Ukraine has officially received production licenses from France for AASM guided bombs, SCALP cruise missiles, and Aster 30 surface-to-air missiles.
Ukraine aims to start domestic production of the systems as soon as possible.
Spadek aktywności rosyjskich botów po awarii Yandexu uderzył w AfD i Konfederacje mocniej niż jakakolwiek debata parlamentarna. Nagle okazało się, że ten wielki „zryw wolnościowy” i „poparcie prawdziwych patriotów” sprowadzały się do dwóch serwerowni pod Moskwą i jednego skryptu w Pythonie.
Wyobraźcie sobie minę Sławomira Mentzena, który rano wjeżdża na TikToka ze swoim ulubionym dynamicznym montażem, klaska w dłonie, czeka na miliony wyświetleń... a pod filmem cisza. Żaden user83920194 nie pisze już, że „Mentzen zaorał system”, a tysiące profilowych z polską flagą nagle zgasły razem z serwerem w Sasowie. Grzegorz Braun biega po Sejmie z gaśnicą i szuka spisku, ale prawda jest prostsza: po prostu ktoś po drugiej stronie granicy odpiął go od prądu. Nagle okazało się, że o „ukrainizacji Polski” dyskutowało nie pół miliona Polaków, tylko trzy przegrzane karty graficzne w obwodzie riazańskim.
Po drugiej stronie Odry wcale nie jest weselej. Alice Weidel i jej koledzy z AfD jeszcze wczoraj opowiadali o „niewytłumaczalnym geście pokoju z Rosją” i „upadku niemieckiej gospodarki”, a dzisiaj ich sekcja komentarzy wygląda jak opuszczone miasteczko z westernu. Gdy w Rosji padły superkomputery, z niemieckiego internetu wyparowało nagle pół miliona „oburzonych obywateli”, którzy w pięciu różnych językach pisali dokładnie te same posty o tanim gazie.
Nagle politycy, którzy jeszcze wczoraj pozowali na pogromców establishmentu, zostali bez cyfrowego dopingu. Cały ten ich groźny, antyeuropejski zryw bez wsparcia z fabryki trolli wygląda jak groźny pies, któremu ktoś wyjął baterie z ogona. Wygląda na to, że kiedy w Rosji wyłączą router, cała ta głośna „alternatywa dla Europy” zostaje z kilkoma prawdziwymi zwolennikami i zastanawia się, dlaczego te wszystkie miliony serduszek w internecie pisały po polsku i niemiecku, ale myślały w cyrylicy.
If confirmed, this is telling: Russian data centres get hit, and online activity around AfD suddenly plummets. 📉
So much talk about German patriotism… then the connection from Russia goes down. 🤔🇷🇺
Wystarczy być średnio bystrym obserwatorem polskiej polityki aby wiedzieć, że @NawrockiKn "zapłacił" za weto ws. paliw. Za weto do kryptowalut też płaci, ale najbliższe odsetki zapłaci za weto do ustawy o blokowaniu szkodliwych treści w necie. To cena politycznego analfabetyzmu.
Przy okazji słów Grzegorza Brauna o Nord Stream warto przypomnieć jedną rzecz, która - dziwnym trafem - zdaje się już niknąć w zbiorowej pamięci:
rosyjskie surowce energetyczne wcale nie są tanie. Wręcz przeciwnie, okazały się ekstremalnie drogie.
Osoby nawołujące do wznowienia szerokiego handlu energetycznego z Rosją zapominają, że to właśnie Rosjanie w 2021 r. zaczęli wywoływać w Europie kryzys energetyczny, ograniczając stopniowo dostawy gazu. W II połowie 2021 r., a więc jeszcze przed pełnoformatową agresją na Ukrainę, strona rosyjska przestała sprzedawać Europejczykom gaz w kontraktach innych niż długoterminowe, podnosząc ceny błękitnego paliwa.
Później, już po 24 lutego 2022 r., Rosjanie zażądali od swoich europejskich kontrahentów zmiany formuły rozliczeń za gaz, oczywiście w sposób pozaumowny. Kraje, które nie zgodziły się na rosyjskie ultimatum (czyli np. Polska) zostały pozbawione dostaw gazu, co stanowiło dość spektakularny przypadek łamania przez rosyjskie spółki postanowień umów długoterminowych, które Moskwa reklamowała jako żelazne gwarancje zaopatrzenia w surowiec.
Ale na tym się nie skończyło: kraje, które poszły na rękę Rosji (czyli np. Niemcy) też zostały pozbawione dostaw gazu, tylko później. W przypadku RFN mowa o naprawdę upokarzającym procesie stopniowego odcinania przesyłu z wykorzystaniem gazociągu Nord Stream, którego orędownikiem został Grzegorz Braun. Rosjanie w połowie 2022 r. wstrzymali przesył gazu tym gazociągiem do Niemiec tłumacząc się problemem z turbinami umożliwiającymi pracę połączenia. Jedna z turbin była akurat remontowana w Kanadzie, która nie chciała wysłać jej z powrotem ze względu na nałożone na Rosję sankcje technologiczne. Do akcji wkroczył jednak Berlin i kanałami dyplomatycznymi przekonała Kanadyjczyków, by ci przekazali turbinę. Kiedy trafiła ona do Niemiec okazało się, że... Rosjanie nie chcą jej odebrać i zamontować w gazociągu, bo brakuje jej dokumentów celnych. Oczywiście ta wymówka była farsą mającą na celu upokorzenie Niemców, którzy w międzyczasie zostali bez działającego Nord Stream (a więc bez 55 mld metrów sześciennych gazu rocznie). I kiedy 26 września 2022 r. magistrale Nord Stream zostały wysadzone, to żadna z nich nie tłoczyła gazu do Niemiec.
Rok 2022 był katalizatorem rosyjskiej agresji energetycznej, w ramach której Moskwa wykorzystywała gaz jako broń polityczną. Kosztowało to - i wciąż kosztuje - Europejczyków setki miliardów euro, które trzeba było wydać na stabilizowanie sytuacji. Dlatego każdy, kto namawia do powrotu do szerokiego handlu energetycznego z Rosją jest po prostu szkodnikiem.
Strategia na Rosję.
Nie będąc w rządzie i prezentując jedynie własną opinię mogę powiedzieć więcej niż inni o tym podstawowym dylemacie jaki mamy: a co jeśli Rosja nas zaatakuje?
Najpierw pewne wyjaśnienie. Bardzo fajnie, że mamy sojuszników. Lecz strategia o której mowię zakłada, że ich pomoc będzie ograniczona. Zakładam w takich sytuacjach zawsze najgorszy scenariusz. Jeśli będzie lepiej, to super.
Otóż załóżmy tak: USA pod wodzą Trumpa jest faktycznym sojusznikiem Rosji, a niej przeciwnikiem. W razie ataku może wyrazić z nami solidarność. Słowną… . Czyli nie zrobi nic, albo prawie nic. Nie wierzcie też w żadne specjalne relacje Nawrockiego z Trumpem. Amerykanie Nawrockiego traktują jak użytecznego idiotę, który rozwala UE. Mrzonki o partnerstwie Nawrockiego z Trumpem to błazenada. Podobnie niestety musimy założyć, że we Francji do władzy dojdzie Le Pen, która jest oficjalną sojuszniczką Putina. Do roku 2029 nie grozi nam raczej AFD w Niemczech, z tym że Niemcy dopiero budują swoją armię. To co mają to jest nic. Możemy więc liczyć na ich pomoc lotniczą i pewnie na samoloty Włoch, Wielkiej Brytanii, Holandii, Belgi i Czech, może Hiszpanii. Ponadto możemy liczyć na sojuszników z krajów graniczących z Rosją: Szwecji, Finlandii, Norwegii i w jakiś sposób Turcji i Rumunii.
Sytuacja jest jednak obecnie taka, że Rosja nie ma armii zdolnej nas pokonać. Jej całe siły używane są w wojnie z Ukrainą, a do ataku na Polskę musieliby użyć nawet większej armii, gdyż nawet przy tak ograniczonej pomocy sojuszników przewaga lotnicza nie będzie po stronie Rosji. A przynajmniej nie mogą tego zakładać. Jednak Rosja może przeznaczyć pewną liczbę dronów do zdezorganizowania nam życia. Nie mamy jeszcze środków ani doświadczenia aby zestrzeliwać odrzutowe drony. Atak na Polskę oczywiście uderzyłby jednak strasznie w naszą gospodarkę, złotówkę etc.
Nie jestem żołnierzem, ale całe moje życie studiuję Rosję i znam ich mentalność. Dlaczego Rosja zareagowała tak alergicznie na sugestie niektórych wojskowych czy dziennikarzy izolacji Królewca? Bo dla Putina okręg królewiecki jest ogromnym problemem politycznym i bardzo słabym punktem w relacjach z Polską. Dlatego moja propozycja strategii na ewentualny konflikt z Rosją jest taka, że w razie ataku na Polskę musimy od początku przyjąć wariant ofensywny, a nie defensywny. Naszym celem nie jest wojna z Rosją, ale jeżeli oni ją rozpoczną, to muszą się liczyć nie tylko z tym, że będziemy się bronić, ale że natychmiast ich zaatakujemy. Oczywiście pierwszym celem byłby okręg królewiecki. Polskie wojsko w sytuacji związania głównych sił rosyjskich na Ukrainie jest w stanie zająć Królewiec i zlikwidować ten rosyjski przyczółek. Rosja nie ma do tego okręgu żadnych praw. Na mocy układu welawsko-bydgoskiego z 1657 roku po wygaśnięciu dynastii Hohenzollernów całe Prusy miały zostać przyłączone do Polski. Potwierdził to pokój oliwski z 1660. Dynastia ta wygasła w 1945. Piszę o tym dlatego, że dla Putina polska flaga powiewająca nad zamkiem w Królewcu to nie jest tylko likwidowanie przyczółka. To jest koniec. W Rosji przywódca, który traci ziemię natychmiast traci władzę. Tak było zawsze. Rosja nie ma obecnie zdolności militarnej do wojskowego odbicia okręgu królewieckiego. Wycofanie się z Ukrainy oznaczałoby utratę uzyskanych tam zdobyczy oraz Krymu, a może nawet wybrzeża Morza Czarnego. Szantaż nuklearny też nie jest odpowiedzią, bo to uczyniłoby Rosję pariasem na całym świecie i oczywiście naraziło na odpowiedź w postaci użycia różnego rodzaju broni masowego rażenia. Na taki wariant nie mogą sobie pozwolić. W przypadku gdyby do wojny z Polską przystąpiła też Białoruś, to nasza ofensywa musiałaby objąć również ich. Wojnę lepiej prowadzić na terytorium przeciwnika niż własnym.
Nikt nie chce wojny, a tym bardziej ojciec dzieci w wieku poborowym. Piszę to po to, aby Rosjanie wiedzieli, że nasza odpowiedź nie musi być pasywna. I żeby do głowy Putinowi nie przyszło nas zaatakować. Bo przegra. Si vis pacem, para bellum.
Stało się!
Wchodzimy w komunikacyjny XXI wiek.
Takie "rozmowy podcastowe" z obywatelem powinny być już dawno robione. Lepiej późno niż wcale.
Obejrzałem całość i na szybko przedstawie Wam moje notatki - co mi się podoba (bez polityki) i co nie.
1. Odejście od urzędowego obrazka
Mega istotne. Bez jakiś pulpitów, flag UE czy ONZ czy nawet Polskiej (aczkolwiek, nie zaszkodziłoby), nie jest to też sala konferencyjna, nie ma sztucznego "Szanowni Państwo". To na plus. (ale trochę czuć sztywność)
2. Scenografia
Stricte Youtubowa, która próbuje się obniżyć dystans między politykiem (bez krawata) a widzem.
Polityka przechodzi przez to samo, co przechodzili przedsiębiorcy parę lat temu.
Rezygnacja z biur, następnie pisanie na LinkedIN, aż po swoje podcasty i robienie memów.
Jednym słowem - skracanie dystansu i budowanie swoich własnych mediów.
3. Format
To takie polityczne commentery (to nie podcast), trwający 12 minut czyli idealnie, ani długo ani krótko, wystarczająco by wyczerpać temat.
Dla komunikacji własnymi kanałami to dużo praktyczniejsze niż robienie godzinnej audycji co tydzień.
4. Co mi się nie podoba
Mikrofon (jest za duży, psuje kadr)
Podcast-starter-pack (światełka, kwiatuszek, mikrofon, komputer) - nie no, stać KPRM na większą kreatywność co do studia
No i brak dynamiki, czyli brak montażówki - Premier mówi o cenach paliw, to pokażmy wykres, skąd się wziął, pokażmy powody itd.
ALE całość na plus. Tak wygląda współczesna komunikacja. Odpowiadanie na pytania, tłumaczenie polityki i pełna transparentność.
Format do dopracowania ale uważam, że całość - to dobry kierunek.
Czerwony mur runął.
Już 67% dla Demokratów w Senacie na Polymarket, a średnia RCP zapowiada bezprecedensowy pogrom w Izbie Reprezentantów.
Partia Republikańska traci kontrolę nie tylko nad stanami wahadłowymi, ale nad swoimi historycznymi twierdzami.
W listopadzie nadchodzi całkowity paraliż administracji MAGA i rządy komisji śledczych.
1 sędzia zostanie rzecznikiem dyscyplinarnym, czyli oskarżycielem.
3 orzeka w I instancji.
Do II instancji trzeba 5 innych.
Czyli do wydania prawomocnego wyroku trzeba 9 osób.
Ale zaprzysiężonych jest tylko 10 sędziów TK, z których 3 nie może tu sądzić, bo będzie sądzona.
Więc?
Tak jeszcze wrócę do bredni @MKierwinski - twierdzi pan, że wszystkie drogi prawne zostały wykorzystane. TO JEST KŁAMSTWO. Rozumiem, że karty po wyborach przechowuje się przez 5 lat, bo kurz musi się gdzieś gromadzić, tak? Proszę wyjaśnić obywatelom dlaczego próbuje pan bezczelnie manipulować rzeczywistością.
Skoro losowa, wytypowana przez statystyków grupa dała tak gigantyczny odsetek błędów (aż 84 wadliwe komisje na 250), to logiczną i jedyną pełną „drogą prawną” byłoby pójście krok dalej. Prokuratura miała pełne prawo rozszerzyć śledztwo, wytypować kolejną pulę 500 czy 1000 komisji albo zarządzić totalną kontrolę w regionach, gdzie błędy się powtarzały (np. na Lubelszczyźnie czy Mazowszu).
Pamiętajmy, że początkowo brane były pod uwagę analizy dr Krzysztofa Kontka, które wskazywały prawie 1500 komisji z anomaliami. Ale się zesraliście, bo te analizy były cholernie niewygodne. Wzięliście sobie swoich biegłych, ci wskazali "bezpieczne" dla was komisje ale i tu polegliście. 33.6% to liczba OGROMNA. To była bardzo solidna podstawa do rozszerzenia śledztwa, i w każdym śledztwie, kryminalnym czy gospodarczym, byłaby użyta bez chwili zastanowienia. Nie zrobiliście więc wszystkiego.
Twierdzenie, że „nic już nie da się zrobić”, podczas gdy kluczowy dowód leży w szafie, jest absurdem.
Zabezpieczone na 5 lat miliony kart w pozostałych 30 tysiącach komisji dają pełną możliwość dalszego badania. Wy się po prostu przestraszyliście, że dalsze otwieranie worków mogłoby wykazać, że bałagan i pomyłki proceduralne miały charakter masowy. Ujawniłoby przekręty wszystkich stron. Ale proszę nie wmawiać obywatelom, że "nic nie da się zrobić", gdy prawdziwa wersja brzmi "nic nie zrobimy, BO NIE CHCEMY". Ja wiem, że zapędziliście się już w taki kozi róg, że ciężko z niego wybrnąć. Doradzam jednak mimo wszystko uczciwość. Skoro nie chcecie być tacy jak pis, to po prostu nie bądźcie. Macie wybór - możecie liczyć na wybaczenie i oddać obywatelom ich prawa, albo na zawsze zapisać się w historii jako grabarze polskiej demokracji.
Dr Kontek wyliczył, że skala fałszerstw mogła oscylować w okolicy 300 tysięcy głosów. Ja nie twierdzę, że tyle wyniosła. Ale wiem jaka była oficjalna różnica, i nigdy się nie pogodzę z tym, że tego nie wyjaśniliście a teraz bredzicie, że się nie dało. BO SIĘ DAŁO. I należało się to wszystkim wyborcom, niezależnie od ich poglądów.
Ukraińcy to najbardziej jakościowi imigranci jakich Polska ma i kiedykolwiek będzie miała. Szybko się asymilują, od pierwszego dnia łapią język, są z reguły mili, pracowici, po dwóch latach do odróżnienia od Polaka w zasadzie tylko po akcencie. Skakanie po nich to turbogłupota.