Ostatnie loty rozpoznawcze
14 lipca 2026 r. polskie myśliwce F-16 przechwyciły samolot rozpoznawczy Ił-20 około 30 km od Ustki. To nie było daleko od polskich wód terytorialnych, zaledwie ok. 8 km od umownej ich granicy. Dwa samoloty Ił-20M (z ok. 12 wciąż używanych, zbudowano ich zaledwie 20) służą w 4. Nowgorodsko-Kłajpedskim Pułku Lotnictwa Mieszanego Gwardii w bazie Czkałowsk w Obwodzie Królewieckim, obok samolotów Su-30SM stanowiących podstawowe wyposażenie pułku. Służą one do kompleksowego rozpoznania radioelektronicznego. Mają na pokładzie specjalną aparaturę odbiorczą, zdolną do wykrywania i identyfikowania oraz lokalizowania radarów na terenie Polski (lub innych państw NATO). Dzięki ich lotom możba potwierdzić położenie i typy radarów pracujących w polskim systemie obrony powietrznej. Drugim ich zadaniem jest przechwytywanie i nagrywanie do dalszej analizy korespondencji radiowej prowadzonej przez samoloty potencjalnego przeciwnika z naziemnymi stanowiskami dowodzenia. Po przechwyceniu, Ił-20M oddalił się od wybrzeża i powrócił do swojej bazy w Czkałowsku.
15 lipca w pobliżu polskich wód terytorialnych ale we wschodniej części naszego wybrzeża pojawiła się para myśliwców Su-30SM z tej samej jednostki. Tym razem zostały one przechwycone przez parę MiG-29 startującą z Malborka, a kiedy Su-30SM zaczęły się oddalać na północ, zostały one przejęte przez szwedzkie myśliwce Gripen. Po tym, jak cały czas towarzyszyły im myśliwce NATO, Rosjanie wrócili do swojej bazy w Czkałowsku.
I wreszcie 16 lipca, kiedy ponownie pojawiły się Su-30SM. I znów wysłano na przechwycenie MiG-29, ale Rosjanie odeszli na północ od polskich wód terytorialnych. Wtedy nasze MiGi zostały przekierowane w rejon Jastrzębiej Góry, bowiem 30 km od niej niespodziewanie pojawił się rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20M. Także i tym razem po przechwyceniu rosyjski samolot poleciał w kierunku własnej bazy. Wyglądało to tak, jakby Su-30SM miały spowodować uaktywnienie (włączenie) radarów systemu obrony powietrznej, a Ił-20M wykorzystywał tę okazję do zebrania aktualnych danych rozpoznawczych.
W czasach słusznie minionych również zmagaliśmy się z rozpoznaniem radioelektronicznym, ale w owym okresie podlatywały zachodnioniemieckie samoloty rozpoznawcze Atlantic, amerykańskie RC-135 Rivet Joint lub szwedzkie Caravelle. Ówczesne instrukcje przewidywały wyłączenie wszelkich zbędnych środków radioelektronicznych. Do ich śledzenia były typowane określone radary, zaś inne były natychmiast wyłączane na wypadek zbliżania się samolotu rozpoznania radioelektronicznego. Za każdym razem połowa radarów nie była włączona i ówczesny przeciwnik nie był w stanie ich namierzyć.
Budowanie wiedzy o potencjalnym przeciwniku to typowe działania w większości państw świata. My także prowadzimy takie same działania, choć o szczegółach nie można mówić. W naszym przypadku przede wszystkim monitorujemy tereny państw potencjalnych przeciwników pod kątem wykrywania potencjalnej koncentracji wojsk przed agresją. Dzisiaj takiej koncentracji nie da się ukryć. Ale właśnie dlatego nie da się ukryć, bo potencjalnie zagrożone państwa prowadzą stałą działalność rozpoznawczą, by niczego niepokojącego nie przegapić.
Dlatego nie ma się czym przejmować w tym wypadku, mimo że Rosja prowadzi wiele różnych działań hybrydowych skierowanych przeciwko nam. Najgroźniejsza jest oczywiście wojna informacyjna, która całkowicie wypacza sposób myślenia naszego społeczeństwa doprowadzając go do dokonywania złych wyborów, obiektywnie korzystnych dla państwa nam wrogiego, a niekorzystnych dla nas samych. To jest prawdziwe zagrożenie, bowiem bez wojny pcha nas to w złe dla nas położenie.
Ukraińcy kupili nam czas
Zagrożenie płynące z Rosji jest bardzo zróżnicowane. Oczywiście wola podporządkowania sobie kolejnych państw w Rosji nie wygasła ani na jotę, ale wola to jedno, a możliwości to drugie. Przede wszystkim Rosja nie spocznie dopóki nie pokona Ukrainy, a heroiczny opór ukraińskiej ludności przeciwko przymusowej rusyfikacji stał się niesamowitą przeszkodą. Koszty prowadzenia wojny wystrzeliły w kosmos i już dawno przerosły wszelkie możliwe korzyści z wchłonięcia (lub pełnego podporządkowania sobie) całej Ukrainy. A zatem zostały one zapłacono a konto czegoś o wiele większego niż tylko Ukraina. Poniesiono je w imię walki z Zachodem. Na razie jednak trzeba złamać uparty naród ukraiński i Rosjanie zaczynają pomału dostrzegać tylko jedną drogę, jaka do tego prowadzi – za wszelką cenę przerwać zachodnią pomoc. Choćby na krótko, wystarczy by Ukraińcy stracili wolę i psychologiczne wsparcie. Dlatego trzeba uruchomić wszelkie dostępne środki, internet i trolli, boty i ośrodki dezinformacyjne, całą agenturę wpływu, a w niej usłużne media i usłużnych polityków, wprząc w te działania zdezorientowanych, nieco mniej rozgarniętych obywateli, którzy dali się zmanipulować, omamić. Być może będzie do tego potrzebna jakaś prowokacja, jakaś akcja zbrojna o charakterze dywersji lub innego incydentu, któremu ciężko będzie przypisać konkretne, pewne sprawstwo. Właśnie tego się obawiamy jesienią, nie wojny, ale takich incydentów, wypadków, ekscesów. Przed tym wszyscy Polskę ostrzegają, bowiem to my jesteśmy kluczowi dla pomagania Ukrainie.
Gdyby Ukraina niestety upadła, wówczas zacznie się odliczanie. Ale po tym co się stało, po tych ciosach jakie Rosja przyjęła, po tych klęskach i niepowodzeniach, kosztach i stratach, Rosja będzie jednak potrzebowała kilkuletniego okresu na odtworzenie swoich zdolności ofensywnych. W tym czasie nie będzie podejmować poważnych działań przeciwko kolejnym państwom, by nie wzbudzać ich zaniepokojenia.
To będzie względnie spokojny okres. Oczywiście wojna informacyjna będzie prowadzona nadal, zacznie się nastawianie sojuszników przeciwko sobie. Można na przykład oczekiwać, że zaczną być w Polsce budowane nastroje antylitewskie, a może też antyczeskie. Państwo muszą być wzajemnie od siebie izolowane, nie mogą się integrować, bo integracja to rosyjski koszmar. W tym okresie właśnie Rosja nie może dawać pretekstu, by się jej obawiać. Zacznie się okres pewnej „pieriedyszki”, mniej wrogich aktów, mniej prowokacji i intensywna narracja, że Rosja chce tylko żyć w pokoju. I oczywiście taka, że NATO to agresywny sojusz stwarzający dla Rosji zagrożenie, ale jeśli Europa nie będzie się zbroić, nie będzie rozbudowywać struktur sojuszu, to Rosja żadnych złych zamiarów nie ma. Zacznie się straszenie, że jak dalej będziecie kupować uzbrojenie i zwiększać siły zbrojne, to Rosja się w końcu zdenerwuje, i właśnie z tego powodu was zaatakuje. Ta narracja będzie bardzo intensywna, bardzo agresywna. Rosja musi bowiem mieć rozbrojonego przeciwnika, skłóconego z sojusznikami, najlepiej poza strukturami różnych ważnych organizacji, no i oczywiście kompletnie niespodziewającego się żadnej kolejnej rosyjskiej agresji. Pamiętamy, jak bardzo nie wierzono nam w połowie lutego 2022 r., że Rosja nie wycofuje swoich sił spod ukraińskich granic i że rosyjski atak na Ukrainę najprawdopodobniej jednak nastąpi. Sprzeciw był bardzo silny: Rosja nie zamierza nikogo napadać! Po co miałaby to robić? To niedorzeczne!
W tych latach niezbędnych do odtworzenia zdolności ofensywnych po ewentualnym (miejmy nadzieję, że nie) Ukrainy, pojawi się dokładnie takie samo przekonanie. Rosja nie chce już nikogo więcej napaść! Po co miałaby to robić? To niedorzeczne! O to właśnie chodzi Rosji i dlatego będziemy mieć jakieś dwa, może trzy spokojne lata.
Po tym okresie wojna się jeszcze nie zacznie, po prostu ruszy z kopyta operacja hybrydowa ukierunkowana na doprowadzenie Państw Bałtyckich do stanu rozkładu, paraliżu, destabilizacji. Będziemy obserwować zaskakujące rzeczy, prowadzące do demonstracji, walk wewnętrznych, bałaganu, chaosu. Jednocześnie u nas będzie panowało przekonanie, że wszyscy Litwini, Łotysze i Estończycy to nasi śmiertelni wrogowie. Że traktują Polaków źle, nie chcą języka polskiego w swoich szkołach, dyskryminują polską mniejszość, że zawsze działali na naszą szkodę. Kiedy taka nagonka zacznie się u nas na całego, wtedy to będzie sygnał, że rosyjskie działania hybrydowe poprzedzające zbrojne wtargnięcie wkroczyła w swoją decydującą fazę.
Te działania hybrydowe skierowane przeciwko Państwom Bałtyckich mające je całkowicie zdestabilizować, potrwają zapewne kolejne dwa lata, tak w dużym przybliżeniu. Czyli razem z lizaniem ran możemy mieć nawet 3-6 lat do kolejnej agresji. A w tym czasie może się zdarzyć wiele rzeczy. Zwłaszcza, że przecież jeszcze Ukraina się broni, a zatem ten 3-6 letni zegar jeszcze nie wystartował. Im większe cięgi zbiera Rosja, tym bardziej ten czas się wydłuża. Dostaliśmy więc niespodziewany prezent, i pod żadnym pozorem nie możemy go zmarnować. Nie dajmy się nabrać.
Na zdjęciu rosyjski samolot rozpoznania radioelektronicznego Ił-20M.
Fot. Wikipedia
Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. https://t.co/pPHnCSlfpS
Kafir Afgan napisał:
A ja mogę się pod tym podpisać. Widziałem wojnę domową w Jugosławii. Byłem tam rok. Widziałem takie okrucieństwa, o jakich w najczarniejszych snach mi się nie śniło. Nie wyleczyłem się z tej traumy nigdy. Gdzieś to wciąż we mnie siedzi i jest chyba gorsze od własnych przeżyć pod ogniem przy ciężkiej wymianie ognia między walczącymi, będąc w środku tego gówna.
A oto jego słowa, autor - Kafir Afgan:
Ironią losu największy wysyp ludzi powtarzających kremlowskie brednie, usprawiedliwiających Rosję i mizdrzących się do rosyjskiego żołnierza pojawił się ostatnio właśnie po prawej stronie.
Czy mam z tym problem? A skądże. Wiedziałem, że tak będzie, bo najciemniej jest zawsze pod latarnią. Rosjanie też o tym wiedzą. Dlatego nie szukają wyłącznie komunisty z legitymacją, futrzaną czapką i portretem Putina nad łóżkiem. Biorą każdego, kogo da się wykorzystać.
Jednego kupią za pieniądze. Drugiego za stanowisko. Trzeciego złapią na urażone ego. Kolejnemu wmówią, że walczy o Boga, naród, tradycję i wartości. Następny będzie zwyczajnym pożytecznym idiotą, który z własnej głupoty zrobi dla Moskwy więcej niż zawodowy agent. A gdy nic innego nie działa, zawsze zostaje szantaż, kompromat i strach. Wywiad nie przebiera w środkach przynajmniej obcy, liczy się cel, a cel uświęca środki.
Rosyjskie służby nie pytają, czy jesteś lewicowy, prawicowy, narodowy, ludowy czy kosmiczny. Pytają tylko, czy jesteś użyteczny.
I kiedy wywiad oceni, że „podłoże konfliktu” jest gotowe przychodzi WOJNA.
Najgorszą wojną nie jest wojna hybrydowa. Nie jest nią nawet klasyczna wojna z obcym agresorem, kiedy wiadomo, kto stoi po drugiej stronie, ma obcy mundur, obcą flagę i karabin skierowany w twój kraj.
Najgorsza jest wojna domowa.
Bo wtedy nie zabija się tylko przeciwnika z karabinem. Zabija się jego żonę, dzieci, rodziców i bliskich, żeby jego ból był większy. Żeby zaspokoić pragnienie zemsty. Żeby pokazać, że nienawiść nie ma już żadnych granic.
W wojnie domowej nie wystarcza pokonać wroga. Trzeba go upokorzyć, zniszczyć jego rodzinę, spalić dom i wymazać pamięć. Człowiek przestaje wtedy widzieć drugiego człowieka. Widzi zdrajcę, robaka, podczłowieka i cel.
I właśnie wtedy budzą się prawdziwe demony.
Nie będę rzucał wyssanymi z palca statystykami, ale nie mam złudzeń: ogromna część ludzi nosi w sobie ten krwiożerczy mechanizm. Dzisiaj jest uśpiony, bo trzymają go prawo, wychowanie, strach przed karą, rodzina, praca i codzienność. Ale wystarczy odpowiednio długo sączyć jad.
Najpierw człowiek się śmieje z przeciwnika. Potem nim gardzi. Następnie zaczyna uważać go za zdrajcę. Później przyzwala, żeby ktoś go pobił. W końcu dochodzi do wniosku, że jego śmierć byłaby dobra dla ojczyzny.
A kiedy krew już popłynie, wszystkie wcześniejsze hamulce znikają.
Zemsta nie rodzi się w miesiąc. Ona dojrzewa latami. Karmi się krzywdą, upokorzeniem, propagandą i codziennym przekazem, że sąsiad nie jest już sąsiadem, tylko wrogiem. Że członek rodziny, który głosuje inaczej, nie błądzi, tylko zdradza. Że druga połowa narodu nie zasługuje na rozmowę, lecz na karę.
I ten jad Rosja sączy w Polskę od lat. Dzieli nas na dwa, trzy i pięć plemion. Każdemu daje innego wroga. Jednym Ukrainę. Drugim Niemcy. Trzecim Unię Europejską. Czwartym uchodźców. Piątym sąsiada, który głosował inaczej. Narracje są różne, ale cel pozostaje ten sam: Polak ma bardziej nienawidzić drugiego Polaka niż Moskwy.
Bo narodu skłóconego nie trzeba pokonywać czołgami. Wystarczy dać mu zapałki i patrzeć, jak podpala własny dom.
Żołnierze wyklęci byli na straconej pozycji. Wiedzieli, że nie odzyskają państwa, że Zachód nie przyjdzie, a sowiecka machina ich zmieli. Mimo to walczyli, bo nie godzili się na rosyjski but, narzuconą władzę i państwo zbudowane na bagnetach okupanta.
Był w nich gen niezawisłości. Był też gniew, rozpacz i zemsta po wojnie, zdradzie, torturach i mordach. Bo wojna domowa nie kończy się wtedy, gdy milkną działa. Ona siedzi w ludziach, rodzinach i grobach przez następne pokolenia.
I teraz wyobraźcie sobie, że kiedyś rosyjska agentura wpływu, pożyteczni idioci oraz polityczne miernoty doprowadzają w Polsce do paraliżu państwa, przejęcia władzy przez ludzi Moskwy albo rosyjskiej okupacji.
Myślicie, że wszyscy grzecznie opuszczą głowy? Nie.
Znowu powstanie podziemie. Znowu pojawią się ludzie ścigani po lasach, piwnicach i ruinach. Ponownie jedni nazwą ich bandytami, a drudzy bohaterami. Ponownie sąsiad będzie donosił na sąsiada. Znowu ktoś będzie wykonywał wyroki, ktoś inny palił domy, a jeszcze ktoś mordował rodziny „dla przykładu”.
Znowu będzie wojna domowa. i znów będą groby. Ponownie przez dziesięciolecia będziemy pytać, kto był bohaterem, kto zdrajcą, kto oprawcą, a kto tylko wykonywał rozkazy.
Dlatego każdy polityk, publicysta, ksiądz, celebryta albo internetowy patriota, który dzień po dniu sączy nienawiść do drugiej części narodu, nie uprawia już polityki. On gromadzi benzynę pod przyszły pożar.
Może robi to świadomie. Może za pieniądze. Może z głupoty. Może z ambicji. Dla skutków nie ma to większego znaczenia.
Rosyjskiej agentury wpływu nie zwalcza się patriotycznym tweetem, konferencją prasową i komisją obsadzoną partyjnymi kolegami. Zwalcza się ją kontrwywiadem, prokuraturą, prawem i państwem, które ma jaja sprawdzać również tych stojących najbliżej latarni.
Bo kiedy demony już wstaną, nie będzie czasu pytać, kto je obudził. Będziemy zajęci grzebaniem własnych trupów.
Zdjęcie moje, z Jugosławii
I’m shocked that Russia can crash a building onto sleeping families in a European capital, murdering 30 people, without any meaningful reaction from the world whatsoever.
@GiertychRoman Wiadomości dla społeczeństwa - obywatel nic nie znaczy, chyba że ma jakiegoś ziomeczka, który rozpatrzy jego sprawę.
Brak rozliczeń, brak skuteczności = brak głosów w wyborach. A te już za chwilę.
Jak prawica wygra, to demokraci wam tego nie wybaczą.
Pieprzenie na X.