"Grenlandia formalnie należy do Danii, dokładnie tak samo, jak Indie „należały” kiedyś do Wielkiej Brytanii. Kolonialny relikt opakowany dziś w język „autonomii” i „wartości europejskich”. Geograficznie jednak Grenlandia nie ma nic wspólnego z Europą- to Ameryka Północna, a wręcz element archipelagu kanadyjskiego. Mapy polityczne i mapy rzeczywistości to dwie różne rzeczy.
Dlaczego więc Grenlandia jest dziś w centrum globalnej gry?
Ponieważ Moskwa skoncentrowała niemal cały swój strategiczny potencjał nuklearny na Półwyspie Kolskim, tuż przy granicy z Finlandią. To tam znajdują się silosy międzykontynentalnych pocisków balistycznych, bazy atomowych okrętów podwodnych oraz bombowce strategiczne.
Każda realistyczna trajektoria lotu, balistycznego lub manewrującego, z Koli do 48 stanów USA przebiega nad Grenlandią.
To nie teoria spiskowa, tylko geometria kuli ziemskiej, której projekcja Mercatora nie ogarnia.
Grenlandia jest więc kluczowym teatrem potencjalnej wymiany strategicznej między Waszyngtonem a Moskwą.
Jeśli chcesz przechwycić pocisk balistyczny, robisz to w apogeum lotu, a najkrótsza droga do apogeum prowadzi dokładnie tam, gdzie leży Grenlandia.
I to jest, bez ideologii, bez emocji, realny powód, dla którego administracja Trumpa (i każda następna administracja USA, która myśli kategoriami bezpieczeństwa) mówi, że Grenlandia jest kluczowa dla bezpieczeństwa narodowego USA.
Ale to nie koniec.
Drugim zjawiskiem jest topnienie Arktyki i otwieranie Przejścia Północnego. Wkrótce chińskie statki handlowe będą regularnie płynąć przez Arktykę do Rotterdamu, szybciej niż przez Kanał Sueski i bez ograniczeń klasy Suezmax. Handel Chiny-UE przyspieszy dramatycznie.
A skoro statki handlowe, to i chińskie okręty podwodne- pod Arktyką, na północnym Atlantyku.
Jeśli już tam nie są.
To oznacza, że północno-wschodnie wybrzeże Grenlandii realizuje nie jeden, ale dwa kluczowe cele strategiczne USA: kontrolę rosyjskiego wektora nuklearnego i monitorowanie chińskiej ekspansji morskiej.
I teraz najlepsze-hipokryzja narracyjna Zachodu.
Gdy w USA ktoś mówi o „przejęciu Grenlandii”, media krzyczą: zbrodnia, imperializm, kolonializm!
Ale gdy niemiecki kapitał po kryzysie finansowym hurtowo wykupował greckie wyspy, nazywano to „odpowiedzialną restrukturyzacją” i „aktem europejskiej solidarności”.
Serce rosło.
Podwójne standardy? Skądże.
Co więcej, Dania sama ma na sumieniu bardzo mroczną historię wobec rdzennych Grenlandczyków.
Masowe przymusowe adopcje dzieci, które kończyły się traumami i samobójstwami.
Systemowe stosowanie środków antykoncepcyjnych bez zgody, by ograniczyć rozmnażanie ludności rdzennej.
To nie „teorie”, to udokumentowane praktyki kolonialne przykryte dziś europejskim PR-em.
Na koniec więc mała prośba:
projekcja Mercatora jest dobra dla dzieci i dziennikarzy, jak to w atlasiku bywa. Nie jest dobra do analizy geopolityki.
Żaden poważny dorosły nie powinien budować swojego światopoglądu na mapie, która fałszuje skalę i odległości.
Każdy, kto twierdzi, że „musi być jakiś ukryty, dziwny powód, dla którego Trump interesuje się Grenlandią”, nie odkrywa tajemnicy- tylko demonstruje strategiczną ignorancję.
Geografia nie ma poglądów.
Ale bez jej zrozumienia polityka zamienia się w publicystykę dla naiwnych."
za Albert Łyjak
Izraelski trener uderzył polskiego sędziego na turnieju Judo. Ambasada oskarża Polskę o antysemityzm.
Po zawodach judo dla dzieci i młodzieży w Bielsku Białej ambasada Izraela oskarżyła polskich organizatorów o przemoc i antysemityzm wobec izraelskiej drużyny. Drużyna z Izraela została wykluczona z zawodów po fizycznym ataku na sędziego, który wydał niekorzystny dla Żydów werdykt.
Z relacji strony izraelskiej wynika, że zawodnicy mieli zostać zaatakowani słownie i fizycznie. Jednocześnie zaapelowano do władz polskich o natychmiastowe działania i zapewnienie bezpieczeństwa izraelskim sportowcom w Polsce. Taka narracja została przedstawiona bez przedstawienia dowodów, zanim zakończono jakiekolwiek postępowanie wyjaśniające. To klasyczny mechanizm nacisku politycznego przez oskarżenie o antysemityzm, użyte jako argument ostateczny i paraliżujący debatę.
Organizatorzy turnieju przedstawiają zupełnie inną wersję wydarzeń. Według ich relacji to izraelski trener miał dopuścić się agresji wobec sędziego po niekorzystnej decyzji, uderzając go. W konsekwencji izraelski klub został wykluczony z zawodów za zachowanie sprzeczne z zasadami fair play. Prezes klubu Janosik jednoznacznie podkreślił, że judo jest dyscypliną opartą na szacunku i samokontroli, a dorośli mają obowiązek dawać przykład dzieciom, a nie eskalować konflikt.
Kluczowe jest to, że na miejsce wezwana została policja, a funkcjonariusze mieli potwierdzić wersję organizatorów. Wersja polskich sportowców została także zarejestrowana przez kamery. Ten fakt całkowicie burzy narrację o rzekomym pogromie sportowym i stawia pod znakiem zapytania zasadność oskarżeń formułowanych przez ambasadę. Mimo to publiczne oskarżenie poszło w świat i uderzyło w dobre imię polskich organizatorów oraz gospodarzy wydarzenia.
Nie wolno akceptować sytuacji, w której każda reakcja porządkowa wobec agresywnego zachowania przedstawicieli obcego kraju jest automatycznie etykietowana jako antysemityzm. Należy się wręcz zastanowić, dlaczego w ogóle w turnieju brała udział drużyna z państwa prowadzącego obecnie czystki etniczne w Palestynie.
Bestialsko bili, ciągnęli za włosy
i katowali mimo ciąży, więzili, trzymali
w karcerze z wodą powyżej bioder,
po uwolnieniu prześladowali
i dyskryminowali, męża rozstrzelali,
zabili matkę, ojca i brata...
Oto, jak zniszczyła jej życie
czerwona hołota.
Niezłomna niewiasta ze stali.
Służyła w oddziale legendarnego Jana
Piwnika "Ponurego".
Łączniczka AK i żołnierz WiN.
Małżonka żołnierza niezłomnego,
Aleksandra Życińskiego "Wilczura".
Działała w Solidarności.
Latami nie mogła nawet znaleźć pracy.
13 I 1930 przyszła na świat
MJR JÓZEFA ŻYCIŃSKA "ZOŚKA".
W Niemczech legalny, w Polsce zakazany – piec kaflowy.
Piec kaflowy został wrzucony do jednego worka z prymitywnymi kopciuchami, mimo że z punktu widzenia fizyki spalania i sprawności energetycznej często nie ma z nimi nic wspólnego. Jak to możliwe, że w Polsce kolejne uchwały antysmogowe zakazują korzystania z pieców kaflowych, a w Niemczech wciąż one funkcjonuj? Oba państwa realizują ten sam cel narzucony przez unijne normy Ekoprojektu, czyli ograniczenie emisji pyłów. Różnica polega na tym, że Niemcy zostawili obywatelom realną drogę obrony, a Polska postawiła na ślepą biurokrację.
W Niemczech obowiązuje federalne rozporządzenie BImSchV, które wprowadza limity emisji, ale nie opiera się wyłącznie na papierach producenta. Jeśli piec powstał przed 2010 rokiem i nie ma tabliczki znamionowej, właściciel może przeprowadzić modernizację albo zlecić rzeczywisty pomiar emisji wykonywany przez kominiarza. Jeżeli badanie potwierdzi spełnienie norm, piec zostaje dopuszczony do użytkowania bezterminowo. Liczą się fakty, a nie brak formularza sprzed kilkudziesięciu lat. Niemieckie prawo rozumie, że rzemieślniczy piec kaflowy nie jest seryjnym urządzeniem, lecz precyzyjną konstrukcją akumulacyjną.
W Polsce zastosowano odwrotną logikę. Lokalne uchwały antysmogowe uznały brak certyfikatu za dowód winy. Nie istnieje procedura indywidualnego badania emisji, nie ma znaczenia realna sprawność ani sposób spalania. Brak dokumentu oznacza nakaz likwidacji często nawet 100-letniego pieca. To administracyjna pułapka, która delegalizuje całe tradycyjne zduństwo.
Tymczasem eksperci wskazują, że dobrze wykonany piec kaflowy osiąga sprawność rzędu 86 procent i bardzo niską emisję dzięki długiej drodze spalin i wysokiej temperaturze spalania sięgającej 1000 stopni. To urządzenie akumulacyjne, a nie prymitywny kocioł zasypowy. W krajach alpejskich takie rzemiosło jest chronione poprzez system indywidualnej oceny technicznej. U nas zastąpiono wiedzę urzędniczą tabelką.
Polski rząd odmawia obywatelom prawa udowodnienia tego faktu. Dopóki nie zostanie wprowadzona procedura rzeczywistych pomiarów emisji, tysiące sprawnych i ekologicznych pieców zniknie nie dlatego, że są szkodliwe, lecz dlatego, że nie pasują do urzędniczego formularza.
Czy pamiętacie jak 124 lata temu, 20 maja 1901 roku w Katolickiej Szkole Ludowej we Wrześni w Wielkopolsce rozpoczął się strajk polskich dzieci wymierzony przeciwko przymusowemu nauczaniu religii w języku niemieckim! Tak teraz👇
"w Kielnie dzieci okazały więcej odwagi niż niejeden dorosły. Broniły krzyża, który na ich oczach nauczycielka wyrzuciła do kosza na śmieci.
Rodzice udzielili im zdecydowanego wsparcia, ale niestety szkoła - zamiast rozwiązać problem - zaczęła szykanować dzieci i zamiatać sprawę pod dywan. Na to zgody nie będzie.
W Kielnie wydarzyło się coś, co nie powinno mieć miejsca w żadnej polskiej szkole.
Uczniowie stanęli w jego obronie. Nie ze złości, nie z agresji — z przekonania.
Szkoła ma być miejscem bezpieczeństwa, wychowania i szacunku — nie ideologicznej przemocy wobec dzieci.
Wszyscy, którzy w tej sprawie dopuścili się zaniedbań i naruszenia prawa, niech poniosą odpowiedzialność.
Dzieci nie mogą być ofiarami cudzych decyzji ani światopoglądowych eksperymentów."
za Zenona Więcek
przecież wiemy jakie siły i skąd do tego doprowadziły, szacunek dla naszych dzieciaków i rodziców którzy ich wychowali DB
"Po 59 dniach samotnej pieszej wędrówk do Rzymu dotarł 19-letni Szymon Szymański, pielgrzym z Pomlewa koło Gdańska. Spał na ławkach, przystankach autobusowych i na plebaniach. Jedną z ostatnich nocy swojej wędrówki spędził na placu św. Piotra razem z bezdomnym
Szedł https://t.co/NS6TdplxPj. w intencji Kościoła w Polsce oraz tego, by młodzi ludzie w Polsce nie zatracili się w Internecie.
A na koszulce: „Do boju Polsko” 🇵🇱😁"
za Rap, Życie i Prawda
"„Pewna młoda kobieta urodziła dziecko. To dziecko było wcześniej przeznaczone do aborcji i miało trafić do kosza na odpady. Ale ktoś porozmawiał z tą młodą kobietą i przekonał ją, że może dać dziecku dar życia.
Małe dziecko okazało się małą dziewczynką. Została oddana do adopcji za pośrednictwem Katolickiej Organizacji Charytatywnej. Wraz z przybranym bratem trafiła do rodziny zastępczej. Dorastała ze wspaniałymi rodzicami.
Wyszła za mąż i adoptowała małego chłopca o kręconych blond włosach i dużych zielonych oczach, nazywał się Jake. Potem adoptowała małą dziewczynkę o dużych brązowych oczach o imieniu Bella, która uwielbia śpiewać. Potem adoptowała inną małą dziewczynkę o imieniu Ahna, która chce dorosnąć i zostać pielęgniarką. Potem adoptowała innego małego chłopca imieniem Luke, który nie może się zdecydować, czy chce zostać raperem, Si Robertsonem, czy graczem NBA. Potem urodziła dwoje innych małych dzieci, Olivię i Jamesa.
Znam tę historię tak dobrze, ponieważ ta dziewczyna jest moją żoną. Moją żonę dzieliła jedna wizyta w klinice od śmierci. Podobnie było w przypadku czwórki moich pięknych dzieci, które adoptowaliśmy. Co więcej gdyby moja żona się nie urodziła, nie byłoby też moich dwóch urodzonych dzieci. Cała moja rodzina jest tutaj, ponieważ do młodych kobiet docierają wiadomości pro-life.
Aborcja jest zła w każdych okolicznościach. Mordując małe dziecko tylko pogłębiamy nasze problemy. Gdybyś został poddany aborcji nie rozmawialibyśmy teraz.
Cenię życie ponad wszystko.”
Przypominam poruszające świadectwo aktora Kirka Camerona"
(„Fireproof”, „Dzieciaki kłopoty i my”)
za Magdalena Korzekwa-Kaliszuk
💙 Czasem wystarczy jeden telefon.. W niedzielę, 14 grudnia, do dyżurnego policji w Gnieźnie zadzwoniła starsza kobieta. Drżącym głosem poprosiła o pomoc w zrobieniu podstawowych zakupów spożywczych na kilka najbliższych dni.
Jej syn, z którym mieszkała, kilka dni wcześniej wyszedł z domu, zostawiając ją samą, bez jedzenia i bez wsparcia.
Na miejsce natychmiast skierowano patrol. Policjanci potwierdzili sytuację i… nie pozostali obojętni. Po rozmowie z Panią wspólnie ustalili listę najpotrzebniejszych produktów, poszli do sklepu i zrobili zakupy, by starsza kobieta mogła, choć na chwilę poczuć ulgę i bezpieczeństwo.
Seniorka oddała pieniądze za zakupy, ale to, co otrzymała w zamian, było bezcenne – zainteresowanie, troskę i ludzką życzliwość.
Funkcjonariusze zadbali również o to, by o sytuacji poinformować odpowiednie instytucje pomocowe, aby pomoc nie była jednorazowa, lecz trwała.
Ta historia to ważne przypomnienie dla nas wszystkich. Jeśli w waszym sąsiedztwie mieszkają osoby starsze, samotne lub potrzebujące – nie przechodźcie obojętnie. Czasem wystarczy rozmowa, telefon, drobny gest.
Nie zaczęło się od Birkenau krematoriów i ramp. Zaczęło się od dzieci.
Od niepełnosprawnych dzieci, które Niemcy — jesienią 1939 roku — wpychali do komór gazowych w Forcie VII w Poznaniu.
W październiku i listopadzie 1939 roku Niemcy dokonali tu pierwszych na ziemiach polskich gazowań Polaków w ramach akcji T4.
Z butli doprowadzano do zamkniętego bunkra tlenek węgla. Drzwi zaklejano gliną. Czekano aż Polacy umrą. Niemcy prowadzili dokumentację; mierzyli czas zgonów.
„Za mało wydajny sposób” — stwierdzono pod koniec listopada 1939 r. Dlaczego? Bo niecierpliwi oprawcy musieli czekać kilkadziesiąt minut aż Polacy umrą.
Po „doświadczeniach” w Poznaniu Niemcy uznali, że potrzebowali czegoś szybszego. Rozwiązanie: mobilne komory gazowe. Hermetycznie zamknięte ciężarówki ze spalinami kierowanymi do ładowni. Te pojazdy pojawią się później w całej okupowanej Europie.
Stary pruski Fort VII w Poznaniu — „Obóz Krwawej Zemsty”, jak nazwali go Niemcy — stał się laboratorium zbrodni. To tu Niemcy testowali nowe metody zabijania Polaków.
Były oczywiście egzekucje w podpoznańskich lasach — tysiące Polaków rozstrzeliwano w Lasach Palędzko- Zakrzewskich.
Były rozstrzeliwania pod ścianą fortu.
Ale były też w poznańskim Forcie VII- specjalne Schody Śmierci. Wąskie kamienne stopnie prowadzące na wał forteczny. Więźniowie – wygłodzeni,pobici – musieli się wspinać, dźwigając na plecach ciężkie kamienne bloki.
Kiedy docierali na szczyt, Niemcy bili ich kolbami karabinów. Spadali do tyłu, turlając się po betonowych stopniach. Nikt nie schodził tymi schodami żywy. Strażnicy rozbijali głowy każdemu, kto jeszcze się ruszał.
Była też „Wycieczka w Karpaty”. W zimie Niemcy oblewali wodą śliskie zbocze fortecznej fosy a potem kazali się wspinać po lodzie wycieńczonym polskim więźniom. Zjeżdżali z impetem i rozbijali się o kamienną ścianę na dole.
W łaźni stosowano „Dzwon” — ofiarę wieszano głową w dół i popychano tak długo, aż roztrzaskała głowę o umywalkę lub beton; później inni więźniowie musieli zmywać ze ścian resztki mózgu i krew.
Całą tę maszynę śmierci nadzorował SS-Sturmbannführer Herbert Lange, który z początkiem listopada 1939 objął kierownictwo Fortu VII w Poznaniu.
Pracował wcześniej przy akcji T4, a tu – w listopadzie 1939 – kierował eksperymentami gazowymi i deportacjami więźniów. Jego Sonderkommando zamordowało ponad 6000 pacjentów polskich szpitali psychiatrycznych – z Owińsk, Dziekanki, dziesiątek placówek na terenie „Kraju Warty”.
W środku cywilizowanej Europy, w Poznaniu- w jednym z najnowocześniejszych miast przedwojennej Polski– w „Obozie Krwawej Zemsty” – w latach 1939-1944 Niemcy zamordowali ok. 20 tys. Polaków.
Za zasługi w skutecznej likwidacji Polaków w Wielkopolsce Herbert Lange, został szefem obozu zagłady- Chełmno (Kulmhof) – Zamordowano tam ponad 150 000 ludzi, głównie Żydów. Zginął w czasie walk o Berlin.
Fot. copyright W. W.
Oświadczenie
Po tygodniu manipulacji i kłamstw uderzających we mnie i moją rodzinę oświadczam, że:
1. Nie miałem żadnej wiedzy na temat sprzedaży działki 87/1 w miejscowości Zabłotnia. W dokumentach dotyczących tej sprawy nie widnieje nawet jeden mój podpis, nigdy ta sprawa nie trafiła na moje biurko
2. Wbrew pierwotnym, kłamliwym tezom działka ta nie leży w obszarze planowanej budowy CPK, tylko ponad 6 kilometrów od tego obszaru
3. Jeżeli całość lub część tej dzialki bedzie potrzebna pod inwestycje towarzyszące CPK, np. tory kolejowe, to zapisy umowy sprzedaży i ksiegi wieczystej pozwalają na natychmiastowe jej odkupienie po cenie zbytu, bez najmniejszych strat dla Skarbu Państwa
4. Te kilka dni pokazały jednak, że rząd Tuska i koalicja 13. grudnia przez blisko 2 lata zajmował się wyłącznie blokowaniem inwestycji CPK i nie ruszył z nią z miejsca
W kwestii spotkań z panem Andrzejem Wielgomasem oświadczam, że:
1. Spotykaliśmy się w 2023 roku z powodu kryzysu na rynku warzyw oraz owoców miękkich (głównie malin). Celem było wypracowanie działania polegającego na odkupieniu malin od rolników , by uniknąć strat dla producentów
2. Problemem była konieczność przetworzenia warzyw i owoców, dlatego rozmawialiśmy z polską firmą przetwórstwa rolno-spożywczego Dawtona. Dla mnie nie liczyły się barwy polityczne firmy, tylko dobro polskiego rolnika
3. Firma Dawtona otwierała wtedy najnowocześniejszą w Europie linię do produkcji przecieru pomidorowego, którą odwiedziliśmy w ramach działań wspierających rozwój polskiego przetwórstwa
4. Dodatkowo podkreslam, że 1,5 tys. tubek reklamowych z musem, o wartosci 750 zł!!! zakupiłem legalnie od innej firmy, współpracującej od dawna takze z Dawtona. Był to produkt promocyjny, tańszy niż sklepowy, niepełnowagowy gadżet reklamowy. Czynienie z tego sensacji świadczy o upadku standardów u niektórych dziennikarzy.
Pragnę podkreślić, że zawsze działałem w interesie polskich rolników i jakakolwiek nagonka na mnie i moją rodzinę nigdy tego nie zmieni.
Robert Telus
W Parlamencie Europejskim rozegrała się surrealistyczna scena: Ursula von der Leyen nagle opuściła salę obrad po tym, jak Viktor Orbán opublikował skandaliczne dossier oskarżające Komisję Europejską o poważne defraudacje. Przed oszołomionymi posłami Parlamentu Europejskiego. Premier Węgier ujawnił tajne dokumenty świadczące o miliardach euro zainwestowanych w projekty powiązane z sojusznikami przewodniczącego Komisji Europejskiej.
W Strasburgu wybuchła panika: krzyki, zamieszanie, wezwania do natychmiastowej rezygnacji.
Von der Leyen wyglądała blado.
Opuszczając salę obrad, nie powiedziała ani słowa, pozostawiając Europę w szoku. To, co miało być zwykłym posiedzeniem budżetowym, przerodziło się w instytucjonalną bombę, grożącą wstrząsnąć całym europejskim systemem.
Orbán, niegdyś izolowany, wydaje się teraz liderem suwerennego powstania, ponieważ Bruksela próbuje powstrzymać najbardziej destrukcyjny skandal w swojej najnowszej historii.
No trochę tutaj Krzysztof Bosak pozamiatał.
A ta cisza po pytaniu o pegasusa wymowna. Jak większość zarzutów obecnej władzy do PiSu to polowanie na czerownicie w myśl zasady „chleba i igrzysk”
Nic nie maja do zaoferowania Polakom, to robią igrzyska.
To, bardziej niż cokolwiek innego, powinno nam uzmysłowić, że wielcy tego świata kierują się wyłącznie własnym interesem.
Ten człowiek latami głosił religię klimatyczną, ponieważ reprezentował branżę software - o minimalnych wymaganiach energetycznych. Teraz wchodzi w branżę AI, która potrzebuje gigantycznych ilości energii, więc po prostu ogłosił, że klimat już nie jest problemem.
A setki milionów naiwniaków wierzą, że oni tak z dobroci serca…
Spójrzcie Państwo jak to działa:
Ponad rok temu @gazeta_wyborcza NAKŁAMAŁA i oczerniła panią Magdalenę Marcinkowską – czym mocno przyczyniła się do jej odwołania przez @MSZ_RP.
Teraz po 15 miesiącach publikują sprostowanie.
Na 7. stronie, na końcu tekstu – cicho, sza!
🔴👉 Wielka prośba: nagłośnijmy to.
Pani Magdalena nie ma szans w starciu z tą wielką machiną propagandową. Pomóżmy jej.