Piers is either a complete idiot or he genuinely doesn’t understand how the real world works.
Simple analogy:
Someone walks up to your front door, introduces himself, explains his situation and asks to come in. You can choose to invite him in, make him a coffee and treat him as a guest.
Someone else sneaks through your window in the middle of the night. You have no idea who he is, what he wants, or what he’s capable of.
Do you still call him a “guest” and put the kettle on?
Exactly.
Una pareja de Bangladés fue a La Meca en peregrinación para pasar su luna de miel.
Esta pareja, que se besó en el patio de una mezquita, fue grabada en video por un hombre de nacionalidad paquistaní, quien envió el video a las autoridades de Arabia Saudita.
Posteriormente, la pareja fue arrestada y condenada a muerte.
Las autoridades de Arabia Saudita ejecutaron a la pareja Abdul-Bashir y Siti mediante decapitación.
Sus restos fueron enviados de vuelta a Bangladés. El gobierno de Bangladés, por su parte, presentó una protesta a Arabia Saudita
Se hacen esto entre ellos. Imaginaos con los demás.
Religión demoniaca. Más que una religión es una enfermedad mental. Y nosotros importando a estos monstruos por miles cada día.
Oglądam TVN i słyszę o Fundacji „ Siepomaga”…no powiem szczerze jak na fundacje o takim zasięgu i takich środkach chciałby się myśleć, że się pomaga. Ale żeby sobie. Ja prd. Twórcy fundacji wypłacili sobie 23 miliony złotych dywidendy w trzy lata. No proszę. Nie ma to jak altruizm w czystej postaci. Przez ostatnie lata wpłacałem tam wiele razy i powiem szczerze, że jestem lekko zniesmaczony, że ktoś robi sobie biznes pod płaszczykiem pomocy i szlachetności. Nie lekko. Jestem wkur.iony, że z pieniędzy przeznaczonych na pomoc potrzebującym ktoś urządza sobie wygodne życie. Hańba wam!!! Rok temu oddałem stare autko WOŚPowi . Była licytacja. Pięknie się sprzedało. Była miła korespondencja, transparentność i kwota przekazana na skonkretyzowany cel. I Jurek nie musi zarabiać milionów. Co się dzieje, że nie można skromnie, normalnie?! Czy człowiek musi być czujny nawet jeśli chce robić coś dobrego? Co za absurd. Stańmy się w końcu obywatelskim społeczeństwem, którym elementarna uczciwość i chęć pomagania nie jest uznawana za przejaw głupoty czy naiwności i ma prowokować do „naciągania”nas. A takie zachowania j.w. piętnujmy i surowo karajmy. Ps. Będę dalej pomagał ale z dużo większą ostrożnością. HOWG powiedziałem.
W lutym 2022 roku Witalij Kliczko apelował do Ukraińców: „Wstępujcie w szeregi obrony terytorialnej”. Przekonywał, że „ważna jest wola i wysiłek każdego obywatela” i że Ukrainę można obronić tylko wtedy, gdy ludzie nie będą się ukrywać, lecz staną ramię w ramię. Dziś, pytany, dlaczego jego własne dzieci nie walczą, odpowiada, że urodziły się w USA, nigdy nie mieszkały na Ukrainie i kształciły się za granicą. I właśnie tutaj wielkie słowa zderzają się z małym drukiem. „Każdy obywatel”, „ramię w ramię”, „nie ukrywajcie się” — brzmi pięknie, dopóki wezwanie dotyczy cudzych rodzin. Wojna ma swoją hierarchię przywilejów. Jedni dostają wezwanie do wojska, inni zachodni paszport, uczelnię i bezpieczny adres. Jednym politycy tłumaczą, że ojczyzna wymaga najwyższej ofiary. O drugich tłumaczą, dlaczego akurat ich ta ofiara nie dotyczy. Wojna obdarza społeczeństwo przywilejami: elity wygłaszają patriotyczne apele, a zwykłe rodziny wysyłają na front swoich synów.
Od połowy września chirurg plastyczny polskiego pochodzenia sam broni się przed sądem na Florydzie. Jest oskarżony o zabójstwo, grozi mu kara śmierci, a ciała ofiary nigdy nie znaleziono.
Najbardziej w tej historii nie zaskakują jednak dowody. Zaskakuje to, co robi sam oskarżony.
Dr Tomasz Kosowski miał zabić adwokata Stevena Cozziego w marcu 2023 roku. Zatrzymano go kilka dni po zniknięciu Cozziego i od tamtej pory przebywa w areszcie. To już trzy i pół roku.
Prokuratura ma sporo. Wyszukiwania w internecie prowadzone przez kilka tygodni przed zniknięciem. Jedno z nich, o 3:06 w nocy dzień wcześniej, dotyczyło leku paraliżującego. Monitoring, na którym mężczyzna, według prokuratury, Kosowski wyciąga z kancelarii ciężki wózek. Telefon, który tego ranka łączy się z siecią w rejonie kancelarii, a wieczorem przez minutę jest namierzany przy kontenerze na śmieci. Krew zgodna z profilem DNA ofiary w samochodach i w garażu.
Kosowski nie przyznaje się do winy.
I tu robi się naprawdę ciekawie.
Obrońców zmieniał kilka razy. Jeden z zespołów wycofał się w 2025 roku, powołując się na konflikt etyczny. Ostatni chciał zrobić to, co robi każdy obrońca w sprawie zagrożonej karą śmierci: przedstawić okoliczności łagodzące i walczyć o życie klienta.
Kosowski się nie zgodził. Nie chciał, żeby ktokolwiek mówił w jego imieniu. Odmówił zgody na zarządzone przez sąd badanie psychiatryczne. W sierpniu zwolnił obrońców, wycofał wszystkie ich wnioski i zrezygnował z ławy przysięgłych. Sędzia ostrzegał, że to nie ma sensu. Odpowiedział: „Dla mnie ma sens”.
Można to uznać za arogancję. Człowiek przyzwyczajony do tego, że zawsze jest najmądrzejszy wśród obecnych, uznał, że na sali sądowej będzie tak samo.
Jest jednak druga warstwa. Okoliczności łagodzące to w praktyce rozmowa o tym, jak ukarać, a nie czy ukarać. Ktoś, kto uważa się za niewinnego, może widzieć w takiej obronie milczące przyznanie się do winy. Do tego to proces poszlakowy. Jeden sędzia może ocenić poszlaki chłodniej niż dwunastu przysięgłych, którzy oglądają zdjęcia krwi w łazience.
Tyle że ten jeden sędzia ma konkretną przeszłość. Joseph Bulone przez 20 lat był prokuratorem, nigdy obrońcą. W kwietniu tego roku skazał na śmierć mężczyznę, który zabił cztery osoby.
Rezygnując z ławy, Kosowski oddał więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Przysięgli na Florydzie głosują dwa razy. Najpierw o winie, i tu wymagana jest zgoda wszystkich dwunastu. Jeśli choć jeden ma wątpliwości, nie ma wyroku skazującego i do głosowania nad karą w ogóle nie dochodzi. Dopiero po jednomyślnym uznaniu winy przysięgli decydują o karze. Tu wystarczy już ośmiu z dwunastu, żeby otworzyć drogę do kary śmierci. W sprawie Kosowskiego o jednym i drugim decyduje jedna osoba.
Każdy zna kogoś, kto woli przegrać po swojemu niż wygrać według cudzego planu. Tylko zwykle stawka jest dużo mniejsza.
Od samych Niemiec przez osiemdziesiąt lat trafiło do Polski około 2,6 miliarda euro, ani razu pod tytułem reparacji, zawsze jako pomoc humanitarna. To 0,2 procenta kwoty z raportu. Na dodatek zachodnioniemiecka ustawa z 1953 roku wypłaca odszkodowania w Niemczech, Izraelu i USA, ale nie w Polsce. Więzień tego samego obozu dostaje świadczenie, jeśli jest obywatelem Niemiec albo Izraela. Polski obywatel nie dostaje nic.
Dlaczego więc Berlin może mówić, że sprawa jest zamknięta? Nie dlatego, że kontroluje sędziów. Dlatego, że w prawie międzynarodowym nie ma sądu, przed który da się pozwać państwo bez jego zgody. Niemcy uznały jurysdykcję Trybunału w Hadze dopiero 30 kwietnia 2008 roku i wyłącznie dla faktów późniejszych niż ta data. Rok 1939 wypada poza zakres automatycznie.
Sądy krajowe też odpadają, bo chroni je immunitet państwa. Włochy to sprawdziły i przegrały w Hadze w 2012 roku. Argument, że zbrodnie wojenne znoszą immunitet, odrzucono wprost. Wynika z tego coś, o czym warto pamiętać, zanim ktoś zacznie krzyczeć o pozwach: jedyna sprawa w Hadze, jaka realnie mogłaby się odbyć, to Niemcy przeciwko Polsce. I Polska by ją przegrała.
Zamknięta to nie znaczy zapłacona. Zamknięta jest w tym sensie, w jakim zamknięty jest dług, którego wierzyciel nie może wyegzekwować, bo dłużnik nie musi stawić się przed żadnym sądem, a papier zrzeczenia podpisał w 1953 roku rząd zainstalowany przez okupanta, dzień po tym, jak Moskwa uzgodniła to z NRD.
Wszystkie duże rozliczenia po tej wojnie załatwiono politycznie, nigdy sądowo. Izrael dostał od Niemiec w 1952 roku w wyniku negocjacji. Grecja z niemal identycznym roszczeniem czeka osiemdziesiąt lat i nie dostała nic.
Liczba z raportu nie jest więc narzędziem prawnym, tylko kartą przetargową, a jej wartość zależy od tego, czy Polska ma coś, na czym Niemcom zależy. Po raz pierwszy od 1990 roku ma, i nazywa się to wschodnia flanka.
Berlin zaproponował 200 milionów euro gestu. Warszawa uznała to za symboliczne. A premier mówi, że jeśli Niemcy się nie zdecydują, Polska rozważy wypłatę świadczeń swoim ofiarom z własnego budżetu.
Polska zapłaci swoim ofiarom za cudze zbrodnie. Na tym etapie jesteśmy.
Z tych 6,22 biliona aż 4,33 biliona to jedna pozycja: utracone wynagrodzenia 5,219 miliona zamordowanych obywateli Polski. Autorzy raportu z 2022 roku napisali wprost, że jest to czysto ekonomiczna wycena życia przez pryzmat utraconego PKB i że nie obejmuje cierpienia ani rozbitych rodzin.
Czyli Niemcy mają zapłacić za pensje, których zamordowani nie zdążyli zarobić. Wychodzi około 830 tysięcy złotych za jednego zabitego. Tyle, co kawalerka na obrzeżach Warszawy.
Spalone miasta, wywiezione fabryki, ograbione muzea i banki to razem niecały bilion, około 941 miliardów.
Teraz druga strona rachunku. Warstwa materialna opiera się na szacunkach Biura Odszkodowań Wojennych z 1947 roku, z których wynika, że majątek narodowy II RP wynosił ponad 1500 procent jej dochodu narodowego. Taka relacja nie występowała nigdy i nigdzie na świecie. Realistyczna to 400 do 600 procent.
Ale jeśli pójść w drugą stronę i doliczyć to, czego raport świadomie nie policzył, czyli krzywdę moralną według standardu, jakim rządy Zachodu wyceniają dziś ludzkie życie, sam rachunek za zabitych rośnie do kilkudziesięciu bilionów złotych. Dziesięć do osiemnastu razy więcej niż cała kwota z raportu.
Wniosek jest niewygodny dla obu stron sporu. Każda liczba od jednego biliona do stu bilionów da się obronić, zależnie od metody. Kłótnia o samą kwotę niczego nie rozstrzyga.
Prawdziwa historia jest gdzie indziej.
Mieszkam w UK i sam kilka razy nadziałem się na mobilny radar - żadne kosmiczne prędkości, bo np. w strefie 40 mph jechałem 50 mph. I szczerze? Ten odcinek spokojnie mógłby mieć wyższy limit. Tylko ktoś kiedyś uznał, że to świetne miejsce na dorobienie się kosztem kierowców, i wcisnął tam limit tak niski, że wszyscy pełzną, choć bez problemu i bezpiecznie dałoby się jechać szybciej.
Ja generalnie jeżdżę zgodnie z przepisami, czasem zdarzą mi się te 10 mph nad limit, i szczerze mówiąc ta drobiazgowość w egzekwowaniu limitów trochę mnie irytuje - część tych ograniczeń wygląda tak, jakby ktoś je ustawiał nie dla bezpieczeństwa, tylko żeby coś zarobić na mandatach. Co innego jednak, gdy ktoś jedzie 30+ mph nad limitem… to już tylko czysta głupota, i tu kara powinna być surowa.
The captain sent forty men to chase stolen cattle near a Spanish castle. Before they got back, a British fleet appeared on the horizon. Hours later, the British general who tried to take the fort was drinking brandy with the Poles as their prisoner. One of the strangest battles of the Napoleonic Wars, and almost nobody has heard of it.
https://t.co/4LxkvfI91g
Kapitan wysłał czterdziestu żołnierzy w pościg za skradzionymi krowami pod hiszpańskim zamkiem. Zanim wrócili, na horyzoncie pojawiła się brytyjska flota. Kilkanaście godzin później brytyjski generał, który próbował zdobyć fort, pił z Polakami brandy jako ich jeniec. Jedna z najdziwniejszych bitew wojen napoleońskich, a prawie nikt jej nie zna.
https://t.co/jr95p8gwQB