For 14 years, Dan Simpson spent his evenings delivering pizzas around Boise, Idaho after finishing his regular job. It was a routine he never expected anyone to notice.
On March 28, 2026, one delivery turned into something unforgettable.
The customer had ordered a Diet Coke, but the Domino's store had run out. Rather than arrive empty handed, Dan stopped at a nearby convenience store, bought the drink with his own money, and delivered it without charging a single extra cent.
When the customer offered to pay him back and leave a bigger tip, Dan smiled and declined.
"That's already a good tip," he said.
The customer later learned Dan was only weeks away from retirement after 14 years of delivering pizzas as his second job. The Ring doorbell video was shared online, and people across the country were moved by the quiet kindness of a man who never expected anything in return.
There was another detail Dan didn't know that night. The customer and his wife are visually impaired, and his decision to stop for that Diet Coke spared them a difficult trip to the store.
What Dan thought was just a quick stop meant far more to the family than he ever imagined.
Thousands of strangers came together to thank him the only way they could. A GoFundMe raised 171,635 USD, giving him a retirement he never expected.
All because one delivery driver believed that doing the right thing was simply part of the job.
Grandioser Dialog zwischen dem linken Streamer @vollmarcant1 und einem Syrer der GD nach dem Motto Narrativ trifft Realität. Das geht soweit, dass Marcant dem Syrer die Flucht erklärt. Sehenswert!
Ich räume meine Vorbehalte gegen @niusde_ ja durchaus offen ein (kein Platz, die hier genau auszubreiten).
Aber dieser Bericht von Helena Gebhard ist im Ton und dem Informationsgehalt erstklassig und ehrlich gesagt ein bisschen auf dem Niveau, auf dem vor vielen Jahren der ÖRR auch mal war.
Man sieht, dass viele sich weigern, nach Marokko zurückzugehen, auch wenn der größte Teil der Migranten tatsächlich den Weg zurück mittlerweile beschritten hat. Das wird weder übertrieben noch untertrieben, es wird einfach gezeigt. Und man hat mit den Leuten gesprochen, einen großen Mix an Personen festgestellt (die tatsächlich eher auf Schlepper als auf Marokkaner deuten) und Motive abgefragt.
Dabei ist vorurteilsfrei rausgekommen, dass viele einfach einem falschen Versprechen gefolgt sind, aber eben auch weiter nach Europa wollen. Im Bericht gibt es da keinen falschen Ton, nur „sagen, was ist“, womit vielleicht endlich auch der Unterschied zwischen Bericht und Kommentar eingeführt wurde.
Ich bin dafür dankbar, weil ich es so nirgends gesehen habe.
Man muss ein Kompliment auch mal verteilen, wenn man kein Fan ist.
https://t.co/DH96bAaF0Q
Messerattacke im Leipziger Norden:
Eine Frau sticht brutal auf einen Mann ein.
Zum Glück hat die Polizei sofort die beruhigende Erklärung parat:
Eine „deutsche Staatsbürgerin“ und natürlich mal wieder „psychisch auffällig“. Einzelfall-Bingo auf der Georg-Schumann-Straße! #Leipzig
Die unzuverlässigsten Stromerzeugungsarten sind Wind- und Solarkraft, also die Lieblingstechnik der Grünen.
Anstatt dies zu reflektieren stürzt man sich auf die 7 - 10 % Nicht-Verfügbarkeit der Kernkraftwerke und framt diese Anlagen als unzuverlässig. Ein schäbiges Verhalten.
Katie Hopkins asked a simple question years ago….
“If Islam is so fantastic, why do Muslims always flee to Christian countries?”
It was common sense then. It’s still common sense now.
In 1964, Anthony Hopkins composed a beautiful waltz called And the Waltz Goes On. It was never performed, and over time the sheet music was forgotten.
Nearly 50 years later, his wife found the music and sent it to conductor André Rieu, who arranged for it to be performed in Vienna in 2011.
Imagine spending decades believing something you created would never be heard... then sitting in the audience as it comes to life for the very first time.
It's a reminder that not every dream happens when we want it to. Sometimes life has its own timing.
What's a dream you've held onto, no matter how long it's taken?
Znalezione w sieci:
Nie zaczepiaj ludzi po pięćdziesiątce. To nie jest grupa wiekowa. To stan skupienia materii.
To ostatnie pokolenie, które wychowało się bez psychologów dziecięcych, coachów emocji, aplikacji do medytacji i instrukcji obsługi życia.
Mieli pięć lat i już po odgłosie klucza przekręcanego przez matkę w zamku wiedzieli, czy dziś będzie spokój, czy lepiej zniknąć z pola widzenia.
W wieku siedmiu lat dostawali klucz na sznurku, garnek z zupą i krótką instrukcję: Obiad odgrzej. Gaz zakręć. Domu nie spal.
Nikt nie pytał, czy są gotowi na taką odpowiedzialność. Byli. Bo nie mieli wyboru.
Ich placem zabaw było wszystko, czego współczesny sanepid natychmiast by zakazał. Place budowy, rzeki, tory kolejowe, trzepaki i drzewa wyższe niż zdrowy rozsądek.
Przeżyli.
Kolana zszywał czas, a nie prywatna klinika. Na każde skaleczenie obowiązywała jedna procedura medyczna: Nie umarłeś? To biegnij dalej.
Jedli chleb z cukrem, pili wodę z ogrodowego węża lub ulicznego saturatora i lody kupowane od człowieka, którego nikt nigdy nie kontrolował. Ich mikrobiom wygląda dziś jak jednostka specjalna.
Alergie? Pewnie były. Po prostu nikt nie organizował z ich powodu konferencji prasowych.
Potrafią usunąć plamę z trawy, smaru, błota, atramentu i krwi. Nie dlatego, że oglądali poradniki w internecie. Dlatego, że alternatywą było spotkanie z rodzicami, którego wspomnienia zostają na całe życie.
Dorastali z radiem tranzystorowym, czarno białym telewizorem, gramofonem, magnetofonem szpulowym, kasetami przewijanymi ołówkiem i telefonem, którego nie dało się zabrać do łóżka.
Dzisiaj słyszą, że młode pokolenie przeżywa dramat, bo przez dwadzieścia minut nie działało WiFi.
Poważnie.
Prawo jazdy robili po to, żeby jeździć. Wsiadali do Malucha albo Syrenki i jechali przez pół Polski bez klimatyzacji, bez GPS, bez ABS i bez przekonania, że producent samochodu odpowiada za ich bezpieczeństwo.
Mapa papierowa, termos z herbatą, jajka na twardo i wiara, że jeśli droga się skończy, to ktoś wskaże następną.
I zawsze ktoś wskazywał.
W instrukcji obsługi auta były wskazówki jak regulować luz zaworów, a producent nie ostrzegał, aby nie pić elektrolitu z akumulatora.
To ostatnie pokolenie, które zna świat bez internetu, bez mediów społecznościowych i bez konieczności dokumentowania każdego obiadu.
Wybierają numery telefonów z pamięci. Pamiętają urodziny bez aplikacji. Pamiętają ludzi, którzy przychodzili z wizytą bez wcześniejszego wysłania pięciu wiadomości z pytaniem, czy można.
Do dziś potrafią naprawić niemal wszystko taśmą izolacyjną, drutem, kombinerkami i odrobiną zdrowego rozsądku. A gdy coś naprawdę się zepsuje, najpierw próbują to naprawić, a dopiero potem wpisują pytanie do wyszukiwarki.
To pokolenie nie miało dzieciństwa w jakości 4K.
Miało za to prawdziwe.
Nie potrzebowali bezpiecznych stref, trigger warningów ani certyfikowanych specjalistów od budowania poczucia własnej wartości. Wystarczył jeden tekst ojca: Jak skończysz, to wróć.
I wracali.
Dlatego naprawdę nie warto zaczepiać ludzi po pięćdziesiątce.
To ludzie z czasów, gdy bateria była tylko w latarce, chmura wisiała nad głową, a inteligentny był człowiek, nie telefon.
Całość przeżyli bez aktualizacji systemu.
As Zelenskys thugs drag her father away to die in the east, a small girl screams "Papa, Papa"
Her mother tries on vain to stop the kidnapping, but to no avail.
The little girls screams wont be heard in Brussels, London or Washington.
B R I E F W A H L B E T R Ü G E R D E R U N I O N
G E S T Ä N D I G !!!
Egal, wer wie wählt – entscheidend ist, wer die Umschläge öffnet.
Der faktische Beweis:
Ein Unionspolitiker gestand, bei einer Wahl die Briefwahl manipuliert zu haben.
Ein CSU-Bürgermeister aus Unterfranken hat gestanden, Briefwahlunterlagen geöffnet, Stimmzettel verändert und die Umschläge wieder verschlossen zu haben, obwohl er weder für die große Parteizentrale noch für den Weltuntergang handelte, sondern schlicht seiner Frau in den Gemeinderat helfen und sich selbst ein paar Stimmen mehr gönnen wollte.
Ein Mann, ein Schlüssel, ein Moment der Gelegenheit – fertig.
Mehr braucht es nicht, um die Mechanik zu verstehen, denn die Briefwahl funktioniert überall nach demselben Prinzip, bei dem irgendjemand den Umschlag öffnet, irgendjemand den Stimmzettel sieht, bevor er in die Urne wandert, und irgendjemand ihn theoretisch und, wie wir jetzt wissen, auch praktisch austauschen, ergänzen oder neu beschriften kann.
In Bayern hat das ein CSU-Politiker getan und es zugegeben, wobei das Couvert dasselbe ist, ob Kommunalwahl, Landtag oder Bundestag, und die Menschen, die es in die Hand nehmen, ebenfalls.
Natürlich gibt es Regeln, Siegel, Protokolle und Beobachter, und natürlich wird in den allermeisten Fällen ordentlich gearbeitet, doch Regeln schützen nur so gut wie die Leute, die sie anwenden.
Genau das hat der Fall gezeigt:
Wenn der Zugriff da ist und der Wille, lässt sich der Wählerwille in einem privaten Moment umschreiben, wie ein Unionspolitiker das demonstriert hat.
Ob das andere Politiker in anderen Wahlbüro's auch tun, wissen wir nicht. Wir können es nur vermuten, und wir wissen jetzt, dass es geht.
Das alte Sprichwort trifft hier präzise, denn es ist egal, wer wählt, entscheidend ist, wer die Stimmen in die Hand bekommt, bevor sie gezählt werden.
Während manche Parteien – namentlich AfD und BSW – bei den Briefwahlstimmen regelmäßig und auffällig schwächer abschneiden als an der Urne, während man sich an knappe Ergebnisse erinnert, bei denen der Briefwahlanteil den Ausschlag gab, und während Statistiker schon länger die Nase rümpfen, kommt jetzt ausgerechnet vor den Landtagswahlen in Sachsen-Anhalt und den anderen östlichen Bundesländern dieser kleine, geständige Beweis daher.
Zur Unzeit, könnte man sagen, oder zur rechten Zeit, je nachdem, wie man es nimmt.
Nicht die große Verschwörung, sondern der ganz alltägliche Amtsinhaber, der dachte: „Warum nicht? Ich hab ja die Umschläge.“
Genau das macht den Fall so lehrreich, weil man dort, wo einer zugibt, betrogen zu haben, wenigstens weiß, dass die Möglichkeit real ist und dass sie nicht von der Größe der Wahl abhängt.
Wer das für einen Einzelfall hält, bleibt bei der Briefwahl, wer das für eine strukturelle Schwachstelle hält, geht ins Wahllokal – beides ist legitim.
Nur die Illusion, dass geöffnete Umschläge per se unantastbar seien, ist es nicht mehr, denn die Zahlen lügen bekanntlich nicht und der Geständige auch nicht.
Nachdenken liebe (aber auch faule) Briefwähler...
Vertrauen war gestern, die Realität ist heute anders...
Gruß M.M.
Damit hat das Jammern der Altparteien und ihrer Influencer, auch wieder ein Ende!
Ulrich Siegmund: „In den Jahren 2013 bis 2016 absolvierte ich ein Fernstudium an der Europäischen Fernhochschule Hamburg. Dort schloss ich erfolgreich den Studiengang Betriebswirtschaftslehre und Wirtschaftspsychologie mit dem Abschluss ,Bachelor of Arts' ab.“
🦅#TEAMHEIMAT🇩🇪
Kein Mensch in Deutschland versteht noch, warum unter 80 Millionen Deutschen ausgerechnet ein Politiker Bundespräsident werden soll. Es gibt so viele herausragende Persönlichkeiten, die Deutschland repräsentieren könnten. Warum dann irgendein Apparatschik, den kein Mensch kennt, der/die sich in irgendeiner Partei hochgedient hat, die wiederum in den letzten zehn Jahren das Land brutal abgewirtschaftet hat? Nach Frank-Walter dem Spalter braucht es einen Neuanfang. Oder man schafft das Amt gleich ganz ab. Ich persönlich bin für Harald Schmidt. Klug, nie peinlich, überparteilich, brillanter Redner, unbelastet durch die Pandemie, überragendes Gespür für Geist und Ungeist der Zeit, spürbar anti-autoritär, verspeist intellektuell jede Ilse und jeden Boris zum Frühstück, staatstragendes Silberhaar, sieht in jedem Outfit würdevoll aus und nicht wie ein abgehalfterter Bonzen-Alki. Und heißt auch noch wie die meisten Deutschen und ein herausragender Bundeskanzler. Harald Schmidt for President!
Bremen ist schutzlos!
Ein 28-jähriger somalischer Islamist soll einen Anschlag auf Polizisten bzw. Polizeiwachen geplant haben. Daraufhin hat das SEK bei ihm eine Hausdurchsuchung durchgeführt. Bei der Durchsuchung stellten die Spezialkräfte mehrere Messer und Datenträger sicher. Und wie in jedem anderen Land üblich, würde dieser gefährliche Islamist nach dieser Hausdurchsuchung hinter Schloss und Riegel gesteckt werden und dort auf seine Abschiebung warten. Nicht aber in Deutschland und schon gar nicht in Bremen. Nach einem Tag in einer psychiatrischen Klinik wurde der Somalier wieder entlassen.
Jetzt läuft er frei herum – einfach so.
Und damit nicht genug: Nach Informationen von NIUS wird der Mann als politisch motivierter Straftäter aus dem Bereich „religiöse Ideologie“ geführt. In den Polizeisystemen soll er als „bewaffnet“ und „gewalttätig“ vermerkt sein. Beamte werden ausdrücklich zur Eigensicherung aufgefordert, weil er möglicherweise ein Messer bei sich trägt. Gegenüber Polizisten soll er bereits angekündigt haben, Menschen verletzen sowie Autos und Häuser zerstören zu wollen.
Schon Ende April soll der Mann einen Holzpfahl in Richtung eines vorbeifahrenden Streifenwagens geworfen haben. Seit Jahren fiel er immer wieder durch Straftaten auf – darunter Körperverletzung und Beleidigung, volksverhetzende und antisemitische Äußerungen, Aufrufe zu Hass oder Gewalt sowie die Verwendung von Kennzeichen verfassungswidriger und terroristischer Organisationen.
Man muss sich das einmal vorstellen: Die Polizei warnt intern ihre eigenen Beamten vor diesem Mann – aber die Bürger begegnen ihm möglicherweise völlig ahnungslos auf der Straße.
Was muss eigentlich noch passieren, bevor dieser Staat handelt? Muss erst ein Polizist, ein Nachbar oder ein völlig unbeteiligter Passant schwer verletzt oder getötet werden? Wieder sind die Warnzeichen bekannt. Wieder liegen zahlreiche Auffälligkeiten vor. Wieder besteht der Verdacht auf islamistischen Extremismus. Und wieder scheint das System nicht in der Lage zu sein, die Bevölkerung dauerhaft vor einer möglichen Gefahr zu schützen.