Wczoraj podczas sesji Rady Warszawy Rafał Trzaskowski zachęcał, aby o nieprawidłowościach informować oficjalną ścieżką i na piśmie.
Pan Piotr tak zrobił.
Dostał status sygnalisty. Został zwolniony, a jako powód podano informowanie Trzaskowskiego.
Link:
https://t.co/8KRlHni6Ro
Imagine saving money for 5 years to finally see Rome, and when you get to the Trevi Fountain, you have to watch this....
Europe has no idea what they have done to themselves:
❗️ Donald Tusk zamiata aferę pod dywan - mówi @wina_Mazurka.
Dr Emil Jędrzejewski jest zastraszany, bo ujawnił gigantyczną skalę patologii w Warszawskim Szpitalu Południowym.
Zapraszamy na komentarz.
🇬🇧 16 czerwca opublikowany został raport niezależnej grupy Rape Gang Inquiry pod patronatem posła Ruperta Lowe (Restore Britain) o osławionych „grooming gangs”. Został sfinansowany ze zrzutki internetowej: ponad 600 tys. funtów od ok. 20 tys. darczyńców. Powstał, bo śledztwa i raporty oficjalne m. in. rządowe były zdaniem autorów zbyt wąskie, ograniczone politycznie i celowo pomijały etniczno-religijny wymiar zjawiska.
Najpierw streszczenie, link w ostatnim tweecie ⤵️
🇫🇷 Francja
17-letni Francuz z niepełnosprawnością zmarł po brutalnym pobiciu. Według doniesień miał zostać zaatakowany przez grupę pięciu mężczyzn pochodzenia afrykańskiego.
Media podają, że wcześniej zgłosił na policję inną napaść, której miał paść ofiarą. Po ataku trafił do szpitala w stanie krytycznym, zapadł w śpiączkę i zmarł po trzech dniach.
Sprawa wywołała ogromne emocje we Francji i ponownie rozpaliła debatę o bezpieczeństwie oraz polityce migracyjnej.
Obserwuj @RaportSwiatowy, by być na bieżąco z wydarzeniami ze świata 🌍
Dzisiejszy dzień jest szokujący. Tylko osoby skrajnie zaślepione mogą bredzić, że mamy tu jakieś standardy, etykę i praworządność. Tak naprawdę państwo polskie wysłało jasny sygnał świadkowi w sprawie kłopotliwej dla rządu: masz przeciwko sobie cały państwowy aparat. Jest to też sygnał do potencjalnych innych świadków. Nie wychylajcie się, bo będziecie walczyli z całym państwem polskim.
Podsumujmy:
- Premier Donald Tusk ocenił świadka na niewiarygodnego, zanim ten zdążył odpowiedzieć na pytania (co ma zamiar zrobić w obecności prawnika)
- Jeden z najbliższych Donaldowi Tuskowi polityków określił świadka jako przestępcę.
- Obrońcą drugiej strony został adwokat kojarzony z partią rządzącą.
- Prokuratorzy zadali kilkadziesiąt pytań świadkowi, mimo że ten od początku zaznaczał, że nie będzie rozmawiał bez wsparcia prawnego. Zrobili to po to, by mieć spin dla mediów pt. "świadek odmówił odpowiedzi".
- Rzecznik prokuratury dwa razy zaznaczył, że prokurator z założenia ściga i tu żadnego spijania z dzióbków nie będzie. Mimo że mówimy o świadku, a nie podejrzanym czy oskarżonym.
- Media zajęły się brutalnym deprecjonowaniem świadka.
Tu nie ma żadnego sygnału, że czekamy na twoje zeznania, chcemy żebyś był gotowy, nie ma elementu wsparcia. Jest wojna. Doktorowi zakomunikowano, że poszedł na wojnę, a potencjalni naśladowcy dostali jasny sygnał - z wami będzie tak samo. Nie mają znaczenia pacjenci, nie mają znaczenia zwykli ludzie.
Jest to nieprawdopodobnie obrzydliwe. Nie wierzę w to państwo
"MAMO – błagam❗️Bądź silna... Potrzebuję Cię! Nie możesz umrzeć..."
Tak bardzo chcę, żeby moja mama była zdrowa. Tak bardzo chcę, by wróciła do domu... Nie mogę jej stracić. Nie wyobrażam sobie bez niej życia! Nie mam już taty – czy nowotwór zabierze mi też mamę?
POSEŁ LECHISTANU JESZCZE NIE PRZYBYŁ
O tym, co kryje się za dyplomatycznym gestem, który przetrwał 123 lata
Puste krzesło sułtana
Jest w historii stosunków polsko-tureckich zdanie, które przez ponad sto lat wypowiadane było na dworze sułtańskim z rozmysłem, a nie z niewiedzą. Przy każdej uroczystej prezentacji dyplomatów, gdy wywoływano kolejno reprezentantów mocarstw i małych królestw, padało to samo pytanie - czy przybył już poseł Lechistanu. I za każdym razem padała ta sama odpowiedź. Że nie przybył. Że jeszcze nie dotarł. I zostawiano puste krzesło.
To nie był protokolarny błąd. To był komunikat polityczny, który Wysoka Porta kierowała jednocześnie do Warszawy, której już nie było, i do Petersburga, Berlina oraz Wiednia, które Warszawę między siebie podzieliły. Komunikat brzmiał prosto - Polska istnieje, dopóki my mówimy, że istnieje.
Dawny wróg jako jedyny obrońca
Paradoks tej sytuacji jest uderzający. Imperium Osmańskie i Rzeczpospolita przez dekady toczyły ze sobą krwawe wojny - pod Cecorą, pod Chocimiem, wreszcie pod Wiedniem w 1683 roku, gdzie Jan III Sobieski rozgromił armię pod dowództwem Kara Mustafy.
A jednak to właśnie ten były wróg okazał się jedynym znaczącym mocarstwem, które odmówiło uznania wymazania Polski z map świata. Rosja, Austria i Prusy w tajnym artykule konwencji petersburskiej z 26 stycznia 1797 roku zapisały wprost, że samo imię Polski ma być na zawsze wymazane z prawa narodów. Konstantynopol zbagatelizował ten nakaz, czym narobiło sobie w Sankt Petersburgu niemało wrogów.
Konsekwencje tej decyzji były bardzo konkretne. Polska szlachta i żołnierze, którzy po klęskach kolejnych powstań tracili dach nad głową i paszport, mieli dokąd uciekać.
Imperium Osmańskie przyjmowało ich chętnie - i nie tylko z humanitarnych pobudek. Rosja wywierała stały nacisk, żądając ekstradycji emigrantów politycznych. Turcja odmawiała, częstokroć sięgając po dyplomatyczny fortel - chroniła Polaków przed wydaniem, nakłaniając ich do formalnej konwersji na islam, po czym argumentowała Rosjanom, że nie może wydać muzułmanina. Wyznanie było tu tarczą prawną, nie kwestią sumienia.
Generał, który zmienił religię, by walczyć z carem
W tej logice przyjął islam generał Józef Bem - człowiek, który bronił Lwowa i Wiednia w 1848 roku, a potem poprowadził Węgrów przeciwko Habsburgom, zanim carski korpus pod Paskiewiczem nie zdusił rewolucji.
Po klęsce Bem schronił się w Turcji, przyjął imię Murat Pasza i stanął na czele twierdzy w Aleppo. Walczył w tureckim mundurze do końca życia, które złamała malaria w grudniu 1850 roku. Do Tarnowa wrócił dopiero w 1929 - jako prochy.
Wywiad emigracyjny nad Bosforem
Jeszcze ciekawszą postacią z mojego punktu widzenia, jako byłego oficera SWW, był Michał Czajkowski, który trafił do Stambułu jako emisariusz księcia Adama Czartoryskiego z misją budowania propolskiej siatki wpływów. Przyjął imię Mehmed Sadyk Pasza, sformował oddział kozacki złożony z polskich uchodźców i poprowadził go do walki z Rosją w czasie wojny krymskiej.
Jego życie zakończyło się tragicznie - po dziesiątkach lat misji w osmańskiej służbie, stary i złamany, wrócił na Ukrainę, wyrzekł się islamu i zastrzelił się w 1886 roku. Romantyk do końca, tyle że romantyzm w tym przypadku oznaczał przede wszystkim cierpienie.
Czajkowski był jednak czymś więcej niż tylko awanturnikiem z misją. Był centralnym ogniwem rozbudowanej siatki wywiadowczej, którą zbudował jednej z moich historycznych mentorów wywiadu szczególnie tego wschodniego - Czartoryski - i którą dziś, bez przesady, można by nazwać służbami specjalnymi emigracyjnego rządu (wywiad AK narodził się ponad wiek później, ale miał dobre podstawy).
Hotel Lambert, paryska rezydencja księcia, prowadził dwie równoległe agencje: Agencję Wschodnią z centrum w Stambule i Agencję Zachodnią działającą w Europie.
Czajkowski (dziś można porównać go do współczesnego oficera wywiadu wojskowego - rezydenta) szefował tej pierwszej. Jego oficerowie i agenci działali nie tylko w samym Stambule, ale na całym Kaukazie, Bałkanach, w Persji i Afganistanie - wszędzie tam, gdzie Rosja miała żywotne interesy i gdzie można jej było zaszkodzić lub ją obserwować.
Może o jego operacjach napisze kiedyś coś więcej...
Mój historyczny mentor Czartoryski miał do tego zresztą idealne CV. Przez kilka lat był ministrem spraw zagranicznych - i tu uwaga - Rosji, a także przyjacielem cara Aleksandra I, człowiekiem który chodził po najwyższych korytarzach władzy w całej Europie.
Po klęsce powstania listopadowego, skazany zaocznie na śmierć przez ścięcie toporem, przeflancował całe to doświadczenie na działalność emigracyjną ale sprzedawczykiem był ojcem ówczesnych emigracyjnych polskich służb wywiadowczych.
Europejskie rządy traktowały Hotel Lambert jako nieformalną ambasadę nieistniejącego państwa polskiego - bo w sensie operacyjnym nią właśnie był.
W czasie wojny krymskiej Czartoryski zdołał wystawić w armii osmańskiej dwa osobne polskie oddziały kawalerii, które walczyły przeciwko Rosji pod turecką flagą.
Metodologia wywiadowcza była (i jest) dokładnie ta sama, co w służbach profesjonalnych - żywe źródła ludzkie, agenci w terenie, wpływ na decyzje obcych rządów, sabotowanie rosyjskich interesów w kilku teatrach jednocześnie. Bez Turcji nie było to możliwe.
Polak, który stworzył Turcję
Wątek ten ma jeszcze jeden wymiar, o którym mówi się rzadko. Ideologiczne fundamenty pod nowoczesną Republikę Turecką - tę, którą zbudował Atatürk - współtworzył Polak.
Konstanty Borzęcki, uczestnik powstania wielkopolskiego i rewolucji węgierskiej, po dotarciu do Turcji przyjął imię Mustafa Dżelaleddin Pasza, doszedł do stopnia generała dywizji i napisał traktat, w którym argumentował, że Turcy są europejskim narodem zdolnym do modernizacji. Ta książka bezpośrednio zainspirowała Atatürka przy budowie nowoczesnego państwa tureckiego - włącznie z ideą przyjęcia alfabetu łacińskiego. Polska myśl polityczna zapisana po turecku.
Adampol - polska wioska nad Bosforem
W 1842 roku, z inicjatywy wspomnianego wyżej Czartoryskiego, pod Stambułem powstał Adampol - dzisiaj Polonezköy.
Zamieszkali ją polscy emigranci, w tym zdezerterowani z armii carskiej żołnierze, których Turcy wykupywali z własnej niewoli tylko po to, by nie wracali do Rosji.
Wioska istnieje do dziś. To nie jest zabytek - to żywy dowód na to, że osmańska polityka wobec Polaków miała wymiar praktyczny, a nie tylko deklaratywny.
Rachunek wyrównany
Symboliczna klamra tej historii zamknęła się w 1923 roku. Polska, która odrodziła się w 1918, była jednym z pierwszych państw świata, które uznały nowo powstałą Republikę Turecką i rząd Atatürka.
23 lipca 1923 podpisano traktat przyjaźni. W geopolitycznej grze rachunki zostały wyrównane - naród, który nie uznał wymazania Polski przez 123 lata, doczekał się rewanżu dokładnie w tym momencie, gdy sam potrzebował uznania od świata.
Legenda mówi też, że przez cały ten czas w skarbcu sułtańskim przechowywano klucze do polskiej ambasady w Konstantynopolu, które w 1918 roku przekazano polskim przedstawicielom. Nie wiadomo, czy to prawda. Ale nawet gdyby była tylko legendą - mówi więcej o charakterze tej relacji niż niejeden traktat dyplomatyczny.
Pan Prezydent Nawrocki (@Nawrocki25) powołał się na to podczas konferencji z tureckim prezydentem. I miał rację - choć prawdziwa głębia tej historii jest znacznie bogatsza niż jeden dyplomatyczny gest, który politycy lubią cytować na konferencjach prasowych.
Panowie Prezydenci Polski I Turcji...
pozdrawiam i dziękuję.
Dziennikarz pyta polityka KO o aferę szpitalną, ale posłowi pytanie się nie podoba, więc reportera @wPolscepl legitymuje, robi zdjęcie legitymacji i grozi zakazem wstępu.
To są te obiecane, „lepsze” standardy w Sejmie?
JEDEN DZIEŃ WE LWOWIE
Kobieta w samej bieliźnie ucieka ulicą przed wyrostkami, jej strach jest odczuwalny na fotografii mimo upływu 85 lat. Jest 1 lipca 1941 i we Lwowie Ukraińcy polują na Żydów. Krwawy pogrom nadzoruje Roman Szuchewycz, twórca ukraińskich oddziałów przy niemieckim Wehrmachcie i SS - a obecnie, w roku 2026, bohater narodowy Ukrainy, któremu wznoszone są niezliczone pomniki, patron ulic w niemal każdym ukraińskim mieście.
Ukraińskie i niemieckie oddziały wkroczyły do Lwowa 30 czerwca 1941 roku. Witał je rozentuzjazmowany tłum Ukraińców, którzy skandowali “Niech żyją Hitler i Bandera, śmierć Żydom i komunistom” oraz “Sława Ukrainie!”. Ukraiński batalion Nachtigall obsadził kluczowe punkty miasta, w tym więzienia, gdzie odkryto tysiące zwłok ofiar rozstrzelanych przez uciekających Sowietów. Do wynoszenia zwłok natychmiast zapędzono Żydów. Był to wstęp do wydarzeń 1 lipca.
Szuchewycz oraz inni ukraińscy działacze ogłosili na rynku we Lwowie “akt odnowienia państwa ukraińskiego”. Banderowcy przystąpili do formowania ukraińskich władz i milicji pod wodzą Jarosława Stećki.
1 lipca 1941 od samego rana ukraińscy milicjanci oraz żołnierze Nachtigall rozpoczęli wyłapywanie Żydów: najpierw mężczyzn, ale potem też kobiet i dzieci. Żydów prowadzono do więzień, teoretycznie by pracowali przy wydobywaniu zwłok sowieckich egzekucji. Jednak w rzeczywistości w mieście zapanował krwawy chaos. Grupy Żydów były atakowane przez Ukraińców. Żydzi byli bici i zabijani wprost na ulicach, a czasem pędzeni pod mury i rozstrzeliwani przez Ukraińców i Niemców.
Opisy agresji Ukraińców wobec kobiet przypominają sceny okrucieństwa znane z Rzezi Wołyńskiej. Ciężarnym kobietom rozcinano brzuchy, kobiety były grupowo gwałcone, odzierane z ubrań.
Na lwowskim rynku żydowskie kobiety zostały zmuszone do czyszczenia bruku, równocześnie Ukraińcy bili je i rozbierali do naga. W wielu miejscach nagie kobiety pędzono ulicami, tak jak kobietę z fotografii (cały pogrom był zresztą dokładnie dokumentowany na foto i wideo przez Niemców).
Zbliża się 85. rocznica wydarzeń z 1 lipca 1941 roku. Szuchewycz, Stećko i wielu innych członków ukraińskiego kierownictwa we Lwowie jest obecnie bohaterami dla władz i społeczeństwa wolnej Ukrainy. Nawet batalion Nachtigall jest czczony jako bohaterowie. Ciekawe, czy rocznica tamtego dnia we Lwowie będzie świętowana uroczyście przez obecne ukraińskie władze?