@realDonaldTrump Zamiast szukać nowych przymiotników dla AI, niech amerykańscy politycy poszukają u siebie chociaż odrobiny Basic Intelligence (BI). Przydałaby się przed kolejną decyzją o dodruku bilionów dolarów.
@Obywatelska_KO@ko_klub Polski przemysł rośnie tylko dlatego, że ludzie zapieprzają pomimo całego tego regulacyjnego gnoju, który funduje im władza. Wyobra��cie sobie, jakie byłyby te słupki, gdyby rząd chociaż przez pół roku nie przeszkadzał i zaczął działać dla Polaków, zamiast tylko łupić podatkami.
Świat właśnie stanął na krawędzi totalnej rzezi, a w Waszyngtonie znowu bawią się w panów życia i śmierci.
Iran postawił całą 420-tysięczną armię w najwyższy stan gotowości bojowej. Wojska pancerne, artyleria i komandosi zablokowali wybrzeże Zatoki Omańskiej, szykując się na odparcie amerykańskiego desantu. Wszystko po tym, jak Trump rzucił mediom, że zbliża się „wielka decyzja” i przełomowy moment w wojnie.
Czy tych ludzi w Pentagonie i Białym Domu kompletnie popierdoliło?
Irak i Afganistan kosztowały biliony dolarów i setki tysięcy istnień, a oni chcą pchać piechotę w górzysty, 85-milionowy kraj uzbrojony po zęby w rakiety balistyczne i roje dronów. Wystarczy jedna salwa w tankowce w Cieśninie Ormuz, żeby zablokować jedną piątą światowego handlu ropą.
Inwazja lądowa na Iran to nie będzie żadna „krótka operacja”. To będzie natychmiastowy krach rynków finansowych, eksplozja cen energii na całej planecie i hekatomba, jakiej ten świat nie widział od pokoleń. Imperialne urojenia kilku starych dziadów z Waszyngtonu znowu pchają ludzkość prosto w otchłań III wojny światowej.
BREAKING: Iran's Army, with a total of 420,000 troops, says the majority of its ground force units are now deployed along the country's borders, with a heavy concentration on the Makran coast on the Gulf of Oman, including special forces, rapid-response, mechanized and artillery units, per Fars.
Iran anticipates US ground forces may attempt to invade through the southern coastal cities, coming after Trump said Thursday he is approaching "a major turning point in the war with Iran" and has "a big decision coming up."
The statement follows Iran placing all armed forces on Code 100, its highest alert level, last night.
Prawdziwy zwycięzca to państwo: nic nie zrobiło, nie kupiło nawet jednego losu, a w 5 sekund zgarnęło prawie 4,5 MILIONA ZŁOTYCH podatku z czystej gotówki faceta. Totalitalny haracz od szczęścia. W tym kraju możesz trafić szóstkę w totka, a urzędnik i tak pierwszy wyciągnie łapę po twoje miliony.
W Chinach i Australii na pola wyjeżdżają autonomiczne maszyny z AI i laserami wypalającymi chwasty bez grama chemii. Czysta innowacja, cięcie kosztów i potężny skok wydajności.
A u nas?
U nas „nowoczesne rolnictwo” to 800 stron unijnych formularzy, raportowanie każdego zjedzonego przez krowę źdźbła trawy i dotacje do ugorowania ziemi, żeby tylko przypadkiem nic nie wyprodukować. Świat inwestuje w automatyzację i nokautuje nas technologicznie, a europejscy i polscy urzędnicy wolą dusić rolników certyfikatami i zakazami.
Dlaczego my się, do cholery, nie rozwijamy?
Bo w Europie rolnictwo traktuje się jak problem klimatyczny do wygaszenia, a nie jak biznes, który ma zarabiać i wdrażać technologie. Za dekadę będziemy importować żywność z Azji, bo tam postawili na inżynierów i kapitał, a my na zieloną biurokrację i jałmużnę z dopłat. Kiedy wreszcie ktoś zdejmie ten regulacyjny kaganiec z naszych gospodarstw?
🌾 W Chinach na pola wyjechały maszyny, które dzięki kamerom, AI i laserom wykrywają oraz niszczą chwasty bez użycia pestycydów. Technologia trafiła już także do Australii, gdzie korzystają z niej duże gospodarstwa rolne.
@HormuzLetter Jedno uderzenie w Arabię i wielki antywojenny prezydent już pali miliardy na bomby w Jemenie. Znowu robią za darmową ochronę szejków. Czysty idiotyzm.
Moody’s obniża rating Polski i wreszcie ktoś nazwał rzeczy po imieniu: polska gospodarka zapieprza, a państwo przepala te owoce w piecu socjalnego populizmu.
To jest absolutna kompromitacja całej naszej klasy politycznej. Kiedy przez ostatnie lata był wzrost, zamiast redukować zadłużenie i robić poduszkę finansową, politycy urządzili sobie igrzyska w kupowaniu głosów. Kolejne plusy, trzynastki, czternastki, dotacje i pompowanie państwowego molocha. Efekt? W fazie koniunktury mamy finanse publiczne w stanie przedzawałowym.
Polski przedsiębiorca i pracownik ciągną ten wóz pod górę, generują PKB i płacą drakońskie podatki, a rząd traktuje ich budżet jak darmowy bankomat bez dna. Rating nie spada przez „wojnę” czy „kryzys światowy”, tylko przez czysty, bezmyślny etatyzm i brak jakiejkolwiek dyscypliny budżetowej.
Jak przyjdzie realne spowolnienie, to ten domek z kart runie, a za bankiety polityków zapłacimy wszyscy w wyższych podatkach i kosztach obsługi długu. Czas skończyć z rozdawnictwem, zanim rynki skończą z nami.
Agencja Moody’s obniżyła
rating Polski o jeden poziom
zrównując swoją ocenę z innymi agencjami. Co istotne wcześniej Moody’s oceniał Polskę o jeden szczebel wyżej.
Problemem Polski nie jest obecnie recesja, lecz stan finansów publicznych. Moody’s wprost zarzuca polityce fiskalnej procykliczność i niewykorzystanie dobrych lat do odbudowania zasadniczych wskaźników budżetowych.
Sama obniżka o jeden stopień nie oznacza automatycznego skoku oprocentowania kredytów czy gwałtownego osłabienia złotego. Polska gospodarka nie jest przez agencje przedstawiana jako słaba. Podkreśla się jej dużą odporność, członkostwo w UE oraz solidną pozycję zewnętrzną i wzrost gospodarczy. Dlatego obecny sygnał można streścić następująco:
gospodarka rośnie szybko, ale finanse państwa pogarszają się mimo tego wzrostu. I to jest najpoważniejszy, niepokojący element diagnozy Moody’s.
Francja cofa się do lat 70. Co dziewiąta stacja benzynowa jest całkowicie sucha, a diesel kosztuje ponad 10 ZŁOTYCH ZA LITR. Ludzie biją się w kolejkach o resztki paliwa, a rządowe statystyki bezczelnie kłamią, zaniżając skalę katastrofy.
Tak właśnie wygląda w praktyce eurosocjalistyczny „Zielony Ład” i zarzynanie własnego przemysłu. Przez dekady brukselskie elity i francuscy etatyści zamykali oczy na rzeczywistość, niszczyli tradycyjną energetykę podatkami klimatycznymi, nakładali regulacje z kosmosu i wmawiali ludziom, że gospodarka pojedzie na ideologicznych mrzonkach. No to macie swój wspaniały postęp: brak paliwa, paraliż państwa i ceny z kosmosu.
To nie jest żaden pech. To jest celowy sabotaż europejskiej gospodarki przez oderwanych od życia biurokratów. Zrobili ze Starego Kontynentu skansen, w którym zatankowanie auta staje się luksusem dla bogaczy. Jak natychmiast nie wyrzucimy tej regulacyjnej patologii do kosza, w Polsce będziemy następni w kolejce do pustego dystrybutora. Obudźcie się wreszcie.
BREAKING: France is running out of fuel. 11% of France's stations nationwide are now out of petrol or diesel, one in nine, with 16% of stations short in Grand Est, 15% in Pays de la Loire, 14% in Occitanie, and 13% in Centre-Val de Loire, per government figures published this morning.
The official count only registers a station as short if it has no petrol at all or no diesel at all, so a station out of one grade but holding another is not counted, meaning the real shortage is much larger. French diesel averages €2.406 a litre, about $10.45 a gallon.
Europe is facing its worst energy crisis in history.
Typowy lewicowy populizm: obiecajmy ludziom pociągi w cenie tramwaju, a rachunek wyślemy krakowianom w wyższych podatkach od nieruchomości i droższych biletach jednorazowych. Infrastruktura istnieje, ale jej utrzymanie kosztuje realne miliony. Ręczne sterowanie cenami biletów rozwala budżety miast w całej Polsce.
I bardzo dobrze. Jak mały przedsiębiorca nie wystawi paragonu za 5 zł, to ten sam aparat skarbowy dojeżdża go bez litości i nikt nie płacze w internecie. Prawo ma być równe dla wszystkich, a nie że jak lepisz pierogi w stroju ludowym na dożynkach, to nagle podatki cię nie dotyczą. Albo znosimy kasy fiskalne i deregulujemy drobny handel dla każdego, albo egzekwujemy przepisy bez wyjątków i świętych krów.
„Nie musieliśmy informować opinii publicznej, bo nasz bot po prostu z nudów shackował trzy firmy i sam przestał”. Wyobraźcie sobie, co by się działo, gdyby zrobił to zwykły człowiek – siedziałby w celi po 10 minutach. Ale jak robi to model od Big Techu, to nazywają to „niegroźnym incydentem”.
System działa zbyt dobrze, więc miasto dowala ludziom 30% podwyżki. Rozumiecie ten absurd? Segregujesz, taszczysz puszki i butelki do sklepu jak ci kazali, a gmina nagle płacze, że za mało na tobie zarabia i każe płacić 40 ziko od osoby. To jest kwintesencja tego państwa: nieważne co zrobisz, na koniec i tak urzędnik wyciągnie łapę po twoją kasę.
I właśnie dlatego krytyka brukselskich regulacji ma sens. Wspólny rynek to najlepsze, co spotkało polską gospodarkę, ale jeśli pozwolimy eurokratom zarżnąć go raportowaniem ESG, zakazami i kolejnymi parapodatkami, to te liczby szybko zaczną lecieć w dół. Wolny handel to wolność gospodarcza, a nie ślepy zachwyt nad każdą bzdurną unijną dyrektywą.
Zamiast twardych, automatycznych kar finansowych dla realnych wariatów wjeżdżających pod pociąg, znowu wrzucacie wszystkich do jednego worka i oddajecie urzędnikom prawo do niszczenia ludziom życia zawodowego. Kolejny przepis pisany na kolanie po głośnym wypadku, żeby przykryć lata zaniedbań PKP i zaniechanych inwestycji w bezkolizyjne przejazdy.
@PUsiadek Zamiast swobody handlu mamy 27 oddzielnych barier biurokratycznych na jednym „wspólnym” rynku. 100 tysięcy złotych kosztów papierologii za wysłanie kilku paczek to jawny sabotaż małego biznesu. Korporacje zacierają ręce, bo unijne regulacje wycinają im najgroźniejszego - Polskę.
Import rośnie, bo polski węgiel jest po prostu niekonkurencyjny cenowo, a nie dlatego, że ktoś ma kaprys kupować go w Kazachstanie czy Kolumbii.
Nawet po doliczeniu frachtu przez pół świata surowiec z odkrywki z drugiego końca globu wychodzi taniej niż węgiel z polskich kopalń, gdzie fedruje się kilometr pod ziemią w skrajnie trudnych warunkach geologicznych. Koszt wydobycia w PGG to w dużej mierze koszty stałe: deputaty i przywileje związkowe, które nie mają nic wspólnego z rynkową wydajnością. Podatnik od dekad dopłaca miliardy do każdej wydobytej tony, żeby utrzymać ten skansen, a potem dziwimy się, że energetyka szuka tańszego surowca, by nie windować cen prądu dla reszty przemysłu.
Prawdziwym absurdem nie jest to, że zamykamy nierentowne ściany, tylko to, że robimy to bez alternatywy w postaci atomu i deregulacji sieci, topiąc 11 miliardów w odprawach zamiast w transformacji. Chiny budują węgiel, bo mają go tanio i u siebie. My mamy drogi surowiec, państwowy monopol i roszczeniowe związki, które zabiły opłacalność tego sektora skuteczniej niż jakakolwiek unijna dyrektywa.
Zamykamy kopalnie, a import wzrósł o 168% i to ze Wschodu!❗
Dane Agencji Rozwoju Przemysłu, opublikowane przez "Gazetę Wyborczą".
W pierwszym półroczu 2026 roku importerzy sprowadzili do Polski 3,06 mln ton węgla energetycznego. To o 168 procent więcej niż w pierwszych sześciu miesiącach 2025 roku.
Do lipca sprowadziliśmy prawie tyle, co w całym 2024 roku. Jeśli tempo się utrzyma, będzie to najwyższy import od kilku lat.
Skąd ten węgiel?
Ponad połowa z Kazachstanu. Milion ton z Kolumbii. Reszta w ilościach śladowych.
Teraz zestawmy to z tym, co robi polskie państwo.
31 sierpnia wyłączono ostatnie dwa bloki węglowe Elektrowni Dolna Odra. Z systemu ubyło łącznie 908 MW mocy sterowalnej.
Rząd zatwierdził likwidację sześciu kopalń: Bobrek, Wujek, Sośnica, Bolesław Śmiały, Bielszowice i Halemba. Koszt dla podatnika: 11,275 mld zł.
Mamy pod nogami udokumentowane 61 mld ton węgla kamiennego. Wydobycie spada. Import rośnie o 168 procent. Kopalnie zamykamy za miliardy złotych.
A świat idzie w przeciwną stronę. Indie i Chiny każdego roku inwestują w nowe elektrownie węglowe, nie przejmując się Europejskim Zielonym Ładem. Te kraje nie są wyjątkiem, to tylko liderzy słupków wzrostowych.
Wszyscy widzą to samo. Tylko my wyciągamy odwrotny wniosek.
Czy węgiel z Kazachstanu emituje mniej dwutlenku węgla niż ten spod Bytomia? Nie. Emituje dokładnie tyle samo.
Do tego dochodzi transport przez pół Azji.
Polityka klimatyczna nie zmniejszyła emisji. Przeniosła wydobycie za granicę, a rachunek zostawiła polskiemu podatnikowi.
Te dane wcale nie oznaczają, że Polacy nagle zniknęli – oni po prostu uciekają przed brakiem płynności rynku pracy.
Warszawa, Wrocław czy Gdańsk rosną, bo mają to, czego średnie miasta nie potrafiły zbudować: efekt skali i gęstość kapitału. Młody, wykwalifikowany człowiek nie przeprowadza się do metropolii dla „ładnej starówki”, tylko po to, żeby zminimalizowa�� ryzyko zawodowe. W topowych aglomeracjach zmiana pracodawcy to kwestia przejścia na drugą stronę ulicy, a w mieście 50k mieszkańców masz często dwóch sensownych pracodawców na krzyż, a reszta to sektor publiczny i lokalne układy.
Druga sprawa to suburbanizacja i przestarzała metodologia GUS. Przykładowo Poznań formalnie traci mieszkańców, ale powiat poznański rośnie w potężnym tempie, bo ludzie wyprowadzają się za granicę administracyjną miasta ze względu na chory koszt gruntu i paraliż planistyczny.
Większość samorządów przespała ostatnią dekadę. Zamiast uchwalać plany zagospodarowania, przygotowywać uzbrojone tereny pod przemysł i konkurować stawkami podatku od nieruchomości, przepalano dotacje na rewitalizacje placów i aquaparki, które teraz generują tylko koszty stałe. Kapitał i ludzie zawsze odpływają tam, gdzie krańcowa produktywność ich pracy jest najwyższa – i żadne centralne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni.
Polskie miasta się wyludniają - spadek populacji wystąpił w 91% spośród 66 największych polskich miast przez ostatnie 10 lat.
Tylko 6 miast zwiększyło swoją populację (Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław, Rzeszów i Opole).
W przypadku 20 miast (30%) spadek był większy niż 10%.
Chcecie tanich mieszkań na wynajem? To zlikwidujcie wreszcie patologiczne prawo, przez które właściciel nie mo��e wyrzucić ze swojego lokalu kogoś, kto przestał płacić. Dziesiątki tysięcy mieszkań stoi pustych, a ludzie uciekają w Airbnb ze strachu przed państwową ochroną dzikich lokatorów.
@__Lewica Przetłumaczę z lewicowego na polski: „Nie obniżymy podatków w paliwie, bo potrzebujemy waszej kasy na urzędników, ale za to zrobimy wam nowy podatek dla firm, żeby benzyna była jeszcze droższa”.
Panie Jankowski, ludzie płacą setki złotych prywatnie, bo wasza uwielbiana państwowa służba zdrowia to bankrut, który zjada gigantyczne składki i daje w zamian termin na 2028 rok. Lekarz wycenia swój czas na wolnym rynku, a pan zamiast zapytać, dlaczego państwo zabiera Kowalskiemu 9% haraczu na fikcyjne darmowe leczenie, woli szczuć na specjalistów. Tani populizm pod publiczkę.