🟥 Zbrodniarz i polakożerca – bezkarny❗
⚠️ Pochodził ze starego szlacheckiego rodu, był synem pruskiego generała i wyjątkowo… nienawidził Polaków. Miał na rękach krew tysięcy osób. Oto Ludolf von Alvensleben – zbrodniarz, który skąpał Pomorze w polskiej krwi.
➡ Zrobił szybką karierę w SS, zdobywając względy samego Heinricha Himmlera. Gdy ten ostatni utworzył we wrześniu 1939 roku, zaraz po agresji Niemiec na Polskę, zbrodniczą organizację „Volksdeutscher Selbstschutz”, nie zapomniał o swym podwładnym. Alvensleben został szefem okręgu północnego Selbschutzu (Selbstschutz Westpreussen), w szeregi którego wstąpiło ponad 38 tys. miejscowych Niemców.
❗ W pierwszych miesiącach II wojny światowej to właśnie Selbstschutz był podstawowym narzędziem niemieckiego terroru, wymierzonego w dużej mierze w polską inteligencję. Przy listach z nazwiskami zatrzymanych Polaków Alvensleben stawiał „krzyżyk” lub swoje inicjały. W ten sposób ferował na nich faktyczny wyrok śmierci. Jeden ruch ręki wystarczał, aby odebrać komuś życie…
🔥 Alvensleben wymagał największej brutalności wobec ofiar. „Nie wolno wam być miękkimi, musicie być nieubłagani i zrobić porządek ze wszystkim, co nie jest niemieckie” – nakłaniał swych podkomendnych. Za gorliwe wykonywanie obowiązków otrzymał później Krzyż Gdański I klasy.
‼ Już w październiku 1939 r. zbrodniarz raportował, że „[z] najostrzejszymi środkami trzeba było wystąpić przeciwko 4247 byłym obywatelom polskim”. Bilans ofiar Zbrodni Pomorskiej był o wiele wyższy. Masowe aresztowania i egzekucje miały miejsce m. in. w Lesie Piaśnickim pod Wejherowem, „Dolinie Śmierci” w Fordonie, Barbarce pod Toruniem, Lesie Szpęgawskim pod Starogardem Gdańskim i w setkach innych miejsc na terenie Pomorza Gdańskiego.
➡ Po wojnie kat Polaków został osadzony w brytyjskim obozie internowania Neuengamme koło Hamburga, skąd zbiegł w 1946 roku. Nigdy nie poniósł odpowiedzialności za swe czyny.
➡ Pod przybranym nazwiskiem Teodoro Kremhart dotarł do Genui, skąd pod koniec 1949 r. popłynął statkiem do Buenos Aires. Otrzymał argentyńskie obywatelstwo i – jako Carlos Luecke – wiódł spokojny żywot. Kupił nawet pałacyk myśliwski. Co więcej, piął się po szczeblach kariery: jako dyrektor wydziału rybołówstwa i myślistwa w stanie Cordoba oraz… prezes lokalnego klubu piłkarskiego.
❗ Nawet po latach nie okazywał skruchy. Chełpił się, że w czasie wojny skutecznie rugował polskość. Powrócił do starych przyzwyczajeń – w geście pozdrowienia wyciągał prawą rękę i krzyczał „Heil Hitler!”. Wiedział, że może sobie na to pozwolić, cieszył się bowiem względami dyktatora Juana Peróna.
➡ W latach 60. sądy w Monachium i Mannheim wydały za Alvenslebenem nakaz aresztowania, jednak nigdy nie doszło do jego ekstradycji. Kat Polaków dożył spokojnej starości. Zmarł w dalekiej Argentynie w 1970 r.
⁉ W nekrologu poinformowano o odejściu „kochanego kolegi”. Najbliżsi żegnali zbrodniarza jako „dobrego ojca, teścia, dziadka, brata, szwagra i zięcia”.
🔟 W następnym odcinku: Morderca zza biurka kpi ze sprawiedliwości
#Bezkarni