@LawrenceFearon6@nexta_tv A dlaczego nie amerykanie? Pomijam już całkowicie sens takich działań. Te kilka pokazowych budynków to nie są całe Chiny. System wodny w skali miasta nie ma takiej wydajności.
@antyPiS4ever No ale to była wtedy powszechna praktyka pisowskiego lepszego sortu, wręcz statystyka. Szpital Południowy to już sprawa odosobniona, więc warta szczególnego potępienia.
@Veritanum@DudekPL4 A potem siedzi taki jeden z drugim z chipsami w gębie i narzeka że polskie kolarstwo nie ma sukcesów. Bo przecież nie po to „płaci” na to podatki.
@DudekPL4 Pomiędzy miejscowością w której mieszkam a sąsiednią tez jest coś co przypomina ścieżkę rowerową a nią nie jest. Jest oznaczenie końca ścieżki rowerowej w sąsiedniej miejscowości. Ta jest więc tylko chodnikiem i to wąskim. Ale zawsze znajdzie się jakiś tłuścioch który musi trąbić
@UrbanDragon359@trzaskowski_ No właśnie. Bo prawdziwy człowiek prawicy, na stanowisku, zleca kumplowi za dobrą kasę sprowadzenie takiej paszy. W tym celu kumpel szybciutko zakłada firmę i kupuje od niemieckiego pośrednika rzeczoną paszę. Jest patriotycznie, powiewa biało czerwona flaga. Wszyscy zadowoleni.
Siano od Niemca, czyli ciąg dalszy cierpień najbardziej polskich z polskich mediów.
Jedna z prawicowych redakcji w ramach bardzo poważnego śledztwa wywęszyła temat, który - ufając tonowi publikacji i treści "pasków grozy" - może być skandalem dekady. Otóż tym razem problem polega na tym, że do zwierząt w Warszawskim ZOO miałoby rzekomo trafiać siano z Niemiec.
Wyjaśnijmy zatem:
- w tym roku Warszawskie ZOO zakontraktowało 90 ton siana od polskiego rolnika. To podstawowy składnik diety bardzo wielu zwierząt roślinożernych, wymagania co do jego jakości są zawsze bardzo precyzyjnie opisane w warunkach przetargu. Bardziej polsko już się nie da.
- to może się nie mieścić w głowach prawicowych śledczych, ale nie wszystkie zwierzęta są zwierzętami naturalnie występującymi w Polsce i żeby odżywiać się zgodnie ze swoimi potrzebami muszą jeść taką żywność, która im nie zaszkodzi. Byłbym zachwycony, gdyby żyrafy i bongo jadły ze smakiem swojski żurek. Niestety, wolą lucernę, której najlepszą jakość zapewniają kraje z południa Europy. I stamtąd pochodzi również produkt zakupiony przez nasze zoo, którym tak bardzo ekscytuje się jedna z prawicowych redakcji.
- Z Niemiec był jedynie dystrybutor - zapewne to tym śladem poszli najwięksi obrońcy polskości. Niestety, ślady nie doprowadziły ich finalnie do oczekiwanego miejsca. Muszę Państwa oficjalnie rozczarować: siano nie było z Niemiec. Lucerna też nie.
I na koniec pytanie do arcypatriotycznej redakcji, która pochyliła się nad tym problemem: nawet gdyby siano było rzeczywiście z Niemiec, to czy nie powinniśmy się wszyscy cieszyć, że Niemcy mają coraz mniej siana?