Na poziomie twardej fizyki (relatywistyka, czarne dziury, grawitacja) - 9/10. To jeden z najlepszych filmów w historii pod tym względem.
Na poziomie całej fabuły i “happy endu” - 3/10; bierze spore licentia poetica, jak każde dobre sci-fi.
Co jest bardzo dobrze zrobione:
• Czarna dziura Gargantua — absolutnie top tier. Wygląd, soczewkowanie grawitacyjne, dysk akrecyjny — wszystko policzone na podstawie równań Einsteina. Efekty specjalne były tak dokładne, że naukowcy opublikowali na ich podstawie papersy. Zdjęcia czarnych dziur z Event Horizon Telescope później wyglądały bardzo podobnie.
• Dylatacja czasu — super realistyczna. Na Miller’s planet godzina = 7 lat na Ziemi to ekstremalne, ale fizycznie możliwe przy bliskiej orbicie wokół szybko rotującej supermasywnej czarnej dziury.
• Tunel czasoprzestrzenny (wormhole) — teoretycznie OK, Thorne pracował nad tym od lat.
• Grawitacja i efekty relatywistyczne — ogólnie bardzo dobrze.
Co jest naciągane lub “shit” (dla fabuły):
• Wejście do czarnej dziury i tesserakt — tutaj już czysta spekulacja/fikcja. Thorne sam przyznawał, że wnętrze i komunikacja przez grawitację z “nimi” (piąty wymiar) to wymysł dla zakończenia filmu. W rzeczywistości przekroczenie horyzontu zdarzeń i przeżycie to raczej niemożliwe (spaghettification).
• Miller’s planet — fale tsunami tak ogromne przy takiej grawitacji raczej rozniosłyby planetę. Plus problemy z energią promieniowania z dysku akrecyjnego (powinno “usmażyć” załogę).
• Kilka drobiazgów — np. starty lądowników z planet bez odpowiedniego paliwa, zamarznięte chmury itp.
Dla miłośników gatunku.
@drobny_levis Tylko te kraje nie mają screen doors, wiec nie masz racji.
Ukraina
Białoruś
Argentyna
Meksyk
Peru
Czechy
Węgry
Rumunia
Bułgaria
Grecja
Gruzja
Armenia
Azerbejdżan
Uzbekistan
🇬🇷Grecja przygotowuje się do wojny z 🇹🇷Turcją.
Morze Egejskie jest usiane setkami greckich wysp położonych bardzo blisko tureckiego wybrzeża. Niektóre z nich znajdują się zaledwie kilka kilometrów od Anatolii.
Jeśli wody terytorialne pozostaną ograniczone do 6 mil morskich, znaczna część Morza Egejskiego nadal będzie stanowić wody międzynarodowe otwarte dla żeglugi.
Jeżeli jednak Grecja rozszerzy swoje wody terytorialne do 12 mil morskich wokół wszystkich wysp na Morzu Egejskim, skutkiem będzie:
-znaczący wzrost obszaru wód podlegających greckiej suwerenności,
-zmniejszenie powierzchni wód międzynarodowych,
ograniczenie swobody manewru tureckiej marynarki wojennej między Anatolią a środkową częścią Morza Egejskiego,
-zwiększenie greckiego wpływu na szlaki żeglugowe i lotnicze przebiegające nad tym akwenem.
Dlatego Ankara uważa, że nie jest to kwestia wyłącznie techniczna, lecz problem o znaczeniu strategicznym i związanym z bezpieczeństwem państwa.
Spór obejmuje również inne zagadnienia.
1. Szelf kontynentalny i wyłączna strefa ekonomiczna
Turcja uważa, że greckie wyspy położone bardzo blisko jej wybrzeża nie powinny generować pełnych stref morskich. Z kolei Grecja opiera swoje stanowisko na zasadach prawa morza, które przyznają wyspom szerokie prawa do wód terytorialnych i stref ekonomicznych.
2. Wschodnie Morze Śródziemne i zasoby energetyczne
Odkrycia złóż gazu we wschodniej części Morza Śródziemnego zwiększyły znaczenie wytyczania granic morskich. Każda dodatkowa mila morska może wpływać na prawa do eksploatacji zasobów energetycznych.
3. Aspekt militarny
Turcja oskarża Grecję o wzmacnianie obecności wojskowej na niektórych wyspach Morza Egejskiego. Grecja odpowiada, że działania te mają charakter obronny i są uzasadnione tureckimi zdolnościami wojskowymi.
Z politycznego punktu widzenia doktryna „Błękitnej Ojczyzny” nie zmienia granic w sposób natychmiastowy, lecz stanowi jasny sygnał ze strony Turcji, że Ankara zamierza utrzymać obecne status quo na Morzu Egejskim i sprzeciwia się wszelkim jednostronnym próbom jego zmiany.
W rezultacie Morze Egejskie pozostaje jednym z najbardziej zapalnych obszarów spornych między Turcją a Grecją od lat 70. XX wieku, obok kwestii Cypru. Pomimo członkostwa Grecji w Unii Europejskiej oraz przynależności obu państw do NATO, spór ten wciąż może prowadzić do poważnych kryzysów politycznych i militarnych, zwłaszcza gdy powraca temat wód terytorialnych lub eksploatacji złóż gazu.
Turcja, na mocy ustawy „Błękitna Ojczyzna” (Mavi Vatan), ustali granice swoich wód terytorialnych w Morzu Egejskim na poziomie 6 mil morskich. W Morzu Czarnym i na Morzu Śródziemnym wody terytorialne Turcji zostaną zarejestrowane na poziomie 12 mil morskich.
JW Komandosów z Lublińca mogłaby otrzymać patrona zasłużonego dla Polski i nosić jego imię. Poniżej opisałam jego zasługi.
Jeremi Wiśniowiecki, to ruski kniaź, który przeszedł na katolicyzm i stał się postrachem dla całego Zadnieprza, napierdalał Ukraińców tak, że aż ziemia czerwonała od ich krwi. Gdy w 1648 roku Chmielnicki podniósł bunt, Jarema nie zamierzał się patyczkować z tą chłopską hołotą, która ośmieliła się podnieść rękę na Rzeczpospolitą. Zebrał swoją prywatną armię i ruszył jak burza przez Ukrainę, zostawiając za sobą tylko dym, popiół i trupy nabite na pale.
Szedł od Łubniów na zachód i gdzie tylko dotarł, tam ukraińskie wsie i sioła zamieniały się w piekło. Jego dragoni i pancerni otaczali chałupy, wyciągali Ukraińców za kudły – mężczyzn, chłopów, kozaczków, nawet bab i dzieci – i bez ceregieli zaczynali rzeź. Wbijali ich żywcem na zaostrzone pale, prosto w odbyt albo pod żebra, żeby zdychali powoli, wrzeszcząc godzinami, a ich flaki spływały po drewnie. Innych wieszali za nogi nad ogniem, palili żywcem całe rodziny w stodołach, ścinali głowy i nabijali je na piki jak trofea. Kobiety gwałcili przed oczami mężów, a potem rozpruwali brzuchy i zostawiali na pożarcie psom. Całe osady puszczali z dymem, tak że ukraińska ziemia, która jeszcze wczoraj rodziła pszenicę, teraz śmierdziała spaloną padliną i gównem ze strachu.
Ukraińcy, ta ruska hołota, która marzyła o wolności i rzezi Lachów, dostawali dokładnie to, na co zasłużyli – upokorzenie totalne. Jarema traktował ich jak bydło wyjęte spod prawa: uciekających gonił konno i siekał szablami po plecach, aż głowy leciały jak kapusty. Pod Konstantynowem jego jazda rozjechała kozackie tłumy na miazgę, a potem dobijała rannych, wdeptując ich w błoto. Nie brał jeńców na wymianę – brał tylko głowy i strach. Dla niego każdy ukraiński chłop z kosą to był buntownik, którego trzeba złamać, upodlić i zgnoić, żeby reszta wiedziała, co czeka tych, co podniosą łeb przeciwko panom.
W Zbarażu bronił się jak lew, ale gdy wychodził w pole, to Ukraińcy drżeli na sam dźwięk jego nazwiska. „Jarema idzie!” – i już całe zagony kozackie srały ze strachu w portki. Robił to bez litości, bez pardonu, z zimną kalkulacją magnata, który wiedział, że tylko terror powstrzyma tę dzicz. Upokarzał ich totalnie – odbierał im godność, wiarę, nadzieję. Pokazywał, że są nikim, tylko mięsem pod polski but i szablę.
Tak właśnie Wiśniowiecki napierdalał Ukraińców – ogniem, palem, mieczem i pogardą. Zostawił po sobie legendę, która do dziś pali ukraińskie dusze. Dla nich był katem, dla nas – panem, który nie ugiął karku przed bydłem.
Stosunek Benito Mussoliniego do Polski i Polaków był w znacznej mierze pozytywny, szczególnie w okresie międzywojennym. Charakteryzował się szczerym podziwem pomieszanym z pragmatyzmem politycznym. Mussolini darzył wielkim szacunkiem Józefa Piłsudskiego, widząc w nim charyzmatycznego przywódcę o podobnym do siebie stylu rządzenia – silnego człowieka, który po zamachu majowym 1926 roku uratował państwo przed chaosem i zagrożeniem komunistycznym. Obu dyktatorów łączyła wizja odrodzenia narodu i budowania silnej władzy. Mussolini publicznie chwalił osiągnięcia Polski pod rządami Marszałka, podkreślając jej odrodzenie i pozycję na arenie międzynarodowej. Po śmierci Piłsudskiego w 1935 roku wyraził uznanie dla wytrwałego wysiłku Polaków, którzy zdobyli zaszczytne miejsce wśród narodów.
Mussolini podkreślał także bliskie więzi kulturowe i religijne między Włochami a Polską – wspólny katolicyzm oraz historyczny wpływ kultury włoskiej, zwłaszcza renesansu, sztuki i tradycji, na polski naród. Postrzegał Polskę jako bastion antykomunizmu i naród o silnym, wojowniczym duchu. To wyróżniało jego podejście na tle hitlerowskiej pogardy wobec Słowian. Włochy i Polska utrzymywały w latach 20. i 30. dobre stosunki dyplomatyczne, a Mussolini próbował nawet w 1935 roku przyciągnąć Polskę bliżej do orbity włoskich wpływów.
Nawet w obliczu wybuchu II wojny światowej postawa Duce pozostała życzliwa. Nie poparł niemieckiej agresji na Polskę we wrześniu 1939 roku, próbował mediować i odradzał Hitlerowi atak, obawiając się wielkiej wojny, do której Włochy nie były przygotowane. Ogłosił „non-belligeranza”, a Włochy nigdy nie wypowiedziały wojny Polsce. Kontrolowana przez reżim włoska prasa początkowo pisała o polskim oporze z sympatią, podkreślając odwagę i bohaterstwo Polaków. Najbardziej konkretnym pozytywnym gestem była interwencja Mussoliniego u Hitlera w sprawie aresztowanych profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego podczas Sonderaktion Krakau. Dzięki jego naciskom, wspieranym przez Watykan, część starszych uczonych została zwolniona z obozu koncentracyjnego.
Mussolini traktował Polaków z autentycznym szacunkiem jako dumny i waleczny naród, bliski kulturowo i ideowo. Jego sympatia była szczera zwłaszcza wobec postaci Piłsudskiego i polskiego ducha, choć zawsze pozostawała podporządkowana interesom Włoch i później sojuszowi z III Rzeszą. W porównaniu do nienawistnej polityki Hitlera stosunek Mussoliniego do Polski był zdecydowanie życzliwy i pełen uznania.
W 1923 roku prezydent Stanisław Wojciechowski nadał Mussoliniemu Order Orła Białego właśnie za ówczesne zasługi dla budowania dobrych relacji i podziw dla polskiego odrodzenia.
Pomysły polskich lewicowych aktywistów, publicystów i polityków, by teraz, po dekadach, zabrać Mussoliniemu ten order w ramach jakiejś moralistycznej czystki, są szczytem hipokryzji, historycznego analfabetyzmu i politycznej zemsty. Ci sami „obrońcy demokracji” często przymykają oko na komunistyczne zbrodnie, gloryfikują lub relatywizują reżimy, które zabiły miliony, a jednocześnie z pianą na ustach żądają rozliczeń z faszyzmu sprzed wieku – jakby zapominając, że Mussolini w latach 20. był postrzegany jako antykomunistyczny sojusznik w niestabilnej Europie.
Jeszcze bardziej obłudne jest porównanie z wołaniami o odebranie orderu Zelenskiemu – człowiekowi, którego rząd gloryfikuje organizację odpowiedzialną za masowe mordy na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Lewica chce karać Duce za dawne sympatie, ale broni lub bagatelizuje współczesne hołdy dla rzeźników polskich cywilów. To nie jest spójna etyka, lecz selektywna pamięć i antypolski resentyment ubrany w szatki „antyfaszystowskiej” wrażliwości. Odebranie orderu Mussoliniemu byłoby nie tylko aktem historycznego rewizjonizmu, ale też dowodem, że dla części polskiej lewicy ważniejsze jest czczenie modnych narracji niż obrona polskiej godności i prawdy o naszej historii. Tradycja Orderu Orła Białego powinna chronić przed takimi kaprysami bieżącej polityki.
🇵🇱 Polska popełniła jedno z największych strategicznych i moralnych samobójstw w swojej pieprzonej historii.
W lutym 2022, gdy rosyjskie rakiety zaczęły masakrować Kijów, Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński i cała ta PiS-owska banda naiwnych, cnotliwych frajerów zamiast zamknąć granice na cztery spusty i bronić polskiego interesu, otworzyli je na oścież jak ostatnie kurwy w burdelu.
Duda pozował na europejskiego świętego, Morawiecki rozdawał puste frazesy o braterstwie, a Kaczyński bił się w piersi jak mesjasz miłosierdzia. Zero warunków. Zero jaj. Zero rozumu.
Zamiast twardo powiedzieć: „Mężczyźni w wieku poborowym – won z powrotem na front”, wpuściliśmy dziesiątki tysięcy zdrowych, młodych Ukraińców w sile wieku. Tych samych, którzy często wykupili się od mobilizacji za łapówki, bo ukraińska korupcja śmierdziała na kilometr. Wiali jak szczury z tonącego okrętu, zostawiając swoich ziomków na rzeź w okopach. A polski podatnik musiał ich karmić, ubierać, mieszkać, leczyć i dawać zasiłki – za własne pieniądze.
To nie była pomoc humanitarna. To była zdrada interesu narodowego podszyta kretyńską naiwnością.
Prawdziwi uchodźcy? Babcie z wnukami, matki z małymi dziećmi, starcy, chorzy i kaleki – ich przyjmować bez mrugnięcia okiem. Ale reszta? Zdrowi Ukraińcy zdolni trzymać karabin powinni być zawracani na granicę z kopem w dupę: „Wracaj, tchórzu, i zdychaj za swój kraj, zamiast chować się za polskim budżetem jak ostatni gnój”.
Ukraińskie kobiety też powinny były zapierdalać dla swojej ojczyzny – jako sanitariuszki, medyczki, logistyczki, operatorki dronów, łącznościowczynie. Tak jak robią to w Izraelu. Zamiast tego rozsiadły się w Polsce na polskim garnuszku, a ich faceci chillowali, jedli kebaby i scrollowali TikToka.
Dzięki tej debilnej polityce Dudy, Morawieckiego i Kaczyńskiego mamy dziś rachunek na miliardy, problemy mieszkaniowe, napięcia społeczne, wzrost przestępczości i polski podatnik, który nadal płaci za ukraińskich dezerterów. Na Ukrainie tymczasem armia cierpiała na brak ludzi, robili łapanki na ulicach, a wojna się dramatycznie przedłużyła – bo najsilniejsi i najzdrowsi woleli polski socjal niż kule pod Bachmutem.
Przyjmując masowo ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym, Polska realnie osłabiła obronę Ukrainy, zwiększyła liczbę ukraińskich trupów i przedłużyła tę rzeź. Gdyby granica była od pierwszego dnia zamknięta dla tej kategorii, a każdy, kto się przedarł – odsyłany siłą – Ukraina musiałaby zmobilizować społeczeństwo jak należy i wojna mogłaby potoczyć się inaczej.
To nie był humanitaryzm. To była samobójcza, szkodliwa, wręcz zdradziecka cnotliwość polskiej elity. Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński zapisali się na zawsze jako jedni z największych politycznych idiotów, cyników i szkodników III RP. Historia ich osądzi – i nie będzie to łagodny wyrok.
Polski podatnik wciąż spłaca ten rachunek za ich brak jaj, brak rozumu i żałosną pychę.
Teraz jeszcze ten pieprzony ukraiński komik Zelensky szykuje uroczysty pogrzeb tego skurwysyna Bandery - ciekawe, który z polskojęzycznych polityków (oprócz Kowala) pojedzie na te „uroczystości”? Tak czy inaczej, rzygać się chce na samą myśl o tych wszystkich gnojach.
🏳️🌈 Lewactwo, to zdrajcy na zagranicznym żołdzie, to banda tanich kurew ideologicznych.
To nie jest żadna „oddolna rewolucja serc”, tylko klasyczna kolonialna operacja z użyciem miejscowych pożytecznych idiotów. Banda przebranych za „aktywistów” degeneratów, którzy bez grubych waliz z Zachodu byliby żenującą, śmierdzącą sektą w piwnicy, palącą zioło i dyskutującą o „fluidowości płci” przed pustymi krzesłami. Zamiast tego stali się wpływową, wredną kastą dzięki cudzym pieniądzom.
George Soros – ten stary, pomarszczony spekulant – to ich prawdziwy tatuś chrzestny. Od lat 90. lał w Polskę setki milionów przez Fundację Batorego, żeby wychować sobie armię zdradzieckich popychadeł. Kasę rozdzielał zapluty, sepleniący i jąkający się żyd jako szef.„Otwarte społeczeństwo” w ich wykonaniu oznacza: otwarte granice, otwarte cipki, otwarte głowy na każdą lewicową brednię i zamknięte portfele dla normalnych Polaków.
Jeszcze ta czarna hołota wychodząca na ulicę wyć o „prawo do aborcji”? Ordo Iuris pokazał kwity – grube dotacje z funduszy powiązanych z Sorosem. Polki nie wyły same z siebie. Ktoś im zapłacił za to wycie.
Norweskie fundusze? 83 miliony euro w 2024 – kolejny złoty deszcz na głowy lewackich pasożytów. Na „obronę praw człowieka”, czyli na wpuszczanie nielegalnych migrantów, gender w szkołach i ataki na polski rząd. Gdy PiS chciał to ukrócić, natychmiast wyły o „końcu demokracji”. Bo dla nich demokracja = my dostajemy kasę z Oslo i robimy co chcemy. "Jasiu - chcesz może zostać tęczowym pedałem?"
USAID, Departament Stanu za Bidena – pompowały dziesiątki milionów wprost w polskie lewactwo. Kampania Przeciw Homofobii, Tolerado, Herstory, ObCiągarnia, Krytyka Polityczna, OKOpress, Wyborcza – cała ta tęczowa menażeria żarła amerykańskie pieniądze na indoktrynację dzieci, że „płeć to spektrum”, na walkę z „homofobią” (czyli z normalnością) i na opluwanie konserwatywnej Polski. Kiedy Trump w 2025 uciął kurek, nagle się okazało, że bez amerykańskiego ssania są bankrutami i musieli żebrać u Tuska o polskie pieniądze. Żałosne.
Niemieckie fundacje typu Rosa Luxemburg Stiftung – to socjalistyczna agentura Berlina w polskim wydaniu. Unia z „Zielonym Ładem” – kolejny mechanizm na osłabienie polskiego przemysłu i demografii.
To nie filantropia, debile. To hybrydowa wojna prowadzona pieniędzmi. Kupują sobie lokalnych zdrajców, którzy:
- podważają granice i bronią nielegalnych migrantów,
- wciskają dzieciom gender i „edukację seksualną” od przedszkola,
- nazywają aborcję na żądanie „wolnością”,
- opluwają Kościół i polskość jako „faszyzm”,
- kontrolują media i sądy, żeby każdy, kto jest normalny, był „zagrożeniem dla demokracji”.
A jak ktoś wskaże palcem na ten zagraniczny szmal – „teoria spiskowa!”. Potem spokojnie idą po kolejną transzę z Sorosa, z Norwegii albo z Brukseli. Hipokryzja tak obrzydliwa, że aż śmierdzi.
Ich „społeczeństwo obywatelskie” to po prostu korporacja zdrady na zagranicznym utrzymaniu. Gardzą polskim wyborcą, bo jak Polak zagłosuje „nie tak”, to od razu jest „ciemny, zacofany, homofobiczny, ksenofobiczny”. No bo jakżeby inaczej – w końcu za ich poglądy płaci obcy sponsor.
Czas skończyć z tym rakiem. Totalna jawność finansowania, zakaz zagranicznego finansowania działalności politycznej przez NGO, masowe audyty i cięcie tego wrzodu równo z korzeniami. Bo dopóki lewactwo jest na żołdzie – Polska nie jest w pełni suwerenna. To nie są „ludzie o innych poglądach”. To agentura wpływu w tęczowych ciuszkach.
I trzeba ich orać. Ostrzej. Głębiej. Bez litości. Na zero. I przypalać rozżarzonym żelazem pedalskie dupy -
Zanim oni zaorają resztę kraju.
Uff...
No to jedziemy z orką tej ich „wielkiej ideologii” – tym lewackim szambem na kółkach: Ach, te ich święte idee. Czysta poezja debilizmu.
„Płeć jest społeczna i płynna”Czyli facet w sukience i z brodą to „kobieta z penisem”, a jak powiesz, że ma chuja – jesteś „transfobem” i „faszystą”. Biologia nagle stała się „konstrukcją społeczną”, bo tak im wygodnie. Mały chłopiec w przedszkolu musi wiedzieć, że może być „dziewczynką” i brać hormony, bo „dziecko wie najlepiej”. A jak dziewczynka chce być chłopcem i obciąć sobie cycki w wieku 14 lat – to „opieka medyczna”. Genialne. Ewolucja 3,5 miliarda lat ewidentnie się pomyliła, a jakiś aktywista z różowym włosem w Berlinie to poprawił.
„Granice to przemoc, migracja to siła”Polska ma przyjmować wszystkich, bo „jesteśmy bogaci” i „to nasz moralny obowiązek”. Nawet jak przyjeżdżają facet z nożem i hasłem Allachu Akbar. „Nie ma nielegalnych ludzi!” – krzyczą, siedząc w bezpiecznych, białych dzielnicach. A jak Polak powie „moja ziemia, moje zasady” – to od razu „ksenofob, rasista, nazista”. Logika na poziomie: „dom to nie twój, drzwi masz otwarte dla wszystkich, a jak cię okradną – to twoja wina, bo nie byłeś wystarczająco gościnny”.
„Klimat się gotuje, za 12 lat koniec świata”Co roku ten sam cyrk. W 2000 miało nie być już śniegu. W 2010 – wyspy miały zatonąć. W 2020 – pożary i susze non stop. A tu nagle w 2026 dalej jest zima, a oni lecą prywatnymi odrzutowcami na konferencje klimatyczne, żeby powiedzieć, że ty masz jeździć autobusem i jeść robaki. Hipokryzja level master. „Ratujmy planetę” = „oddaj mi twoją wolność i pieniądze”.
„Aborcja na żądanie to podstawowe prawo człowieka”Zabijanie dziecka w brzuchu to „opieka zdrowotna” i „wolność wyboru”. A jak ktoś powie, że to życie – to „fanatyk” i „chce kontrolować kobiety”. Najzabawniejsze jest to, że te same osoby płaczą nad „prawami zwierząt” i „weganizmem”, ale ludzkie dziecko w 20. tygodniu – to „zbiór komórek”. Logika godna umysłowo chorego.
„Rodzina to opresja, tradycyjne wartości to patriarchat”Mąż, żona, dzieci – to „toksyczna heteronormatywność”. Lepiej: lateks, poliamoria, „chosen family” i drag queen story time dla sześciolatków. Bo normalna rodzina produkuje „toksyczną męskość” i „wewnętrzną homofobię”. Największym wrogiem lewaka jest stabilna, heteroseksualna rodzina z trójką dzieci. To im najbardziej przeszkadza.
„Kościół to siedlisko zła, polskość to zacofanie”„Jezus byłby feministą i transsojusznikiem” – piszą te same osoby, które nienawidzą chrześcijaństwa całym sobą. Polska to dla nich „ciemny, katolicki, homofobiczny kraj”, który musi zostać „europejski” (czyli zdechrystianizowany, zglobalizowany i zdeprawowany).
Cała ich ideologia to jeden wielki coping mechanism dla ludzi, którzy nienawidzą rzeczywistości – biologii, historii, tradycji, rodziny, narodu i zdrowego rozsądku. Zamiast dostosować się do świata, wolą świat przebudować na swoje chore widzimisię. I jeszcze mają czelność nazywać to „postępem”.
To nie jest ideologia. To kult zboczonych destrukcji opakowany w tęczowy papier toaletowy i moralną wyższość.
I najśmieszniejsze? Gdyby nie cudze pieniądze, te wszystkie „rewolucyjne” idee skończyłyby w śmietniku historii razem z marksizmem, leninizmem i innymi lewicowymi halucynacjami.
🇵🇱 Polska popełniła jedno z największych strategicznych i moralnych samobójstw w swojej pieprzonej historii.
W lutym 2022, gdy rosyjskie rakiety zaczęły masakrować Kijów, Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński i cała ta PiS-owska banda naiwnych, cnotliwych frajerów zamiast zamknąć granice na cztery spusty i bronić polskiego interesu, otworzyli je na oścież jak ostatnie kurwy w burdelu.
Duda pozował na europejskiego świętego, Morawiecki rozdawał puste frazesy o braterstwie, a Kaczyński bił się w piersi jak mesjasz miłosierdzia. Zero warunków. Zero jaj. Zero rozumu.
Zamiast twardo powiedzieć: „Mężczyźni w wieku poborowym – won z powrotem na front”, wpuściliśmy dziesiątki tysięcy zdrowych, młodych Ukraińców w sile wieku. Tych samych, którzy często wykupili się od mobilizacji za łapówki, bo ukraińska korupcja śmierdziała na kilometr. Wiali jak szczury z tonącego okrętu, zostawiając swoich ziomków na rzeź w okopach. A polski podatnik musiał ich karmić, ubierać, mieszkać, leczyć i dawać zasiłki – za własne pieniądze.
To nie była pomoc humanitarna. To była zdrada interesu narodowego podszyta kretyńską naiwnością.
Prawdziwi uchodźcy? Babcie z wnukami, matki z małymi dziećmi, starcy, chorzy i kaleki – ich przyjmować bez mrugnięcia okiem. Ale reszta? Zdrowi Ukraińcy zdolni trzymać karabin powinni być zawracani na granicę z kopem w dupę: „Wracaj, tchórzu, i zdychaj za swój kraj, zamiast chować się za polskim budżetem jak ostatni gnój”.
Ukraińskie kobiety też powinny były zapierdalać dla swojej ojczyzny – jako sanitariuszki, medyczki, logistyczki, operatorki dronów, łącznościowczynie. Tak jak robią to w Izraelu. Zamiast tego rozsiadły się w Polsce na polskim garnuszku, a ich faceci chillowali, jedli kebaby i scrollowali TikToka.
Dzięki tej debilnej polityce Dudy, Morawieckiego i Kaczyńskiego mamy dziś rachunek na miliardy, problemy mieszkaniowe, napięcia społeczne, wzrost przestępczości i polski podatnik, który nadal płaci za ukraińskich dezerterów. Na Ukrainie tymczasem armia cierpiała na brak ludzi, robili łapanki na ulicach, a wojna się dramatycznie przedłużyła – bo najsilniejsi i najzdrowsi woleli polski socjal niż kule pod Bachmutem.
Przyjmując masowo ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym, Polska realnie osłabiła obronę Ukrainy, zwiększyła liczbę ukraińskich trupów i przedłużyła tę rzeź. Gdyby granica była od pierwszego dnia zamknięta dla tej kategorii, a każdy, kto się przedarł – odsyłany siłą – Ukraina musiałaby zmobilizować społeczeństwo jak należy i wojna mogłaby potoczyć się inaczej.
To nie był humanitaryzm. To była samobójcza, szkodliwa, wręcz zdradziecka cnotliwość polskiej elity. Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński zapisali się na zawsze jako jedni z największych politycznych idiotów, cyników i szkodników III RP. Historia ich osądzi – i nie będzie to łagodny wyrok.
Polski podatnik wciąż spłaca ten rachunek za ich brak jaj, brak rozumu i żałosną pychę.
Teraz jeszcze ten pieprzony ukraiński komik Zelensky szykuje uroczysty pogrzeb tego skurwysyna Bandery - ciekawe, który z polskojęzycznych polityków (oprócz Kowala) pojedzie na te „uroczystości”? Tak czy inaczej, rzygać się chce na samą myśl o tych wszystkich gnojach.