@Kafir_PL@Kg77G Dobrze piszesz Kefir ,szczególnie o kształceniu elit, ale na takiego Macrona będziemy jeszcze długo czekali .
…Tak wygląda to we Francji .
UNIA ALBO ŚMIERĆ. INNEJ DROGI NIE MA, CHYBA ŻE NA MARSA
Świat nigdy nie był grzeczny i nigdy nawet nie próbował takiego udawać, bo od zawsze rządziły nim interes, przemoc, strach, surowce, armie, służby i polityczne bestie bez kagańca.
To Unia Europejska popełniła radykalny błąd u samych fundamentów, bo założyła, że świat będzie szedł w dobrą stronę, jeśli da mu się handel, edukację, prawa człowieka, konferencje, rezolucje, uśmiechniętych panów w garniturach i wystarczająco dużo kawy z mlekiem na panelach o wartościach.
Świat nie poszedł w dobrą stronę, tylko jak zwykle poszedł tam, gdzie prowadzą siła, pieniądze, propaganda, technologie, lęk i zimna kalkulacja.
Dyktatura Pol Pota i miliony ofiar. Wojny w Afryce i miliony trupów. Chiny łamiące prawa człowieka, knujące gospodarczo i budujące wpływy jak pajęczynę wokół muchy. Bandycka Rosja mordująca polityków, prowadząca wojny, Czecznia, Gruzja, Ukraina i cała ta imperialna szkoła gwałtu. Kurdowie mieleni przez historię. Terroryzm islamski. Irak. Afganistan. Bałkany. Zamachy. Masakry. Migracje. Ludzie paleni, rozstrzeliwani, przesiedlani i zakopywani w rowach.
I na tym tle Europa wymyśliła sobie, że wystarczy być miłym, liberalnym, otwartym i proceduralnym, co jest mniej więcej tak genialne jak instrukcja obsługi parasola w czasie ostrzału artyleryjskiego.
Albo Unia spała, albo naprawdę uznała, że historia to bajka z happy endem, gdzie wilk zapisuje się na terapię, smok przeprasza księżniczkę, a dyktator po przeczytaniu traktatu o wartościach zaczyna sadzić tulipany i adoptuje kota ze schroniska.
Świat nie zrobił się brutalny wczoraj, bo on taki był zawsze, tylko Europa przez chwilę miała luksus udawania, że potwory siedzą daleko, za granicą mapy, za paskiem wiadomości, za kolejną rezolucją, za zdjęciem z uchodźcą i za przemówieniem o wartościach.
Teraz potwory siedzą przy stole, żrą z naszego talerza i jeszcze pytają, czy mamy coś mocniejszego.
Rosja chce rozbić Europę od środka. Chiny chcą ją kupić, uzależnić i rozmontować gospodarczo. USA coraz częściej patrzą na Europę jak na klienta, a nie sojusznika. A wewnątrz Unii rosną partie populistyczne, które nie chcą dobrobytu, prawdy ani bezpieczeństwa, tylko władzy za wszelką cenę, choćby trzeba było podpalić własny dom i potem obiecać wyborcom wiadro wody.
I teraz pytanie, którego nikt nie chce zadać, bo zaraz zacznie się histeria, spazmy, płacz i zawodzenie, że to zamach na demokrację.
Czy samo obywatelstwo i pełnoletność powinny wystarczać, żeby decydować o przyszłości państwa?
Skoro na prawo jazdy trzeba zdać egzamin, bo można zabić człowieka na drodze, to dlaczego przy urnie, gdzie decyduje się o wojnie, podatkach, energetyce, granicach, służbach, przemyśle, gospodarce i przyszłości dzieci, wystarczy dowód osobisty oraz przekonanie z internetu, że „wszyscy kradną”?
To brzmi brutalnie, bo jest brutalne, ale świat też jest brutalny, a my dalej udajemy, że demokracja działa sama z siebie jak lodówka podłączona do prądu.
Demokracja nie działa sama z siebie, ponieważ demokracja wymaga obywatela świadomego, przygotowanego, rozumiejącego podstawy państwa, gospodarki, bezpieczeństwa i odpowiedzialności.
Inaczej zamienia się w karmnik dla oszustów, trolli, krzykaczy i politycznych operatorów waty cukrowej.
To nie ma być test IQ. To nie ma być cenzus majątkowy. To nie ma być bat na biednych. To nie ma być pogarda dla ludzi. To ma być brutalnie uczciwe pytanie, czy człowiek, który nie interesuje się państwem, nie rozumie podstaw gospodarki, łyka każdą propagandę i głosuje emocją podkręconą przez algorytm, powinien mieć dokładnie taki sam wpływ na los państwa jak ktoś, kto rozumie budżet, sojusze, przemysł, energię, granice, bezpieczeństwo i wojnę.
Bo populista przychodzi zawsze tak samo.
Rzuca hasło, pokazuje wroga, obiecuje cud, głaszcze po lękach, karmi gniewem, a tłum klaszcze, bo „gada prosto”. Potem za tę prostotę płaci się walutą, przemysłem, bezpieczeństwem, sojuszami, krwią i wolnością.
Unia cierpi dziś na potworny deficyt sprawczości. Edukacja jest za wolna. Instytucje są za miękkie. Politycy za bardzo boją się powiedzieć ludziom prawdę, bo prawda nie klika się tak dobrze jak populistyczne cukierki, narodowe lizaki i obietnice raju za cudze pieniądze.
Dlatego czas zacząć mówić o demokracji elitarnej.
Nie o dyktaturze, nie o władzy bogatych, nie o arystokracji z urodzenia i nie o pałowaniu społeczeństwa przez mądrali w drogich garniturach.
Chodzi o rządy ludzi przygotowanych. O system, w którym decyzje strategiczne podejmują ci, którzy rozumieją świat, a nie ci, którzy najlepiej ryczą do mikrofonu. O państwo twarde, sprawne, odporne i demokratyczne, ale demokratyczne dla obywateli świadomych, a nie dla tłumu prowadzonego za nos przez trolla, algorytm, telewizyjnego kuglarza i partyjnego handlarza gniewem.
I żeby było jasne, bo zaraz przybiegną patrioci od suwerenności z kartonu.
Unia Europejska to bardzo dobry pomysł. Ja jestem unistą. Bo małe, samotne państwa w dzisiejszym świecie mogą sobie co najwyżej zameczki w piaskownicy budować, a nie udawać pełną suwerenność między Chinami, Rosją i USA.
Suwerenność samotnego państewka to dziś często dekoracja na trumnie. Ładna flaga, piękne hasła, hymn na koniec i potem przychodzi większy gracz z gospodarką, armią, technologią, służbami, surowcami i mówi, że od teraz tańczysz tak, jak on gra.
I nie pierdolcie mi, że Polska może być wielka sama, bo sama nigdy naprawdę wielka nie była.
Jej czasy wielkości były wtedy, gdy miała Unię, gdy myślała szerzej niż własny płot, własna parafia i własna szabelka trzymana pod dupą na pamiątkę dawnych czasów. Rzeczpospolita była potęgą, kiedy była projektem większym niż samotne państwo obrażone na geografię.
A że dziś nie jesteśmy głównym beneficjentem takiej unijnej gry jak kiedyś, to nie znaczy, że trzeba płakać, obrażać się na świat i biadolić o samotnej suwerenności przy herbacie z narodową cytrynką.
To znaczy, że trzeba walczyć o swoje miejsce w Unii.
Trzeba pracować, trzeba wysyłać tam mądrych polityków, trzeba pilnować interesów, trzeba budować wpływy, trzeba mieć ekspertów, dyplomatów, przemysł, armię, służby, think tanki, media i ludzi, którzy wiedzą, po co tam jadą, a nie tylko robią sobie zdjęcie pod flagą i wracają z miną zdobywcy Brukseli po dwóch kanapkach i kawie.
Trzeba się ogarnąć, a nie żyć historią z łezką w oku, szabelką pod dupą i przekonaniem, że jak kiedyś husaria komuś wjechała na plecy, to dzisiaj samą legendą zatrzymamy Chiny, Rosję, Amerykę, kapitał, technologie, migracje, cyberwojnę i przemysłową konkurencję.
Dlatego nie mniej Unii.
Potrzeba więcej Unii, tylko twardszej, mądrzejszej, sprawniejszej i mniej zakochanej we własnym gadaniu. Unii z przemysłem, armią, granicami, służbami, energią, technologią i elitami, które wiedzą, że świat nie jest przedszkolem z regulaminem przyklejonym do drzwi.
Radykalne zmiany albo polityczny zgon.
Unia albo śmierć.
Innej drogi nie ma, chyba że pakujemy walizki i lecimy na Marsa, bo na tej planecie bajki dla grzecznych dzieci właśnie skończyły się razem z darmową lemoniadą. No przykro mi bardzo, że niektórych mokre sny nie mają pokrycia w rzeczywistości.
🇵🇱 Wybór należy do Was. 🫵
Niedawno wszystko wydawało się jasne. Wielka fala nadziei, zmiana władzy i obietnica, że teraz wszystko zostanie rozliczone, a kraj ruszy z kopyta (bo przecież na to czekaliście). A co mamy dzisiaj? Z boku, jako zewnętrzny obserwator, widzę narastającą frustrację. Pojawiło się poczucie, że rozliczenia utknęły w martwym punkcie, a czary goryczy dopełniła głośna sprawa wokół Szpitala Południowego, gdzie na jaw wyszło załatwianie spraw bez kolejki. Ministrowie zamiast twardej ręki i natychmiastowych konsekwencji wolą defensywę i banowanie krytyków na X, a genialny PR po prostu nie istnieje. I w tym momencie zaczyna się najgorsze - polityczny foch. Obrażanie się na rzeczywistość i rezygnacja, bo "ciepła woda w kranie" to za mało, kiedy stare nawyki próbują wracać, a system wciąż kuleje.
Ale uwaga. Emocje to zły doradca. Historia lubi zataczać koło (pamiętacie rok 2015?), a polityczna bierność zawsze słono kosztuje.
Przed Wami dwie alternatywne ścieżki na rok 2035. Spójrzcie na te grafiki.
Z jednej strony (Grafika 1) mamy scenariusz bierności. Pogniewanie się na rząd z powodu tej jednej afery szpitalnej, odpuszczenie wyborów w 2027 roku i powrót do mrocznych czasów, który kończy się wypadnięciem z Unii Europejskiej i totalną katastrofą. Z drugiej strony (Grafika 2) widać efekt mobilizacji. Decyzja, że mimo błędów, potknięć i trudnych reform idziecie do przodu, chronicie demokrację i budujecie silną, nowoczesną Polskę w sercu Europy.
Czy pozwolicie, by codzienne potknięcia, ta jedna afera w Szpitalu Południowym i chwilowa frustracja przesłoniły Wam strategiczny cel? Czy dacie się ponieść fochom, aż obudzicie się w rzeczywistości z pierwszej grafiki?
Decydujcie. Przyszłość nie poczeka. 🧠🇵🇱
#SzpitalPołudniowy #Wybory2027 #Polska2035 #Tusk
🇵🇱 Wybór należy do Was. 🫵
Niedawno wszystko wydawało się jasne. Wielka fala nadziei, zmiana władzy i obietnica, że teraz wszystko zostanie rozliczone, a kraj ruszy z kopyta (bo przecież na to czekaliście). A co mamy dzisiaj? Z boku, jako zewnętrzny obserwator, widzę narastającą frustrację. Pojawiło się poczucie, że rozliczenia utknęły w martwym punkcie, a czary goryczy dopełniła głośna sprawa wokół Szpitala Południowego, gdzie na jaw wyszło załatwianie spraw bez kolejki. Ministrowie zamiast twardej ręki i natychmiastowych konsekwencji wolą defensywę i banowanie krytyków na X, a genialny PR po prostu nie istnieje. I w tym momencie zaczyna się najgorsze - polityczny foch. Obrażanie się na rzeczywistość i rezygnacja, bo "ciepła woda w kranie" to za mało, kiedy stare nawyki próbują wracać, a system wciąż kuleje.
Ale uwaga. Emocje to zły doradca. Historia lubi zataczać koło (pamiętacie rok 2015?), a polityczna bierność zawsze słono kosztuje.
Przed Wami dwie alternatywne ścieżki na rok 2035. Spójrzcie na te grafiki.
Z jednej strony (Grafika 1) mamy scenariusz bierności. Pogniewanie się na rząd z powodu tej jednej afery szpitalnej, odpuszczenie wyborów w 2027 roku i powrót do mrocznych czasów, który kończy się wypadnięciem z Unii Europejskiej i totalną katastrofą. Z drugiej strony (Grafika 2) widać efekt mobilizacji. Decyzja, że mimo błędów, potknięć i trudnych reform idziecie do przodu, chronicie demokrację i budujecie silną, nowoczesną Polskę w sercu Europy.
Czy pozwolicie, by codzienne potknięcia, ta jedna afera w Szpitalu Południowym i chwilowa frustracja przesłoniły Wam strategiczny cel? Czy dacie się ponieść fochom, aż obudzicie się w rzeczywistości z pierwszej grafiki?
Decydujcie. Przyszłość nie poczeka. 🧠🇵🇱
#SzpitalPołudniowy #Wybory2027 #Polska2035 #Tusk
@waldemar_buda Kiedy przesłuchanie?
dyrektor szpitala w Tomaszowie Lubelskim Gałecki, który jest jednocześnie radnym z PiS, placówka jest zadłużona na ponad 5 mln zł. Dodając do tego obowiązki radnego, wynikałoby, że Dariusz Gałecki pracuje nawet 300 godzin w miesiącu podobnie jak Kacprzyk
Guten Appetit! Wer braucht schon lästige Fakten oder kritischen Journalismus, wenn man den ganzen Tag bequeme Schlagzeilen fressen kann? 🤮📺
#AfDzerstörtDeutschland
Kochani, to takie kompendium wiedzy o zdrajcach z Razem. Zalewamy tym internet, niech cała Polska się dowie, kim jest Zandberg i jego RAZEM! Kradniemy jpg i udostępniamy wszędzie, gdzie się da! RT+❤️