Dzień 214. przypominania o tym, że Paweł Kozanecki zabił dwie kobiety, a dzięki kuriozalnemu wyrokowi sędziego Karola Radaszkiewicza jedyną karą, jaką za to poniesie, będzie 1,5 roku pozbawienia wolności.
Nie twierdzę, że ustawa ministra Gawkowskiego wprowadza polityczną cenzurę. Byłoby to uproszczenie. Twierdzę natomiast, że przyznanie administracji nowych uprawnień do ograniczania dostępu do treści w internecie, przy pozostawieniu nieostrych przesłanek ich stosowania, stwarza ryzyko nadużyć. Skutki mogą być groźne dla wolności słowa i dla demokratycznej debaty.
Pojawiają się dwa zasadnicze pytania: gdzie kończy się uzasadniona ochrona obywateli przed treściami nielegalnymi, a zaczyna kontrolowanie debaty publicznej? Jak władza, która chce decydować, przed jakimi informacjami należy chronić społeczeństwo, zamierza wyjaśnić, kto ochroni społeczeństwo przed nadużyciami samej władzy. Demokracja nie potrzebuje ministerstwa prawdy. Potrzebuje obywateli, którzy mogą mówić bez pytania urzędu o zgodę.
Warto przypomnieć zasadę, o której rządzący - niezależnie od barw politycznych – zdają się niekiedy zapominać. Wolność słowa nie polega na prawie do głoszenia wyłącznie poglądów prawdziwych, rozsądnych i akceptowanych przez władzę. Obejmuje również prawo do opinii błędnych, niepopularnych, kontrowersyjnych i niewygodnych dla rządzących. Granicą jest prawo, a niepolityczna wygoda.
Stąd też rozróżnienie między treścią nielegalną, a treścią uznaną przez kogoś za nieprawdziwą, szkodliwą albo politycznie niepożądaną nie jest szczegółem technicznym. To sedno sprawy. Nie każda fałszywa informacja jest przestępstwem. Nie każda kontrowersyjna opinia jest dezinformacją. Nie każda wypowiedź godząca w interes rządu narusza prawo.
Czy zatem przepisy w projekcie ustawy wyposażają państwo w instrumenty, które przy szerokiej interpretacji mogą zostać użyte przeciw legalnej krytyce politycznej? Tak, niestety takie ryzyko istnieje. Mechanizmy stworzone do zwalczania treści nielegalnych mogą objąć także wypowiedzi zgodne z prawem, jeżeli przesłanki zostaną odczytane zbyt szeroko albo zastosowane instrumentalnie.
Szczególne zastrzeżenie budzi kolejność rozstrzygnięć. Projekt przewiduje, że nakaz ograniczenia dostępu do określonych treści wydaje organ administracyjny - prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej albo przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Pierwsza ocena należy więc do urzędników, nie do niezależnego sądu. Kontrola sądowa i gwarancje proceduralne są przewidziane nie usuwają jednak zasadniczego pytania: dlaczego to urząd, a nie sąd, ma jako pierwszy oceniać, czy obywatel przekroczył prawne granice wypowiedzi?
Nie jest to problem wyłącznie teoretyczny. Wystarczy wyobrazić sobie, że ostre wystąpienie przeciw polityce migracyjnej, krytyka stosunków polsko-ukraińskich albo kwestionowanie oficjalnej oceny zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa zostaje błędnie zakwalifikowane jako treść naruszająca prawo. Nawet jeśli autor ostatecznie wygra przed sądem, samo postępowanie może wywołać efekt mrożący. Inni zrezygnują z głosu w sprawach kontrowersyjnych, zanim ktokolwiek rozstrzygnie, czy mieli do niego prawo. Ryzyko rośnie tam, gdzie decyzji można nadać rygor natychmiastowej wykonalności: szkoda powstaje przed kontrolą sądu, a naprawienie błędu nie odwraca już w pełni skutku milczenia.
Nie oznacza to, że internet ma być przestrzenią bezkarności. Groźby, oszustwa, nawoływanie do przemocy, materiały związane z wykorzystywaniem dzieci i inne czyny zabronione wymagają skutecznej reakcji państwa. Każda ingerencja w wolność wypowiedzi musi jednak mieć jednoznaczną podstawę prawną, służyć uzasadnionemu celowi, być konieczna i proporcjonalna oraz podlegać realnej kontroli niezależnego sądu.
Rząd powinien więc odpowiedzieć na konkretne pytanie: Skoro deklarowanym celem jest zwalczanie treści nielegalnych, jakie gwarancje sprawią, że administracyjne blokowanie internetu nie zostanie użyte do ograniczania legalnej krytyki politycznej? Nie wystarczy zapewnienie, że obecna władza nie ma takich zamiarów. W państwie demokratycznym obywatel nie powinien zależeć od dobrej woli rządzących.
Wolność słowa jest prawem obywatela, nie przywilejem udzielanym przez władzę. Żadna władza, nawet przekonana o własnej nieomylności, nie powinna o tym zapominać.
"Nocny zakaz sprzedaży alkoholu w całej Polsce, koniec promocji typu sześć piw plus sześć gratis, zakaz reklamy piwa."
Dzień bez kolejnego zakazu to dzień stracony 🥰
Jednym z największych skandali dotyczących KSeF jest to, że oficjalne odpowiedzi Ministerstwa Finansów w tej sprawie, to informacje, że wszystko wokół tego szpiegowskiego systemu jest tajemnicą! Tak rząd odpowiada na wszelkie interwencje i interpelacje poselskie!
Oni nawet nie chcą się przyznać do tego, że bramkę bezpieczeństwa WAF systemu KSeF obsługuje zagraniczna firma Imperva, choć to daje się wykryć wyjątkowo łatwo i to, że ta firma widzi odszyfrowany strumień faktur, potwierdzają wszyscy eksperci!
Nie wiadomo kto tę firmę wybrał, jak i na jakich warunkach! Nie było żadnego przetargu i żadnej jawnej procedury. Nie wiadomo też nic o umowie z Impervą. To wszystko jest trzymane w tajemnicy!
To klasyczny, podręcznikowy wręcz przykład zastosowania koncepcji "Security by Obscurity" — bezpieczeństwo przez zaciemnianie! W świecie profesjonalnego IT i cyberbezpieczeństwa jest to podejście powszechnie krytykowane jako nieskuteczne, przestarzałe i kompletnie partackie.
Zrobiłem porządne audyty większości państwa świata, które używają systemów podobnych do polskiego KSeF. Żadne z nich nie oddało bramki WAF obcemu podmiotowi w chmurze!
Nasz rząd trzyma w tajemnicy to, że jako jedyny na świecie stworzył szpiegowski system oddający na tacy trzem obcym wywiadom pełną, szczegółową, informacje o każdym biznesie w Polsce! To jest wystarczający powód do dymisji rządu!
Jarek z Kielc bardzo szybko i sprawnie nakłada na rodziców grzywny w celu przymuszenia.
Niestety odpowiadanie na proste pytania już tak szybko i sprawnie Jarkowi nie idzie...
A odpowiedź na pytanie, nad którym Jarek musi teraz dumać aż przez 2 miesiące, znajduje się w artykule 29 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji.
Widocznie Jarek jeszcze nie dotarł do tej ustawy...🤡
Swoją drogą strach pomyśleć, do czego jeszcze nie dotarła Alicja z Kielc...🤡
I tacy ludzie decydują o nakładaniu na rodziców grzywien...
Pani Żydówka Schnepf po zakończeniu wywiadu pozwoliła sobie na prywatne poza ustalonym tematem wspomnienie ofiar jej rodaków Żydów w Izraelu sprzed 3 lat. Jakoś nie wspomniała o 74200 Palestyńczykach zabitych przez Izraelitów. Pochodzenie ma znaczenie
To inna niż polska tożsamość
Liczba ataków nożem (z ofiarami) w polskich szkołach:
2022: ZERO
2023: ZERO
2024: ZERO
2025: ZERO
do 31 sierpnia 2026: ZERO
38 dni od 1 września 2026: TRZY
@M7A7G7X Totalitaryzm podąża małymi kroczkami. Ty nie lubisz alko, ktoś nie lubi cukru, ktoś nie lubi szczepionek.... a nie, poniosło mnie tego nie zabronią.
Krzysztof Bosak zareagował przyzwoicie, jak powinien patriota,
"Rząd postanowił wykorzystać ataki na szkoły jako pretekst do powtórnej próby wprowadzenia cenzury" – tak zapowiedź ministra cyfryzacji skomentował Krzysztof Bosak" donosi DoRzeczy.
Trzeba jednak zaznaczyć i to jest najważniejsze w tej sprawie, rząd robi to na wyraźne polecenie Premiera który sytuację do której doprowadził swoimi rządami, próbuje wykorzystać do wprowadzenia cenzury w mediach i Internecie, tym działanie już wykracza poza demokrację.