Ten sam Wipler, który od lat udaje wielkiego obrońcę wolności i kryptowalut, „najgorszej ustawy w UE”, weta prezydenta i walki z rządem niszczącym branżę, jest klasycznym, kupionym i prowadzonym na smyczy politykiem. Twarde fakty nie pozostawiają wątpliwości, to nie wolnorynkowa postawa, tylko zwykła, brudna korupcja.
W lipcu 2025 roku Wipler razem ze swoim wieloletnim kumplem Michałem Krzymowskim poleciał do Monako na prywatną audiencję u prezesa upadłej giełdy Zondacrypto, Przemysława Krala. Pięć dni później ten sam poseł wchodzi na mównicę sejmową i wściekle atakuje rząd za „nielegalne” blokowanie logowania do Zondy przez mObywatel. Maszynka do robienia pieniędzy ruszyła pełną parą
Od końca lipca 2025 do marca 2026 na konto Fundacji „Dobry Rząd” (prezes: Wipler) spłynęło 70 tysięcy euro – siedem równych przelewów po 10 tys. Kolejne 90 tysięcy euro trafiło do firmy Fiverand Krzymowskiego za „usługi PR”. Razem 160 tysięcy euro – brudnych pieniędzy od giełdy, która oszukała Polaków na ponad 350 milionów złotych. Przelew po przelewie, regularnie, kilka dni po wizycie w Monako i sejmowym występie.
Kral wysyłał Wiplerowi uwagi do ustawy o kryptoaktywach przez komunikator. Poseł czyścił historię czatu, ale nie dość skutecznie. To nie przypadek. To schemat klasycznej korupcji: prywatne spotkanie z szefem podejrzanej giełdy, natychmiastowa parlamentarna obrona jej interesów, a potem strumień euro na powiązane podmioty pod tym samym adresem, z tym samym personalnym kręgosłupem.
Zondacrypto to piramida, której prezes uciekł do Monako, potem zniknął, a tysiące Polaków do dziś nie mogą odzyskać swoich pieniędzy. Prokuratura bada oszustwo i pranie pieniędzy. Premier Tusk publicznie pokazał powiązania fundacji Wiplera z Kralem w kontekście wetowanej ustawy.
Jego obrona, „Osobiście nie przyjąłem żadnych pieniędzy”, „pracuję pro publico bono”. to żałosna, kłamliwa gra słów. Fundacja, którą kieruje, i firma wspólnika brały kasę od oszustów, a on w tym samym czasie bronił ich w Sejmie i dostawał od nich materiały do ustawy. To kupno posła za kryptowaluty i euro. Klasyczna korupcja w białych rękawiczkach.
Polacy stracili setki milionów. Wipler i jego otoczenie inkasowali euro za euro, udając strażników wolności. To nie obrona rynku, to obrona konkretnego oszusta, który płacił za ochronę.
Prokuratura Generalna, CBA i służby muszą rozłożyć na czynniki pierwsze, za co dokładnie poseł Konfederacji był tak hojnie wynagradzany przez ludzi, którzy okradli tysiące Polaków.
„Polityk kupiony za kryptowaluty” to już nie insynuacja, to fakt. Wipler to nie obrońca wolności, to sprzedawczyk, którego wolność kończy się tam, gdzie wpływają przelewy od oszustów.
Czas na rozliczenie.
#InstytutPrawdy
⚠️Nowogrodzka idzie dziś jak po sznurku za Grzegorzem Braunem. Kandydat PiS na premiera chce sejmowej uchwały o sprzeciwie wobec przystąpienia Ukrainy do UE. 4 lata temu w Kijowie premier Morawiecki z PiS domagał się szybkiego nadania Ukrainie statusu kandydata do UE. ⬇️⬇️⬇️
Kto w PiS wziął łapówkę od Pfizera?
Prawie 6 miliardów złotych. Tyle może kosztować Polskę jedna decyzja rządu Mateusza Morawieckiego w sprawie szczepionek przeciwko COVID-19.
Za takie pieniądze można byłoby wybudować około 20 dużych nowoczesnych szpitali, 58 małych albo ponad 11 tysięcy karetek. Zamiast tego zapłacimy za 64 miliony szczepionek, których Polska nie odebrała.
Nie chodzi o preparaty, które uratowały komuś życie. Nie chodzi o szczepionki podane w najgorszym momencie pandemii. Chodzi o około 64 miliony dawek, których Polska nie odebrała, nie wykorzystała i których nigdy nie potrzebowała.
Mimo to, zgodnie z nieprawomocnym wyrokiem sądu w Brukseli, mamy za nie zapłacić. Z odsetkami. A potem jeszcze te dawki odebrać.
64 miliony dawek to prawie dwie na każdego mieszkańca Polski, licząc niemowlęta, dzieci, osoby, które nie mogły się szczepić, i miliony ludzi, którzy nie zamierzali przyjmować kolejnych dawek.
I to nie jest rachunek za cały polski program szczepień. To rachunek za część jednej umowy z jednym koncernem.
Ten rachunek przestał już być księgową abstrakcją. 10 lipca 2026 roku ujawniono, że Eurocontrol, europejska organizacja rozliczająca opłaty za loty nad Europą, zaczęła wstrzymywać pieniądze należne Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. To środki, za które ta agencja funkcjonuje. Stanowią zdecydowaną większość przychodów instytucji odpowiadającej za bezpieczeństwo ruchu lotniczego nad Polską.
Innymi słowy: Pfizer nie wysyła już ponagleń do Ministerstwa Zdrowia. Pfizer sięga po polskie pieniądze.
Dlatego nie wystarczy pytać, czy ktoś popełnił błąd. Przy sześciu miliardach złotych trzeba zapytać wprost:
kto w rządzie PiS wpędził Polskę w ten kontrakt i jaką miał z tego korzyść?
Bo gdy decyzja jest tak kosztowna, tak słabo udokumentowana i tak rażąco sprzeczna z dostępnymi danymi, śledztwo nie może skończyć się na słowach „chaos” i „niekompetencja”. Musi objąć lobbing, konflikty interesów, przepływy pieniędzy i łapówki dla polityków, urzędników oraz ludzi z ich otoczenia.
MATEMATYKA, KTÓRA OSKARŻA
Najważniejsze ustalenia pochodzą z kontroli Najwyższej Izby Kontroli. Wystarczy zestawić trzy liczby.
Pod koniec kwietnia 2021 roku Polska miała już zakontraktowane 109 milionów dawek szczepionek przeciwko COVID-19.
W kraju mieszkało około 38 milionów ludzi, w tym około 31 milionów dorosłych.
Gdyby każdy dorosły Polak przyjął trzy dawki, potrzeba byłoby około 93 milionów dawek.
Wniosek jest prosty: państwo miało zamówione więcej szczepionek, niż wystarczyłoby do trzykrotnego zaszczepienia wszystkich dorosłych. Z zapasem.
I właśnie w tym momencie Ministerstwo Zdrowia weszło w kolejne, gigantyczne zobowiązanie.
NIK oceniła negatywnie kontraktowanie szczepionek o wartości około 8,4 miliarda złotych. Kontrolerzy stwierdzili dwie rzeczy: minister zdrowia źle oszacował zapotrzebowanie i nie przedstawił żadnych dokumentów pokazujących, jak wyliczono liczbę potrzebnych dawek.
Wydano miliardy, a nie pokazano kalkulacji odpowiadającej na najprostsze pytania:
Ilu obywateli miało się zaszczepić?
Ile dawek przewidziano na osobę?
Ile szczepionek już leżało w magazynach?
Jak szybko spadało zainteresowanie szczepieniami?
Ile preparatów mogło się przeterminować?
Ile maksymalnie miała kosztować cała operacja?
W państwie PiS odpowiedzialność rozmyto między Ministerstwo Zdrowia, Kancelarię Premiera, pełnomocnika do spraw szczepień, Rządową Agencję Rezerw Strategicznych i Komisję Europejską.
JEDENAŚCIE DNI, KTÓRE POGRĄŻAJĄ NIEDZIELSKIEGO
Teraz najważniejsze: chronologia. Dwie daty, jedenaście dni różnicy.
20 maja 2021 roku Polska przystąpiła do trzeciej umowy Komisji Europejskiej z Pfizerem i BioNTechem. Kontrakt opiewał na 900 milionów dawek dla całej Unii, z opcją dokupienia kolejnych 900 milionów — łącznie nawet 1,8 miliarda dawek.
Polska nie mogła sama przepisać warunków tej umowy. Mogła jednak do niej nie przystępować albo walczyć o zmniejszenie swojej puli. Nie zrobiła ani jednego, ani drugiego.
31 maja 2021 roku, jedenaście dni później — minister zdrowia Adam Niedzielski napisał do unijnej komisarz do spraw zdrowia. Ostrzegał przed ogromną nadwyżką szczepionek i domagał się ograniczenia zamówień.
Zestawmy to: najpierw zgodził się na wielomiliardowe zobowiązanie. Jedenaście dni później alarmował, że szczepionek będzie za dużo.
To nie jest błąd oceniany po latach, z dzisiejszą wiedzą. Niedzielski rozumiał ryzyko praktycznie w chwili podejmowania decyzji.
Skoro tak, to dlaczego Polska weszła do umowy?
Kto naciskał, żeby zrobić to szybko?
Kto przygotował rekomendację?
Kto zatwierdził polską pulę i uznał, że kraj potrzebuje kolejnych dziesiątek milionów dawek?
Czy Niedzielski informował Morawieckiego o nadwyżce? Czy premier zaakceptował zobowiązanie mimo ostrzeżeń?
Czy Michał Dworczyk, pełnomocnik rządu do spraw szczepień, znał skalę zamówienia i prognozy zainteresowania kolejnymi dawkami?
W dokumentach NIK padają słowa „nierzetelność” i „niegospodarność”. Przy takiej chronologii to za mało. Jedenaście dni między podpisaniem zobowiązania a alarmem o nadwyżce powinno być początkiem postępowania karnego i finansowego audytu wszystkich uczestników tej decyzji.
KONTRAKT NEGOCJOWANY PRZEZ SMS-Y
Już w październiku 2022 roku Prokuratura Europejska potwierdziła, że prowadzi postępowanie w sprawie unijnych zakupów szczepionek.
Największy kontrakt medyczny w historii Europy powstawał więc poza standardami przejrzystości, których wymaga się nawet przy drobnych przetargach gminnych.
Polska decyzja nie zapadła w próżni. Największy unijny kontrakt szczepionkowy negocjowano w warunkach skrajnej nieprzejrzystości.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen kontaktowała się bezpośrednio z prezesem Pfizera Albertem Bourlą. Wymieniali SMS-y w trakcie rozmów o kontrakcie wartym dziesiątki miliardów euro.
Treści tych wiadomości nigdy nie ujawniono. Komisja nie potrafiła wiarygodnie wyjaśnić, gdzie są te SMS-y, czy je usunięto, czy w ogóle je zarchiwizowano — i dlaczego korespondencja dotycząca jednego z największych zakupów w historii Unii nie została potraktowana jak dokument urzędowy.
W maju 2025 roku Sąd Unii Europejskiej orzekł, że Komisja nie wyjaśniła wiarygodnie odmowy udostępnienia tej korespondencji.
A co zrobiło państwo polskie?
Do dziś nie pokazano: opinii prawnych, analiz popytu, obiegu dokumentów, nazwisk osób rekomendujących przystąpienie do umowy. Nie ujawniono, kto z ramienia Pfizera lub firm lobbingowych kontaktował się z polskimi urzędnikami. Nie przedstawiono kalendarzy spotkań ani korespondencji służbowej.
Przy sześciu miliardach złotych taka tajemnica sama staje się częścią sprawy.
NAJPIERW PODPISALI, POTEM UDAWALI BUNTOWNIKÓW
W kwietniu 2022 roku rząd PiS nagle ogłosił: Polska przestaje odbierać szczepionki Pfizera i nie będzie za nie płacić.
Niedzielski tłumaczył to wojną w Ukrainie, kosztami przyjęcia uchodźców, zmianą sytuacji epidemicznej i nadmiarem preparatów.
Politycznie wyglądało to efektownie: rząd Morawieckiego pozował na obrońcę polskiego podatnika w starciu z międzynarodowym koncernem.
Tyle że to ten sam rząd rok wcześniej sam przyjął na Polskę obowiązek zakupu.
Kolejność była taka: najpierw podpisano ogromne i nieprzejrzyste zobowiązanie. Potem, gdy okazało się, że szczepionek nikt nie chce jednostronnie ogłoszono, że Polska nie będzie go wykonywać.
Trzeba więc ustalić: czy rząd miał poważne opinie prawne, że może skutecznie zerwać umowę? Czy urządził tylko polityczny spektakl i przesunął rachunek na kolejne lata?
Bo możliwy plan wyglądał tak:
Nie odbierać. Nie płacić. Ogłosić twardą postawę wobec Pfizera. Przetrwać wybory. A proces i wielomiliardowy rachunek zostawić następcom.
To nie byłaby obrona interesu państwa. To byłoby ukrywanie skutków własnej decyzji do momentu utraty władzy.
POZEW PRZYSZEDŁ, GDY PiS JUŻ PAKOWAŁ BIURKA
Pfizer pozwał Polskę w listopadzie 2023 roku, już po wyborach parlamentarnych, gdy PiS wiedział, że oddaje władzę.
Spór dotyczył około 60 milionów nieodebranych dawek i roszczenia liczonego w miliardach złotych.
1 kwietnia 2026 roku sąd pierwszej instancji w Brukseli przyznał rację Pfizerowi. Zasądził od Polski około 5,6 miliarda złotych z odsetkami i nakazał odbiór około 64 milionów dawek.
Wyrok nie jest prawomocny, Polska zapowiedziała apelację. Ale ryzyko stworzone przez rząd PiS stało się już realnym zagrożeniem dla finansów państwa.
Niepotrzebne szczepionki kupione przez rząd PiS uderzają więc w finansowanie instytucji pilnującej bezpieczeństwa polskiego nieba.
Tak kończy się polityka bez analiz, bez jawności i bez odpowiedzialności.
TRZY NAZWISKA NA PIERWSZYM PLANIE
Adam Niedzielski. Minister zdrowia. Jego resort odpowiadał za zakupy. To on jedenaście dni po przystąpieniu do umowy ostrzegał przed nadwyżką. Powinien wyjaśnić, kto kazał mu zaakceptować kontrakt, którego skutki sam natychmiast uznał za groźne.
Mateusz Morawiecki. Program szczepień był jednym z najważniejszych projektów jego rządu. Trudno uwierzyć, że premier nie wiedział o zobowiązaniu wartym miliardy. Jeżeli wiedział, niech odpowie, dlaczego je zaakceptował. Jeżeli nie wiedział — oznacza to całkowitą utratę kontroli nad jednym z największych zakupów w historii państwa.
Michał Dworczyk. Pełnomocnik rządu do spraw programu szczepień, czyli organizator politycznej wizytówki gabinetu Morawieckiego. Powinien ujawnić, jakie dostawał prognozy, jakie decyzje podejmował i z kim uzgadniał liczbę zamawianych dawek.
Ale śledztwo nie może zatrzymać się na trzech politykach. Musi objąć urzędników Ministerstwa Zdrowia, Kancelarii Premiera i Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, polskich przedstawicieli w unijnym mechanizmie zakupowym oraz wszystkich, którzy kontaktowali się z Pfizerem i podmiotami reprezentującymi jego interesy.
CO TRZEBA SPRAWDZIĆ
Organy ścigania powinny odtworzyć tę decyzję dzień po dniu:
Kto otrzymał projekt umowy?
Kto znał cenę dawki i całkowity koszt dla Polski?
Kto wyliczył liczbę potrzebnych preparatów — i na jakiej podstawie?
Kto zdecydował, że Polska nie skorzysta z możliwości ograniczenia zamówienia?
Kto ostrzegał przed nadwyżką i co z tym ostrzeżeniem zrobiono?
Kto kontaktował się z Pfizerem, BioNTechem, kancelariami prawnymi i lobbystami?
I dalej, pytania o pieniądze:
Czy ktoś po odejściu z administracji dostał stanowisko, kontrakt, zlecenie albo inną korzyść od podmiotów związanych z rynkiem farmaceutycznym?
Czy korzyści trafiły do rodzin, współpracowników, fundacji, spółek lub pośredników powiązanych z decydentami?
Czy sprawdzono rachunki bankowe, oświadczenia majątkowe, telefony i prywatne skrzynki pocztowe?
Czy zabezpieczono wiadomości z komunikatorów i kalendarze spotkań?
Czy ktoś naciskał, żeby pominąć analizy zapotrzebowania?
Przy sześciu miliardach złotych nie wystarczy przesłuchać kilku urzędników i zamknąć sprawę hasłem „pandemia”. Potrzebne jest pełne śledztwo: wpływy, pieniądze, osobiste korzyści.
TO KORUPCJA, NIE GŁUPOTA
Fakty układają się w jeden ciąg:
Polska miała już więcej dawek, niż potrzebowała do trzykrotnego zaszczepienia wszystkich dorosłych.
Mimo to przyjęła kolejne wielomiliardowe zobowiązanie.
Nie pokazano żadnego rzetelnego wyliczenia zapotrzebowania.
Jedenaście dni po przystąpieniu do umowy minister zdrowia sam ostrzegał, że szczepionek będzie za dużo.
Polskiego zamówienia nie ograniczono.
Warunki handlowe utajniono.
SMS-ów szefowej Komisji Europejskiej z prezesem Pfizera nie ujawniono.
Prokuratura Europejska wszczęła postępowanie w sprawie unijnych zakupów.
Rząd PiS jednostronnie przestał wykonywać umowę, nie mając skutecznego sposobu na uwolnienie Polski od zobowiązania.
To nie wygląda jak pomyłka pojedynczego urzędnika. To wygląda jak decyzja podjęta na najwyższych szczeblach władzy, bez gospodarczej logiki i bez przejrzystości.
Ktoś przygotował dokumenty. Ktoś rekomendował przystąpienie do kontraktu. Ktoś zaakceptował liczbę dawek. Ktoś wiedział o nadwyżce. Ktoś nie skorzystał z możliwości ograniczenia zamówienia. Ktoś potem ukrywał skutki tej decyzji pod politycznym hasłem walki z Pfizerem.
I nikt za to nie odpowiedział.
Dlatego pytania „kto w PiS wziął łapówkę od Pfizera?” nie wolno zbywać oburzeniem ani opowieścią o nadzwyczajnych warunkach pandemii.
Prokuratura i służby już dawno powinny ustalić odpowiedzialnych za tą decyzję i ukarać.
Niech Adam Niedzielski pokaże analizy.
Niech Mateusz Morawiecki ujawni obieg decyzji.
Niech Michał Dworczyk przedstawi korespondencję i kalendarze spotkań.
Niech śledczy sprawdzą pieniądze, kontakty i kariery wszystkich uczestników tej operacji.
Bo sześć miliardów złotych nie wyparowało.
Ktoś podpisał Polsce ten rachunek. Ktoś wiedział, że szczepionek jest za dużo. Ktoś podjął decyzję, której ekonomicznej logiki do dziś nikt nie pokazał.
A teraz my - polscy podatnicy mamy płacić fortunę.
Jeżeli podobał się wam ten tekst, to możecie postawić mi kawę -https://t.co/OOqSIiyjHf
Awantura o lekarzy trwa w najlepsze. Najbardziej podobają mi się trzy straszaki:
1. Przejdą na rynek prywatny. Naprawdę? Dlaczego jeszcze tam nie przeszli?🧐
Najlepsze są te komercyjne placówki, które pytają się pacjenta: "jesteś zadowolony"?
Prywatny biznes liczy każdy grosz, a publiczny szpital na prowincji łyka każdy dług.
2. Wyjadą z kraju. Naprawdę? Dlaczego jeszcze nie wyjechali?
Nostryfikacja? Podatki?
W Europie nikt nie pozwoli lekarzowi na bilokację i dyżurowanie w trzech szpitalach jednocześnie. Nigdzie na Zachodzie nie ma takiego eldorada dla kombinatorów.
3. I smaczek na koniec - zastrajkują i odejdą od łóżek.
Naprawdę? To odejdźcie! Zróbcie to i zobaczmy, co się stanie. Kasta uwielbia wycierać sobie usta „misją”, „powołaniem” i zasłaniać się dobrem pacjenta jak żywą tarczą.
Tylko jeśli ktoś pracuje na B2B - to na jakiej podstawie zawiąże strajk?
Odejście od łóżka pacjenta na kontrakcie to nie jest „protest w obronie systemu” – to jest rażące, jednostronne zerwanie umowy cywilnoprawnej z winy lekarza.
I żeby nie było, że wszystkich wrzucam do jednego wora. Nie - masa lekarzy w Polsce zwyczajnie, uczciwie wykonuje swoją ciężką pracę i dziś, niestety, musi mierzyć się z winami oraz fatalnym wizerunkiem swoich kolegów po fachu.
Musimy dać Tuskowi i koalicji wyraźną większość w Sejmie w 2027! Ostatnie lata pokazały, jak bardzo Polsce potrzebny jest stabilny, proeuropejski rząd, który nie blokuje funduszy i realnie rozwija kraj. Koalicja 15 października udowodniła, że da się rządzić normalnie. Zwykła większość to jednak za mało, dlatego potrzebujemy silnego mandatu, który pozwoli przeprowadzić kluczowe reformy w sądownictwie, edukacji, zdrowiu i bezpieczeństwie oraz wreszcie skończyć z wetami i blokadami .Jeśli chcesz, żeby Polska szła dalej dobrą drogą, nie stój z boku. Mów o tym rodzinie, znajomym, w pracy i bądź aktywny.2027 = silna większość dla Tuska i demokratycznej Polski. Kto jest za? Napisz "Jestem za!" i udostępnij !
PROSZĘ O RT!
Braniewo.
Pracował 70 godzin na dobę (tak deklarował), ktoś mu tak liczył i za to płacił!!!!!!! Miesięcznie wyrabiał około 1200 godzin!!!!!! Pracował na 3-4 stanowiskach jednocześnie. Lekarz zarobił ponad 1.8 mln zł w rok.
Chory kraj.
Są sprawy, o których nie potrafię zapomnieć. Ta jest jedną z nich.
Dwa lata temu podczas koncertu Marcin Mizia stanął w obronie innych. Nie odwrócił wzroku. Nie udawał, że nic się nie dzieje. Zareagował.
Za tę odwagę zapłacił najwyższą cenę.
Na oczach tłumu i własnej żony został powalony na ziemię i brutalnie kopany przez agresywnych, pijanych nastolatków. Człowiek stracił życie tylko dlatego, że miał odwagę zrobić to, czego wielu w takiej chwili się boi.
Dziś zapadł wyrok. Trzech sprawców, którzy w chwili popełnienia czynu mieli po 16 lat, będzie przebywać w poprawczaku do ukończenia 21. roku życia.
Szlag mnie trafia, nie zamierzam udawać, że wszystko jest w porządku, bo do cholery nie jest.
Dla mnie są czyny, za które wiek nie powinien być tarczą. Jeśli ktoś świadomie bierze udział w tak brutalnym pobiciu człowieka, które kończy się jego śmiercią, powinien odpowiadać jak dorosły.
Życia Marcina nikt już nie odda. Nikt nie odda męża jego żonie. Nikt nie odda syna i bliskiego jego rodzinie.
Mam dziś ogromne poczucie niesprawiedliwości. Odnoszę wrażenie, że w takich sprawach system bardziej chroni sprawców niż daje poczucie sprawiedliwości rodzinie ofiary.
I wiem, że nie każdy zgodzi się z tym, co napiszę, ale powiem to wprost: dla mnie człowiek, który świadomie odbiera drugiemu życie, nie przestaje być odpowiedzialny za swój czyn tylko dlatego, że ma 16 lat.
Wyrok jest nieprawomocny, ale moje rozczarowanie tym, jak dziś wygląda odpowiedzialność za najcięższe przestępstwa popełniane przez nieletnich, jest ogromne. Są granice, których przekroczenie powinno oznaczać odpowiedzialność jak dla dorosłego.
Życie Marcina skończyło się tamtego wieczoru. Ich kara skończy się za kilka lat.
Proszę Was o reakcję i udostępnienie tego wpisu. Wyrok jest nieprawomocny, a bardzo zależy mi na tym, aby sprawcy zostali osądzeni jak dorośli i ponieśli odpowiedzialność adekwatną do tego, co zrobili.
Pamiętamy, Marcinie. Pamiętamy, że stanąłeś w obronie innych i próbowałeś uratować drugiego człowieka. Nie przestaniemy mówić o tym, co Cię spotkało.
I jest jeszcze jedna rzecz, o której trudno nie wspomnieć. Przez cały proces sprawcy nie wykazali żadnej skruchy ani prawdziwej refleksji nad tym, co zrobili. Trudno zrozumieć, jak można odebrać komuś życie, a później nie zdobyć się nawet na szczery żal wobec rodziny, która będzie żyła z tą tragedią już na zawsze.
Kaczyńskiemu bliżej jest do Putina, Orbana, Erdogana, Kima i Xî niż do jakiejkolwiek demokracji zachodniej. On by się nie zawahał zrobić z Placu Piłsudskiego Placu Tiananmen, gdyby tylko mógł.
A teraz sobie wyobraźcie, że dajmy na to R. Sikorski, koczuje w nocy pod pomnikiem, wyrywa wieniec i szarpie się z jakimiś ludźmi. Z kolei rano przychodzi Tusk, grozi policjantom, lży na przeciwników i odmawia im praw. No kurwa media by chyba oszalały. A tutaj? Ojtam, ojtam...
Czyli mówicie, że nazwał policję polską „gestapo”? A poważną część społeczeństwa polskiego „hołotą” do tego „bez żadnych praw”? Biedak bez manier i rozumu. Olać go. Zatrzasnąć za nim klapę od śmietnika.
Nowa definicja afery- to coś co może uderzyć w KO, mówienie o innych aferach i zwracanie uwagi, że zamieszani są w nie politycy PiS, to ich upolitycznianie. W ten sposób media ustanowiły zupełnie odmienne standardy dla różnych partii i przyznały PiS-owi nieformalny immunitet.
P. @CzarnekP a może wytłumaczysz pan Polakom, tę hojność z kieszeni polskich nauczycieli.
Tuż po przegranych wyborach parlamentarnych w 2023 r. Przemysław Czarnek, jeszcze jako urzędujący minister edukacji i nauki, błyskawicznie przepchnął wielomilionową dotację dla Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, swojej macierzystej uczelni i miejsca, z którym jest związany od dekad.
Środki przeznaczono formalnie na „badania naukowe”, a konkretnie na projekt realizowany przez zespół, w którego skład wchodzi… dr Katarzyna Czarnek, żona obecnego kandydata pis na premiera, z ryjem wiejskiego furmana.
Cała operacja wygląda więc klasycznie dla pis, minister rozdaje publiczne pieniądze, pieniądze trafiają do instytucji, z którą jest osobiście związany, w zespole badawczym, który dostał grant, pracuje najbliższa rodzina ministra, a decyzja zapada w okresie politycznego międzylądowania, gdy wiadomo już, że za chwilę straci stanowisko i realną władzę nad resortem.
W normalnym państwie taki proceder nazywa się nepotyzmem połączonym z rozkradaniem publicznych pieniędzy. W polskim wydaniu III RP często nazywa się to po prostu „wsparciem środowiska naukowego”, a w pis, partii kłamców i złodziei, nazywa się to "normą".
Poproszę RT
Prezes partii, którego pięciu zastępców (Ziobro, Macierewicz, Jaki, Błaszczak, Morawiecki) albo ma już zarzuty, albo niebawem będzie je miało, albo ucieka po świecie jak szczur przed zarzutami, wygłosił przemówienie na temat uczciwości, sprawiedliwości i rozliczeń. To trochę tak, jakby na kongresie wegetarian wystąpił rzeźnik. Średnio pasuje.
Jeszcze nie wiemy czy doktor Kacprzyk to przestępca zabijający ludzi i bezczeszczący ich zwłoki udawanymi badaniami tomografem. Wiemy jednak już na pewno, że dr Emil Jędrzejczyk to przestępca: albo nie zawiadomił o faktycznie popełnionym przestępstwie i naraził tym samym inne osoby na dalsze działania grupy mordująco-bezczeszczącej, albo zniesławił Kacprzyka fałszywymi oskarżeniami czyli popełnił czyn z art.212 par.2. KK
To będzie szok, jak pewnego dnia okaże się, że politycy prawicy oraz ci z kancelarii Nawrockiego byli powiązani z kryptowaluciarzami w stylu gangsterskim i opanowali urzędy tudzież ławy poselskie w celu masowego ograbienia ludzi i państwa polskiego.
Bo na to wygląda.
Okazuje się, że @GiertychRoman czekał 7 lat na możliwość zadania pytań Kaczyńskiemu w sprawie afery "dwóch wież" w trybie procesowym.
Niestety pani z-ca Prokuratora Okręgowego w Warszawie - Małgorzata Szeroczyńska uchylała aż 80% pytań.
Jarosław Kaczyński wciąż pozostaje pod ochroną prokuratury?
Do młodych
Wybory to nie kupno latte w kawiarni czy kebaba z mieszanym. To decyzja, która zaważy na waszym życiu, i to w sposób nieodwracalny i bezlitosny, bo wiemy, że Kaczyński to wielki przyjaciel młodzieży😉
Będę bardzo wdzięczny za postawioną kawę❤️ https://t.co/xMebejwBB2
- Wiecie co? Mam pomysł…👇
Ponoć żyjemy w państwie demokratycznym, prawda?
- Zatem proponuje zebrać 1000 (lub więcej) podpisów i złożyć pozew zbiorowy przeciwko PKW do NSA, aby ten orzekł, że PKW jest zobowiązana do podania Suwerenowi prawidłową liczbę oddanych głosów z każdych wyborów przeprowadzonych w Polsce.
- Może taka sztuczka doprowadziłaby do ponownego przeliczenia głosów? Co wy na to? Jakiś prawnik się wypowie? 😳