@IAPonomarenko It had been like that since 2019 and he’s the reason for the war… He’s also the reason YOU are a rich man on a payroll of the globalists who provide you with protection to be the greatest keyboard warrior ever instead of a real one. Everybody wins- except ordinary Ukrainians…
@rshereme I don’t know, Roma… Maybe don’t glorify those who committed literal genocide of those who host and help you? Wild idea, I know…
Nothing is ever- and I mean EVER- Ukrainians fault…
@jurgen_nauditt Russia wasn’t doing this until Ukraine started committing terrorist attacks. Russia didn’t cry- they just responded twice as hard. Ukraine cried foul- again. Nazis like you do too. Old story- moving on
Powoli zaczyna przebijać się brutalna prawda: nie chodzi o to, że Ukraina ma nas chronić przed Rosją.
Coraz wyraźniej widać, że to Rosja — paradoks historii, ironia geopolityki — zaczyna chronić nas przed Ukrainą.
To zdanie nie jest prowokacją, tylko diagnozą nastroju, który wisi w powietrzu. Przez lata karmiono nas bajką o „strategicznym partnerstwie”, o „braterskiej współpracy”, o „wspólnym froncie przeciwko Moskwie”. A tymczasem rachunek rzeczywistości wygląda inaczej: to nie rosyjskie czołgi rozjeżdżają polskie granice, tylko ukraińskie ciężarówki rozjeżdżają polski rynek.
To nie Rosja demoluje nasze rolnictwo, tylko ukraińskie zboże.
To nie Rosja wywołuje konflikty na przejściach granicznych, tylko ukraińskie żądania, pretensje i rosnące poczucie, że „Polska musi”.
Powoli zaczyna docierać, że cały ten mit o „ukraińskiej tarczy” był wygodną narracją dla polityków, którzy chcieli przykryć własną nieudolność. Bo łatwiej było mówić o „zagrożeniu ze Wschodu”, niż przyznać, że największe szkody przyszły z kierunku, który miał być naszym sojusznikiem.
Łatwiej było straszyć Rosją, niż przyznać, że to ukraińska polityka gospodarcza, ukraińskie lobby i ukraińskie interesy zaczęły wchodzić nam do domu bez pukania.
I nagle okazuje się, że ta cała opowieść o „obronie przed Rosją” jest jak stary, zużyty plakat — wisi, bo nikt go jeszcze nie zdjął, ale nikt już nie wierzy w jego treść.
Bo dziś bardziej realne jest to, że Rosja — sama w sobie zagrożenie, oczywiście — staje się jednocześnie jedynym czynnikiem, który hamuje ukraińskie zapędy wobec Polski.
Gdyby nie rosyjska presja, ukraińskie roszczenia byłyby jeszcze większe, jeszcze głośniejsze, jeszcze bardziej bezczelne.
To jest ten moment, kiedy człowiek patrzy na mapę i myśli:
„Jak to możliwe, że świat tak się przekręcił, że zaczynamy bać się nie tego, kogo nam kazano się bać?”
I to właśnie zaczyna docierać.
Powoli, ale nieubłaganie.