wejść na teren placówki, student szykował zamach terrorystyczny.
Nie, to nie jest kwestia ilości lekcji religii w szkołach, to nawet nie jest kwestia ile razy zaciągniesz swoje dziecko do kościoła. To jest kwestia - ile razy znajdziesz dla swojego dziecka czas i zastanowisz się, skąd ma maczetę, nóż lub co robi godziny przy komputerze lub telefonie i z kim rozmawia.
W świecie nie ma pustki - każdy brak jest zastępowany czymś innym, czasem gorszym.
Dzieci się nie posiada. Dzieciom daje się życie i ma się na życie przygotować.
Dobrym ludziom nie trzeba tego tłumaczyć.
Polska się nie podzieliła. Ona zawsze taka była.
Po prostu teraz każdy z nas widzi tę drugą połowę wyraźniej.
Jedni piją kawę z przytuleniem do flagi, drudzy z przytuleniem do ściany.
Jedni cieszą się, że „się udało”, drudzy że „już po wszystkim”.
Ale większość i tak musi iść do pracy, odebrać dzieci z przedszkola i udawać, że te wybory nie przeorały im w głowie.
I najgorsze w tym wszystkim nie jest to, kto wygrał. Tylko to, że znowu wszyscy są zaskoczeni.Jakbyśmy żyli w dwóch osobnych rzeczywistościach. Z dwoma internetami, dwoma znajomymi i dwoma prawdami.
A potem zdziwienie, że wynik to nie echo naszej bańki, tylko głos sąsiada spod piątki, który zawsze mówi „dzień dobry” lub pożycza ci cukier lub podlewa ci kwiatki, gdy wyjeżdżasz ale głosuje zupełnie inaczej.
Albo matki, która tyra dla ciebie bo cię kocha i nic nie mówi, ale swoje robi.
Nie wygrał potwór. Nie przegrał ideał.
Wygrał ten, kto przekonał więcej ludzi.
Przegrał ten, kto uznał, że już nie musi przekonywać nikogo.
To nie apokalipsa. To demokracja. Nie działa tak, jak chcesz. Działa tak, jak chce większość.
A jak ci się nie podoba, to nie szukaj walizki. Szukaj argumentów.
Bo można się wkurzyć. Można być rozczarowanym. Ale jeśli zaczynasz nienawidzić ludzi za to, że postawili krzyżyk gdzie indziej niż ty, to nie polityka cię pokonała.
To ty przegrałeś kontakt z rzeczywistością.
Jest kilka wniosków, zależnie od mówcy ale to jeden bardzo ważny:
Może to nie politycy nas dzielą. Może po prostu my się nawzajem nie lubimy. Bo łatwiej nas rozśmieszyć memem niż poruszyć prawdą. A najtrudniej spojrzeć sąsiadowi czy bliskim w oczy i powiedzieć: głosowaliśmy inaczej, ale nadal jesteśmy ludźmi.