ANALIZA OPFOR - „Oderint, dum metuant. Moskwa właśnie zaczęła się bać polskiej armii"
Oderint, dum metuant, czyli niech nienawidzą, byle się bali. Rzymski poeta Akcjusz włożył te słowa w usta tyrana, a cesarz Kaligula uczynił z nich dewizę władzy, jednak w 2026 roku ta sentencja lepiej niż cokolwiek innego opisuje relację Moskwy z Wojskiem Polskim, tyle że w odwróconych rolach. To Rosja nas nienawidzi i to Rosja zaczyna się nas bać.
Nie wiem czy Państwo się ze mną zgodzą, ale z mojego doświadczenia wiem, że wróg bywa najuważniejszym recenzentem.
Kiedy rosyjscy analitycy piszą o Wojsku Polskim, robią to bez sentymentu, ale i bez drwiny, a ich chłodna arytmetyka mówi o nas więcej, niż chcielibyśmy usłyszeć od sojuszników. Najlepszym dowodem jest ostatnia doba. 15 sierpnia po Wisłostradzie przejechała największa defilada w historii Polski, a Moskwa (co jest bardzo wymowne) nie napisała o niej ani jednego szyderczego tekstu o naszym sprzęcie. Napisała za to dziesiątki tekstów o kłótni Warszawy z Kijowem. Ta zamiana tematów to najkrótsze streszczenie tego, jak Rosja naprawdę widzi Wojsko Polskie w 2026 roku.
Przejrzałem rosyjski obieg informacyjny o Wojsku Polskim od stycznia do sierpnia 2026 roku i najważniejsze znalezisko brzmi tak, że rosyjski przekaz o naszej armii jest zbudowany na dwóch tezach. Teza ekspercka opisuje Polskę chłodno i z rosnącą precyzją, bo rosyjscy analitycy odtwarzają nasze dokumenty i analizy z aptekarską precyzją - zamiast je wyśmiewać.
To właśnie tam pada uwaga o przepaści pokoleniowej w korpusie oficerskim, bo przy tak gwałtownie rosnącej armii tworzy się luka kompetencji, której nie da się zasypać żadnym kontraktem zbrojeniowym, a Rosja z tym samym problemem borykała się przez ostatnie dekady i dlatego rozpoznaje go u nas bezbłędnie. Tam też liczy się nasz deficyt budżetowy zestawiony z wydatkami obronnymi i rozlicza się tempo Tarczy Wschód z jej własnych planów. Ta diagnoza rzadko kłamie w danych i dlatego nie wolno jej zbywać, bo w znacznej części jest lustrem, w które sami powinniśmy patrzeć.
Dopiero na tej prawdziwej podstawie druga teza, propagandowa, dokleja fałszywą intencję. Z realnej modernizacji robi się rzekomy zamiar odzyskania Wołynia i Lwowa, z rezerwy wysokiej gotowości armia inwazyjna, a z amerykańskiego finansowania narzędzie kontroli nad Warszawą. Przy czym etykietę armii inwazyjnej warto przeczytać po rosyjsku, a nie po polsku, bo Moskwa nie boi się polskiego marszu na wschód, tylko rosnącej zdolności Wojska Polskiego do projekcji siły, czyli do przyjścia z pomocą każdemu państwu zaatakowanemu konwencjonalnie przez Federację Rosyjską.
To, co w rosyjskiej propagandzie nazywa się inwazyjnością, w języku wojskowym nazywa się zdolnością ekspedycyjną sojusznika i właśnie ona psuje Rosji kalkulację każdego lokalnego scenariusza. Z tej dwoistości wynika praktyczna wskazówka. Tam, gdzie Rosjanie mówią prawdę o naszych Siłach Zbrojnych, czyli o brakach kadrowych, amunicji czy tempie inwestycji, nie ma sensu zaprzeczać, tylko trzeba te deficyty po cichu niwelować, bo każdy z nich jest realny niezależnie od tego, kto go wytknął. Tam natomiast, gdzie dorabiają nam zbrodnicze zamiary, nie warto się tłumaczyć ani prostować, bo samo tłumaczenie się z cudzego kłamstwa nadaje mu rangę tematu i toczy się już na warunkach Moskwy.
Najbardziej znaczące jest jednak to, co zmieniło się w tym roku. Rosyjscy analitycy i komentatorzy przestali umniejszać nasz potencjał, ponieważ w warstwie eksperckiej uznali go za policzony i realny. Zamiast tego cała infrastruktura wpływu została skierowana na rozłam polsko-ukraiński, co było widać jak na dłoni wokół Święta Wojska Polskiego, gdy temat silnej polskiej armii został planowo zastąpiony tematem sporu z Kijowem. Już po defiladzie moskiewskie redakcje pisały nie o sprzęcie, lecz o tym, że Ukrainy nie zaproszono, a RIA zbudowała cały materiał z nienawistnych komentarzy pod życzeniami Zełenskiego dla Polski.
I tu jest wniosek, który jest warty zapamiętania.
To, że Rosja zaczyna doceniać nasze zbrojenia, jest najlepszą formą obrony przed rosyjską inwazją, bo odstraszanie nie zaczyna się od pierwszego strzału, tylko od popsutej kalkulacji przeciwnika. Mimo że rosyjska propaganda nami pomiata, przeciętny ogarnięty Rosjanin widzi w komentarzach siłę polskiej armii i coraz częściej porównuje ją z deficytami własnej.
Rozmowa o Polsce niemal zawsze w rosyjskich komentarzach ześlizguje się tam w rozmowę o słabości własnego państwa i to jest najlepszy dowód, że nasza modernizacja przestała być dla Rosjan tematem do drwin, a stała się czynnikiem, który już dziś zmienia rosyjski rachunek ryzyka.
I to moim zdaniem najlepszy niepoliczalny dowód na to, że należy inwestować w naszą Armię.
Pozdrawiam i dziękuję.
Poseł jedynej patriotycznej partii, numerariusz Opus Dei z obcym dokumentem na fałszywe nazwisko w rusko-mafijnej eksklawie za porohami Dniestru.
Scenariusz historii upadku pisze się sam.
Dziś nasi nacjonaliści łaszą się do AfD mimo, że ta żąda wycofania wojsk amerykańskich z Niemiec, nazywa b. NRD 'Niemcami Środkowymi,' a ich samych 'Afroamerykanami Europy.'
MGŁA WOJNY - NA HORYZONCIE GAMBIT NUKLEARNY
Spojrzenie na rosyjską projekcję przyszłości, w której broń nuklearna przestaje być ostatecznością
(Uwaga ! Analiza szczegółowa - długa)
Na Petersburskim Forum Ekonomicznym Małofiejew i Dugin zaprezentowali raport o przyszłości Rosji do 2050 roku. W jego pierwotnej wersji użycie broni jądrowej znalazło się w scenariuszu „dobrym". Następnie Małofiejew publicznie oskarżył współautorów, że bez jego wiedzy przenieśli ten element do scenariusza „inercyjnego".
To nie jest anegdota. To jest diagnoza.
W rosyjskim myśleniu strategicznym nie toczy się dziś debata o tym, czy użyć broni jądrowej. Toczy się debata o tym, do której kategorii scenariuszowej ją przypisać.
I właśnie dlatego spór między współautorami raportu jest ważniejszy niż sam raport. Bo gambit to nie akt desperacji ani szaleństwa - to chłodna, wyrachowana kalkulacja. Czyli - poświęcam materiał, przejmuję inicjatywę, zmuszam przeciwnika do błędu. Rosja nie rozważa broni nuklearnej jako ostateczności. Rozważa ją jako ruch otwierający.
Raport, który nie jest publicystyką
Trzeciego czerwca, podczas PMEF-2026, w panelu zatytułowanym „Główne zagrożenia dla Rosji w drugiej ćwiartce XXI wieku", Konstantin Małofiejew - ortodoksyjny oligarcha i twórca imperium medialnego Cargrad - zaprezentował raport prognostyczny współautorstwa Aleksandra Dugina. Ten ostatni dodał na końcu kluczową informację. Materiał był prezentowany w Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.
To zmienia wszystko.
Akademia Sztabu Generalnego to nie jest zwykła uczelnia wojskowa. To ośrodek, w którym od niemal dwudziestu lat rodzą się koncepcje, które Rosja potem realizuje w praktyce operacyjnej, na żywych organizmach suwerennych państw.
Kiedy więc raport trafia pod ten dach, przestaje być opinią i staje się elementem zamkniętego obiegu instytucjonalnego. Materiał przeszedł wcześniej przez seminarium na platformie RANChiGS - Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Służby Publicznej przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej, głównej kuźni kadr aparatu państwowego - i dopiero stamtąd trafił przed audytorium instytucji kształcącej najwyższą kadrę dowódczą armii. To nie jest publicystyka. To jest produkt systemu.
Pozór analizy, istota mobilizacji
Raport przyjął formę klasycznego produktu analitycznego, tj. piętnaście zagrożeń, podzielonych na pięć obszarów - geopolitykę, ideologię, demografię, ekonomię i technologie.
Dla każdego z tych zagrożeń autorzy śledzili ewolucję od roku 2000, przez 2014, po perspektywę 2036 i 2050. Każdemu wariantowi przypisano jeden z trzech scenariuszy: „dobry", „zły" i „inercyjny".
Metodologia jest banalna. Znaczenie ma treść.
Scenariusz „dobry" na rok 2036 zakłada użycie broni jądrowej, przyłączenie Kijowa, Odessy, Charkowa i dalszych terytoriów ukraińskich, rozpad Unii Europejskiej, kryzys amerykocentryzmu oraz zwycięstwo w wojnie ideologicznej.
Na rok 2050 ten sam scenariusz przewiduje rosyjskie przywództwo w globalnym bezpieczeństwie, pełną wielobiegunowość, własny makroregion eurazjatycki i realizację doktryny trójjedynego narodu rosyjskiego, czyli doktrynalnego zjednoczenia Rosjan, Ukraińców i Białorusinów w jeden organizm narodowy.
Scenariusz „zły" to przegrana w wojnie z Ukrainą i Zachodem, wejście Ukrainy do NATO, utrata przestrzeni postsowieckiej, odżycie zamrożonych ognisk i - na horyzoncie 2050 roku - „kolonizacja Rosji" przez mocarstwa zachodnie, podział stref wpływów i całkowita utrata suwerenności.
Scenariusz „inercyjny" to hegemonia Waszyngtonu lub Pekinu, zamrożony konflikt ukraiński i regionalnie ograniczona Rosja, która zachowuje pozory podmiotowości, ale traci zdolność kształtowania porządku globalnego.
Warto zatrzymać się przy tym, czego w tym raporcie nie ma.
Nie ma scenariusza umiarkowanego. Nie ma wariantu, w którym Rosja nie anektuje połowy Ukrainy, nie używa broni jądrowej, a mimo to osiąga jakiś akceptowalny dla siebie porządek.
Ta zero-jedynkowość jest celowa i ona właśnie ujawnia prawdziwą funkcję dokumentu. To nie jest analiza - to jest rama mobilizacyjna.
Albo totalne zwycięstwo z rozbiciem porządku europejskiego, albo upadek i kolonizacja. Szara strefa została usunięta, bo jej istnienie podważałoby sens dalszej eskalacji i dawałoby elitom argumenty za kompromisem.
Spór o bombę - symptom ważniejszy niż incydent
Po prezentacji Małofiejew publicznie oskarżył współautorów o manipulację przy treści. Twierdził, że użycie broni jądrowej miało figurować w scenariuszu „dobrym", a ktoś bez jego zgody przeniósł ten element do „inercyjnego". Był wściekły - i właśnie ten moment jest najważniejszy w całej historii.
Obserwuję, że Małofiejew od miesięcy buduje swój wizerunek człowieka, który otwarcie i bez ogródek domaga się uderzenia taktycznego.
W kwietniu wprost wzywał do użycia ładunku o mocy 20-25 knt na zachodnią Ukrainę, z 72-godzinnym ostrzeżeniem dla ludności cywilnej.
Jak widać na PMEF-2026 chciał mieć to wpisane czarno na białym jako optymalny wybór strategiczny - narzędzie sukcesu, a nie skutek uboczny.
Reszta panelu, w tym najprawdopodobniej sam Dugin, uznała to za taktycznie nierozsądne i przesunęła użycie broni jądrowej do scenariusza „inercyjnego". Intencja była czytelna: bomba atomowa to coś, co „może się zdarzyć, jeśli nic się nie zmieni" - a nie świadoma, racjonalna decyzja.
Różnica jest subtelna, ale fundamentalna. W scenariuszu „dobrym" użycie broni jądrowej byłoby instrumentem sukcesu - gambitem otwierającym, ruchem po inicjatywę. W „inercyjnym" staje się efektem dryfu, nieuchronną konsekwencją bezwładności systemu.
Małofiejew chciał narracji o „racjonalności" uderzenia, bo to wpisuje się w jego publiczne pozycjonowanie. Reszta wolała wersję łatwiejszą do obrony politycznej.
Ale oceniam, że obie wersje zakładają jedno: broń jądrowa zostanie użyta. Spór na Kremlu dotyczył wyłącznie kategorii, w której to opisać - nie tego, czy jest to dopuszczalne.
Ta wymiana zdań między współautorami mówi więcej niż sam raport.
Pokazuje, że wewnątrz rosyjskiego obozu konserwatywnego normalizacja opcji jądrowej jest faktem dokonanym. Debata nie toczy się o dopuszczalność. Toczy się o to, jak ją sprzedać.
I właśnie to powinno niepokoić zarówno w Waszyngtonie, jak i w europejskich stolicach.
Legalizacja autokracji i logika zachodniej słabości
Osobną kwestią jest lista rekomendacji, którą Małofiejew przedstawił jako ranking środków reagowania.
Na pierwszym miejscu znalazła się ideologia i dewesternizacja. Na drugim nacjonalizacja elit, rozumiana jako systemowe odcięcie rosyjskich elit od Zachodu. Na trzecim autokracja.
Dugin, zabierając głos na końcu, stwierdził wprost, że autokracja w Rosji już istnieje, lecz „jej legalizacja idzie powoli".
To zdanie jest samo w sobie diagnozą. System nie ukrywa już tego, czym jest - jedynym problemem w oczach jego ideologów jest zbyt wolne tempo formalizowania tego stanu.
Wśród „działań przeciwników" (czyli nas) Małofiejew wymienił demonizację i demilitaryzację Rosji, domniemany układ Zachodu z Chinami przeciwko Rosji, wojnę informacyjno-psychologiczną i - co szczególnie warte uwagi - pacyfizm Zachodu.
W rosyjskiej optyce zachodnia niechęć do eskalacji nie jest szansą na pokój, lecz narzędziem osłabiania woli oporu.
To jest dokładnie ta logika, w której każde zachodnie wahanie jest interpretowane jako słabość, a każda gotowość do kompromisu jako zaproszenie do kolejnego kroku naprzód. Ktokolwiek sądzi, że powściągliwość Zachodu może zostać potraktowana przez Kreml jako gest dobrej woli, ten nie czyta tych samych dokumentów.
Akademia Sztabu Generalnego jako instytucja ciągłości
Zrozumienie, dlaczego Akademia Sztabu Generalnego jest kluczem do interpretacji tego raportu, wymaga krótkiego cofnięcia się w czasie.
Po wojnie z Gruzją w 2008 roku, która bezlitośnie obnażyła systemowe słabości rosyjskich sił zbrojnych, w środowisku Centrum Badań Wojskowo-Strategicznych Sztabu Generalnego podjęto prace nad nową koncepcją prowadzenia działań wojennych.
W zachodniej literaturze nazwano ją „wojną hybrydową" lub „wojną nowego pokolenia". W rosyjskiej terminologii funkcjonowała jako „wojna nieliniowa" lub „wojna nowego typu".
Ja od lat określam ją mianem Wojny Zrównoważonej - bo jej istotą jest przemyślana proporcja, a nie chaos. Zrównoważenie środków, faz i płaszczyzn oddziaływania jest jej rdzeniem, nie hybryda i nie nieregularność (opisałem ją na łamach @EFI_IWF ).
Fundamentalne teksty powstawały od 2010 roku, publikowane w „Военной мысли" przede wszystkim przez Siergieja Czekinowa i Siergieja Bogdanowa.
Gierasimow w 2013 roku nadał tym pracom publiczne oblicze swoim słynnym artykułem, ale intelektualny rdzeń koncepcji powstał wcześniej i gdzie indziej - w murach tej samej Akademii Sztabu Generalnego, do której Dugin teraz zanosi raport o scenariuszach jądrowych.
Za praktyczną stronę koncepcji, za jej operacyjne wdrożenie, odpowiadali ludzie z GRU. Generał Igor Siergun - ówczesny szef Głównego Zarządu Sztabu Generalnego (dawniej GRU) - bezpośrednio planował i nadzorował operację aneksji Krymu w 2014 roku. Aleksiej Diumin - twórca Sił Specjalnych Operacji (SSO) w ich obecnym kształcie - w lutym 2014 roku, jako zastępca szefa GZ SG SZ FR i dowódca SSO, osobiście kierował „zielonymi ludzikami" na półwyspie.
Operacja przebiegła podręcznikowo. Zabezpieczenie Rady Najwyższej, opanowanie węzłów łączności, neutralizacja baz ukraińskich sił zbrojnych - wszystko bez jednego strzału. Była laboratoryjnie czystą demonstracją Wojny Zrównoważonej w praktyce.
SSO, których formowanie zapoczątkowano w 2009 roku na bazie elitarnego 322. centrum GRU w Sienieży, a oficjalnie ogłoszono w 2013 roku, stały się fizycznym narzędziem koncepcji, która dojrzewała w gabinetach Akademii Sztabu Generalnego.
Diumin - architekt w cieniu
Siergun nie dożył pełnej realizacji swoich planów. Zmarł w styczniu 2016 roku w okolicznościach, które do dziś nie zostały wyjaśnione w sposób satysfakcjonujący.
Diumin po Krymie wyraźnie poszedł w górę - jednak szybko zderzył się z realiami kremlowskich intryg. W grudniu 2015 roku mianowano go zastępcą ministra obrony Szojgu, lecz zamiast kuratorstwa nad operacjami bojowymi i siłami specjalnymi, co wydawałoby się naturalne dla człowieka z jego dorobkiem, Szojgu przydzielił mu nadzór nad departamentem budowlanym, medycyną wojskową i zarządzaniem majątkiem wojskowym.
Dla Bohatera Rosji, który kilkanaście miesięcy wcześniej przeprowadził jedną z najbardziej skutecznych operacji specjalnych w historii armii rosyjskiej, było to upokorzenie.
Po zaledwie pięciu tygodniach, w lutym 2016 roku, Diumin został przeniesiony na stanowisko pełniącego obowiązki gubernatora obwodu tulskiego.
Co bardzo ciekawe oficjalnie kandydaturę zgłosił Szojgu - co wielu obserwatorów odczytało jako wyrafinowany sposób pozbycia się zbyt ambitnego podwładnego.
Ale zesłanie okazało się pozorne - wmieszał się w to sam Prezydent FR.
Obwód tulski leży niecałe dwieście kilometrów od Moskwy, w zasięgu ręki dla Putina, który potrzebował swojego człowieka blisko, nie daleko. Przez osiem lat gubernatorstwa Diumin otrzymywał wsparcie, o jakim żaden inny gubernator nie mógł marzyć (bycie gubernatorem w FR to ryzkowne zajęcie).
Ministerstwo obrony budowało mu infrastrukturę, rząd Moskwy rekonstruował nabrzeża rzek, państwowe korporacje i prywatny kapitał inwestowały na skalę nieadekwatną do statusu regionu.
W 2024 roku Putin przywrócił go do centrum, mianując swoim pomocnikiem do spraw kompleksu obronno-przemysłowego i sekretarzem Rady Państwowej, a we wrześniu tego samego roku włączył do Rady Bezpieczeństwa.
Kolejny to generał Kim - nieoficjalny współautor koncepcji Wojny Zrównoważonej, weteran Afganistanu, Tadżykistanu i drugiej wojny czeczeńskiej, a później szef Centrum Pojednania Stron w Syrii - dowodzi dziś na froncie ukraińskim jako zastępca Gierasimowa.
Istota Wojny Zrównoważonej
Koncepcja, o której mówię, opierała się na kilku założeniach, które po dziś dzień definiują rosyjskie podejście do konfliktu.
Granica między wojną a pokojem jest w niej celowo rozmywana - działania zaczerpnięte z arsenału wojskowo-politycznego rozpoczynają się na długo przed pierwszym wystrzałem, w sferze informacyjnej, psychologicznej, ekonomicznej i dyplomatycznej.
Proporcja środków niewojskowych do wojskowych miała wynosić cztery do jednego - nie dlatego, że siła militarna jest nieistotna, lecz dlatego, że celem było takie osłabienie przeciwnika jeszcze przed fazą kinetyczną, by sam konflikt zbrojny stał się krótki, ograniczony i rozstrzygający.
Sformułowano osiem faz eskalacji: od tworzenia korzystnego tła politycznego, przez operacje specjalne, dezinformację i werbowanie urzędników oraz oficerów wroga, rozbudzanie niezadowolenia społecznego, aż po bezpośrednie uderzenie wojskowe z użyciem broni precyzyjnej, desantów i sił specjalnych.
Całość była pomyślana jako system, a nie zestaw osobnych narzędzi. Stąd właśnie „zrównoważona" — bo żaden z elementów nie działa w oderwaniu od pozostałych, a siła tej koncepcji tkwi w dyscyplinie równoważenia presji na wielu płaszczyznach jednocześnie.
Sieć powiązań - kto naprawdę stoi za raportem
Pozostaje pytanie, na ile poważnie należy traktować materiał sygnowany przez Małofiejewa i Dugina, skoro obaj formalnie nie zajmują żadnych stanowisk państwowych.
W mojej ocenie odpowiedź tkwi nie w ich nazwiskach, lecz w sieci powiązań, która za nimi stoi.
Małofiejew od lat nie funkcjonuje w próżni. Cargrad nie jest po prostu telewizją propagandową - to węzeł łączący środowiska ultrakonserwatywne z konkretnymi frakcjami siłowymi.
Małofiejew wielokrotnie był łączony ze środowiskami Federalnej Służby Ochrony (FSO), z której wywodzi się właśnie Diumin.
Diumin rozpoczynał karierę w Głównym Zarządzie Ochrony - poprzedniku FSO - w 1995 roku, a w 2012 roku pełnił funkcję zastępcy szefa Służby Bezpieczeństwa Prezydenta.
To jest ten sam krąg ludzi, którzy fizycznie chronią Putina, a jednocześnie realizują jego najbardziej delikatne operacje. Na przykład to Diumin osobiście ewakuował Janukowycza z Ukrainy do Rosji w nocy z 22 na 23 lutego 2014 roku.
Kiedy Cargrad od lat promuje Diumina jako potencjalnego następcę Putina, nie robi tego z dziennikarskiej fantazji, lecz dlatego, że Małofiejew i Diumin poruszają się w tych samych kręgach siłowo-oligarchicznych.
Dugin natomiast, choć formalnie funkcjonuje jako filozof, od lat utrzymuje rozległe kontakty w Akademii Sztabu Generalnego i sam przyznał, że omawiany materiał był tam prezentowany.
Kiedy więc patrzę na ten raport, nie widzę dwóch publicystów marzących na głos. Widzę produkt, za którym stoi zaplecze w FSO, w GZ, w Akademii Sztabu Generalnego i w RANChiGS - i sam on - Putin.
To nie jest opinia - to jest projekcja strategiczna środowisk, które mają realne instrumenty do jej realizacji, bo część z nich te instrumenty osobiście budowała.
Ciągłość instytucjonalna - od teorii do frontu
To, co widzimy na slajdach Małofiejewa i Dugina, nie jest przypadkowym ćwiczeniem intelektualnym. To jest kontynuacja tradycji koncepcyjnej tej samej instytucji, która osiemnaście lat temu wypracowała narzędzia Wojny Zrównoważonej, z pomocą których Rosja rozbiła Gruzję, zaanektowała Krym i destabilizowała Donbas.
Ludzie, którzy ją tworzyli, są dziś zastępcami Gierasimowa, pomocnikami Putina i sekretarzami Rady Państwowej. Różnica polega na tym, że w 2008 roku koncepcja dotyczyła sposobu prowadzenia wojny. Teraz dotyczy jej celu strategicznego i horyzontu czasowego.
Środek i cel spotykają się w tym samym budynku, w tej samej Akademii, przed tym samym audytorium.
To mnie bardzo zainteresowało!
Ktokolwiek jest przekonany, że Małofiejew i Dugin mówią wyłącznie we własnym imieniu, powinien pamiętać, że koncepcja Wojny Zrównoważonej też zaczęła się od artykułów w branżowym piśmie które dwie dekady temu czytałem będąc oficerem SWW- a potem obserwowałem jak skończyła operacją na żywym organizmie suwerennego państwa.
To jest straszne ale i niesamowite...
Co to oznacza dla wschodniej flanki NATO
Dla tych, którzy obserwują tę sytuację z perspektywy wschodniej flanki, ten materiał ma co najmniej cztery wymiary praktyczne, których nie można zbagatelizować.
Pierwszy wymiar dotyczy geografii ambicji. Mamy do czynienia z dokumentem, w którym scenariusz uznawany za „dobry" wprost zakłada rozpad Unii Europejskiej i aneksję kolejnych terytoriów ukraińskich. To jednak nie kończy się na Ukrainie.
W poprzednich wersjach tego rodzaju projekcji, krążących w rosyjskiej przestrzeni eksperckiej, pojawiały się wprost koncepcje tworzenia buforowego, podporządkowanego państwa na terytorium Ukrainy i Polski lub nowego tworu wschodniosłowiańskiego.
Nawet jeśli na slajdach z PMEF-2026 Polska nie została wymieniona z nazwy, logika scenariusza „dobrego" jest jednoznaczna.
Rosyjski makroregion eurazjatycki, rozpad UE i kryzys amerykocentryzmu wymagają neutralizacji wschodniej flanki NATO - a wschodnia flanka to przede wszystkim Polska, państwa bałtyckie i Rumunia.
Drugi wymiar dotyczy wewnętrznej dynamiki Kremla. Scenariusz „zły" jest skonstruowany tak, by trwale zamknąć przestrzeń dla dyskursu kompromisowego wewnątrz rosyjskich elit.
Każde ustępstwo jest w nim równoznaczne z drogą do kolonizacji. To jest narracja skierowana bezpośrednio do rosyjskich elit biznesowych i politycznych, mająca konsolidować poparcie dla kontynuacji i eskalacji.
Ale ma też drugie dno - jeśli te rosyjskie elity rzeczywiście wchodzą w tę logikę, żadne zawieszenie broni ani żaden „deal" nie będzie dla nich celem samym w sobie.
Zamrożenie konfliktu to w tej narracji scenariusz „inercyjny", czyli nieakceptowalny, prowadzący do hegemonii amerykańsko-chińskiej i marginalizacji Rosji.
To fundamentalnie podważa zachodnie nadzieje na stabilizację przez kompromis - Kreml traktuje kompromis wyłącznie jako etap, nie jako cel.
Trzeci wymiar, i w mojej ocenie najważniejszy, dotyczy logiki odstraszania. Normalizacja opcji nuklearnej w rosyjskim dyskursie strategicznym ma bezpośrednie przełożenie na kalkulacje na wschodniej flance.
Jeśli rosyjski mainstream konserwatywny - firmowany przez środowiska z zapleczem w FSO i GRU - traktuje użycie broni jądrowej jako element scenariusza „dobrego" lub co najmniej „inercyjnego", europejska odpowiedź musi uwzględniać ten wymiar.
Budowanie zdolności konwencjonalnych jest konieczne, ale niewystarczające. Trzeba budować wiarygodność odstraszania nuklearnego na poziomie, który sprawi, że rosyjskie kalkulacje przestaną traktować opcję atomową jako racjonalny gambit.
A nie sądzę byśmy to mogli zrobić siłami europejskimi
Czwarty wymiar to wartość dokumentacyjna. Dla Polski ten materiał jest dowodem, którego nie sposób przecenić. To dokument samoprzyznaniowy, w którym rosyjskie środowiska bliskie centrum władzy wprost opisują świat, w którym warunkiem sukcesu jest rozmontowanie porządku europejskiego, użycie broni masowego rażenia i tworzenie nowych faktów dokonanych na terytorium suwerennych państw.
Taki materiał powinien być cytowany w każdej debacie o dostawach broni dla Ukrainy, o sankcjach, o budżetach obronnych i o architekturze odstraszania.
Powinien trafiać na stoły w Waszyngtonie, Berlinie i Paryżu nie jako kolejna rosyjska propaganda, lecz jako dowód intencji środowisk, które mają instytucjonalne zaplecze do realizacji - bo część z nich tę infrastrukturę osobiście tworzyła.
Pozdrawiam i dziękuję.
PS:
Analiza powstała na podstawie materiałów z sesji PMEF-2026 „Основные угрозы России во второй четверти XXI века" (3 czerwca 2026), relacji https://t.co/x0xQooS9y1, Agentstwa, Moika78, ukraińskiego serwisu Telegraf oraz rosyjskojęzycznych źródeł dotyczących koncepcji Wojny Zrównoważonej i biografii kluczowych postaci.
Rosja nie ma siły militarnej by pokonać nawet samą Europę bez USA. Dlatego wymyślili specjalny sposób.
Rosjanie wymyślili sposób na wyrwanie przyszłej ofiary z jej sojuszy, a następnie doprowadzenia jej do stanu państwa upadłego metodami wojny kognitywnej oraz działaniami poniżej progu wojny, by wtargnąć jak do siebie, a następnie osadzić zależne od siebie władze tworząc kolejną Białoruś (choć formalnie niepodległe państwo). Wykorzystuje się przy tym starą teorię wojny buntowniczej (matieżnoj wojny), opracowaną przez zbiegłego carskiego oficera Jewgienija Messnera jeszcze w latach 30.
Nową doktrynę na jej bazie opracował gen. mjr prof. Aleksnadr Władimirow w jego trzytomowym dziele "Podstawy Ogólnej Teorii Wojny", III wydanie Moskwa 2018, pierwsze w 2013. Władimirow jest szefem Kolegium Wojskowych Ekspertów Rosji przy prezydencie Putinie. Doktrynę przypisuje się jednak Gerasimowowi, który w przeglądzie WPK w sierpniu 2013 r. opublikował fundamentalny artykuł "Wartość nauki tkwi w przewidywaniu. Nowe wyzwania wymagają ponownego przemyślenia form i metod prowadzenia wojny".
To właśnie w nim po raz pierwszy wprowadził sześcioetapowy model konfrontacji (w załączeniu). Jest tu faza skrytego podburzania do wywołania konfliktu, zaostrzenie istniejącego konfliktu, początek konfrontacji przemocowej (wewnętrznej), kryzys (rozpad państwa), zbrojne wtargnięcie, umacnianie odpowiedniej władzy i budowa nowego państwa.
Nie umknęło to uwadze w Akademii Sztuki Wojennej w Rembertowie, gdzie grupa trzech oficerów napisała doskonały artykuł "Analityczny model oceny hybrydowości współczesnych konfliktów".
Tutaj wprowadzono czteroetapowy model konfrontacji:
- budowanie konfliktu
- eskalowanie konfliktu (z użyciem metod kinetycznych poniżej progu wojny, aż do kompletnej rozsypki państwa)
- zbrojne wtargnięcie w celu usunięcia władzy
- osadzenie nowej władzy i umocnienie państwa wasalnego Rosji.
Ponieważ jak wiadomo hybryda to połączenie, czyli połączenie metod pozawojennych z klasyczną wojną, ocena "hybrydowości" polega na stwierdzeniu, czy działania kognitywne i poniżej progu wojny są wstępem do działań wojennych czyli czy hybryda dopełni się o brakujący klocek.
Ja to rozumiem tak - jeśli polityk używa określenia "wojna hybrydowa" to ma na myśli to, że wojna jest nieuchronna (dopełnienie hybrydy o ostatni jej element, zresztą zgodnie z cytowanym artykułem). Ale politycy, pomijając byłych wojskowych, chyba nie mają takiej świadomości.
Gen. broni Stanisław Czosnek w wywiadzie prasowym posłużył się modelem czteroetapowym zaczerpniętym z powyższego artykułu z ASW (ASG, AON), a zatem świadomość w naszym Sztabie Generalnym o co kaman - jest. Służą tam mądrzy ludzie.
Obecnie wchodzimy w drugi etap (eskalowanie konfliktu). Jeśli władze nie zrobią nic, to będziemy mieć zamieszki,, demonstracje, bijatyki, sabotaż i dywersje, rozkładające się instytucje państwowe nie panujące nad sytuacją, ogłupiałe dezinformacją społeczeństwo, i to będzie ten moment, kiedy wtargną ONI, w bałagan do którego sojusznicy nie będą śmieli wysłać wsparcia wojskowego, bo to będzie drugi Somaliland.
W takim stanie zdezorientowane służby państwowe nie będą wykonywać swoich obowiązków, a co najwyżej będą je wykonywać opieszale, widząc że władza nie panuje nad sytuacją i czekając na taką władze, która to opanuje, lepiej się zawczasu nowym nie narażając.
W tym stanie pojawią się samozwańcze bojówki usiłujące przejąć funkcję służb państwowych, ale tylko pogłębiające chaos, doprowadzające do burd i zamieszek.
Próba generalna już była, na zachodniej granicy. To wróci, jak zacznie się grubsza rozróba. A zacznie się, może nawet jesienią (jeśli Ukraina zacznie padać), o czym ostrzegał premier.
Właśnie w takim stanie, kiedy Polska będzie poza UE a może i poza NATO, pogrążona w chaosie, ze sparaliżowanymi służbami i instytucjami państwowymi, szarpana przez bezprawne, samozwańcze bojówki, w stanie wrzenia społecznego, wtedy wjadą rosyjskie czołgi.
I nikt (lub niewielu) nie będzie z nimi walczył. Część ludzi z gaśnicami w ręku przejdzie na stronę agresora. Reszta będzie czekać na rozwój wydarzeń. Część czmychnie za granice. Ludzie będą tak skołowani, że chętnych do walki będzie niewielu.
Rosjanie wygrają z nami nie czołgami, ale na FB i "X".
I zrobią Rosjanie to co nie wyszło w Ukrainie. A nie wyszło, bo Putin ocenił, że Ukraina jest w stanie rozkładu.
A nie była.
Ale drugi raz tego błędu nie popełnią.
Ilustracja - schemat etapów konfrontacji ze wspomnianego artykułu Walerego Gerasimowa. Zrwóćcie uwagę, że jasno-granatowy to stan wrzenia-chaosu (kryzysu) jaki opisałem wyżej, a ciemno-granatowy to wojna właściwa. Czyli dopełnienie hybrydy o brakujący klocek.
Jeśli podobają Ci się moje wpisy postaw mi kawkę, a będzie więcej
https://t.co/3NOiJ9zNa8
W skrócie plan Glapińskiego i Nawrockiego wygląda tak:
My damy Trumpowi złoto, które trzymamy w USA. Amerykanie nam obiecają broń, którą wyprodukują w 2043, a w zamian nie będziemy musieli od tej obietnicy płacić żadnych procentów.
Geniusze.
Bardzo interesujący artykuł w tajwańskiej gazecie Liberty Times porusza kwestię, że operacja USA w Iranie powinna być rozpatrywana w kontekście Chin. Tajwańska publikacja przypomina artykuł, jaki niedawno bardzo wpływowy chiński uczony, profesor Uniwersytetu Pekińskiego Wang Jisi, wraz z amerykańskim badaczem tradycyjnie przychylnym Chinom, Davidem M. Lamptonem, opublikowali w „Foreign Affairs”, celowo tuż przed szczytem Trump–Xi. W tekście proponowano, by korzystając z „transakcyjnego” charakteru Trumpa, Pekin zastosował taktykę „wielkiej transakcji” (Grand Bargain) obejmującej interesy gospodarcze i geopolityczne – w zamian za ustępstwa USA wobec kluczowych interesów Chin i oczywiście Tajwan byłby tu „kartą przetargową”.
Kalkulacje Pekinu były następujące: skoro Stany Zjednoczone są przeciążone na Bliskim Wschodzie, nieuchronnie potrzebują chińskiej siły, aby powstrzymać Iran, powstrzymać Rosję i utrzymać Kim Dzong Una w ryzach. Wierzyli nawet, że po tym, jak Sąd Najwyższy uznał za nielegalne cła Trumpa, to USA będzie potrzebowało „wielkiego porozumienia” z Pekinem, aby uratować sytuację. Jednak Trump zdecydował się „przewrócić stół” przed szczytem w Chinach, atakując Iran. Ambicje Pekinu dotyczące „wielkiego porozumienia” były jedynie pobożnym życzeniem.
W ciągu ostatnich kilku lat Pekin prowadził podwójną grę w kwestii Iranu. Wielokrotnie obiecywał Waszyngtonowi pomoc w wywieraniu presji na Teheran, aby ten wycofał się z gróźb nuklearnych i prowokacji regionalnych, wyrażając nawet poparcie dla niektórych sankcji w ONZ; jednak w praktyce Pekin zapewniał przetrwanie irańskiemu reżimowi. Dzięki wzmocnionej współpracy strategicznej z Rosją Chiny stale dostarczały Iranowi zaawansowane komponenty elektroniczne i systemy obrony powietrznej, takie jak HQ-17AE, pomagając Teheranowi zmodernizować jego kompleks wojskowo-przemysłowy w warunkach surowych sankcji. Chiny udostępniły irańskim siłom zbrojnym swój system nawigacji satelitarnej BeiDou (BDS)
Trump zdał sobie sprawę, że oczekiwanie od Pekinu „pomocy w mediacji” jedynie daje Iranowi więcej czasu na ekspansję militarną.
Akcja USA w Wenezueli spowodowała utratę przez Pekin jego najważniejszego „strategicznego punktu zaczepienia” na półkuli zachodniej. Tym razem najważniejszym węzłem chińskiej Inicjatywy Pasa i Szlaku na Bliskim Wschodzie jest Iran, „wszechstronny partner strategiczny”. Pekin początkowo uważał, że „żelazny trójkąt Chiny-Rosja-Iran”, ustanowiony z Rosją, wystarczy, by powstrzymać Stany Zjednoczone przed podjęciem działań. Jednak teherańska sieć obrony powietrznej okazała się równie bezużyteczna w obliczu precyzyjnych ataków koalicji amerykańsko-izraelskiej.
Dla Pekinu ta operacja przeprowadzona tuż przed szczytem Trump–Xi przynosi implikacje w kwestii Tajwanu i sytuacji w regionie Indo-Pacyfiku. Decyzja USA i Izraela pokazuje, że Waszyngton jest gotów jednocześnie zajmować się wieloma strategicznymi obszarami i nie waha się przeprowadzać zmian reżimu. To obnaża poważny błąd w ocenie Pekinu: przekonanie, że USA dla „globalnej stabilności” będą skłonne wymienić Tajwan na jakieś korzyści.
Spotkanie Xi-Trumpa pod koniec marca nie będzie „podziałem interesów” między mocarstwami „G2”, jakiego oczekiwały Chiny. Xi Jinping pierwotnie miał nadzieję uczestniczyć w spotkaniu jako „rozjemca” zarówno w stosunkach na Bliskim Wschodzie, jak i w Cieśninie Tajwańskiej, wykorzystując Tajwan jako narzędzie nacisku. Teoria Wang Jisi'ego o „wielkiej transakcji” rozpłynęła się w powietrzu.
https://t.co/Ms3iHdeGlX
"Our 5th Fleet is based in Bahrain, providing deterrence to our adversaries in the Middle East. Our 7th Fleet is based in Japan, providing deterrence to our adversaries in Asia. We did not have to annex Bahrain or Japan to establish these bases. We can do the same in Greenland."
https://t.co/RTroaMXMrO
🧵I've spent my entire professional career dedicated to strengthening transatlantic relations for America has always been "Albion's seed," with its institutions and culture steeped in the British settler culture of the 18th century. That why we used to understand each other. 1/10
“After the Cold War, one word comes to mind: progressive decadence among elites on both sides of the Atlantic. The last three decades of conversation on policy and security have been defined by recycled shibboleths intended only to distinguish the "in" from the "out" crowd.”
Another fine thread from @andrewmichta
MGŁA WOJNY - Odwieczny wróg - Polska którą się nie da cicho złamać - Suplement
Chciałbym odpowiedzieć na kilka najczęściej powracających pytań i uwag, które pojawiły się w tej dyskusji pod moją analizą
Zaznaczam przy tym, że moje spojrzenie ma charakter analityczny i choć często sięgam do rosyjskich materiałów źródłowych, nie reprezentują one moich osobistych poglądów ani – tym bardziej – nie utożsamiam się z tezami i narracjami wrogiego państwa.
Podchodzę do tych źródeł jak badacz podchodzi do patogenu: z odpowiednim dystansem, ostrożnością i krytycznym szacunkiem dla „inteligencji” przeciwnika.
Dla niektórych odbiorców – szczególnie tych wrażliwszych na echo rosyjskiej propagandy – przepraszam, jeśli tak głęboka analiza może budzić niepokój.
Moim zamiarem nie jest legitymizowanie cudzych racji, lecz poznanie wroga i jego myślenia w pełni, by móc skutecznie się przed nim chronić.
Chaos polityczny – zagrożenie, szansa, a może naturalna cecha?
Spojrzenie rosyjskich analiz na polski „polski chaos polityczny” pokazuje, że z punktu widzenia Moskwy niekoniecznie jest to wyłącznie słabość – wręcz przeciwnie, bywa on oceniany jako trudna do „cichej” zneutralizowania, a przez to groźna z perspektywy planowania operacji wpływu.
Z drugiej strony, nadmiar wewnętrznego konfliktu rzeczywiście może służyć za okno wejściowe dla obcych służb – to ryzyko, które podkreślają także źródła rosyjskie.
Rosja jako czynnik destabilizacji i skala jej wpływu
Badane przeze mnie materiały rosyjskie (oficjalne i półoficjalne) regularnie traktują Polskę jako „cel miękki” dla operacji informacyjnych i psychologicznych.
Jednak – i to warto podkreślić – nawet tam pojawiają się głosy dostrzegające odporność polskiego społeczeństwa oraz historyczne umiejętności samoorganizacji w kryzysie.
Ważne - nie każda nasza bolączka jest efektem rosyjskich działań. Część to nasza specyfika, na którą Moskwa tylko próbuje się „nałożyć”.
Narodowa jedność na tle polaryzacji
Rosyjskie teksty z zainteresowaniem obserwują momenty polskiej oddolnej jedności, zwłaszcza w sytuacjach zewnętrznych ataków czy zagrożeń.
Wbrew swojej propagandzie, nie lekceważą potencjału Polaków do zjednoczenia się wobec „obcego ciosu”.
To oczywiście nie oznacza, że partyjne podziały przestają istnieć – ale wyraźne zaskoczenie wywołuje u nich np. błyskawiczna solidarność społeczna podczas kryzysów, nawet jeśli w normalnej debacie dominuje konflikt.
To zaskoczenie dotyczyło głownie na naszą spontaniczną reakcje na pomoc Ukrainie w lutym 2022 roku, tj. szeroką pomoc społeczeństwa jak i Państwa - gównie militarną w najcięższym okresie walk.
Polska debata, system i społeczeństwo – obraz oczami Rosji
W rosyjskiej analizie system polityczny Polski jest traktowany jako lustrzane odbicie społeczeństwa: wielowarstwowy, wewnętrznie sprzeczny, lecz niepozbawiony siły i samokrytycyzmu.
Oceniam że dla Moskwy jesteśmy trudnym przeciwnikiem, ponieważ przewidywalność „polskiego chaosu” jest pozorna - również dla nas.
Konstytucja i ustrojowe reformy
Rosyjskie opracowania dotyczące polskiego ustroju często namawiają do destabilizacji przez podsycanie narracji o „nienaprawialności” obecnej Konstytucji.
Jednocześnie notują, że każda inicjatywa konsolidacji ustrojowej byłaby dla nich niekorzystna. Stąd osłabienie konsensusu i podważanie legitymacji prawa jest zawsze w ich interesie.
Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie i nie wypowiadam się oficjalnie.
W tekście analitycznym dosłownie cytuje rosyjską perspektywę na sprawę funkcjonowania naszej konstrukcji - z góry zapadając, że mogę być za to atakowany - ale bez tego wątku trudno by było logicznie spiąć tą analizę.
Demografia a odporność państwa
Demografia Polski jest komentowana w rosyjskich analizach jako długofalowe pole naszej słabości, które może być eksploatowane w przyszłości.
Tezy o konieczności wsparcia rodzin i kreowaniu dynamiki prorozwojowej są dla strony rosyjskiej czymś niewygodnym – bo utrudniają kalkulowanie „wygasania” polskiego potencjału.
Jedność polityczna tylko w sytuacji zagrożenia?
Rosyjskie analizy często podkreślają, że polska scena polityczna wydaje się spolaryzowana do granic nienawiści, ale realny test przychodzi wtedy, gdy pojawia się wspólny, zewnętrzny przeciwnik.
Nawet jeśli ta jedność jest ograniczona, to w Moskwie budzi ona respekt. Wielu rosyjskich analityków ostrzega przed lekceważeniem polskiego „instynktu samozachowawczego”.
Podsumowując
W mojej pracy traktuję rosyjskie materiały z całą naukową surowością: analiza nie jest sympatią – to obserwacja wzorca zachowań "wirusa w laboratorium", a zarzucana mi fascynacja jego pochodzeniem, która może niektórych gorszyć jest jest z czysto pragmatycznego powodu - zdobyć wiedze jak z nim walczyć i go pokonać.
Jestem wierny woskowej przysiędze.
Poznanie sposobu myślenia wroga służy obronie, nie admiracji. Jeśli ktoś odbiera to inaczej – proszę o wyrozumiałość i zachęcam do własnej, równie krytycznej lektury moich analizy jak i innych.
Dziękuję Państwu za ciekawą dyskusję.
Pozdrawiam.
MGŁA WOJNY - Odwieczny wróg - Polska, której nie da się cicho złamać - Analiza
Polska jest jednym z najważniejszych historycznych przeciwników Rosji - często przedstawiana jako kraj nieustannego politycznego chaosu.
Jednak z perspektywy Moskwy ten chaos nie jest słabością – lecz barierą. To państwo, które właśnie dzięki tarciom i sporom pozostaje trudne do spenetrowania i podporządkowania.
Prolog
Polska, jako kluczowy członek NATO i Unii Europejskiej, od dekady jest przedmiotem intensywnych analiz i komentarzy w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej.
Szczególnie wyeksponowanym wątkiem jest kwestia odporności politycznej Warszawy wobec presji zewnętrznej, destabilizacyjnych działań Rosji, kryzysów regionalnych oraz własnych sporów wewnętrznych.
Analizując rosyjskojęzyczne źródła, publikacje eksperckie i media, możemy wyodrębnić kilka warstw tej oceny – od propagandowej deprecjacji, przez realistyczne uznanie dla stabilności, po ostrożne prognozy osłabienia odporności w warunkach kryzysowych.
Percepcja chaosu jako punkt startowy
Na pierwszy rzut oka Polska może wyglądać jak państwo permanentnego politycznego zwarcia: ostre konflikty partyjne, spory instytucjonalne, napięta debata publiczna.
Wrażenie ciągłego kryzysu często interpretowane jest jako dowód erozji państwowości i słabnięcia sprawczości instytucji.
Jednak w rosyjskich opracowaniach strategicznych, szczególnie tych tworzonych w środowisku bezpieczeństwa, pojawia się zaskakujący obraz.
Moskwa nie widzi w Polsce łatwego celu. Widzi państwo trudne do spenetrowania, trudne do przejęcia i trudne do wykorzystania jako narzędzia destabilizacji regionalnej – właśnie dlatego, że jest głośne, sporne i wewnętrznie dynamiczne.
„Chaos" polityczny jako mechanizm odporności
W rosyjskich analizach trudno znaleźć tezę o polskiej chwiejności. Zamiast tego wskazywana jest strukturalna antyfragilność – im większy nacisk zewnętrzny i im wyższa temperatura polityczna, tym silniejsza mobilizacja instytucji i opinii publicznej.
Ten „chaos" – postrzegany w zachodniej debacie często jako słabość – z perspektywy rosyjskiej oceny operacyjnej w ramach wojny informacyjnej utrudnia wejście, maskowanie wpływów i budowę zaplecza agenturalnego.
W systemach autorytarnych cicha przestrzeń decyzyjna jest wartością. Miarą sprawczości. W Polsce cisza jest podejrzana i nienaturalna. To paradoks, który Moskwa musi brać pod uwagę – choć trudno jej go zrozumieć.
Konstytucyjna architektura rozproszenia władzy -model ustrojowy jako bariera operacyjna
Polski system polityczny, oparty na konstytucji z 1997 roku, został zaprojektowany jako republika półprezydencka z racjonalizowanym parlamentaryzmem. To oznacza dwudzielną egzekutywę - prezydenta wybieranego w wyborach powszechnych oraz rząd odpowiadający przed parlamentem.
Z perspektywy rosyjskich analityków ten model stanowi fundamentalną przeszkodę w przejęciu kontroli nad państwem. Nie ma w Polsce jednego ośrodka władzy, który można by skolonizować, skompromitować lub przekupić, by uzyskać pełną kontrolę nad aparatem państwowym.
System "checks and balances" – mechanizm obronny
Konstytucja gwarantuje szeroki system wzajemnych kontroli i równoważenia władzy:
Prezydent posiada prawo weta wobec ustaw, co wymaga 3/5 głosów w Sejmie (276 z 460) do jego przełamania – próg praktycznie niemożliwy do osiągnięcia bez szerokiego konsensusu politycznego.
Rząd prowadzi bieżącą politykę i odpowiada przed parlamentem, ale nie może działać bez prezydenta w kluczowych sprawach bezpieczeństwa i polityki zagranicznej.
Sądownictwo zachowuje niezależność i może kwestionować decyzje władzy wykonawczej i ustawodawczej (oczywiście z rosyjskiej perspektywy).
Rosyjskie źródła analityczne wskazują, że ta architektura uniemożliwia szybkie przeforsowanie drastycznych zmian i wymusza transparentność działań poprzez publiczną debatę.
Kohabitacja – nieoczekiwany pancerz odporności
Podzielona egzekutywa jako system antywłamaniowy
Kluczowym elementem polskiej odporności jest możliwość tzw. kohabitacji – sytuacji, w której prezydent i rząd pochodzą z rywalizujących obozów politycznych.
To zjawisko, które w wielu systemach byłoby źródłem paraliżu, w ocenie Rosjan - w Polsce staje się mechanizmem obronnym przed zewnętrznym przejęciem władzy.
Dlaczego Moskwa nie może tego wykorzystać?
Rosyjskie analizy operacyjne wskazują na fundamentalny problem. Nawet jeśli Kreml mógłby wpłynąć na jedną część egzekutywy, druga część zachowuje pełną autonomię i możliwość kontrdziałania.
Jakie scenariusze w ocenie Rosjan są niemożliwe do realizacji?
Przejęcie całej władzy przez jedno środowisko – każda ze stron ma konstytucyjne narzędzia do blokowania działań drugiej
Cicha kolonizacja systemu – podziały wymuszają transparentność i publiczną kontrolę każdej decyzji
Monopolizacja narracji – każdy obóz polityczny ma swoich reprezentantów w mediach, instytucjach i strukturach władzy
Paradoks polaryzacji
Kohabitacja cementuje polaryzację i utrudnia sprawne rządzenie, co często jest przedstawiane jako słabość systemu. Jednak z perspektywy bezpieczeństwa narodowego zdaniem Rosjan to właśnie ta cecha stanowi barierę nie do przebycia dla obcych wpływów.
Im większa polaryzacja, tym trudniej destabilizować – bo żadna strona nie ma pełnej kontroli, a każda kontroluje drugą.
Niektórzy Rosjanie uważają że można ja pogłębić by osłabić decyzyjność ale jak pokazuje praktyka nie ejst to łatwe zadanie. Przywoływany w Rosyjskich analizach jest - "Test 10 września 2025" – kohabitacja w praktyce
Kryzys jako moment weryfikacji systemu
Praktyczna weryfikacja tego mechanizmu miała miejsce 10 września 2025 roku, gdy rosyjskie drony naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Do Polski weszło do 21 dronów, głównie przez Białoruś, co wywołało natychmiastową reakcję zarówno polskich, jak i sojuszniczych sił NATO.
Kluczowa rosyjska obserwacja
Zarządzanie kryzysem stanowiło nieoczekiwaną okazję do efektywnej współpracy między pałacem prezydenckim a rządem. Mimo głębokich podziałów politycznych, obie gałęzie egzekutywy wykazały szybką koordynację i zdecydowane działania w wspólnym interesie bezpieczeństwa narodowego.
Polska nie tylko niezwłocznie zestrzeliła część dronów, ale także powołała się na Artykuł 4 Traktatu NATO, uruchamiając konsultacje sojusznicze.
Dodam, że to był pierwszy przypadek bezpośredniego użycia siły przez NATO wobec rosyjskich zasobów na terytorium państwa członkowskiego od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.
Wnioski operacyjne dla Kremla (z rosyjskich analiz)
Rosyjscy analitycy musieli zanotować fundamentalną lekcję - nawet w warunkach głębokiej polaryzacji wewnętrznej, polski system polityczny potrafi się skonsolidować w obliczu bezpośredniego zagrożenia.
Jednak po ustąpieniu bezpośredniego niebezpieczeństwa, długotrwałe podziały polityczne szybko wznowiły się. Konflikty wewnętrzne ponownie pojawiły się (spory dotyczące nominacji ambasadorów, polityki wobec Ukrainy, reform sądownictwa), co podkreśla trwałość tarć krajowych nawet w obliczu wyzwań bezpieczeństwa egzystencjalnego.
Paradoks tymczasowej jedności
Epizod 10 września ujawnia centralną cechę polskiej polityki bezpieczeństwa - ostre kryzysy mogą katalizować tymczasową jedność egzekutywy, jednak trwała współpraca między obozami politycznymi pozostaje rzadka w braku bezpośredniego zagrożenia fizycznego.
Dla Kremla oznacza to, że strategia oparta na stopniowej erozji i przedłużonej presji ma większe szanse powodzenia niż próba wykorzystania dramatycznego kryzysu – bo dramatyczny kryzys jednoczy Polaków, a nie dzieli.
Wielopartyjność i reprezentacja – system bezpieczeństwa politycznego
Każda opcja ma swojego reprezentanta
Polski system proporcjonalny z progiem 5% gwarantuje, że w Sejmie zasiada kilka ugrupowań reprezentujących szerokie spektrum polityczne. To zdaniem Rosjan oznacza, że każda znacząca opcja polityczna ma swojego reprezentanta w strukturach władzy.
Konsekwencja operacyjna dla Kremla jest to, że żaden obcy aktor nie może „wykupić" całego systemu politycznego ani zdominować debaty publicznej poprzez kontrolę jednej partii czy środowiska. Zawsze istnieje opozycja, kontrola i kontrnarracja.
System wieloośrodkowy jako multiplikator kontroli
Rosyjskie analizy wskazują, że wielopartyjność w połączeniu z kohabitacją tworzy system, w którym:
Każda decyzja jest kwestionowana – jeśli nie przez opozycję parlamentarną, to przez prezydenta, media lub opinię publiczną
Każda kompromitacja jest natychmiast wykorzystywana – podziały polityczne sprawiają, że wszelkie podejrzenia o obce wpływy stają się bronią w walce wewnętrznej
Każda próba monopolizacji jest blokowana – konstytucyjne mechanizmy i polityczna konkurencja uniemożliwiają koncentrację władzy
Decentralizacja jako zapora operacyjna
Z perspektywy Rosyjskiej wieloośrodkowość władzy, kontrola sądowa, niezależność mediów i żywa opinia publiczna tworzą system, w którym nie ma jednego punktu przechwycenia – punktu ciężkości destabilizacji informacyjnej.
Rosyjskie opracowania wskazują, że jeśli którakolwiek instytucja państwowa w Polsce zaczyna działać pod presją zewnętrzną lub budzi podejrzenia - o obcą inspirację i natychmiast pojawiają się kontrreakcje – zarówno instytucjonalne, jak i społeczne.
Zdaniem Rosjan Polska jest trudnym polem do prowadzenia cichej wojny. Jest zbyt głośna i zbyt czujna.
Polaryzacja, która nie demobilizuje
Częstym błędem analitycznym jest utożsamianie polaryzacji z podatnością. Tymczasem zdaniem rosyjskich analityków polaryzacja w Polsce nie generuje pasywności, lecz wysoką wrażliwość społeczną.
Moskwa kalkuluje - emocjonalność polskiej polityki sprawia, że przekaz obcy – nawet jeśli trafia do odbiorców – natychmiast napotyka kontrnarrację.
Społeczeństwo, które samo kwestionuje władzę, automatycznie kwestionuje również wpływ aktorów zewnętrznych.
Kryzys jako normalny element systemu
Jedne z rosyjskich analiz przedstawia, że Polska nie działa w logice „kryzys = zagrożenie dla stabilności". Polska działa w logice: „kryzys = standard operacyjny państwa demokratycznego, bodziec mobilizacyjny".
To jest przeciwieństwo rosyjskiego modelu zarządzania stabilnością, opartego na ciszy i centralizacji. W polskim modelu tarcie jest paliwem działania, a procesy – nawet jeśli chaotyczne – są trudne do zatrzymania lub przejęcia.
Podsumowanie
W rosyjskich analizach Polska nie jawi się jako państwo kruche czy pogrążone w sporach. Wręcz przeciwnie – postrzegana jest jako system, którego siły i słabości są splecione, a próba wykorzystania jednych natychmiast aktywuje drugie.
Konstytucyjna architektura rozproszenia władzy, mechanizm kohabitacji i wielopartyjność tworzą system, w którym żaden pojedynczy ośrodek wpływu – wewnętrzny czy zewnętrzny – nie może przejąć całej władzy bez szerokiego poparcia społecznego i parlamentarnego konsensusu.
Analizy te w większości podkreślają wysoki poziom odporności politycznej Polski wobec presji zewnętrznej oraz umiejętność szybkiego reagowania na prowokacje. W logice rosyjskiej projekcji operacyjnej Polska jest trudna do złamania, ponieważ nie jest jednorodna, spokojna ani przewidywalna.
W ocenie Kremla jest to jednocześnie zagrożenie i wzbudzający respekt czynnik w regionie.
Jednocześnie obecne są komentarze podważające trwałość tej odporności w scenariuszu długotrwałego kryzysu gospodarczego czy zaostrzenia sporów politycznych.
Rosja często wskazuje, że w Polsce nie ma pięknej symetrii politycznej – jak w Rosji. Jest ciężka, twarda, ukształtowana praktyką konstrukcja odporności. Nie elegancka. Funkcjonalna.
Dlatego w rosyjskich analizach Polska nie pojawia się jako kraj, który można „wywrócić od środka". Raczej jako taki, który trzeba "trzymać pod nieustanną presją, licząc na zmęczenie" – bo szybkie otwarcie istniejących szczelin politycznych wydaje się z perspektywy murów Kremla mało prawdopodobne.
Epilog
Z nieukrywaną ciekawością analizowałem ten wątek rosyjskich analiz. Widząc jak wróg nas widzi - możemy poznać i siebie.
W rosyjskiej przestrzeni informacyjnej zdecydowana większość komentarzy i publikacji o Polsce ma charakter negatywny (propagandowy), jednak występują również głosy podkreślające pozytywne cechy czy osiągnięcia Polski w porównaniach społeczno-gospodarczych (choć są to rzadkości).
Natomiast w rosyjskich dokumentach analitycznych i naukowych Polska jawi się jako państwo, które "nie pęka" – bo jest zbyt rozproszone, zbyt zakotwiczone i zbyt odporne na monopolizację.
Jak wyżej wspominałem rosyjskie podejście do działań przeciw Polsce opiera się na strategii „powolnej erozji", ukierunkowanej na wzmacnianie wewnętrznych napięć i spadek mobilizacji strategicznej - temu służy doktryna "Wojny Zrównoważonej".
Rosji przeszkadza Nasz silny mandat bezpieczeństwa - zakorzenienie w NATO, bilateralny sojusz z USA, wieloośrodkowość władzy – to ich zdaniem architektura zaprojektowana nie do wygody, lecz do przetrwania w niesprzyjającym środowisku drapieżnych państw.
W mojej ocenie Polska – bazując na rosyjskiej perspektywie, ale także będąc jej obywatelem – to państwo, które potrafi funkcjonować w warunkach ciągłego napięcia. Nie jest idealne, nie jest spokojne – ale jest naturalnie odporne.
W mgłach wojny to przewaga. Jedni szukają harmonii.
My nauczyliśmy się działać w sporze, a nie poza nim.
Oceniam to z perspektywy Moskwy - jesteśmy dla nich najgorszym możliwym przeciwnikiem – takim, którego nie da się po cichu przejąć, ani łatwo zastraszyć.
P.S.
Analiza oparta na rosyjskojęzycznych źródłach (2024–2025).
Pozdrawiam i dziękuję.
🇷🇺𝗬𝘂𝗿𝗶 𝗕𝗲𝘇𝗺𝗲𝗻𝗼𝘃 was a former 𝗞𝗚𝗕 𝗮𝗴𝗲𝗻𝘁 who defected to the West in 1970.
He revealed something crucial:
The Soviet Union’s most powerful weapon wasn’t its missiles.
It was 𝗶𝗱𝗲𝗼𝗹𝗼𝗴𝗶𝗰𝗮𝗹 𝘀𝘂𝗯𝘃𝗲𝗿𝘀𝗶𝗼𝗻 — the slow, systematic process of eroding a society’s values from within.
👉According to Bezmenov, the KGB devoted 𝗢𝗩𝗘𝗥 𝟵𝟬% of its resources not to espionage, but to spreading disinformation, fostering polarization, and weakening trust in institutions.
𝗦𝗼𝘂𝗻𝗱 𝗳𝗮𝗺𝗶𝗹𝗶𝗮𝗿?
Half a century later, the tactics haven’t changed — only the tools have. From 𝘀𝗼𝗰𝗶𝗮𝗹 𝗺𝗲𝗱𝗶𝗮 𝗺𝗮𝗻𝗶𝗽𝘂𝗹𝗮𝘁𝗶𝗼𝗻 to 𝘀𝘁𝗮𝘁𝗲-𝘀𝗽𝗼𝗻𝘀𝗼𝗿𝗲𝗱 𝗽𝗿𝗼𝗽𝗮𝗴𝗮𝗻𝗱𝗮, the same strategy is being used to destabilize democracies worldwide.
𝗕𝗲𝘇𝗺𝗲𝗻𝗼𝘃’𝘀 𝗹𝗲𝘀𝘀𝗼𝗻:
A society collapses not when attacked from outside, but when it’s 𝗱𝗶𝘃𝗶𝗱𝗲𝗱 𝗳𝗿𝗼𝗺 𝘄𝗶𝘁𝗵𝗶𝗻.
https://t.co/38yuuYwy5O
Całe przemówienie wicepremiera @sikorskiradek podczas nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ dotyczące naruszenia przez Rosję przestrzeni powietrznej Estonii ⬇️
MGŁA WOJNY - Dylemat rosyjskiego Sztabu Generalnego – ofensywa czy mobilizacja?
W rosyjskich źródłach pojawia się coraz częściej narracja wskazująca na strategiczny dylemat, przed którym staje Sztab Generalny Federacji Rosyjskiej. Według ujawnionych informacji, jeżeli do końca 2025 roku obrona Sił Zbrojnych Ukrainy nie zostanie przełamana, Kreml będzie zmuszony podjąć decyzję o zmianie dotychczasowej strategii.
Główne ustalenia rosyjskich ocen
Cel operacyjny: kluczowym wskaźnikiem uznaje się przełamanie ukraińskich linii w Donbasie na głębokość co najmniej 50 km.
Czas: jeżeli nie zostanie to osiągnięte w ciągu najbliższych miesięcy, dalsza ofensywa w obecnym kształcie będzie niewykonalna.
Problemy operacyjne: masowe użycie przez Ukrainę dronów FPV uniemożliwia klasyczne natarcia pancerno-zmechanizowane, batalionowe przełamania przestały być możliwe, taktyka małych grup szturmowych jest wyczerpująca i kosztowna.
Ograniczenia personalne: rekrutacja kontraktowa nie daje wzrostu liczebności wojsk, bieżące nabory wystarczają jedynie na pokrywanie strat.
Dylemat strategiczny
Rosyjskie dowództwo rozważa dwie opcje:
Kontynuacja ofensywy w oparciu o obecne siły – co w praktyce oznacza przejście do wojny pozycyjnej, bez realnych zdobyczy terenowych.
Nowa fala mobilizacji – zapewniająca rezerwy konieczne do wznowienia działań zaczepnych, ale generująca ryzyko polityczne i społeczne.
Nieskuteczność ataków rakietowych
Mimo wielokrotnych apeli o „wykrwawienie tyłów” Ukrainy, rosyjskie ataki rakietowe i dronowe nie osiągnęły efektu systemowego. Infrastruktura logistyczna i energetyczna Ukrainy ponosi straty punktowe, ale kraj utrzymuje zdolność do zaopatrywania frontu i prowadzenia obrony.
Rosyjska presja na NATO
W miarę jak rośnie świadomość ograniczeń na froncie ukraińskim, Rosja intensyfikuje działania destabilizacyjne wobec państw NATO na wschodniej flance.
Oczekiwanie działanie FR
Eskalacja działań hybrydowych na granicach z Polską i państwami bałtyckimi (migranci, prowokacje, sabotaż).
Demonstracje wojskowe – rozmieszczanie systemów rakietowych, manewry przygraniczne, loty bombowców strategicznych)
Narracja propagandowa – mająca przekonać Zachód, że dalsze wspieranie Ukrainy grozi bezpośrednią konfrontacją z Rosją.
Tego rodzaju presja ma podwójny cel
Odciążyć front ukraiński poprzez osłabienie determinacji NATO oraz przygotować rosyjską opinię publiczną na potencjalną mobilizację, przedstawiając ją jako konieczną w obliczu „narastającego zagrożenia ze strony Sojuszu”.
Wnioski
Rosyjskie źródła same przyznają, że czas gra na korzyść Ukrainy – im dłużej linie frontu pozostają stabilne, tym trudniej Moskwie uzasadniać kosztowną wojnę społeczeństwu i mobilizować nowe siły. Jeśli do końca roku nie dojdzie do przełomu operacyjnego, rosyjskie dowództwo stanie przed koniecznością:
albo politycznie ryzykownej mobilizacji,
albo akceptacji wojny pozycyjnej i impasu strategicznego.
W tym kontekście eskalacja napięcia na wschodniej granicy NATO jawi się jako element kompensacyjny: Moskwa nie osiąga celów operacyjnych i strategicznych w Donbasie, więc próbuje równolegle podnieść koszt polityczny i wojskowy wsparcia Zachodu dla Kijowa.
Pozdrawiam i dziękuję.
Gdy gracz kooperacyjny mierzy się z graczem konfrontacyjnym, najbardziej prawdopodobnym wynikiem jest obopólna porażka. Im bardziej nieskłonny do eskalacji kooperacyjny, tym bardziej wynik zbliża się do wygranej dla konfrontacyjnego. Nie ma wygranej z Rosją bez eskalacji
Dlatego jednym z koniecznych kroków jest pilne usunięcie WSZELKIEJ obecności RUS na naszym terenie, będącej faktycznie istotnym elementem rozpoznania dla sił zbrojnych przeciwnika. Czas na Żelazną Kurtynę II. 2/2