Panie Kowalski,
powołuje się Pan na Danię, jednak opisuje rozwiązanie, którego Dania nie wprowadziła.
Duński projekt nie przewiduje "natychmiastowego odesłania wszystkich Ukraińców w wieku poborowym". Dotyczy przede wszystkim zasad przyznawania ochrony czasowej nowym wnioskodawcom oraz osób, które nie są uprawnione do legalnego opuszczenia Ukrainy.
To istotna różnica. Debata publiczna wymaga precyzji, zwłaszcza gdy dotyczy tysięcy ludzi i tak wrażliwych kwestii jak pobyt cudzoziemców oraz skutki wojny.
Przywoływanie przykładu innego państwa powinno odzwierciedlać rzeczywistą treść jego rozwiązań, a nie ich publicystyczną interpretację.
Panie Bogucki,
pomoc udzielona Ukrainie nie była pożyczką ani umową barterową. Była decyzją państwa polskiego wynikającą z naszego interesu bezpieczeństwa, solidarności i zwykłej ludzkiej przyzwoitości wobec ofiar agresji.
Mówienie dziś o "wzajemności" brzmi tak, jakby miliony uchodźców miały spłacać dług wdzięczności za to, że uciekły przed bombami. To nie jest język partnerstwa, lecz politycznego rachunku.
Co więcej, od trzech lat Ukraina płaci najwyższą możliwą cenę także za bezpieczeństwo Polski i Europy – krwią swoich żołnierzy. Trudno o bardziej wymowny dowód wzajemności.
Historia Wołynia wymaga prawdy, pamięci i szacunku dla ofiar. Nie wymaga natomiast wykorzystywania ich pamięci jako narzędzia bieżącej walki politycznej ani budowania niechęci wobec całego narodu ukraińskiego.
Pojednanie buduje się na prawdzie i wzajemnym szacunku. Nie na wystawianiu rachunków za okazaną pomoc.
Panie Pośle,
problem nie polega na tym, że ktoś został awansowany.
Z komunikatu Prokuratury Krajowej wynika, że zarzut dotyczy podejmowania decyzji kadrowych bez spełnienia ustawowych przesłanek oraz wykorzystania stanowiska do ręcznego wpływania na politykę kadrową Służby Więziennej. Skutkiem miał być nieuprawniony awans i związane z nim korzyści finansowe dla konkretnego funkcjonariusza. To właśnie ma być przedmiotem postępowania. Nie sam fakt awansu.
Argument "przecież za każdych rządów tak robiono' nie jest argumentem prawnym. Gdyby był, należałoby uznać, że każda utrwalona praktyka automatycznie staje się legalna, niezależnie od tego, czy była zgodna z ustawą.
Jeżeli decyzje były zgodne z prawem, wykaże to postępowanie. Jeżeli nie były zgodne z prawem, funkcja publiczna ani mandat europosła nie mogą stanowić tarczy przed odpowiedzialnością.
W państwie prawa o winie lub niewinności nie rozstrzyga konferencja prasowa ani liczba obserwujących na portalu x, lecz dowody i przepisy prawa 🤷♂️
Pan wybaczy ale partyjna propaganda to Pana praca a nie moja. Ja oceniam fakty. I są one następujące:
- minister Błaszczak kupował za miliardy i na kredyt sprzęt z USA bez zabezpieczenia krajowych zdolności obsługowych i remontowych. Nawet nie próbowano tego negocjować przed lub w trakcie podpisywania umów
- jesteśmy jedynym takim ewenementem w Europie. Ten model zakupów przyjmowały kraje takie jak Maroko, Irak, itp czyli które są krajami rozwijającymi się lub nie miały własnych kadr.
- Amerykanie czuli się tak pewnie że nawet to co podpisano przedwyborczo w 2023 było realizowane co najmniej opieszale. Niektóre obszary: remonty układów napędowych i silników Panowie pominęli całkowicie i nie ruszyli tego aż do zmiany władzy. Co jest kuriozum ponieważ czołg więcej jeździ niż strzela i to układy napędowe psują się najczęściej.
- odkręcanie rażących zaniedbań i niegospodarności jakiej się dopuszczono za czasów Pana Błaszczaka zajęła aż dwa lata. Dlaczego aż tyle? Po pierwsze nie zabezpieczyli Panowie ani planów ani finansowania rozwoju polskich zakładów w PGZ w tym obszarze(!) mgliste wizje były, planów brak, finansów zabezpieczonych - brak. WZM z wypracowanego zysku stawiał RCK Abrams ale bez podpisania finalnych umów które udało się dopiero w latach 2024-2025 wynegocjować i podpisać i to dopiero jak Amerykanie przestali czuć się tak pewnie na skutek zmiany władzy w Polsce i dopuszczenia konkurencji GDLS do negocjacji (Amentum i ManTech) z WZM S.A, silniki to dopiero ostatnie półtora roku.
Robiliście umowy na łapu-capu, byle jak, byle był marketingowy "sukces" i MoU lub umowa o nic (ramowa) przed wyborami. Polski przemysł zostawał z niczym realnym i bez zabezpieczonego finansowania zaś wojsko wydawało miliardy w USA z zerowymi korzyściami przemysłowymi dla Polski.
I jeszcze jedno: negocjowanie M1A2 to okres PRZED wojną na Ukrainie w 2022. Nawet tego w spokojnych czasach nie chciało się wam dopilnować.
Odkręcanie tego nie wszędzie jest możliwe a tam gdzie jest zajmuje lata.
Panie Wójcik, nie słyszałem całej wypowiedzi pani Wcisło i nie jestem specjalistą od produkcji uzbrojenia, ale naprawdę wystarczy poświęcić kilka minut i sprawdzić publicznie dostępne informacje o produkcji systemów takich jak Piorun.
To nie jest masowa produkcja plastikowych zabawek na taśmie jak w fabryce AGD. Przy tego typu uzbrojeniu ogromną rolę odgrywa precyzyjny montaż, kontrola jakości, kalibracja elektroniki i praca wykonywana manualnie przez techników.
I właśnie dlatego w branży zbrojeniowej często mówi się o dużym udziale "ręcznej produkcji" albo montażu manualnego.
Natomiast politycy PiS tradycyjnie wolą zrobić z tego mema dla własnej bańki niż przez chwilę zachować się poważnie.
Co zresztą jest dość zabawne, bo ci sami ludzie regularnie opowiadają o dumie z polskiej zbrojeniówki, a chwilę później kpią z realiów produkcji jednej z najbardziej udanych polskich konstrukcji ostatnich lat.
Panie Wójcik,
na jakiej konkretnie podstawie prawnej formułuje Pan tak poważne oskarżenia o przyszłą odpowiedzialność konstytucyjną?
Proszę wskazać:
– jaki konkretnie przepis Konstytucji ma zostać naruszony,
– jakie kompetencje ministrów zostały przekroczone,
– oraz jaki element mechanizmu SAFE miałby być według Pana nielegalny.
Czy może znowu mamy do czynienia wyłącznie z politycznym straszeniem i budowaniem narracji pod emocje?
Bo z Pana wpisu nie wynika absolutnie nic poza próbą wywołania atmosfery zagrożenia i sugestią przyszłych represji wobec przeciwników politycznych.
1. „Kryzys wywołany przez rząd Tuska”
Kryzys ochrony zdrowia jest wieloletni, a nie „wywołany” przez ostatni rząd – raporty pokazują, że za rządów PiS kolejki do specjalistów uległy prawie dwukrotnemu wydłużeniu (z 84 do 164 dni między 2015 a 2023).
Fundacja Watch Health Care i analizy ŚwiatPrzychodni pokazują, że średni czas oczekiwania do specjalisty rósł w latach 2015–2023, w niektórych specjalnościach nawet ponad dwukrotnie – to dokładnie okres rządów PiS.
Kolejki do lekarzy były przed Tuskiem i po PiS; PiS sam w kampaniach 2015 krytykował „kolejki za PO‑PSL”, a potem je jeszcze wydłużył – więc obecna zapaść jest efektem kumulacji zaniedbań, także PiS‑owskich, a nie nagłego „armagedonu Tuska”.
2. „Zapaść służby zdrowia: kolejki, limity, pacjenci bez opieki”
Dane ze ŚwiatPrzychodni: za rządów PiS średni czas oczekiwania na konsultację specjalistyczną wzrósł z 84 do 164 dni – czyli kolejki „zapaści” budowano przez 8 lat poprzednika, który dziś udaje ratownika.
Media analizujące te dane piszą wprost: kolejki do lekarzy „wbrew obietnicom PiS nie tylko nie zniknęły, ale się wydłużyły”, nawet do ponad 500 dni oczekiwania w niektórych przypadkach – to nie jest dziedzictwo Tuska, tylko PiS.
„Pacjenci bez opieki” to codzienność opisywana od lat – już w 2016 i później alarmowano o rosnących kolejkach, zamykanych oddziałach, brakach kadrowych; ten trend zaczął się przed powrotem Tuska, w czasie rządów PiS.
3. „Dziura w NFZ” – kto ją wykuł?
Eksperci wskazują, że system NFZ przestał się bilansować od 2023 r. – czyli jeszcze za PiS – głównie z powodu ustawy podwyżkowej, przerzucenia części wydatków do NFZ oraz rozszerzania programów bez realnego zwiększenia bazy wpływów.
W 2023 wydatki NFZ przekroczyły plan o ponad 23 mld zł, a przychody wzrosły symbolicznie – to efekt decyzji poprzedniej władzy (Polski Ład, znoszenie limitów, podwyżki bez pokrycia w składce), a nie jednego roku Tuska.
Zniesienie limitów AOS w ramach „Polskiego Ładu” zwiększyło liczbę świadczeń i koszty, ale nie skróciło znacząco kolejek – efektem jest finansowa dziura w NFZ i niewypłacone nadwykonania, które dociążają szpitale i wydłużają kolejki.
4. „Tusk tnie zdrowie”, „PiS dawał”
Dane o nakładach: w 2023 wydatki publiczne na zdrowie wyniosły ok. 185 mld zł, w 2024 – ok. 211 mld, w 2025 – ok. 237 mld, a rząd planuje w 2026 jeszcze wyższy poziom – to wzrosty, nie „cięcia Tuska”.
Premier Tusk mówił wprost: w 2026 r. na ochronę zdrowia ma pójść prawie o 80 mld zł więcej niż w końcówce rządów PiS – realny problem dotyczy efektywności wydawania i konstrukcji systemu, a nie „zabierania 10 mld”.
Raporty pokazują też, że wzrosty nominalne za PiS nie przekładały się na realne skrócenie kolejek ani stabilność NFZ – wydatki rosły, a deficyt i kolejki rosły razem z nimi, co obnaża mit „dobrego gospodarza zdrowia” z Nowogrodzkiej.
5. „Rząd Tuska nic nie robi, dialog nie istnieje”
Opozycyjne media PiS‑owskie krzyczą o „braku dialogu”, ale równolegle rząd prowadzi własne inicjatywy: zapowiedziano centralną e‑rejestrację NFZ, nowy system zapisów do lekarza oraz zmiany w organizacji kolejek, co wymaga rozmów z podmiotami systemu.
W 2024–2025 odbywały się rządowe wydarzenia w obszarze zdrowia (np. Szczyt Medyczny „Bezpieczny pacjent”) – krytycznie oceniane jako PR, ale to jednak jest forma dialogu i konsultacji, która przeczy narracji „zero rozmowy, zero kontaktu”.
Spory o płace i warunki pracy personelu medycznego, protesty i oskarżenia o „pozorowany dialog” to norma także z czasów PiS – ten sam PiS, który dziś gra rolę obrońcy dialogu, wcześniej był oskarżany o ignorowanie postulatów rezydentów i pielęgniarek.
6. „PiS ma plan, Tusk nie ma”
Zapowiedź „planu zdrowotnego PiS” to dziś głównie hasło i powołany „zespół” – bez konkretnych, przyjętych ustaw i bez wiarygodności, skoro poprzednie 8 lat tej partii skończyło się dłuższymi kolejkami i zadłużonymi szpitalami.
Realny bilans PiS: dwukrotnie dłuższe kolejki, rosnący deficyt NFZ, decyzje destabilizujące finanse (ustawy płacowe bez pokrycia w przychodach, przerzucenie kosztów do NFZ) – to fundament obecnego kryzysu, który PiS próbuje zrzucić na Tuska.
Hashtag „PiSNaprawiZdrowie” jest marketingową ramą, która ma wymazać fakt, że to ta sama partia, która odpowiada za znaczną część obecnej zapaści – tak jak PiS wcześniej obwiniał PO‑PSL, teraz próbuje przepisać na Tuska skutki własnych decyzji z lat 2015–2023.
7. Jaka jest prawda?
Mamy do czynienia z klasycznym mykiem: partia, która współtworzyła kryzys (wydłużone kolejki, deficyt NFZ), opisuje go jako „katastrofę wywołaną przez następcę” i ustawia się w roli jedynego ratownika – bez przyznania się do własnego dorobku.
Zamiast uczciwej rozmowy o systemowej reformie (finansowanie, kadry, zakres koszyka, rola prywatnych usług), dostajemy emocjonalny przekaz: „Tuska znieczulica, PiS ma plan” – idealny do memów i spotów, kompletnie nieadekwatny do danych.
Przeproście i Spierdalajcie!
#ShelbyFactSquad #OkiemPatrioty #PiszemyJakJest
Janusz naprawdę chcesz żebyśmy ci przypomnieli twoje sukcesy?
No to jedziemy, jak mawia wasza głową z telewizora Michał R.:
Janusz Cieszyński, wiceminister zdrowia (2018-2021), sekretarz stanu w KPRM (2021-2023), minister cyfryzacji (2023) i poseł PiS X kadencji, był zaangażowany w kilka głośnych afer:
Afera respiratorowa (2020)
• Kwiecień 2020: Cieszyński jako wiceminister zdrowia podpisał kontrakt z firmą E&K należącą do Andrzeja Izdebskiego (handlarza bronią z czarnej listy ONZ) na dostawę 1241 respiratorów za 44,5 mln euro (ok. 200 mln zł)
Resort wypłacił 35 mln euro (154 mln zł) zaliczki, nie czekając na dostawę sprzętu, co było niezgodne z ustawą o finansach publicznych
Finalnie dostarczono tylko 200 respiratorów do użytku poza UE, bez gwarancji producenta
• 2021: Prokuratura w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień
• Koniec 2023: NIK stwierdziła, że Cieszyński mógł popełnić przestępstwo wyrządzenia szkody w obrocie gospodarczym w wielkich rozmiarach (art. 296 par. 3 KK) zagrożone karą do 10 lat więzienia
• Kwiecień 2024: Minister zdrowia Izabela Leszczyna zapowiedziała złożenie zawiadomienia do prokuratury ws. przekroczenia uprawnień
Afera maseczkowa (2020)
• Marzec 2020: Brat ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego skierował Łukasza Guńkę (instruktora narciarskiego, znajomego rodziny) do wiceministra Cieszyńskiego
•30 marca 2020: Cieszyński sfinalizował transakcję zakupu 110 tys. maseczek FFP2 i 20 tys. maseczek chirurgicznych od trzech podmiotów (w tym firmy Kaja należącej do żony Guńki) za ok. 5 mln zł
Po miesiącu okazało się, że maseczki nie spełniają polskich norm i są bezwartościowe dla służby zdrowia
• Maj 2020: Cieszyński złożył zawiadomienie o oszustwie do prokuratury po odmowie zwrotu pieniędzy przez kontrahentów
• Luty 2025: Prokuratura umorzyła śledztwo, decyzję zaskarżyło do sądu Ministerstwo Zdrowia
Afera NASK i wykorzystanie środków publicznych (2023-2024)
•Kampania wyborcza 2023: NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa) wydawał dziesiątki tysięcy złotych na wydarzenia w miejscach, gdzie Cieszyński jako minister cyfryzacji kandydował do parlamentu
Instytut zamówił za publiczne pieniądze badanie sprawdzające rozpoznawalność Cieszyńskiego jako polityka i ocenę rządu PiS
• Październik 2024: NASK złożył zawiadomienie do Prokuratury Krajowej o możliwości popełnienia przestępstwa przez Cieszyńskiego - zarzuty o wykorzystanie ok. 750 tys. zł ze spółki w kampanii wyborczej PiS
Zarzuty obejmują "fikcyjne stanowiska, rekordowe koszty zatrudnienia i zorganizowaną grupę przestępczą" według posła Dariusza Jońskiego
#ShelbyFactSquad #OkiemPatrioty #PiszemyJakJest
Panie Nawacki,
to nie jest żadna analiza prawna, tylko próba dorobienia wyrokowi skutków, których on po prostu nie zawiera.
W sentencji nie ma żadnego "zobowiązania Marszałka do wstrzymania procedury". To zostało przez Pana dopisane.
Trybunał – niezależnie od ocen – eliminuje normy. Nie steruje bieżącym procesem politycznym i nie wydaje poleceń organom w toku procedury wyborczej.
Przekształcanie wyroku w rzekomy "nakaz wstrzymania KRS" to zwykła nadinterpretacja mająca jeden cel – zablokować proces i stworzyć wrażenie, że istnieje prawny obowiązek, którego w rzeczywistości nie ma.
To nie jest prawo. To jest narracja pod z góry założony efekt.
I naprawdę trudno uwierzyć, że ktoś z Pana doświadczeniem tego nie rozróżnia.
Na marginesie – skutki prawne takich rozstrzygnięć nie są bezdyskusyjne, bo status obecnego składu Trybunału jest od lat kwestionowany w świetle standardów TSUE i ETPCz 🤷♂️
A Pańskie czerwone wykrzykniki nie tworzą norm prawnych, których w tym wyroku po prostu nie ma
Jak 4 lata temu robiłem materiał o publikacjach pana Svinarskiego na temat połączenia Orlenu i PGNiG, to ludzie związani z PiS, którzy udzielali mi komentarzy zgodnie twierdzili, że jego aktywność jest szkodliwa i oparta na kłamstwach.
Dziś pan Svinarski zasiadł w prezydenckiej Radzie Nowych Mediów.
Niech to będzie pewnym obrazem procesu, który dotknął to środowisko w ostatnim czasie.
Pan manipuluje treścią dokumentu, na który się powołuje.
Z tego pisma wynika wprost coś dokładnie odwrotnego niż Pan twierdzi – wyrok NSA nie przywraca dostępu do informacji niejawnych, a do czasu ponownego postępowania sprawdzającego Pan Cenckiewicz nie może ani korzystać z dostępu, ani posługiwać się poświadczeniem.
ABW nie straszy urzędników, tylko przypomina obowiązujące przepisy i konsekwencje ich naruszenia.
Problem nie polega na treści dokumentu, tylko na jego celowej reinterpretacji pod z góry przyjętą narrację przez Pana i pańskie środowisko.
Pan pokazuje sentencję wyroku i wyciąga z niej wniosek, którego tam nie ma.
WSA uchylił decyzję o cofnięciu poświadczenia – to oznacza wyłącznie usunięcie wadliwej decyzji z obrotu prawnego i konieczność ponownego rozpoznania sprawy.
W tym wyroku nie ma ani słowa o przywróceniu dostępu do informacji niejawnych.
Dostęp nie wynika z uchylenia decyzji, tylko z aktualnej oceny rękojmi w postępowaniu sprawdzającym. Do czasu jego zakończenia może być wstrzymany.
Naprawdę warto odróżniać skutek procesowy od stanu faktycznego, zamiast dopisywać do wyroku tezy, których tam nie ma.
Opublikuję na swoim profilu, ponieważ Pan @Cenckiewicz zablokował mnie i nie mogę odnieść się pod jego postem.
Panie Cenkiewicz,
„pełne zwycięstwo” byłoby wtedy, gdyby istniała dziś skuteczna decyzja przyznająca Panu poświadczenie bezpieczeństwa.
Tymczasem sądy nie przyznały Panu żadnego uprawnienia – uchyliły jedynie decyzję jako wadliwą i wskazały konieczność ponownego rozpoznania sprawy.
To oznacza jedno: postępowanie trwa dalej, a organ ma obowiązek wydać nową decyzję zgodnie z wytycznymi sądu.
Dostęp do informacji niejawnych nie wynika z uchylenia decyzji, tylko z istnienia aktualnego, ważnego poświadczenia.
Na dziś go nie ma.
To nie jest kwestia opinii, tylko elementarnej konstrukcji postępowania administracyjnego.
Panie Ambasadorze,
Pański wpis nie jest reakcją dyplomatyczną, lecz wejściem w bieżący spór polityczny w państwie przyjmującym – i to w formie, która nie przystoi przedstawicielowi żadnego państwa, a już szczególnie sojuszniczego.
Marszałek Sejmu ma pełne prawo do krytycznej oceny polityki zagranicznej – także Stanów Zjednoczonych. To element demokratycznej debaty publicznej. Nie musi ona być dla Pana wygodna ani uprzejma.
Pan takiego mandatu nie posiada.
Reprezentuje Pan państwo obce i podlega standardom wynikającym z prawa międzynarodowego, w tym zasadzie nieingerencji oraz powściągliwości w sprawach wewnętrznych. Publiczne przypisywanie przedstawicielowi władz RP motywów działania, insynuowanie "zagrożenia" czy odwoływanie się do etykiet ideologicznych nie jest dyplomacją. To jest publicystyka – i to na poziomie, który obniża rangę urzędu, który Pan sprawuje.
Nie ma tu żadnej symetrii. Polityk może mówić ostro. Ambasador nie ma prawa zamieniać swojej funkcji w narzędzie polemiki politycznej.
Jeżeli decyduje się Pan przekraczać te granice, proszę mieć świadomość konsekwencji: podważa Pan własną wiarygodność jako partnera instytucjonalnego i szkodzi relacjom, które – jak Pan twierdzi – chce chronić.
Dyplomacja to nie jest Twitter.
I warto o tym pamiętać.
Jak ktos słusznie zauważył Kanał Zero z Republiki al dente robi się juz Republiką medium.
Zamieścili dzisiaj kłamliwy wpis o "Radnej KO" pomimo, że radną KO nie jest już prawie rok.
Zawieszoną właśnie przez takie akcje.
Widząc jak gość z bejsbolem nie wpuszcza człowieka do tramwaju ludzie bez problemu rozpoznają zło.
Kiedy ten sam drab nie pozwala objąć funkcji sędziego TK to nagle wszyscy doznają zaćmienia.
A to nie jest żaden spór kompetencyjny. To gość z bejsbolem dokonuje rozbóju.
Po internecie krąży obrzydliwy fejk o rzeczach które miał robić wobec dzieci Peter Magyar.
Zmyślony przez ruską stronę.
Fejka podał były wiceminister sprawiedliwości (sic!) i obecny poseł PiS Michał Woś.
Co zrobił Woś?
Obsrał zbroję i skasował post
Nie przeprosił
Zablokował
Panie Bogucki,
Pański wpis nie jest wykładnią prawa, tylko próbą dopisania Prezydentowi kompetencji, których ani Konstytucja, ani ustawa mu nie przyznają.
Po pierwsze, konstytucyjny moment w sprawie sędziego TK następuje z chwilą wyboru przez Sejm na podstawie art. 194 ust. 1 Konstytucji. To Sejm wybiera sędziego Trybunału. Ślubowanie nie jest kolejnym etapem wyboru ani instrumentem politycznej kontroli tego aktu przez Prezydenta. Jest czynnością następczą, formalną, związaną z objęciem funkcji.
Po drugie, z ustawowego zwrotu "wobec Prezydenta" nie wynika żaden wymóg fizycznej obecności "przy Prezydencie" ani tym bardziej jego uznaniowej zgody.
"Wobec" nie oznacza "według woli", "po akceptacji" ani "dopiero po osobistym dopuszczeniu przez osobę sprawującą urząd". To określenie ADRESATA czynności, a nie źródło kompetencji blokującej.
Po trzecie, myli Pan urząd z osobą chwilowo wykonującą urząd. Ślubowanie jest składane wobec Prezydenta jako organu konstytucyjnego państwa, a nie wobec prywatnej woli człowieka, który akurat ten urząd piastuje. Osoba wykonująca urząd nie może samowolnie zawłaszczyć kompetencji, których prawo nie przewiduje, i uczynić z formalnego obowiązku narzędzia selekcji politycznej.
Po czwarte, Pańska teza prowadzi do absurdu ustrojowego. Gdyby ją przyjąć, wystarczyłaby bierność jednego organu, aby sparaliżować skutki aktu konstytucyjnego dokonanego przez inny organ. Innymi słowy: Prezydent mógłby przez samo zaniechanie unieważniać wybór sędziego TK dokonany przez Sejm. Tego rodzaju kompetencja nigdzie nie została mu przyznana. To nie byłaby wykładnia prawa, tylko jego jawne przepisanie pod doraźny interes polityczny.
Po piąte, notarialne poświadczenie złożenia oświadczenia nie "wiąże Prezydenta" w tym sensie, jaki Pan mu imputuje, lecz dokumentuje fakt dokonania czynności przez wybrane osoby w określonym miejscu i czasie. W sytuacji, w której organ zobowiązany do przyjęcia ślubowania uchyla się od działania, znaczenie takiego dokumentu polega właśnie na zabezpieczeniu dowodu, że bezczynność leży po stronie organu, a nie po stronie osób wybranych.
I wreszcie rzecz najważniejsza: problemem nie jest to, że ktoś "oświadczył coś notariuszowi", tylko to, że próbuje Pan wmówić opinii publicznej, iż osoba sprawująca urząd Prezydenta może skutecznie zablokować wykonanie obowiązku wynikającego z ustawy tylko dlatego, że tak postanowiła. Nie może. W państwie prawa organ działa na podstawie i w granicach prawa. Jeżeli nie ma normy przyznającej mu kompetencję do odmowy, to odmowa jest bezprawną bezczynnością, a nie aktem ustrojczym.
Dlatego Pański wpis jest nie tylko błędny. On jest groźny, bo sprowadza porządek konstytucyjny do kaprysu jednej osoby. A to nie jest obrona państwa. To jest obrona arbitralności władzy.