To już dość.`Obyś żył w ciekawych czasach`to tylko chińskie przekleństwo.W naszych rękach jest to by rzeczywistość naszych dzieci była odrobinę mniej `ciekawa`
🇵🇱 Słuchajcie, ktoś w rosyjskich służbach znowu wyrabiał nadgodziny w piwnicy i przy okazji wyciągnął najbardziej tandetny, zakurzony scenariusz, jaki trzymają tam od czasów sowieckich.
Aleksandr Bortnikow, szef FSB, prawdopodobnie dumnie walnął ręką w stół, gdy dawał zielone światło dla ich najnowszego, „genialnego” posunięcia. Plan? Właśnie dzisiaj, czyli 5 lipca, zalewają sieć rzekomymi „dokumentami archiwalnymi”, które w temacie Tragedii Wołyńskiej - czyli jednej z najbardziej bolesnych, krwawych ran w historii polsko-ukraińskiej - mają udowodnić... cóż, dokładnie to, co Kreml akurat chce usłyszeć. Ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji (CCD) i jego szef, Andrij Kowałenko, na szczęście zachowali czujność i zdemaskowali całą imprezę, zanim jeszcze usechł klej na podrobionych pieczątkach.
Harmonogram wyliczono z aptekarską dokładnością.
Rosyjskie media państwowe (z Russia Today na czele) jak w zegarku, już w nocy zaczęły pchać ten towar w świat. Według ich wersji „właśnie odtajnione” akta mają dowodzić, że dowódca UPA, Dmytro Kljaczkiwski, osobiście nakazał likwidację katolickich księży i dwóch tysięcy Polaków we Włodzimierzu Wołyńskim.
Trzeba panikować? Skądże.
Kreml ma po prostu potężne skurcze żołądka na samą myśl, że Polacy i Ukraińcy - mimo historycznych sporów - wciąż ze sobą rozmawiają. Na dodatek w UE decydują się właśnie losy otwarcia ukraińskich rozdziałów negocjacyjnych, a premier Donald Tusk ledwie parę dni temu jasno dał do zrozumienia, że przeszłość trzeba wyjaśnić, ale obecne partnerstwo strategiczne to nie zabawka. No i w tę delikatną równowagę FSB chciało wjechać z buciorami.
Ta cała operacja jest subtelna i niezauważalna mniej więcej tak, jak wogońska poezja serwowana do porannej kawy. Osiągnęli tylko jedno: Kowałenko i CCD mogą teraz palcem pokazywać światu, jak działa moskiewska fabryka fałszerstw. Takiego syfu się nie czyta - to się bezdyskusyjnie wystrzeliwuje przez śluzę powietrzną.
#Wolyn #Disinformation #FSB #CCD
🇵🇱 Polska podwaja zamówienie na A330 MRTT
Wczoraj w bazie w Krzesinach i łaskich hangarach korki od szampanów wystrzeliły pewnie same, bo Warszawa znowu grubo poleciała w przetargach, pokazując, że na wschodniej flance nie ma czasu na półśrodki. Zamiast dwóch planowanych początkowo latających cystern Airbus A330 MRTT, ostatecznie zgarniemy ich aż cztery, i to w sumie dzięki sprytnemu, wręcz genialnemu układowi z Hiszpanami. Madryt po prostu oddał nam swoje dwa miejsca w kolejce produkcyjnej Airbusa, dzięki czemu cały ten sprzęt wyląduje u nas z polskimi szachownicami najpóźniej do 2030 roku. Ministerstwo Obrony Narodowej wprawdzie dyplomatycznie milczy w kwestii dokładnej ceny, ale spoglądając na niedawny kontrakt Włochów, którzy za sześć takich maszyn wyłożyli 1,4 miliarda euro, łatwo policzyć, że nasz czteroosobowy pakiet podniebnych potworów to koszt oscylujący w granicach miliarda euro.
Miliard euro. Dużo? Mało?
Najlepsze jest to, że krajowy budżet nawet tego mocno nie poczuje, bo finansowanie idzie w całości z unijnego mechanizmu SAFE, z którego Polska jako pierwsza wyrwała rekordowe 43,7 miliarda euro tanich pożyczek na obronność, więc grzechem byłoby z tego nie skorzystać, kiedy Bruksela w zasadzie podstawia nam portfel pod nos. Dla jasności - to nie są zwykłe pasażerskie samolociki, w których miła stewardessa rozlewa ciepłą colę i podaje przesolone orzeszki, tylko potężne, wielozadaniowe potwory strategiczne w najnowszej wersji neo, zdolne nie tylko przepompować tony kerozynu w locie, ale też przewieźć 266 osób albo służyć jako latający szpital ewakuacyjny. Bez takich maszyn kupowanie najnowocześniejszych myśliwców F-16 czy nadchodzących F-35 byłoby kompletnym absurdem, bo zamiast trzymać całodobowy patrol bojowy nad granicą, nasi piloci musieliby co chwilę siadać na ziemi na tankowanie albo zarywać noce, prosząc sojuszników z NATO o "użyczenie rury". Teraz te cztery sztuki dają nam kőkemény pancerz i pełną niezależność operacyjną w powietrzu, a jeśli chcecie prześwietlić ten cały logistyczny majstersztyk do ostatniej śrubki, to wszystkie zakulisowe szczegóły znajdziecie na Defense News.
#WojskoPolskie #AirbusA330MRTT #PolskieSiłyPowietrzne #DefenseNews #Polska2027 #K15X
Kto rządził w Polsce w 2022 roku?
- Rządził w tym czasie PiS a premierem był niejaki @MorawieckiM❗
📍W listopadzie 2022 r. moja mama pisze Witold Jurasz, trafiła na słynny już w całej Polsce SOR w Szpitalu Południowym w Warszawie.
To, czego byłem świadkiem, a w jeszcze większym stopniu to, co wówczas usłyszałem, do dzisiaj budzi w mnie przerażenie, oburzenie, ale też strach.
Rano 30 listopada 2022 r. zawiozłem moją wówczas 84-letnią mamę na zdjęcie szwów po operacji endoprotezy kolana. Do szpitala trafiliśmy około 9:30. Dwie godziny później lekarze stwierdzili, że nie mogą wykluczyć zakrzepicy i skierowali mamę na szpitalny oddział ratunkowy (SOR) w tym samym szpitalu. Dotarliśmy tam około godz. 12.
Przez 10 godzin czekaliśmy na przyjęcie przez lekarza. Gdy już dostaliśmy się do niego, mamie zlecono jedno badanie, po którym znów czekaliśmy kilka godzin na przyjęcie przez lekarza. Łącznie w Szpitalu Południowym spędziłem tego dnia z mamą 16 godzin, z czego na szpitalnym oddziale ratunkowym — blisko 14.
Po drugiej wizycie usłyszeliśmy, żeby przyjechać znów na ten sam SOR następnego dnia o godz. 11. Tym razem ze szpitala wyszliśmy nie o godz. 2 w nocy, ale około godz. 22. Słowem: po 14 godzinach na SOR-ze i kilku godzinach snu w domu, kolejnego dnia na SOR-ze spędziliśmy 11 godzin.
Moja mama zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia momentami traciła już świadomość, a kontakt z nią był chwilami utrudniony. Była bowiem krótko po operacji i bardzo osłabiona. O ile w domu mogła jednak leżeć, to już na SOR-ze nie było niczego poza krzesłami.
Byłem wstrząśnięty tym, co usłyszałem mówi Jurasz .
W pewnym momencie, gdy zacząłem się realnie obawiać, czy mama to wszystko w ogóle przeżyje, wszedłem do gabinetu lekarza dyżurnego i grzecznie zapytałem go, dlaczego coś takiego jest w ogóle możliwe.
Lekarz, z którym rozmawiałem, rozpoznał mnie jako dziennikarza. Wyraźnie zaznaczyłem, że moje pytanie zadałem jako syn bardzo już starej i, proszę wybaczyć potoczność, ledwie żywej kobiety. Młody, bardzo miły lekarz powiedział mi, że w chwili, w której rozmawiamy, ma pod opieką dwóch pacjentów z zawałami i jedną pacjentkę z podejrzeniem udaru i jakkolwiek zdaje sobie sprawę, że moja mama może nie przeżyć wizyty na SOR, to jeśli zajmie się moją mamą, a nie wspomnianymi pacjentami, oni nie przeżyją na pewno.
Gdy spytałem, dlaczego tylko on jeden pracuje na SOR-ze i czy w całym szpitalu nie ma innych lekarzy, którzy mogliby mu pomóc, lekarz odpowiedział, że w szpitalu, owszem, na wielu oddziałach są inni lekarze. Co więcej, mają oni w umowach wpisany obowiązek "schodzenia z oddziałów na SOR", ale tego nie robią, "bo im się nie chce", a jako że są od niego ważniejsi, to nie jest w stanie ich do tego zmusić.
Byłem wstrząśnięty tym, co usłyszałem. Postanowiłem więc — tym razem już przedstawiając się jako dziennikarz — spytać również pielęgniarek, czy to, co usłyszałem, jest prawdą. Wszystkie potwierdziły. Kolejnego dnia, gdy wróciliśmy z mamą do szpitala, na SOR-ze również był tylko jeden lekarz. Zadałem mu pytanie, czy to prawda, że ważniejsi lekarze powinni mu pomagać, ale tego nie robią. Usłyszałem jednoznaczne potwierdzenie.
Wszystko, co powyżej opisałem, chciałem już wówczas, czyli w 2022 r., przedstawić w artykule w Onecie. Uznałem jednak, że mogłoby to zostać odebrane jako załatwianie prywatnych spraw na łamach ogólnopolskiego portalu i tego nie zrobiłem. Z perspektywy czasu myślę, że popełniłem błąd.
Poziom organizacyjnej niekompetencji, ale też moralnej zgnilizny, który zobaczyłem w Szpitalu Południowym, był taki, że to, co dziś publikuję, powinienem był opisać już cztery lata temu.
To co dzieje się w szpitalu południowym w Warszawie były premier @MorawieckiM
wytyka obecnemu rządowi, ale ta historia mówi zupełnie co innego.
Patologia jaką on niby teraz zauważa istniała w czasie właśnie jego rządów jako premiera.
Przedstawione fakty pochodzą z sytuacji opisanej w 2022 r.
https://t.co/Gs2wLF9vKt
Posłuchajcie @KosiniakKamysz 👍
TEGO SIĘ NIE SPODZIEWAŁEM ‼️
- Do brauna I jego OSZOŁOMÓW
Nie zrobiliście nic w Sejmie choć działacie w polityce od wielu lat‼️
Dziś tylko szczujecie‼️
NIE BÓJCIE SIĘ TYCH LUDZI OD BRAUNA 🤮 CZĘSTO PRZEBRANYCH W MUNDURY, Z CZYM BĘDZIEMY WALCZYĆ ‼️‼️
Ci ludzie szukają wszędzie wrogów, także wśród Polaków co nie myślą jak oni‼️
JEŻELI ONI KIEDYKOLWIEK DOJDĄ DO WŁADZY, TO NAJPIERW ZNISZCZA TYCH KTÓRZY MÓWIĄ DZISIAJ PRAWDĘ, PÓŹNIEJ ZNISZCZĄ KAŻDEGO I PODPALA CAŁĄ POLSKĘ 🔥🔥🔥🔥🔥🔥
Wielki szacunek za te słowa, nareszcie ktoś zaczyna mówić o tym głośno 📢📢📢📢📢 📢📢📢
Skoro już mówimy o faktach, to opowiedzmy całą historię.
1. 13 października 2023 r., na dwa dni przed wyborami, podpisaliście umowę przedwstępną, a nie finalną umowę realizacyjną.
2. Okoliczności i warunki tej transakcji budzą wątpliwości i są dziś przedmiotem postępowania prowadzonego przez prokuraturę.
3. W ciągu ostatnich dwóch lat projekt został zmieniony, rozbudowany i doprowadzony do realizacji. Dziś Kleczew to jedna z największych inwestycji fotowoltaicznych w Europie Środkowo-Wschodniej – 400 tys. paneli i energia dla ok. 100 tys. gospodarstw domowych
Umowę przedwstępną można podpisać nawet dwa dni przed wyborami. Prawdziwym sprawdzianem jest doprowadzenie inwestycji do końca, a Ostrołęka pokazuje, że gdybyście dalej rządzili to nic z inwestycji w Kleczewie by nie zostało.
Sprawa willi Bartłomieja Obajtka
W środę 1 lipca 2026, po godzinie 17 Daniel Obajtek (@DanielObajtek) pochwalił się na X sukcesem w sprawie sądowej swojego brata. Zamieścił filmik, na którym Bartłomiej Obajtek opowiada o swoim zaskoczeniu, bo Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe umorzył bardzo głośną sprawę karną dotyczącą próby nabycia nieruchomości od Lasów Państwowych z bonifikatą 95%. Nie ukrywa swojego zdziwienia i radości. Przypomina, że na etapie postępowania prokuratorskiego przesłuchano dziesiątki świadków i zrobiono audyty.
Daniel Obajtek dodał swój własny płomienny komentarz: „3 lata mieszania mojego Brata z błotem, dziesiątki przesłuchań, wreszcie zarzuty i co? Sąd w Gdańsku UMORZYŁ sprawę rzekomej szkody interesu publicznego. Niszczą moją rodzinę, tylko dlatego, że ma na nazwisko Obajtek. Sprawiedliwość przyszła, ale nerwów, zszarganej opinii i wizerunku nikt nie wróci. Tak działa uśmiechnięta Koalicja”
Postępowanie sądowe umorzono na bardzo wczesnym etapie, bez przeprowadzania postępowania dowodowego. Nie znamy nazwiska sędziego, chociaż możemy być pewni, że był to skład jednoosobowy. Nie znamy także szczegółowego uzasadnienia. Ani Sąd, ani Prokuratura nie wydały oficjalnych komunikatów w tej sprawie. Nie wiemy także, czy Prokuratura wniesie zażalenie na postanowienie o umorzeniu postępowania.
Sprawa była bardzo głośna na początku 2024. Był reportaż w TVN24, a potem Ministra Klimatu i Środowiska Paulina Hennig-Kloska publicznie zakomunikowała złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa do Prokuratury. Chodziło o trzypokojowe mieszkanie o powierzchni około 70 m2 (plus dwa pomieszczenia w piwnicy), które było jednym z czterech lokali w zabytkowej willi będącej własnością Lasów Państwowych (Gdynia-Chylonia, ul. Morska). Budynek jest wpisany do gminnej ewidencji zabytków i sąsiaduje z siedzibą nadleśnictwa. Wartość mieszkania szacowana była przez niezależnych ekspertów na ok. 700 tys. zł.
Bartłomiej Obajtek od 2018 był dyrektorem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku i jednocześnie najemcą tego mieszkania służbowego. Jako wieloletni pracownik LP (ponad 19 lat) miał prawo pierwokupu z 95-procentową bonifikatą (zgodnie z art. 40a ustawy o lasach – bonifikata rosła o 6% za każdy rok pracy). 5 grudnia 2023 ówczesny Dyrektor Generalny LP Józef Kubica wydał decyzję o przeznaczeniu lokalu do sprzedaży. Na początku stycznia 2024 podpisano umowę przedwstępną zakupu za niespełna 51 tys. zł (po bonifikacie).
Transakcja budziła ogromne kontrowersje, ponieważ miała negatywną opinię wewnętrznego zespołu ds. sprzedaży (w tym przedstawicieli związków zawodowych). Na dodatek próbowano finalizować sprzedaż pomimo zawieszenia sprzedaży nieruchomości LP przez nową minister klimatu i środowiska (Paulina Hennig-Kloska) na początku stycznia 2024. Podpisanie umowy nastąpiło tuż po zmianie rządu i w atmosferze podejrzeń o nadużywanie uprawnień. Ostatecznie do finalnego zakupu nie doszło – wszystko zakończyło się na etapie umowy przedwstępnej.
Po medialnych doniesieniach nowy dyrektor generalny LP Witold Koss złożył zawiadomienie do prokuratury. W grudniu 2025 Prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego w Gdańsku akt oskarżenia przeciwko:Bartłomiejowi Obajtkowi, Józefowi Kubicy (byłemu dyrektorowi generalnemu LP), Janowi Borkowskiemu (byłemu nadleśniczemu). Zarzuty dotyczyły przekroczenia uprawnień i działania na szkodę interesu publicznego (ryzyko szkody majątkowej szacowano na ponad 2,3 mln zł – w kontekście sprzedaży kilku lokali). W czerwcu 2026 Sąd Rejonowy w Gdańsku umorzył postępowanie uznając, że czyny nie miały znamion czynu zabronionego. Kosztami postępowania sądowego sąd obciążył Skarb Państwa.
Bartłomiej Obajtek i Daniel Obajtek podkreślali wielokrotnie, że ostatecznie nie doszło do zakupu nieruchomości, a całą sprawę uznawali za szykany polityczne. Jednak z informacji przedstawianych w mediach wynikało, że była to raczej nieudana próba kradzieży, a nie polityczna zemsta na rodzinie Obajtków.
Trzeba zauważyć, że Bartłomiej Obajtek miał nie byle jakiego adwokata, bardzo znanego, który pochwalił się swoim sukcesem na X wieczorem 1 lipca 2026. Napisał: „Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe uwzględnił mój wniosek, jako obrońcy Bartłomieja Obajtka - i umorzył postępowanie, uznając zarzuty za całkowicie bezpodstawne. Sprawiedliwość zwycięża, gratulacje dla Bartłomieja Obajtka.”
Tym adwokatem był Janusz Wojciechowski. Tak, ten sam Janusz Wojciechowski, który jako polityk PiS został komisarzem UE ds. rolnictwa i zachwalał Zielony Ład jako wspaniały, sztandarowy projekt PiS. Dziś, zgodnie z nową linią partii twierdzi, że Zielony Ład to katastrofa. W przeszłości był także sędzią, w latach 1980–1993, i jednocześnie członkiem KRS. Później pełnił funkcję prezesa NIK i wicemarszałka Sejmu.
Jeżeli ktoś Wam mówi, że wszyscy obywatele Polski są równi wobec prawa, to bądźcie pewni, że to tylko ściema dla naiwnych. Nie ma żadnej równości w traktowaniu spraw w sądach. Ludzie ustosunkowani politycznie mogą liczyć na to, że duża część sędziów nie będzie chciała się im narażać. Ludzie bardzo zamożni mogą zaś liczyć na to, że sprytny adwokat potrafi znaleźć sędziów gotowych sprzedać dowolny wyrok.
W zasadzie dobrze pasuje tu cytat z „Folwarku zwierzęcego” George’a Orwella. Ostatnie przykazanie na ścianie stodoły brzmiało: „Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych.” To kulminacyjny moment książki – ironiczne podsumowanie hipokryzji świń, które przejęły władzę.
autor: @GasewiczJarek dla @AkademiaPrawdy
źródła: X, https://t.co/WS6l0h8dix, TVN24
ilustracja: screen z filmiku Bartłomieja Obajtka oraz zdjęcia wilii/leśniczówki w Gdyni
Minister @w_zurek nie może po prostu wyrzucić na bruk prokuratorów z czasów Ziobry, bo prawo mocno mu ręce wiąże, prokuratorzy mają ustawowe gwarancje niezależności i jako funkcjonariusze publiczni nie da się ich zwolnić tylko dlatego, że awansował ich poprzedni minister, potrzebna jest konkretna podstawa jak dyscyplinarka, reorganizacja czy inne wyraźne powody z ustawy, a on i tak robi wszystko co może, zmienia obsadę gdzie ustawa pozwala, wszczyna postępowania dyscyplinarne, robi zmiany organizacyjne i kieruje sprawy do sądów, choć oczywiście można było to załatwić dużo lepiej, zmieniając prawo jak kiedyś robił PiS, Bodnar miał gotowe projekty, Tusk o tym mówił w kampanii i była szansa, gdyby tylko ludzie wybrali Trzaskowskiego zamiast tego drugiego, ale wybraliście co wybraliście, nie tylko głosem, ale całym tym hejtowaniem i wsparciem w sieci, więc zamiast teraz wyżywać się na Żurku, który jako sędzia represjonowany, kiedyś nazywany przez nas niezłomnym, rzucił wszystkie sędziowskie przywileje i mozolnie próbuje sprzątać to bagno nie łamiąc prawa dla lajków, to może warto było wcześniej pomyśleć, zamiast oddawać setki tysięcy głosów na kibola tylko po to żeby dopiec @donaldtusk.
PROSZĘ O RT!
DOŚĆ‼️Obrzydliwa polityka uprawiana przez #Mateckiego i jego partię to czyste zło.
O sprawie kłodzkiej, strasznej sprawie powiedziałam tyle, ile wymagają: prawda, fakty i godność małoletnich ofiar.
Sprawcy zostali osądzeni. Prokuratura i sąd nadal pracują. Tak działa państwo prawa i ten proces trzeba uszanować.
Naszym obowiązkiem jest chronić ofiary. Chronić ich godność, prywatność, bezpieczeństwo i prawo do tego, by nie przeżywały traumy po raz kolejny, bo ktoś robi z ich cierpienia polityczne narzędzie.
Źli ludzie mogą być wszędzie: w sąsiedztwie, różnych środowiskach, instytucjach, zawodach i wspólnotach. Źli ludzie nie mają barw politycznych. Ale Matecki i jego partia nie chcą tego zrozumieć. Wolą hejt, propagandę i żerowanie na ludzkim dramacie.
Dzieci trzeba chronić.
Sprawców ścigać. A nie wykorzystywać krzywdę ofiar do tylko politycznego spektaklu.
Dwie informacje na koniec dnia.
MSZ otrzymało pisemne potwierdzenie, że Węgry cofnęły status uchodźcy M. Romanowskiemu, Z. Ziobrze oraz P. Koteckiej-Ziobro. Unieważnione zostały również ich dokumenty podróży.
W tej sytuacji zwrócimy się do właściwych instytucji w Stanach Zjednoczonych, z pytaniem, czy osoby pozbawione ważnych dokumentów podróży mogą nadal przebywać na terytorium USA.
Warto przypomnieć - wczoraj sąd potwierdził zasadność tymczasowego aresztowania wobec Z. Ziobry, podzielając argumentację prokuratury.
Państwo działa.
Wielu z Państwa śledziło moją sprawę dotyczącą zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez Marszałka Sejmu Szymona Hołownię, złożonego w związku ze zwołaniem Zgromadzenia Narodowego i odebraniem przysięgi od Karola Nawrockiego.
Dzisiaj otrzymałem odpowiedź kończącą krajowy etap tej sprawy. Wykorzystałem wszystkie środki prawne, które w mojej ocenie były dostępne na gruncie prawa krajowego. Prokuratura konsekwentnie odmówiła podjęcia działań.
Nie traktuję tego jako porażki. Uważam, że obywatel ma prawo korzystać z przewidzianych prawem środków i domagać się kontroli działań organów państwa. Ja z tego prawa skorzystałem.
Jak obiecałem, publikuję również dokument kończący ten etap postępowania. Uważam, że uczciwość wobec osób, które śledziły tę sprawę, wymaga pokazywania nie tylko dokumentów potwierdzających moje stanowisko, ale również tych, z którymi się nie zgadzam.
Nie oznacza to jednak końca wszystkich działań. W związku z tą sprawą nadal toczą się postępowania przed instytucjami międzynarodowymi, w tym przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. O ich przebiegu również będę Państwa informował.
Dziękuję wszystkim za wsparcie, cierpliwość i zaufanie.
A może redaktor @SzJadczak zainteresowałby się Lublinem?
Województwo lubelskie (prawie 2 mln mieszkańców, baza Czarnka!
Szpitale marszałkowskie pod Jarosławem Stawiarskim z PiS toną w długach na 1,7 mld zł. Główny szpital w Lublinie ma prawie 923 mln długu.🤦♀️
W Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, gdzie onkologicznie leczył się Ziobro, nowy dyrektor Piotr Rybak zatrudnił kilku działaczy PiS: byłego posła Dariusza Seligę, radnego Tomasza Szymajdę i byłego wicestarostę Michała Pelczarskiego.
A w innym lubelskim szpitalu (Wojewódzkim Specjalistycznym przy al. Kraśnickiej) leżał sam Kaczyński z prywatną salą bo zamknięto części oddziału.
Ale to pewnie nie jest ciekawy temat… prawda?
NA JESIEN BĘDZIE ARMAGEDON – ŁUKASZ JANKOWSKI
Kacprzak otworzył puszkę Pandory.
Dzięki jego sprawie dowiedzieliśmy się nie tylko ile zarabiają lekarze w publicznych szpitalach, ale przede wszystkim w jaki sposób to robią.
Duża część najlepiej opłacanych lekarzy pracuje na kontraktach B2B.
Czyli publiczny szpital, finansowany z pieniędzy podatników, negocjuje stawki z prywatną firmą - lekarzem prowadzącym działalność gospodarczą.
W prywatnej służbie zdrowia niech lekarz zarabia ile chce. To jego biznes i jego ryzyko.
W publicznej służbie zdrowia to już zupełnie inna sprawa. Tu państwo daje infrastrukturę, sprzęt i personel pomocniczy, a lekarz wystawia fakturę, nie ponosząc praktycznie żadnego ryzyka gospodarczego.
A prawdziwe intencje prezesa NIL poznaliśmy z wyciekłych maili z wewnętrznego komunikatora NIL:
„Pacjenci to zakładnicy. Idziemy na wojnę z rządem.”
To nie jest spór o to, czy lekarze mają godnie zarabiać.
To jest spór o to, czy w publicznym systemie ma być jakakolwiek realna kontrola nad tym, ile i na jakich zasadach wydawane są publiczne pieniądze.
Czy dlatego Prezes @NaczelnaL
tak bardzo nie chce ustawy PESEL? 💁♀️
#UstawaPESEL #Jankowski #NIL #B2B
Polityk kupiony za kryptowaluty
Przemysław Wipler, poseł Konfederacji, od lat kreuje się na wielkiego obrońcę wolności w świecie kryptowalut. Mówi o „najgorszej ustawie w UE”, chwali weta prezydenta i grzmi, że rząd chce zniszczyć branżę. Tymczasem twarde fakty pokazują coś znacznie gorszego. Polityk, którego fundacja i powiązana firma inkasowały setki tysięcy euro od upadłej giełdy Zondacrypto – tej samej, która oszukała Polaków na ponad 350 milionów złotych.
W lipcu 2025 roku Wipler wraz ze swoim wieloletnim wspólnikiem Michałem Krzymowskim poleciał do Monako na prywatne spotkanie z prezesem Zondy, Przemysławem Kralem. Pięć dni później poseł wszedł na mównicę sejmową i w ostrych słowach zaatakował rząd za „nielegalne i bezprawne” blokowanie logowania do Zondy przez mObywatel. Dokładnie w tym momencie ruszyła maszynka do robienia pieniędzy.
Od końca lipca 2025 do marca 2026 na konto Fundacji „Dobry Rząd” (której prezesem jest Wipler) wpłynęło 70 tysięcy euro – siedem przelewów po 10 tysięcy. Kolejne 90 tysięcy euro trafiło do firmy Fiverand Krzymowskiego za „usługi PR”. Razem 160 tysięcy euro. Pieniądze zaczęły spływać kilka dni po wizycie w Monako i wystąpieniu w Sejmie. Kral przesyłał Wiplerowi uwagi do projektu ustawy o kryptoaktywach przez komunikator. Poseł później czyścił historię czatu – ale nie do końca skutecznie.
To nie jest „długoletnia, konsekwentna postawa wolnorynkowa”. To klasyczny schemat: wizyta u szefa podejrzanej giełdy, natychmiastowa obrona jej interesów w parlamencie, a potem regularne przelewy na powiązane podmioty. Zondacrypto, dawna BitBay, nie była zwykłą firmą. To podmiot, którego prezes uciekł do Monako, a potem zniknął, a klienci do dziś nie mogą odzyskać środków. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie oszustwa i prania pieniędzy. Premier Tusk publicznie wskazywał na powiązania fundacji Wiplera z Kralem w kontekście sporu o ustawę.
Wipler broni się, że „osobiście nie przyjął żadnych pieniędzy” i że pracuje w fundacji pro publico bono. To żałosna gra słów. Fundacja i firma Krzymowskiego, pod tym samym adresem, z tym samym kręgosłupem personalnym, brały pieniądze od oszustów, a poseł w tym samym czasie bronił ich w Sejmie i otrzymywał od nich materiały do ustawy. To nie jest lobbing. To jest kupno polityka.
Polacy stracili setki milionów na Zondzie. A Wipler i jego otoczenie inkasowali euro za euro, jednocześnie udając strażników wolności kryptowalut. To nie jest obrona rynku. To jest obrona konkretnego oszusta, który płacił.
Czas skończyć z tą hipokryzją. Albo Wipler i jego fundacja natychmiast oddadzą te pieniądze poszkodowanym, albo Prokuratura Generalna i służby powinny dokładnie sprawdzić, za co dokładnie poseł Konfederacji był tak hojnie wynagradzany przez ludzi, którzy okradli Polaków. Bo „polityk kupiony za kryptowaluty” to nie jest już insynuacja. To jest opis faktów.
#InstytutPrawdy
Sławomir Cenckiewicz - szara eminencja z zarzutami
Jak Sławomir Cenckiewicz, Jarosław Kaczyński i Karol Nawrocki zdemolowali polskie bezpieczeństwo narodowe
ODCINEK 1
Wstęp: Instrumentalne wykorzystanie pamięci historycznej jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego
Współczesne systemy polityczne, charakteryzujące się głęboką polaryzacją, coraz częściej sięgają po inżynierię społeczną opartą na zinstytucjonalizowanym zarządzaniu pamięcią historyczną. W architekturze politycznej obozu Zjednoczonej Prawicy (Prawo i Sprawiedliwość – PiS) oraz w otoczeniu urzędującego Prezydenta RP Karola Nawrockiego, centralną postacią realizującą ten paradygmat jest dr hab. Sławomir Cenckiewicz. Analiza jego wieloletniej działalności w strukturach państwowych – obejmującej kierowanie Wojskowym Biurem Historycznym (WBH), przewodniczenie Komisji ds. Likwidacji WSI, kierowanie tzw. Komisją weryfikacyjną ds. wpływów rosyjskich (lex Tusk) oraz funkcję Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) – wykracza dalece poza tradycyjne ramy krytyki historiograficznej. Postać Cenckiewicza stanowi bowiem skomplikowany węzeł problemów prawnych, instytucjonalnych, kontrwywiadowczych oraz dyplomatycznych, które generują bezpośrednie ryzyko dla stabilności struktur Rzeczypospolitej Polskiej.
Zgromadzony materiał dowodowy, obejmujący komunikaty prokuratorskie, oświadczenia służb specjalnych (SKW, ABW), śledztwa dziennikarskie oraz analizy prawnoustrojowe, obnaża mechanizm bezprecedensowej prywatyzacji zasobów państwowych. Cenckiewicz, funkcjonując jako swoisty operator polityczny o uprawnieniach urzędniczych, wielokrotnie dokonywał działań, które w państwach o ustabilizowanej kulturze demokratycznej skutkowałyby natychmiastową i trwałą eliminacją z życia publicznego. Zamiast tego, w obliczu narastających oskarżeń i formalnych zarzutów karnych, zyskał on status politycznego męczennika i filaru prezydentury Karola Nawrockiego, który w sierpniu 2025 roku oficjalnie mianował go Szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Niniejszy raport stanowi analityczne kompendium dokumentujące pełne spektrum obciążeń ("brudów") związanych ze Sławomirem Cenckiewiczem. Analiza ta obnaża jego działalność na kilku przecinających się płaszczyznach: kryminalno-prawnej (ujawnienie najściślej strzeżonych planów operacyjnych Wojska Polskiego), kontrwywiadowczej (utrata poświadczeń bezpieczeństwa i lekceważenie reżimu tajności), instytucjonalnej (infiltracja MSZ i tworzenie fasadowych stanowisk), metodologicznej (manipulacje w badaniach historycznych i serialach telewizyjnych) oraz wizerunkowo-politycznej (destrukcyjny wpływ na wiarygodność obozu PiS oraz samego Karola Nawrockiego). Wnioski płynące z tej analizy wskazują jednoznacznie na postępującą patologizację relacji na styku historii, tajnych służb i bieżącej walki partyjnej, w której nadrzędnym celem stała się dyfamacja przeciwników politycznych, nawet za cenę kompromitacji doktryny obronnej państwa i jego sojuszy międzynarodowych.
autor: @Martinez022m
źródła: Komunikat Prokuratury Okręgowej w Warszawie, RMF24, Oficjalne oświadczenie Kancelarii Prezydenta broniące S. Cenckiewicza, https://t.co/gVxrFvUSxe, https://t.co/ikUlQEjCBc, https://t.co/POOVhAaAzI, OKOpress, BusinessInsider, ONET, https://t.co/C5gAhNAKog, https://t.co/uYXQFvUjwb, https://t.co/4mHEMsRePc, WP
Pilne❗️🔻
- Prezydent Stanów Zjednoczonych został uznany za przestępcę seksualnego. Jest winny napaści seksualnej na dziennikarkę i musi jej zapłacić 5 miliony dolarów odszkodowania!
- Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych odrzucił w poniedziałek 29 czerwca wniosek Donalda Trumpa o ponowne rozpatrzenie wyroku ławy przysięgłych z 2023 r., która uznała go za winnego napaści i molestowania seksualnego E. Jean Carroll. To oznacza, że prezydent Stanów Zjednoczonych jest przestępcą seksualnym.
- Czekamy na komentarz panow Bielana, Przydacza, Boguckiego i Karola Nawrockiego! 😳
TK nie może uchylić uchwały SN, a już na pewno nie jako nielegalnie ustanowiony organ (co potwierdzają https://t.co/gpVu1VhpFt. trzy orzeczenia ETPCz).
Trzeba być prawnym nihilistą, żeby określić najbardziej liczny w historii polskiego SN i w pełni legalny skład orzekający jako „zbuntowanych sędziów”. W dodatku podjęta przez nich uchwała została wpisana do „księgi zasad prawnych” (proszę doczytać, co to oznacza).
TSUE i ETPCz nie działają ultra vires, ponieważ niezawisłość sędziowska jest niezbędnym elementem funkcjonowania praw z unijnych traktatów i EKPCz.
Zakładam, że Pan dobrze o tym wszystkim wie, tylko pisze to, co mu na rękę. Zresztą w pełni rozumiem Pańską „miłość” do neosędziów SN, którzy w dość oczywistej sprawie o jazdę pod wpływem alkoholu (około 2 promille) przez ponad 8 (słownie: osiem) miesięcy nie potrafią, bądź raczej nie chcą uchylić Panu immunitetu. Ręka rękę myje🤷♂️
Jak Artur Chodziński pracował dla Przemysława Krala prezesa giełdy Zondakrypto.
Według wspólnego śledztwa Onetu i TVN24, Artur Chodziński – jeden z najbardziej wpływowych funkcjonariuszy CBA z czasów rządów PiS – potajemnie pracował dla Przemysława Krala, prezesa i twórcy giełdy kryptowalut Zondacrypto. Sprawa wyszła na jaw w kontekście konfliktu wewnątrz fundacji Frontline, którą Chodziński współzałożył z byłymi szefami służb specjalnych.
Chodziński, były agent CBA, który dołączył do biura w 2006 roku prosto z mediów, szybko stał się zaufanym człowiekiem Mariusza Kamińskiego. Pracował m. in. przy słynnej „aferze podsłuchowej”. W 2015 roku został zwolniony przez ówczesnego szefa CBA Pawła Wojtunika za przeciek informacji do dziennikarzy przychylnych PiS. Po powrocie władzy PiS wrócił do służby i prowadził głośne sprawy, w tym śledztwo w sprawie prania pieniędzy w Polnordzie czy działania przeciwko Romanowi Giertychowi.
Po odejściu ze służby Chodziński pozostał wpływową postacią na prawicy. Miał dostęp do Pałacu Prezydenckiego, współtworzył media prawicowe i pod koniec 2024 roku założył wraz z gen. Maciejem Materką (byłym szefem SKW) i Norbertem Lobą (byłym wiceszefem ABW) fundację Frontline Foundation. Jej celem miało być wspieranie byłych funkcjonariuszy służb w przejściu do sektora cywilnego oraz budowanie sieci wpływów na wypadek powrotu prawicy do władzy.
Potajemna współpraca z Kralem
Według ustaleń dziennikarzy, na początku 2026 roku Chodziński przez kilka miesięcy wykonywał pracę na rzecz Przemysława Krala, prezesa Zondacrypto. Nie chodziło o sprawy związane bezpośrednio z giełdą czy kryptowalutami, lecz o analizę prywatnych spraw cywilnych i karnych Krala. Za tę pracę miał otrzymywać ogromne kwoty oraz obietnicę pomocy w leczeniu członka rodziny w klinice we Francji.
Dowodem na współpracę jest korespondencja Chodzińskiego z czerwca 2026 roku, do której dotarli dziennikarze Onetu i TVN24. W wiadomości napisał wprost:
„Jest tak: przez kilka miesięcy pracowałem dla Krala. Nie dla Zonda i nie w sprawie kryptowalut”.
Odbiorca korespondencji, emerytowany oficer służb, potwierdził autentyczność tej wiadomości.
Konflikt w fundacji Frontline
Sprawa współpracy z Kralem wywołała poważny konflikt wewnątrz fundacji Frontline. Współzałożyciele, Materka i Loba, mieli obawiać się ryzyka reputacyjnego, zwłaszcza w kontekście afery wokół Zondacrypto. Giełda w kwietniu 2026 roku przestała wypłacać środki klientom. Szacowane straty wynoszą co najmniej 350 milionów złotych, a prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie oszustwa i prania brudnych pieniędzy. Kral ukrywa się za granicą.
Chodziński złożył rezygnację z funkcji w radzie fundacji z końcem kwietnia 2026 roku. W korespondencji miał ostro krytykować kolegów, nazywając m. in. Norberta Lobę „zakompleksionym tchórzem”, który „ukradł fundację”. Gen. Materka w SMS-ie do mediów potwierdził, że decyzja Chodzińskiego o odejściu wynikała z informacji o jego współpracy z Kralem.
Zaprzeczenia i podwójne standardy
Zapytany przez dziennikarzy Onetu i TVN24 o sprawę, Chodziński odmówił rozmowy i przekazał, że nigdy nie pracował dla Przemysława Krala. Jako powód odejścia z fundacji podał chęć zarabiania na działalności fundacyjnej, czego nie przewiduje statut.
Tymczasem prywatna korespondencja pokazuje coś zupełnie innego. Były funkcjonariusz antykorupcyjny, który przez lata ścigał afery i układy, sam miał przez kilka miesięcy pobierać wysokie wynagrodzenie od prezesa giełdy, która w krótkim czasie doprowadziła do strat setek milionów złotych u tysięcy klientów.
Zondacrypto to nie byle jaka firma. To giełda, która przez lata budowała wizerunek regulowanej i bezpiecznej instytucji, sponsorowała wydarzenia z udziałem polityków PiS, przekazywała pieniądze na fundacje powiązane z prawicą, a jej prezes miał rzekomo wpływać na decyzje dotyczące regulacji kryptowalut czyli na weto prezydenta Nawrockiego do ustawy wdrażającej unijne przepisy MiCA.
Pytania
Jak to możliwe, że wpływowy były agent CBA, współtwórca fundacji z byłymi generałami służb, potajemnie świadczył usługi na rzecz człowieka, którego giełda właśnie pogrążała się w poważnym kryzysie?
Dlaczego Chodziński publicznie zaprzecza współpracy, którą prywatnie potwierdza w korespondencji? I co właściwie oznacza „analiza prywatnych spraw cywilnych i karnych” Krala za „bardzo dobre pieniądze”?
Śledztwo Onetu i TVN24 rzuca nowe światło nie tylko na powiązania Chodzińskiego, ale też na kulisy działania fundacji Frontline – organizacji, która miała być platformą dla byłych funkcjonariuszy służb specjalnych.
Na razie Chodziński milczy. Fundacja Frontline potwierdza rezygnację, ale nie wchodzi w szczegóły. A tysiące poszkodowanych klientów Zondacrypto nadal czekają na swoje pieniądze.
To historia o człowieku, który kiedyś miał walczyć z korupcją i układami , a teraz, według dostępnych informacji, sam miał brać pieniądze od prezesa upadającej giełdy kryptowalut.
#InstytutPrawdy