Właściciel firmy ochroniarskiej mówi, że finansowanie policji z budżetu rozleniwia obywateli.
Prezes prywatnej korporacji kolejowej twierdzi, że dotowanie transportu publicznego zaburza naturalną selekcję pasażerów.
Deweloper luksusowych osiedli uważa, że budownictwo komunalne to zamach na wolność wyboru metrażu.
Dystrybutor płatnych kursów maturalnych twierdzi, że licea publiczne dostały już wystarczająco dużo szans.
Właściciel sieci prywatnych domów seniora zauważył, że utrzymywanie DPS-ów to krew w piach.
Szef firmy sprzedającej agregaty prądotwórcze uważa, że inwestycje w sieć energetyczną to zbędne rozdawnictwo.
Producent sraczy z filtrami uważa, że inwestowanie w kanalizację to relikt minionej epoki.
Sprzedawca parasoli oburzony wydatkami na IMGW.
@marcinpaprzycki@stepelka Ok, system wyzysku jest tak samo zły, ale przynajmniej w Elsevierze trzymają względnie recenzje na poziomie, a w MDPI zapraszają kogo popadnie - po obronie doktoratu dostałem już z 40 różnych zaproszeń do recenzji (w czasopismach z IF 3-5) i większość mocno poza moim zakresem…
Polskie dzieci potrzebują więcej ruchu?
To prawda, ale to nie takie proste.
"Jest gdzie ćwiczyć, jest szeroka oferta, są instruktorzy, rodzice mają świadomość potrzeby ruchu, nie trzeba ich przekonywać. Ale jest też jakaś szklana ściana, której nie można przekroczyć. Rodzice są bezradni, gdy dzieci im odpowiadają: nie chcę, nie lubię, nie podoba mi się" - mówi nam Michał Lenartowicz, socjolog sportu.
Co jest nie tak z naszymi dziećmi, że nie chce im się ćwiczyć, gdy w tym czasie rówieśnicy w Skandynawii robią dziesiąty kilometr na nartach? - zastanawiają się Radosław Leniarski oraz Dariusz Wołowski.
Cały materiał w kom 👇
@piotr_siuda To to pikuś, z mojej dziedziny jest większy kwiatek: Nature Water (IF: 24) też ma obecnie zero punktów, chociaż to raczej przez fakt, że to bardzo młode czasopismo i nie załapało się na poprzednią listę. Miejmy nadzieję, że na nowej się znajdzie… 😉
Zapraszam na #kazaniepolityczne nr 31. Dziś o odpowiedzialności elit, na kanwie tego co dzieje się wokół Kanału Zero i jego założyciela.
-
Stanowski publikuje, my wszyscy za to zapłacimy?
Bracia i Siostry od mikrofonu, od mównicy i od briefingów, powiadam Wam: największą chorobą dzisiejszych elit nie jest głupota.
Największą chorobą jest krótkowzroczność ubrana w pychę.
Bo elity – dziennikarskie, polityczne, pijarowe – rozliczają się dziś nie z prawdy i skutków, tylko z momentu. Z kliku. Z zasięgu. Z szybkiej wygranej w małej potyczce. A potem zdziwienie, że po latach przychodzi rachunek do zapłacenia. Zawsze przychodzi.
Tak jak przyszedł rachunek w Wielkiej Brytanii, kiedy David Cameron – grając pod chwilę, pod partię, pod sondaż – otworzył furtkę referendum, które miało „uspokoić temat”, a skończyło się Brexitem i geopolityczną zmianą epoki. Najpierw była obietnica i kalkulacja, potem lawina, której nie dało się już zatrzymać.
I my w Polsce żyjemy dziś w tej samej pokusie:
„Jakoś to będzie.”
„To tylko materiał.”
„To tylko rozmowa.”
„To tylko zasięgi.”
Nie.
To są ziarna. A ziarno nie pyta, kto je zasiał – tylko rośnie. I kiedy wyrośnie trucizna, nikt już nie cofnie żniw.
Dlatego przykład @OficjalneZero i Pana @K_Stanowski jest tak ważny. Bo to nie jest spór o jedną czy drugą „wpadkę”. To jest spór o logikę działania: tu i teraz kontra później i zawsze.
Najpierw wywiad z ludźmi opisywanymi jako skrajni i prorosyjscy, który wywołał krytykę i debatę o legitymizowaniu radykałów samym zaproszeniem do studia – nawet jeśli do materiału dokleja się „kontry” i komentarze. Nawet jeśli intencją – jak tłumaczył twórca kanału – było „pokazanie manipulacji” i dotarcie do ich odbiorców. To w gruncie rzeczy mieliśmy do czynienia z ratowaniem się nieudolnie od fali krytyki.
Potem reportaż z Rosji, który w ostatnich dniach rozpalił emocje do tego stopnia, że pojawiły się publiczne reakcje i ostrzeżenia MSZ w sprawie podróży do Rosji oraz dyskusja o tym, czy taki format nie ociepla wizerunku państwa prowadzącego napastniczą wojnę, państwa w swojej oficjalnej doktrynie nam wrogiego.
I w tym wszystkim jest jeszcze jedna rzecz: kiedy buduje się wielkie medium, zatrudnia się dobrych dziennikarzy (których wielu znam, lubię i szanuję), daje im nazwiska i twarze – a potem stawia ich w roli „oddziału osłonowego”, który ma tłumaczyć decyzje programowe, z którymi nie każdy musi się utożsamiać. Wtedy ludzie stają się zakładnikami nie idei, tylko strategii właściciela.
A strategia właściciela bywa prosta: byle wygrać dziś.
I jeśli trzeba – sięgnąć po narzędzia coraz brutalniejsze, coraz bardziej toksyczne dla debaty, a potem dorobić narrację wybielającą: „to eksperyment”, „to edukacja”, „to demaskowanie”, „to walka o prawdę”.
Tylko, że to działa jak narkotyk. Dawka musi być zwiększana. Skandal musi być większy. Granica musi się przesuwać. Aż w końcu budzisz się w kraju, w którym to, co wczoraj było nie do pomyślenia, dziś jest „contentem”, a jutro jest „normą”.
I tu dochodzimy do tych wygodnych usprawiedliwień, które krążą wśród krytyków Stanowskiego:
„Wszystko dla zasięgów”, „Pożyteczny idiota”.
Łatwe etykiety, które pozwalają zamknąć temat, wzruszyć ramionami i iść dalej.
Ale to jest ucieczka od najważniejszego: od odpowiedzialności człowieka dorosłego.
Nie dziecka. Nie „zagubionego chłopca”. Człowieka, który wie, co robi, bo prowadzi wielką machinę wpływu.
Nie żyjemy w czasie „końca historii”. Żyjemy w czasie powrotu historii z hukiem. A to oznacza, że materiały, wywiady, kadry, emocje i algorytmy mają znaczenie strategiczne – dla odporności społecznej, dla bezpieczeństwa, dla tego, czy jutro będziemy umieli odróżnić prawdę od operacji wpływu.
Dlatego nie wolno przechodzić nad tym do porządku dziennego. Nie wolno normalizować tego jako „show”. Nie wolno usprawiedliwiać „bo zasięgi”.
Bo są czyny, które nie potrzebują wyjaśnienia – tylko sprzeciwu.
I teraz puenta, najtrudniejsza:
Prawdziwe elity rozpoznaje się nie po tym, że umieją wygrać dzień. Tylko po tym, że potrafią przegrać dzień, żeby wygrać dekadę. Że umieją odpuścić pokusę łatwego kliknięcia, żeby nie zatruć wspólnoty.
Że widzą konsekwencje, zanim te konsekwencje zjedzą wszystkich.
A jeśli elity tego nie robią – to obowiązek przechodzi na odbiorców.
Na nas.
Na tych, którzy klikają, udostępniają, usprawiedliwiają i „dają szansę”.
Bo wspólnota to nie jest widownia.
Wspólnota to odpowiedzialność.
Amen.
--------------------------------
Dziękuję za uwagę, jeżeli się podobało bardzo proszę o podanie dalej, polubienie choć to mniej cenne dla autora. Niemniej za wszystko dziękuję również komentarze również te polemiczne.
@RadoslawNawrot Pełna zgoda! Jak na warunki Lecha to bardzo dobry i STABILNY trener - krótkie kryzysy nigdy nie eskalują do wielotygodniowych katastrof. W tym sezonie ma też sporo pecha przez kontuzje i głupie straty punktów przez niewytłumaczalne czerwone kartki. Oby był u nas trenerem na lata!
@MJuzaszek@NAWAPoland Tak samo jest w przypadku stypendium ministra dla wybitnych młodych naukowców. Za artykuł w Nature dają 200 pkt, ale tylko, jak jesteś jedynym autorem. W przypadku 4 autorów dostajesz max 50% punktów, czyli tyle samo, co za jednoautorską pracę opublikowaną w MDPI! 🤡
Rada NCN apeluje o środki na naukę❗️
Wobec projektu budżetu państwa na 2026, Rada wyraża zaniepokojenie wysokością dotacji na finansowanie projektów przez #NCN. Trzeba +400 mln zł, by odpowiedzieć na potrzeby rozwojowe Polski. https://t.co/OjwBUbB0h8 @PremierRP@MNiSW_GOV__PL
Polska aby utrzymać wysoki wzrost gospodarczy musi zacząć zarabiać na wysokich technologiach... a te tworzone są przez naukę i powstają na polskich uczelniach. Dlatego bardzo trudno zrozumieć, że planowany budżet w 2026 na naukę i szkolnictwo wyższe realnie spada, tzn. wzrost jest niższy niż inflacja. Nadal oczekujemy, że najzdolniejsi ludzie w Polsce będą pracować za wynagrodzenie niższe niż minimalne - mówię tu o stypendium doktorskim. Musimy naprawdę zawalczyć aby Ci najzdolniejsi mieli godne warunki pracy, aby właśnie tworzyli nowe technologie tutaj w Polsce.
W 2025 roku wynosił 42 miliardy 540 milionów złotych, a w roku 2026 ma wynieść o 1 miliard więcej (https://t.co/QWO7of4wbP). To oznacza wzrost o 2.3% czyli mniejszy o inflacji, która jest na poziomie 2.8%.
"Jeśli za pięć lat nadal szczytem możliwości polskiej ligi będzie wprowadzenie czterech klubów do Ligi Konferencji, będę jej naczelnym krytykiem. Na razie nie widzę jednak obrazu stagnacji, tylko zdobywania kolejnych baz" - pisze @MichalTrelaBlog. https://t.co/nDpb0CPMbg