Źródło: instytut danych z dupy. Wg tej logiki gęsto zaludnione miasta z zabudową relatywnie nowoczesną ( czyli całe osiedla budowane po 1990 np w Wawie albo mocno zabudowane kamienicami jak Świętochłowice powinny być wyraźnie tańsze niż np luźny Szczecin a to nieprawda.
Dwa powody:
1. Nasze miasta to nie-miasta: słabo zaludnione, liczba lokali odpowiednich na gastro też ograniczona, w rezultacie nie masz dużych potoków ludności albo masz, ale wtedy czynsze z kosmosu.
2. Nie ma praktycznie restauracji prowadzonych przez właściciela, właściciel to zawsze ten "ponad" kucharzy czy kelnerów. A to powoduje wyższe koszty.
Co za piękny dzień by (nie) być sygnalistą XD
Portal Zero ujawnił, że biegły sądowy zgłosił Ministerstwu Sprawiedliwości nieprawidłowości w systemie przydzielania spraw biegłym sądowym. Zastrzegł, że chce pełnej anonimowości…
Ministerstwo udostępniło jego opinię ze wszystkimi danymi osobowymi (łącznie z adresem i numerem telefonu) i wytłumaczyło się pomyłką pracownika. Brawo ministerstwo, brawo Żurek.
@sheemawn Tyle że twierdzisz że coś nie tak jest z dostępem do sklepów czy infrastruktury jeżeli gęstość zaludnienia spadnie do takich liczb, tymczasem bo miastach irlandzkich czy brytyjskich gdzie 80-90% populacji mieszka w domach szeregowych tego nie widać.
Nie można pozwolić żeby gęstość zaludnienia spadła do 8-10k osób na kilometr, pustynia normalnie xD
Dla przykładu dzielnica Londynu z taką gęstością to np Haringey, same szeregówki a jeszcze są parki i metro
Niesamowite osiągnięcie, blok typu meblościanka i kawałek trawnika przed nim, deweloper by nigdy nie zbudował!
A tak bardziej na serio, amatorów blokowisk z wielkiej płyty zachęcam do przemyślenia następujących kwestii:
1. Jaka będzie gęstość zaludnienia na tych osiedlach jak już może w końcu Polacy przestaną mieszkać jeden na drugim i dociągniemy do europejskiego standardu typu 30 metrów na osobę (odpowiedź: gęstość zaludnienia takich osiedli spadnie do 8-10 tys. osób/km2, a więc niewiele więcej niż osiedla domów jednorodzinnych).
2. Jak wtedy będzie z usługami na tych osiedlach? Czy nadal będzie tam taka sieć sklepów, jeśli klientów będzie o 25-40% mniej niż dzisiaj?
3. Jaka była realna produkcja budowlana w miejscach, w których ludzie chcieli mieszkać? Tutaj kilka statystyk i historii: PRL faktycznie budował więcej niż III RP (już pominę, że musiał i nie nadążał za rosnącą populacją, kiedy III RP buduje tylko nieco mniej przy niezmiennej populacji), ale pytanie gdzie. I odpowiedź: w Jastrzębiu-Zdroju, Dąbrowie Górniczej, Stalowej Woli, Lubinie - w miastach, gdzie ludzie mieszkali nie dlatego, że chcieli, tylko dlatego, że nie mieli wyboru, bo do miasta, gdzie chcieli, nie dostaliby meldunku. Jastrzębie-Zdrój to jedno wielkie blokowisko, wysokie pensje, niskie bezrobocie, żadnej deweloperki - można by powiedzieć raj, a jednak jakoś jest to jednocześnie jedno z najszybciej wyludniających się miast w Polsce od razu odkąd po upadku PRL system meldunkowy przestał być respektowany. Ciekawe!
W miastach big5 (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań i Warszawa), gdzie ludzie i wtedy i dzisiaj chcą mieszkać, PRL przez 44 lata zbudował niemal dokładnie tyle mieszkań, co III RP w 31 lat. Wbrew narracji, w tych miastach PRL-owskie mieszkania były o 29% mniejsze niż współczesne. I jak już wspomniałem, w PRL-owskim mieszkaniach na 1 mieszkańca przypada o 26% mniej powierzchni niż we współczesnych (a to już i tak po przerzedzeniu, w 1989 roku było o połowę gorzej).
I tak, te blokowiska, które PRL tam zbudował faktycznie mają większe odległości między budynkami, ale hektary trawników między blokami to nie jest nic dobrego, ani dla klimatu, ani dla komunikacji publicznej, ani dla usług publicznych, ani do spójności społecznej. W Szwecji, która jest jeszcze bardziej na północ od nas, w tym samym czasie budowali blokowiska i są tam gęstości zabudowy, które w Polsce uznano by za patodeweloperkę. W Niemczech, Francji, Danii i wszędzie indziej podobnie. Chyba tylko w Związku Radzieckim budowano bloki dalej od siebie niż u nas.
4. Skoro osiedla z czasów PRL są o tak wiele lepsze od nowych, to czemu te nowsze na rynku wtórnym ciągle sprzedaje się za więcej?
Wiecie jak brzmi premier, który nie ma pomysłu, kontroli i wydaje się, że nie ma nawet chęci strategicznego zarządzania dużym państwem środkowoeuropejskim? Brzmi tak: „Jeśli będzie gotowa oferta przemysłowa ze strony polskich firm, to przystąpimy do tej koalicji” (Donald Tusk, Paryż).
Można ślepo i bezrefleksyjnie wierzyć politykom koalicji na zasadzie wyznawców politreligii. Można też zwyczajnie nie wiedzieć jakie narzędzia ma rząd, aby z ust premiera nie padały takie bzdury. Można również w oparciu o wiedzę, zachować rozsądek, dystans i realnie ocenić sytuację.
Pod czyją kontrolą działa Ministerstwo Aktywów Państwowych, a co za tym idzie Polska Grupa Zbrojeniowa? Pod czyją kontrolą jest Ministerstwo Obrony Narodowej, więc również Agencja Uzbrojenia?
Tu nie ma miejsca na czekanie aż ktoś wpadnie na jakiś pomysł i zapuka do drzwi ministerstwa. Od kilku lat powinniśmy być w procesie planowania i intensywnej realizacji strategii dotyczącej kolejnych ruchów produkcyjnych i zakupowych w obszarze obronności, w tym nowych technologii. A jesteśmy w miejscu, w którym minister obrony miota się od bycia top gunem polskiej obronności po odgrywanie roli prawicowego tygrysa, a wszystko widzimy jedynie w wirtualnej rzeczywistości PSL. Premier rządu nie wstydzi się wyjść i mówić: „no, co prawda czegoś tam nie pogoniliśmy, coś przeoczyliśmy, ktoś czegoś nie zrobił, ale jak już zrobi, to dołączymy”. Ministra aktywów to ktoś ostatnio w ogóle widział? I nie zapominajmy o Ministerstwie Rozwoju i Technologii (takie trochę w likwidacji, a trochę jednak nie…), bo to tu mamy cały PFR , w tym PAIH kluczowy w koordynowaniu tej szumnej „odbudowy Ukrainy” i rozwoju polskiej ekspansji za granicą. Minister Domański sprawia wrażenie jakby nawet nie wiedział, że to też Jego kompetencje.
Premier Tusk i podwładni Mu ministrowie to grupa zadufanych w sobie, odcinających kupony, bezwładnych operacyjnie partyjniaków. To, co faktycznie potrafią zrobić, to konferencje, zagraniczne wizyty studyjne i uściski dłoni, z których nie wynika żadna decyzja. Bo bez strategii nie ma mowy o decyzjach i skuteczności.
Wszyscy wykorzystują swoje stanowiska jedynie do realizacji partyjnych, partykularnych interesów i podsycania POPiSowej wojenki, która jest zwyczajnie antypolska. U władzy boją się podejmować decyzje trudne i słuszne, bo przed i po trudnych decyzjach jest dużo ciężkiej i niepopularnej pracy. Brakuje wtedy czasu na PRowe życie partyjne.
Jak do władzy w 2027 roku dojdzie prawica która zablokuje akcesję do UE i transfer sprzętu przez Polskie terytorium to też was nie będzie to obchodzić?
@WypartowiczBa Zełenski to prezydent Ukrainy i tylko naród ukraiński oceni go przy urnach wyborczych. Sprawy wewnętrzne naszego państwa to wyłącznie nasza brocha, więc wywyższająca się czy wręcz ksenofobiczna krytyka ze strony niektórych polskich kręgów kompletnie nas nie obchodzi.
Jak stracić władzę w 2027 mówi @Domanski_Andrz (@Obywatelska_KO):
"Też pamiętajmy, że są tysiące Polaków, którzy zainwestowali swoje oszczędności w lokale https://t.co/1dgvyuenaf. po to, aby przeznaczyć je na najem krótkoterminowy."
Kolejna afera „lub czasopisma”? 🚨 Rząd miał ukrócić chaos z najmem krótkoterminowym, a wyszła wydmuszka pod dyktando berlińskiego oddziału Airbnb. Dlaczego jego interesy wygrały z głosem polskich samorządów? 👇 https://t.co/Cuk4Zmyozp