Nie zgodzę się z Szanownym Panem Profesorem i od razu mówię – nie będzie tematu „pójścia na Sowietów z akwarelistą”.
Dwa punkty ode mnie:
Po pierwsze – Powstanie Warszawskie O bezsensowności tego zrywu pod względem politycznym i militarnym historycy oczywiście dyskutowali od dawna.
Piotr Zychowicz uczynił jednak ten temat bardzo popularnym w społeczeństwie – zwłaszcza po „odkopaniu” Powstania w III RP, po okresie PRL i po próbach jego mitologizacji przez środowiska szczególnie związane z szeroko pojętym PiS-em.
Powstanie stało się fenomenem, pojawiła się słynna minuta ciszy i postoju przy dźwięku syren.
I w kontekście szacunku i hołdu dla walczących i poległych bohaterkę to bardzo dobrze.
Zychowicz przeniósł jednak debatę o Powstaniu z poziomu tylko rozmów o honorze, racji, ofierze, poświęceniu i całej metafizyce na grunt pytań o sens polityczny, realne szanse militarne i zwykłe liczby – żołnierzy, ich wyszkolenie, dostępny sprzęt.
I chwała mu za to, że spopularyzował taki sposób myślenia w kraju tak mocno skupionym na metafizyce – czego świadkami jesteśmy co roku w sierpniu, gdy zwolennicy i przeciwnicy Powstania rozmawiają na zupełnie różnych płaszczyznach.
Uczciwie trzeba dodać, że u części jego zwolenników ten proponowany przez Pana Zychowicza „realizm” przybrał wręcz karykaturalną formę, w której cały świat postrzegany jest jako jeden wielki, chłodno-racjonalny mechanizm.
To też tak nie działa, ale to już inny temat.
Po drugie – Żołnierze Wyklęci Bardzo bliskie jest mi spojrzenie, które w tej kwestii (i w ogóle na historię) kładzie nacisk na los każdego człowieka z osobna – z oceną jego konkretnych czynów, bez wrzucania wszystkich do jednego worka.
Oceny czynów, a nie od razu całej osoby – bo jeden człowiek może popełniać jednocześnie dobre i złe rzeczy.
Taką właśnie perspektywę prezentuje książka „Skazy na pancerzach. Czarne karty epopei Żołnierzy Wyklętych” – pokazuje Wyklętych przez pryzmat ich dobrych i złych czynów, czasem zamkniętych w jednej osobie, zamiast – jak to u nas popularne – z góry uznawać ich za BANDYTÓW albo za nietykalną ŚWIĘTOŚĆ, której w zasadzie nie wolno dotykać pytaniami.
I jeszcze raz powtarzam – zdaję sobie sprawę, że takie podejścia do Powstania czy Wyklętych i innych tematów były od zawsze obecne wśród historyków zamkniętych w archiwach i za zamkniętymi drzwiami gabinetów.
Zychowicz po prostu je spopularyzował w naszym społeczeństwie, które często lubi patrzeć bardzo zero jedynkowo.