No tak, tylko jest jeszcze druga strona tego problemu. Narzekamy, że nie mamy własnych globalnych korporacji, a jednocześnie państwo — niezależnie od tego, kto akurat rządzi — traktuje przedsiębiorcę odnoszącego sukces coraz częściej jak źródło dodatkowych wpływów do budżetu.
Zarabiasz więcej? Wchodzą kolejne progi i danina solidarnościowa. Prowadzisz działalność i osiągasz wysokie dochody? Rośnie obciążenie składką zdrowotną. Budujesz większą spółkę? Płacisz CIT, a przy wypłacie zysku właścicielowi pojawia się jeszcze opodatkowanie dywidendy. Do tego dochodzą ciągłe zmiany przepisów i niepewność co do tego, jak biznes będzie opodatkowany za kilka lat.
A później zastanawiamy się, dlaczego Polska nie tworzy wystarczająco wielu dużych, globalnych firm i dlaczego zyski wypracowane przez polskich pracowników trafiają do zagranicznych właścicieli.
Jeżeli chcemy polskiego kapitału, to trzeba stworzyć warunki, w których opłaca się ten kapitał tutaj budować, reinwestować i skalować. Samo mówienie przedsiębiorcom „rośnijcie”, a następnie dokładanie im kolejnych obciążeń po osiągnięciu sukcesu, raczej nas do tego celu nie przybliży.
„Z gospodarką to nic nie zmieni�� to dopiero świetny argument z kategorii „bo tak”.
Dodatkowy dzień handlu nie skupia się tylko na "pani na kasie" - oznacza dodatkowe godziny pracy sklepów, zapotrzebowanie na obsadę, logistykę, ochronę, sprzątanie czy transport. Nawet jeśli część sprzedaży tylko przesunie się z soboty na niedzielę, to nadal zwiększa się dostępność usług i swoboda konsumenta.
Zamknięta niedziela nie oznacza też, że wszystkie koszty sklepu magicznie znikają. Nadal są koszty stałe, a przy produktach z krótkim terminem przydatności dochodzą straty wynikające z niesprzedanego i zmarnowanego towaru.
A skoro sklepy rzeczywiście ograniczają zatrudnienie, to tym bardziej zabawne jest twierdzenie, że ustawowe skrócenie czasu, w którym mogą prowadzić handel, miałoby w jakiś magiczny sposób pomagać pracownikom.
Można dyskutować o skali efektu gospodarczego. Twierdzenie, że efekt z definicji wynosi zero, wymaga jednak czegoś więcej niż „pierdolisz pan”.
@andrzej_lapa Niby rozumiem, ale jednak trochę przypał żeby chwalić się tym publicznie xD
Ty jeden kliniesz nie, ale 20 innych kierowców kliknie tak, więc nadal będą się tam na mapie pojawiać.
Słowa Donalda Tuska:
„Władza, która nie jest rozliczana [...] to jest władza, która się psuje.”
I jeszcze:
„My po to wygraliśmy te wybory, żeby ta rozliczalność władzy dotyczyła wszystkich, także nas.”
Więc rozliczajmy każdą władzę. Krytyka obecnego rządu nie oznacza automatycznie obrony PiS-u.
Kilka faktów:
– W 2024 r. deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł ok. 240 mld zł, czyli 6,6% PKB. Był to drugi najwyższy wynik w UE.
– NIK wskazała, że potrzeby pożyczkowe netto budżetu wzrosły w 2024 r. o ponad 1/3, czyli o blisko 43 mld zł.
– Polska pozostaje objęta procedurą nadmiernego deficytu UE. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że została ona wszczęta w 2024 r. na podstawie deficytu 5,1% PKB z 2023 r., czyli ostatniego roku rządów PiS.
– Można też rozliczać obietnice. „100 konkretów” było reklamowanych jako konkrety „na pierwsze 100 dni rządów”, a znaczna część nie została w tym terminie zrealizowana.
Nie twierdzę, że PiS prowadził odpowiedzialną politykę fiskalną ani że obecny rząd odpowiada za wszystko, co zastał. Twierdzę tylko, że po zmianie władzy standard oceny nie powinien się zmieniać. Jeżeli wysokie zadłużenie, fundusze pozabudżetowe i duży deficyt były powodem do krytyki poprzedników, to obecny rząd również powinien być z nich rozliczany.
@GreedoFire@n______e______o@FremdenlegionPL Te 8 lat i 100mld długu trzeba obsłużyć , a to spora kwota. Oczywiście inne wydatki też wzrosły ale no... Nie żeby poprzedni rząd był bez winy. Za wszystko i tak zapłacą podatnicy - czym tu się martwić...
No tak, możemy wszystko zrzucić na AI i niech robi, ale czy na pewno chcielibyśmy braku elastyczności? Czy za przekroczenie o 1km/h już powinien być mandat? Może jednak zachowajmy zdrowy rozsądek. Zarówno kierowcy jak i piesi niech uważają. Nie dajmy się zwariować - do wszystkiego trzeba znać umiar
@TeryAsic1@The_Krzysztof Kurwa... Trzymajcie mnie.
Zawsze są oznaczenia PRZED przejazdem, że się do niego zbliżasz - właśnie po to żeby zacząć hamować...
A dlaczego nie? Co za różnica? Ważne żeby było oznaczone jako radiowóz - to są dobre barwy - jest widoczny, nie ma problemów z rozpoznaniem...
Szuka Pani problemu tam gdzie go nie ma.
Dla mnie - równie dobrze mógłby być jaskraworóżowy z kokardką i wstążkami przy lusterkach, byle by było wiadome że to radiowóz - policjanci pewnie z tego by się nie cieszyli ale ileż frajdy miałyby dzieci widząc takie radiowozy.
Tylko państwo nie zaczyna każdego roku z zerem na koncie i nie utrzymuje się wyłącznie z PIT-u Kowalskiego.
Ma udziały w gigantach takich jak PGE, Orlen, PKO BP, PZU, KGHM czy Enea. Ma też spółki infrastrukturalne, jak PLK, a autostradami zarządza przede wszystkim GDDKiA finansowana z budżetu i Krajowego Funduszu Drogowego.
Problem w tym, że ogromne pieniądze są też zwyczajnie przepalane. Ostrołęka C, Fundusz Sprawiedliwości, wybory kopertowe, a wcześniej chociażby afera informatyczna czy wielomilionowe problemy i nieprawidłowości przy informatyzacji administracji. I takich przykładów można znaleźć znacznie więcej.
Ja naprawdę nie potrzebuję 800+, babciowego, 13. i 14. emerytury, dopłat, bonów i kolejnych „darmowych” świadczeń.
Wolałbym, żeby państwo po prostu zabierało mi mniej pieniędzy i pozwoliło mi samemu zdecydować, na co je wydam.
Bo państwo najpierw zabiera obywatelowi 100 zł, część zużywa na administrację, część przepala, część rozdaje według politycznego klucza, a później oddaje mu 30 zł i oczekuje wdzięczności.
Drogi, wojsko, policja, sądy czy podstawowa infrastruktura oczywiście kosztują. Dyskusja nie powinna więc brzmieć „podatki albo brak dróg”.
Pytanie brzmi: ile państwo rzeczywiście potrzebuje na realizację swoich podstawowych funkcji i dlaczego musi zabierać obywatelom aż tyle, żeby je realizować?
A co do ostatniego zdania — podatek jest przymusowym odebraniem części owoców mojej pracy. Możemy uważać ten przymus za konieczny do funkcjonowania państwa, ale nie udawajmy, że płacę go dobrowolnie.
@koneser_znakow Przecież to nie problem z ograniczeniem prędkości - przy 50 km/h bez problemu by wymanewrował i nic by się nie wydarzyło. To problem z jednostkami, które nie potrafią dostosować się do społecznych standardów zapewnienia bezpieczeństwa. Nie można karać ogółu przez błędy jednostek.