Wystarczył jeden zdecydowany krok z polskiej strony, w dodatku niedotyczący bezpośrednio tematów "twardych" (ale już pośrednio jak najbardziej, bo uderza w fałszywy wizerunek, jaki Ukraina sobie stworzyła), żeby posypała się jak domek z kart cała iluzja świetnych relacji polsko-ukraińskich, którą z takim zaangażowaniem i przymuszając innych do uczestniczenia w niej budowali @AndrzejDuda, @JakubKumoch, @pawelkowalpl, @paweljablonski_, @MorawieckiM i, last but not least, @OficjalnyJK.
To oni wmawiali nam przez niemal dwa lata, że między Polską a Ukrainą jest "przyjaźń". Dzisiaj widać, że żadnej przyjaźni nie było. Był frajer i był lepszy cwaniak. Kiedy frajer przestał się na moment frajerzyć, cwaniak okazuje się nie tylko cwaniakiem, ale też pospolitym chamidłem i bandziorkiem.
https://t.co/M4eB5uLwNw
Jednym słowem większość obywateli chce demokracji bezpośredniej, a nie pośredniej. Moim zdaniem KRS jest organem kompletnie zbędnym, jeśli nie wręcz szkodliwym w systemie ustrojowym państwa. Ciało wymyślone dla kontrolowania napływu do korporacji, które z sądownictwa czyni grupy zwalczających się frakcji. Na nominacje sędziowskie, a już na pewno na awanse, nie powinni sędziowie w ogóle mieć wpływu, bo to deformuje indywidualną niezależność. Decydować powinny tylko kryteria obiektywne i weryfikowalne, czyli przeprowadzenie odpowiedniego egzaminu merytorycznego i powołanie przez Prezydenta (w modelu głowy państwa wybieranej przez Naród), a nie imprimatur ze strony (przyszłych) kolegów.
Takiego "Antychrysta" nikt się nie spodziewał, a tu - proszę!
Urzędnicy Pentagonu grożą Watykanowi.
Trump obraża Leona XIV.
Teraz udaje Pana Jezusa...
Cóż, takie są błędy protestantyzmu.
Kiedy nie ma papieża, to świecki władca czyni się "bogiem na ziemi".
MAGA to zło - bo MAGA to herezja.
Tylko katolicka polityka, uznająca autorytet papieski i Tradycję, może dawać wiarygodne gwarancje racjonalności.
Każda inna generuje ciężkie patologie...
Po zapoznaniu się ze stanowiskiem Prezesów Sądów Apelacyjnych w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa, konieczne trzeba przypomnieć Państwu Sędziom Prezesom, że jako funkcjonariusze publiczni zgodnie z wyrażoną w art. 7 Konstytucji RP zasadą praworządność, mogą działać tylko na podstawie i w granicach prawa. Nie ma podstawy prawnej do przeprowadzania swego rodzaju plebiscytu wśród sędziów, który miałby być organizowany przez Prezesów Sądów. Tego rodzaju działanie w sposób oczywisty będzie bezprawne.
Procedurę wyboru sędziowskich członków KRS określa ustawa, która zastała przyjęta w pełnym, legalnym procesie legislacyjnym i jej konstytucyjność nie została nigdy podważona w polskim systemie prawnym.
Należy przypomnieć Państwu Sędziom Prezesem, że jako funkcjonariusze publiczni mają obowiązek reprezentować Rzeczpospolitą Polską i przestrzegać Konstytucji oraz ustaw, a nie realizować polityczne interesy rządu na polecenie ministra @zurka czy interesy korporacyjne na żadanie jednego ze stowarzyszeń.
Dodatkowo treść komunikatu stanowi niedopuszczalną presję na sędziów, aby uczestniczyli w procedurze niemającej umocowania w ustawie.
Jest rzeczą niedopuszczalną w świetle obowiązującego prawa oraz mając na uwadze trójpodział władzy, żeby Sędziowie Prezesi mówili o ,,arbitralnej" decyzji Sejmu RP, który zgodnie z art. 95 Konstytucji wraz z Senatem RP sprawuje z woli Suwerena, jakim jest Naród władzę ustawodawczą.
Stanu destrukcji wymiaru sprawiedliwości nie powoduje uchwalone zgodnie z Konstytucją prawo, ale obóz rządowy i część środowiska sędziowskiego, która jako nadzwyczajna kasta, chce stawiać się ponad prawem.
TAK dla demokracji i władzy zwierzchniej Narodu.
NIE dla ,,demokracji walczącej" i sędziokracji.
https://t.co/o2BiBpSevf
Netflix podrzucił mi filmik nakręcony na cześć tygodnika "New Yorker" z okazji jakiejś – bodajże setnej – rocznicy. Że "New Yorker" to absolutny top topów i najwyższe standardy jakie można wymarzyć; a już zwłaszcza sławił film jego dział "fact checkerów" z którego nowojorski tygodnik słynie, bo po prostu żadne pismo na świecie nie ma takiego działu, sprawdzającego wszystko w każdym publikowanym tekście i zapewniającego, ach, najwyższe amerykańskie standardy.
I ten filmik otworzył mi pewną szufladkę w pamięci, której zawartością postanowiłem się podzielić, bo może i ktoś z Państwa ową jubileuszową laurkę obejrzy.
Było tak: pewnego dnia zadzwoniła do mnie amerykańska dziennikarka. Jest w Polsce, pisze artykuł o Oldze Tokarczuk (a było to jeszcze zanim dostała ona nobla i zanim, jak przystało laureatce takiej nagrody, pozrywała politycznie niepoprawne znajomości) i ktoś jej powiedział, że ja podobno byłem jednym z pierwszych w Polsce którzy bohaterkę jej "story" zauważyli. Tak, istotnie, jako recenzent "Fantastyki" i innych pism wyłowiłem byłem z bieżączki powieść "E.E." i pisałem: zwróćcie uwagę na tę autorkę, bo moim zdaniem wysoko zajdzie. Pamiętam nawet. że dzwoniła do mnie po tej recenzji redaktorka z PIW, bardzo prozie Tokarczuk kibicująca, żeby mi podziękować.
Spotkaliśmy się, opowiedziałem to pani dziennikarce, odpowiedziałem na różne pytania, między innymi stwierdziłem, że wolę wczesne powieści Tokarczuk niż późniejsze, zbyt już dla mnie ideolo i politpoprawne. I że nie podoba mi się zwłaszcza ta najnowsza (wówczas) "Księgi Jakubowe", bo choć zręcznie napisana, jak wszystkie inne, pełna jest historycznych bzdur, kompletnie fałszuje polsko-żydowską historię i dla człowieka, który tę historię zna, jest po prostu w swych natrętnych, propagandowych fałszach irytująca.
Jakiś miesiąc-dwa potem zadzwonił kolo, który przedstawił się jako fact checker z "New Yorkera" i zapytał, jakiej konkretnie skrajnie prawicowej organizacji jestem aktywistą.
Wytłumaczyłem mu cierpliwie, że w ogóle nie jestem żadnym aktywistą, tylko pisarzem i dziennikarzem, i że nic mnie nie łączy ze "skrajną prawicą" tak jak oni to rozumieją, a moje poglądy sytuują mnie, przekładając to na ich realia, gdzieś między "National Review" a "American Spectator". Podziękował i się rozłączył.
Gdzieś po kolejnym miesiącu google poinformowało mnie, że napisano o mnie w "New Yorkerze". Kliknąłem i znalazłem wzmiankę o sobie w artykule o "wschodzącej" polskiej autorce. Jednozdaniową. Cytuję z pamięci: "nienawidzę Tokarczuk, bo fałszuje polską historię, mówi Rafał Ziemkiewicz, aktywista skrajnej prawicy".
Tyle "w temacie" wysokich amerykańskich standardów dziennikarskich.
Zdruzgotany może być tylko ktoś, kto nie rozumie jak działa nasze państwo w tym obszarze. Poświęciłem wczoraj czas i tłumaczyłem to Waszym dziennikarzom w Sejmie przez dłuższą chwilę, zarówno dwukrotnie przed kamerą jak i poza nią. Dawałem przykłady. Powoływałem się na ustawy. Proszę poprosić ich by także Panu przekazali. W skrócie:
1) Niezależnie od treści pytań w interpelacjach informacje niejawne są chronione i nie mogą być treścią odpowiedzi. Czuwa nad tym SKW, wiedzą o tym urzędnicy, oficerowie i posłowie. Co więcej jako posłowie mamy dostęp do informacji tajnych na mocy ustawy i możemy zapoznawać się z tajnymi raportami (których prawie nie ma) w kancelariach tajnych Sejmu, NIK, MON i innych instytucjach oraz na zamkniętych spotkaniach. Informacje tajne nie są nam publicznie do niczego potrzebne bo i tak zgodnie z prawem nie możemy ich używać.
2) Parlamentarny nadzór nad siłami zbrojnymi polega na tym, że posłowie patrzą rządowi i dowódcom na ręce i dobrze orientują się w procedurach i stanie przygotowań obronnych. Interpelację nie tylko są sposobem pozyskania wiedzy, ale też sposobem na zasygnalizowanie że już mamy wiedzę o którą pytamy i wywierania presji na poprawę stanu rzeczy. Polska potrzebuje takiej presji. Tak działa opozycja w każdej demokracji.
Między nami mówiąc większość rzeczy o które pytamy nie jest tajemnicą w środowisku obronnym i nie jest także niedostępna dla przedstawicieli sojuszniczych i obcych agencji wywiadowczych.
Pokazowe obalenie Maduro w Wenezueli przez Trumpa to kolejny przykład potwierdzający, że świat z iluzji „końca historii” wkroczył w etap nowego koncertu mocarstw, w którym rządzi siła, w kluczowych stolicach negocjuje się strefy wpływów i rachuje zasoby. Twardy realizm Dmowskiego, zamiast liberalnych i lewicowych iluzji.
Polska nie ma żadnego interesu w angażowaniu się w spór o Wenezuelę, za wyjątkiem stabilności cen ropy na międzynarodowych rynkach. Zero sentymentów wobec antyzachodniego, socjalistycznego dyktatora. Zero sentymentów wobec jego następców już wytypowanych przez CIA.
Na marginesie tej historii warto przeanalizować czy i na ile Polska jest przygotowana na odparcie tego rodzaju ataku. Z Brześcia do Warszawy jest 200 kilometrów. Jeśli nie stworzymy procedur ochrony kierownictwa państwa i reagowania na zagrożenia, to można nam zrobić to co zrobili Amerykanie.
Zacznijmy siebie traktować poważnie jeśli chcemy by inni na arenie międzynarodowej traktowali nas poważnie.
Dziś mój pierwszy syn, Artur, obchodził swoje piąte urodziny. Także dziś pierwszy raz występował na scenie, z grupą przedszkolaków, śpiewając piosenki patriotyczne w spektaklu z okazji zbliżającego się Święta Niepodległości. Trudno to opisać jak codziennie nas zaskakuje nowymi umiejętnościami, ciekawymi uwagami czy po prostu spontanicznością i poczuciem humoru. Trudno to zmierzyć ile radości, wraz ze swoim młodszym rodzeństwem, wniósł do naszego życia. Nigdy w moim życiu nie mogłem narzekać na nudę i brak atrakcji, a jednak żadne z wcześniejszych przeżyć czy osiągnięć nie jest porównywalne pod względem intensywności, różnorodności i satysfakcji do bycia ojcem. Myślę że warto takie rzeczy napisać, wobec wymierzonego w podstawy naszej cywilizacji jadu, z jakim obecnie niektóre media opisują rodzinę, ojcostwo i macierzyństwo. Posiadanie dzieci jest super. Doskonalenie siebie, aby być dobrym rodzicem to piękna misja. Wychowanie dziecka, aby wyrosło na dobrego Polaka i katolika, to wspaniałe wyzwanie. Żaden światowy zgiełk nie powinien nam zabierać jasności i ostrości widzenia tych zadań i energii do ich podejmowania.
Przestańmy udawać, że w przypadku Rymanowskiego chodzi im o jakąkolwiek rzetelność i troskę o standardy.
Chodzi o ogromny sukces komercyjny i zasięgi, a w pakiecie o poglądy. Podobnie jest z Kanałem Zero. Niektórzy mylą już własne nazwiska ze Stanowskim - tak często o nim tutaj piszą.
Oburzają się głównie przyspawani do starych redakcji i telewizji, którzy gdy otwierają własne kanały to mają zawrotne liczby oglądalności wykręcane przez najbliższą rodzinę, albo ci, którzy po wyrzuceniu z TVP na wolnym rynku zbierają 500 zł miesięcznie z „patronatu” i po kilku miesiącach biegają po sejmie z mikrofonem „Wyborczej”. I oczywiście ci, którzy wolność słowa rozumieją tak, że debatują sami ze sobą i niemal zawsze się zgadzają.
Po pierwsze - używajcie szyfrowanych komunikatorów takich jak np. Signal.
Po drugie - sam Signal nie wysyła żadnych złośliwych wiadomości. Robią to użytkownicy aplikacji.
Po trzecie - to, że komunikator jest szyfrowany, nie daje gwarancji, że po drugiej stronie nie ma przestępcy, także traktujcie wszystkie wiadomości z nieznanych źródeł z ostrożnością.
Niestety takie nieprecyzyjne, czy wręcz wprowadzające w błąd, wypowiedzi sprawiają, że zaufanie do polityków mówiących o cyberbezpieczeństwie i dezinformacji jest zerowe.
Szkoda, że @tvp_info zamiast to zakopać powiela jeszcze tę szkodliwą narrację.
#KłosyOpinii | Elegia o walce
Życie to nieustanna walka. W tej elegii przeplatają się historie świętych, bohaterów i zwykłych ludzi. Nie każda bitwa kończy się zwycięstwem, ale wierność i zaufanie Bogu nadają sens naszym staraniom. @PZiemecki https://t.co/1rMoYWresJ
Oczywiście w Polsce nie mamy ani ustroju parlamentarnego, ani parlamentarno-gabinetowego, ani prezydenckiego. Mamy kuriozalny ustrój hybrydowy skrojony przez postkomunistycznych eksperymentatorów. Czas to zmienić.
Wypowiedź kolejnego kardynała o migracji powoduje, że wierzący ludzie nabierają dystansu do głosu biskupów. Wzrasta brak zaufania do pasterzy, którzy operują uproszczononymi tezami. Przyklaskuje za to szeroko pojęta liberalna lewica, która i tak ma w nosie ewangelię i Słowo Boże.
Jeszcze o kłamstwie na temat Izby Kontroli SN: otóż żadna izba Sądu Najwyższego „nie jest sądem”, bo sąd w znaczeniu konstytucyjnym kształtują składy orzekające sędziów. Izby są jedynie ustawowym narzędziem przypisania przedmiotowego rozpoznawanych spraw w ramach struktury SN dla pewnej grupy sędziów. Nota bene w ramach struktury SN sędziowie z jednej izby mogą w wielu przypadkach orzekać także w innych izbach. Mówienie zatem, że Izba Kontroli „nie jest sądem” z tej perspektywy jest po prostu prawniczym absurdem. Każdy sędzia jest sędzią SN, a nie sędzią jakiejś izby.
W dniu szczególnym dla wszystkich chrześcijan, gdy obchodzimy Uroczystość Najświętszej Trójcy, skupiamy nasze myśli na gorliwej modlitwie.
I właśnie dziś chcę podziękować za Państwa modlitewne wparcie w intencji mojego zwycięstwa w wyborach prezydenckich.
Moc Państwa modlitwy czułem każdego dnia kampanii wyborczej. Wasza modlitwa wzmacniała mnie i moją rodzinę.
Dzisiaj ja pomodlę się za Was. Z miłością do Polski i Panem Bogiem w sercu.
No niestety. To jest dokładnie to, o czym pisałem już dawno temu. Jeśli to jest metoda na budowanie politycznej pozycji przez pana Brauna, to jest to metoda efekciarska, ale nieefektywna.
To tylko sukienka. Tylko buziak. Tylko nagłówek.
Ale to nie są „tylko bzdury”. Inżynieria pogardy zaczyna się od szczegółu.
„Pierwsza Dama założyła tę samą kreację, co kilka tygodni temu.”
„Prezydent pocałował żonę o dwa razy za dużo”, niż komuś się wydaje, że powinien.
Niby nic. Przewijamy dalej. Śmieszne, absurdalne, nieistotne. Ale to nie jest nowe. To tylko nowa odsłona starej gry systematycznego niszczenia wizerunku.
Pamiętacie?
„Lech Kaczyński się potknął, bo miał rozwiązaną sznurówkę”, „nie trafił do windy”, „źle trzymał szalik”.
„Emir Kataru przyjął Andrzeja Dudę w sandałach – to wyraźny brak szacunku.”
(Choć w tych samych sandałach przyjmował prezydentów USA, Francji, i króla Jordanii).
„Duda przyłapany na nartach – zobacz memy!”
(Podczas gdy Tusk „aktywnie spędza czas szusując z wnuczką”.)
Te „drobnostki” składały się na systematyczną erozję autorytetu, drążoną codzienną kpiną i karykaturą, tworząc podświadomie wrażenie, że „coś jest nie tak”.
Pamiętacie „Kartofla?” czy „Borubara”? Pamiętacie kpiny z dworca w Końskich?
Prezydent Kaczyński był przedstawiany jako skrajnie nieporadny i infantylny bohater „Rozmów w tłoku”. PAD – w „Uchu Prezesa”. To nie była tylko różnica poglądów. To była kampania poniżania.
Dziś zaczynamy od nowa? Te same media, te same tony.
„To tylko tabloid”? A która gazeta nadal sprzedaje się najlepiej w Polsce?
Patrząc na to, z jaką bezwzględnością przebiegła w mediach ostatnia kampania, wydaje się, że to dopiero początek kolejnego festiwalu pogardy, którego rechot już słychać.
Jeden z dziennikarzy Onetu napisał ostatnio tweeta:
„Bardzo bym prosił o przykłady tych „bandyckich” metod, jakie były stosowane wobec PAD, bo pamiętam dobrze kampanie z 2015 i 2020 r. i niestety nic mi nie przychodzi do głowy 🤷”
Ale tych, którzy pamiętają, jest więcej. I to oni zdecydowali, że @NawrockiKn wygrał wybory.