@13Jaskos@korpopajter Pierwszy raz w naszej historii się coś kończy? Serio? Podpowiem raz jest lepiej, raz gorzej i tak w kółko. Coś się kończy, coś zaczyna. Proza życia. NIE MA na świecie kraju, który cały czas tylko "rośnie". Co by nie było damy radę, jak zawsze. To nie koniec świata
@13Jaskos@korpopajter 😂 po '45 kraj był w riunie i daliśmy radę, po '89 gospodarcza katastrofa i daliśmy radę. Skąd pomysł że teraz sobie nie poradzimy? Naprawdę uważa Pan że tym razem to już po nas? (Celowo nie wymieniam I RP). Skąd ten fatalizm? Damy radę - jak przez poprzedni tysiąc lat 😎
@13Jaskos@korpopajter I co z tego że nie było ich wcześniej? Pokonywaliśmy większe trudności. Problemy o których wspominasz są oczywiste dla większości w PL. Czy da się rozwiązać je w 5 minut? Nie. Czy są do pokonania? Tak. I tyle wystarczy. To nie XIX wiek i pora skończyć z fatalizmem.
@13Jaskos@korpopajter poczytaj jak to było w 90. Serio. Pokonaliśmy wiele trudności (w całej tysiącletniej historii)-skąd pomysł że obecne ( i przyszłe) trudności nas pokonają? Zupełnie tego nie rozumiem. Krok po kroku. Nie wszystkie na raz. Narzekasz na rozwarstwienie - w '90 mogłeś po prostu zniknąć
@13Jaskos@korpopajter Mafie i haracze, przemoc subkultur, inflacja, armia z radzieckim sprzętem i podobną mentalnością, bieda, ubóstwo dzieci, akceptacja jazdy o pijaku, ucywilizowanie notariuszy i ich zarobków (to samo czeka lekarzy), pluralizm mediów i wiele, wiele innych. Krok po kroku, do celu
@13Jaskos@korpopajter I to będzie trwać wiecznie? Nie od razu Rzym zbudowano. 80 lat temu kraj był ruiną. 35 byliśmy ubogim, wyniszczonym komunizmem państwem z licznymi problemami. PL pokonywała znacznie większe zagrożenia niż Pan wymienił. To potrwa, w między czasie może być gorzej, ale krok po kroku
@_Yogi_12@korpopajter A elity IRP budowały się 30 lat? Nie. Robiły to wiele pokoleń. Kształtujemy elity, ale to potrwa kilka pokoleń. Ostatnie 30 lat to ważny krok w dobrą stronę ale trzeba zrobić kolejne. Mamy więcej niż tysiąc lat, nie idealizujemy, były chwile chwały i ogromne błędy. To normalne
@13Jaskos@korpopajter Porówna Pan co było w '89, a teraz.Skok naprzód. Nie wszystko poszło tak jak powinno-racja, ale to nie umniejsza skokowi cywilizacyjnemu jaki PL zrobiła. Jeszcze wiele przed Nami, ale nie wszystko na raz. Schowajcie kompleksy, przestańcie narzekać i skończcie z cebulą, będzie ok
@13Jaskos@korpopajter Tak, obchodzi. Z niewolnikami pełna zgoda. Ocenianie kraju prze wybrany okres (np. 100 lat) to tak jakby oglądać losowe 15 minut 2 godzinnego filmu i wystawić ocenę. Można, ale po co. Przestańcie się samobiczować. Nie tylko I RP była "spoko", ostatnie 30 lat to kolosalny rozwój.
@DrabinskiAriel Jako mieszkaniec odpowiem: nie było alertu, komunikatów głosowych, czy informacji po. Przed 4 zawyły syreny na atak, potem na odwołanie. Innych komunikatów brak. O tym co się stało dowiedziałem się z internetu już jadąc do pracy (nie ze stron rządowych, ale mediów).
@jpinkwart Zbytni optymizm. Mowa-trawa. Puste słowa, a na koniec informacja o zwiększeniu finansowania i poszerzeniu działania ich instytutu, który lekko mówiąc nie jest nawet blisko patrzenia na XX wiek, tak jak PL. Budowania symetryzmu i usprawiedliwienie morderców cią dalszy
W rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu chciałbym zostawić tutaj świadectwo. Opowieść pani Antoniny Tokarz, z którą miałem zaszczyt porozmawiać w 2019 r. pracując nad książką "Wymazana granica". Jeżeli uznacie, że warto, proszę podajcie dalej, żeby ten głos nie zaginął:
– Wcześniej byliśmy Polakami, a staliśmy się Lachami, którym życzy się śmierci. Jednak najpierw zniknęli Żydzi. Ten bogaty, który u nas w wiosce prowadził duży sklep, i ten biedny, który jeździł, zbierając po domach szmaty i butelki. Zniknął też młynarz i nie było już gdzie zboża mielić. Gestapo wspólnie z ukraińską policją pędziło ich do okolicznych lasów, tam kazali kopać doły i rozstrzeliwali. Wielu było takich Ukraińców, co oburzali się na tych ich policjantów albo nawet ukrywali Żydów, którym udało się uciec. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że my będziemy następni.
Pewnego wieczoru na początku marca 1943 toku usłyszeli strzały od strony domu ich wujostwa. Tata Antoniny poszedł tam rano, a jak wrócił, przenikała go zgroza która wcisnęła mu się pod skórę, zmieniła rysy twarzy. I wtedy Antonina też zaczęła się bać. Tata wszystko opowiedział mamie. O tym, jak zobaczył razem z sąsiadami swoją siostrę Anielę leżącą w łóżku z roztrzaskaną głowę. I krew ściekającą na podłogę. Na strychu natrafili na jej męża pokłutego bagnetami. Jakby wciągnął za sobą drabinę, to może by przeżył. Usłyszeli jęki i pod plewami znaleźli całą poranioną ich córkę Marysię. Strasznie płakała, kiedy ją znosili na dół, opłukiwali z tej słomy, nakrywali pierzyną i wieźli do szpitala. Tam lekarz powiedział, że ma przestrzelone prawe ramię, biodro i udo. Dał jej zastrzyk przeciwbólowy, bo innych leków nie miał. Marysia trochę jeszcze pocierpiała, zanim umarła. Wtedy tata Antoniny razem z ukraińskim sąsiadem zbili z desek dużą trumnę i całą rodzinę w tej jednej trumnie pochowali na cmentarzu w Radziwiłłowie.
– Potem pojechali do ich domu i zaczęliśmy się modlić. W tej chacie razem z nami śmierć siedziała. Siedziała, patrzyła na nas, zębami zgrzytała. A najstraszniejsze było, że nie wiedzieliśmy, dlaczego tutaj przyszła. Oni byli prostymi ludźmi, takimi jak my. Nikomu nie wadzili, od nikogo nic nie chcieli. – Staruszka upija łyk wody z podanej przez córkę szklanki.
Antonina przymyka oczy, ale po chwili unosi się na łokciach i zaczyna opowiadać, że tej samej nocy na horyzoncie pojawiła się łuna. Trzy dni później kolejna. Rano przybiegł sąsiad ożeniony z Ukrainką. Jej rodzina ostrzegła ich, że grasują bandy wyrzynające Lachów i muszą uciekać, bo dla kobiety, jeśli nie wyrzeknie się męża, też nie będą mieli litości. Tego dnia cała rodzina Antoniny zaczęła się ukrywać. Kiedy zmierzchało, uciekali w różne miejsca. Próbowali stać się niewidoczni, niesłyszalni. Mama Antoniny chowała się u sąsiadki, tata w szopie, a ona z rodzeństwem w stodołach Ukraińców. Jedni o nich wiedzieli, inni nie. Zaczęła bać się psów. One zawsze wyczują obcego człowieka.
– Chciałam, żeby ta słoma mnie pochłonęła. Żebym się w niej rozpuściła, bo słomy nikt nie morduje. Dopiero po chwili przyszło mi do głowy, że słomę się pali i mnie też tak mogą spalić. Codziennie docierały do nas wieści, od których włosy jeżyły się na głowie. Tych dom spalono, tamtą rodzinę wymordowano. Mężczyzn, kobiety, dzieci, noworodki. Jak w upiornej loterii. Nigdy nie było wiadomo, na kogo padnie. Dzisiaj porąbiemy ciebie albo twojego sąsiada. Dowiesz się, że twój czas już nadszedł, dopiero jak przyjdziemy z siekierą. Na takiej ciuciubabce z kostuchą minął marzec i nadeszła wiosna.
Wykończyły nas te nocne wędrówki. W dzień zasypialiśmy na stojąco. Tata zgodził się, żebyśmy zostali w chacie, ale mieliśmy spać w ubraniach i butach. Wtedy mój brat Michał nagle powiedział: „Mamo, przecież to bez znaczenia, czy zostaniemy u siebie, czy pójdziemy w las, bo oni i tak nas zabiją”. Kiedy to mówił, to miał tak szeroko otwarte oczy. I najgorsze, że nie było w nich lęku, tylko całkowita rezygnacja, pogodzenia z losem. Mama zaczęła szlochać i pytać, dlaczego on tak myśli. A on zupełnie spokojnie odpowiedział: „Bo jesteśmy Polakami”.
W końcu jednej nocy banda przyszła również do ich domu. W ostatnim momencie zdążyli się ukryć na polu uprawnym. Rano przerażony sąsiad zapakował dobytek na wóz, rozpuścił zwierzęta i uciekł do Radziwiłłowa. Ojciec Antoniny wierzył jednak, że im uda się przetrwać.
– Pamiętam, jakby to było wczoraj, a może to było wczoraj. – W głosie Antoniny czuć, że traci siły, ale chce doprowadzić do końca swoją opowieść. – 31 maja 1943 roku. Ciepłe i słoneczne popołudnie. Lato już na Wołyń zaglądało. Nagle na obrzeżach wioski, nad kolonią, wykwitły czarne chmury. Wzbijały się wysoko w niebo, jakby chciały zakryć słońce. W powietrzu zadudniło od wystrzałów. Pomyśleliśmy, że kogoś mordują, ale nie mieliśmy odwagi pójść i zobaczyć. Tylko coraz szybciej wrzucaliśmy rzeczy do worków i na furmankę. Krowy oddaliśmy sąsiadom Ukraińcom, jedną tylko sobie zatrzymaliśmy. O zmierzchu przyszedł z kolonii zaprzyjaźniony Ukrainiec. Nie mógł uwierzyć, co się wydarzyło. W kółko tylko powtarzał: „Uciekajcie, uciekajcie, bo banderowcy już w biały dzień mordują. Wszystkich was ukatrupią, a my wam nie pomożemy, bo i nas zariezają”.
Drogi zostały odcięte przez grasujące bandy. Okoliczne wsie płonęły. Nie zdążyliśmy wyjechać, tylko szybko ukryliśmy się na poddaszu w stodole. Siedzieliśmy tam cicho jak myszy pod miotłą. Jakby kto nas usłyszał, to jeszcze podłożyliby ogień i żywcem spalili. Miesiąc o wodzie i sucharach. Tata po nocy na palcach schodził do studni. Co jakiś czas przez ściany docierały do naszego prowizorycznego schronienia różne dźwięki. Szlochy, jęki, krzyki, strzały. Docierały zapachy. Palącego się drewna, deszczu zmieszanego z popiołem, przesiąkniętego wodą pogorzeliska. Tam nie było okien, tylko szpary między deskami. I przez te szpary można było zajrzeć do piekła. W końcu skończyło się nam jedzenie. Mieliśmy do wyboru albo umrzeć z głodu, albo wyjść i zaryzykować zadźganie, utopienie, zastrzelenie. Ja byłam już tak wycieńczona, że nie mogłam się podnieść z poduszki. To był ostatni moment.
O brzasku zaczęliśmy się żegnać z domem. Mama, siostry Bronia i Ruzia, brat Michał, wszyscy płakaliśmy. Tylko ojciec nie płakał. Twardo patrzył na pole, las, chałupę, stodołę, stajnię. Patrzył, milczał, usta zaciskał. Żegnał się z ojcowizną i sobą samym.
Antonina kończy czytać. Zapada w półsen.
Wnuk wyciąga z kieszeni schowaną w przezroczystym plastikowym puzderku małą złotą monetę. Na rewersie widnieje dwugłowy orzeł, na awersie portret cara Mikołaja II Imperatora i Samodzierżawcy Wszechrusi. Mężczyzna otwiera wieczko i delikatnie podaje babci pieniążek. Ojciec Antoniny sprzedał konie, żeby kupić cztery takie pięciorublówki. Każdemu z dzieci dał po jednej, kazał zaszyć w kołnierzyku i pilnować jak oka w głowie. Jeśli spotkaliby banderowców, to mieli się za nią wykupić od śmierci.
– Tyle było warto życie babci, mojej mamy, moje, moich dzieci. Pięć rubli od cara Mikołaja. – Mężczyzna gładzi staruszkę po dłoniach, w których skryta jest moneta. – Najbardziej boli, że przez tyle lat nie wolno nam było głośno mówić o tym, co ją spotkało. Za komuny kazano milczeć, a w już wolnej Polsce to był przez lata temat tabu. Szeptem po domach o tym rozmawiano. Chowano przeszłość w przekazywanej z pokolenia na pokolenia monecie. To niesprawiedliwie. Każdy zasługuje na to, żeby móc wykrzyczeć swoje krzywdy i by inni o nich usłyszeli.
Staruszka ponownie otwiera powieki, głaszcze monetę i obracając ją w palcach, mówi:
– Chcieliśmy, żeby tych przeklętych Ukraińców trafił szlag. A przed wojną nikomu by do głowy nie przyszło tak życzyć sąsiadowi, zięciowi, szwagrowie, koleżance z klasy albo podwórka. Nas przecież też uratowali Ukraińcy. Jakby sąsiad nie przybiegł, nie ostrzegł, to nie zdążylibyśmy się ukryć w tej stodole. Zaryzykował, bo jakby trafił na tych bandytów, to za pomoc Polakom też by mu gardło poderżnęli. Tam wtedy wszystko wypełzało z ludzi na wierzch. Jak ktoś był dobry, to stawał się szlachetny, a jak zły, to okrutny. A złość, nienawiść, wyrządzoną krzywdę dłużej się pamięta. Nikt nas nigdy nie przeprosił.
Antonina Tokarz zmarła kilka miesięcy po naszej rozmowie, zimą 2020 roku.
🟥 Krwawa Niedziela na Wołyniu
🗓 11 lipca 1943 roku ukraińscy nacjonaliści zaatakowali Polaków w 99 miejscowościach przedwojennego województwa wołyńskiego na Kresach Wschodnich – wtedy zajętych już przez niemiecką III Rzeszę.
❗️ Tego dnia miało miejsce apogeum Zbrodni Wołyńskiej. O świcie oddziały UPA – często przy aktywnym wsparciu miejscowej ludności ukraińskiej – otoczyły i zaatakowały jednocześnie 99 polskich wsi w pow. kowelskim, włodzimierskim, horochowskim i częściowo łuckim. Doszło tam do eksterminacji ludności cywilnej i zniszczeń. Wsie były palone, a dobytek grabiony. Badacze obliczają, iż tylko tego jednego dnia mogło zginąć ok. 8 tys. Polaków – głównie kobiet, dzieci i starców. Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, noży i innych narzędzi, nierzadko w kościołach podczas mszy św. i nabożeństw.
🟥 Za datę symboliczną dla ludobójstwa na Wołyniu uznaje się 10 lipca 1943 r., kiedy członkowie UPA rozerwali końmi wysłanego na pertraktacje z nimi przedstawiciela Polskiego Państwa Podziemnego Zygmunta Rumla. Po tej zbrodni rozpoczęły się masowe mordy na ludności polskiej na Wołyniu, a później w Małopolsce Wschodniej. Szacuje się, że ukraińscy nacjonaliści, wspierani przez chłopstwo, zaatakowali Polaków zamieszkałych w 4300 miejscowościach.
❗️ W pobliżu zniszczonych wsi i chutorów pozostały bezimienne masowe doły grobowe kryjące – najczęściej okaleczone – ciała polskich mieszkańców Kresów.
🟥 Celem ukraińskich nacjonalistów była jednak nie tylko fizyczna eliminacja polskiej społeczności, ale także wykarczowanie śladów świadczących o wielowiekowej obecności polskiej na Kresach. Dlatego równolegle z aktem ludobójstwa niszczyli polskie dobra kulturalne, zabytki, uderzali w kresową gospodarkę, wypalając polskie siedliska do fundamentów, ze szczególną zajadłością niszcząc katolickie kościoły❗️
ℹ️ W latach 1943–1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ukraińscy nacjonaliści wymordowali od 80 do 120 tys. Polaków. Precyzyjna liczba ofiar nie jest możliwa do ustalenia.
❗ 11 lipca obchodzimy święto państwowe: Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej.
Ukraina, UPA i standardy dyplomatyczne w Europie
Największym problemem w debacie historycznej z Ukrainą jest to, że działania upamiętniające UPA są obce standardom, jakie państwa europejskie stosują wobec sąsiadów. Historia Europy jest długa, złożona i pisana krwią — ale państwa stawiające na współpracę, rozwój czy nawet rywalizację przestrzegają pewnych zasad dyplomatycznych, które wyrażają się szacunkiem wobec sąsiada.
Polska z szacunku dla Litwy nie czci generała Żeligowskiego (słusznie zauważył to prof. @żurawski). Podobnych przypadków, w których poprawne relacje międzypaństwowe są przedkładane nad kult kontrowersyjnych postaci, jest więcej.
Chorwacja: Ante Pavelić nigdy nie był oficjalnie czczony przez państwo chorwackie (kult ogranicza się do marginesu skrajnej prawicy). Co ważniejsze — Chorwacja bardzo ostrożnie podchodzi do rehabilitacji jakichkolwiek postaci ustaszowskich, bo każda taka próba wywołuje ostrą reakcję Serbii i żydowskich organizacji międzynarodowych.
Kraje nordyckie od dekad świadomie kultywują etos „braterstwa nordyckiego" i unikają rozdrapywania sporów historycznych — mimo że materiału by nie brakowało (unia kalmarska, wojny duńsko-szwedzkie, duńska dominacja nad Norwegią i Islandią).
Niemcy: cała elita III Rzeszy (Hitler, Göring, Himmler i inni) nie tylko nie jest upamiętniana, ale jej gloryfikacja jest prawnie zakazana (paragrafy o Volksverhetzung). To fundament powojennej tożsamości Niemiec, który efektywnie chroni relacje z Polską, Francją, Rosją i innymi ofiarami okupacji.
Francja i Hiszpania: Francja ostrożnie podchodzi do upamiętniania generałów wojny algierskiej (Bugeaud, częściowo Massu) z uwagi na wrażliwość Algierii — choć to relacja postkolonialna, nie sąsiedzka. Bliższy przykład to Franco: młody generał brał udział w brutalnej kampanii w hiszpańskim Maroku (lata 20. XX w., z użyciem broni chemicznej przeciw ludności cywilnej Berberów). Współczesna Hiszpania, po ustawach o pamięci historycznej z 2007 i 2022 r., usunęła większość pomników Franco — także z uwagi na wrażliwość Maroka.
@VasylBodnar w ostatnim nagraniu do Polaków podkreślał wdzięczność Ukrainy za pomoc udzieloną przez Polskę. Nie wiem, jak na wschodzie od Bugu okazuje się wdzięczność, ale w Polsce ma ona wymiar praktyczny — objawia się w działaniu.
Jeśli Polska jasno sygnalizuje, że czczenie postaci odpowiedzialnych za wymordowanie 100 tysięcy bezbronnych polskich dzieci i kobiet jest nieakceptowalne, to właśnie tu jest przestrzeń, by ta wdzięczność się zmaterializowała. Cena dla Ukrainy jest przy tym niska — symboliczna, sprowadzająca się nie do działania, a do zaniechania.
Podobnie z przeprosinami. Po ukraińskiej stronie pojawiają się głosy: „ile razy Ukraina ma jeszcze przepraszać za ludobójstwo na Wołyniu?". Nie chodzi o powtarzanie słowa „przepraszam" — chodzi o działanie, z którym przeprosiny powinny się wiązać.
Polska, uwzględniając wrażliwość Ukrainy, nie czci Jaremy Wiśniowieckiego — nawet ulice jego imienia bywały zmieniane, a jeśli już się pojawia, to zwykle jako bohatera „Trylogii" obok Zagłoby, Zbyszka z Bogdańca czy Danusi. Nawet krwawa wyprawa Czarnieckiego na Bracławszczyznę— odpowiedź na masakrę pod Batohem — nie jest w Polsce upamiętniana. A przecież wyprawa Czarnieckiego z państwem ukraińskim ma niewiele wspólnego, bo gdy ruszał na prawobrzeże, nikt nie mógł przewidzieć, że na Rusi takie państwo powstanie.
Działania państwa ukraińskiego po prostu nie mieszczą się w kanonie zachowań przyjętych między współczesnymi państwami — stąd pewien chaos i brak strategii po stronie polskich władz można częściowo usprawiedliwić.
To trochę jak na podwórku: dzieciaki grają w piłkę, aż jeden zaczyna łapać ją w ręce, popycha innych i ogólnie nie trzyma się przyjętych zasad. Nikt nie ma gotowego planu, jak uratować grę — dopiero następnego dnia pada pomysł, żeby przenieść się na inne boisko albo bardziej pilnować, kto dołącza.
W słowniku @BartosiakJacek funkcjonuje pojęcie „państwa rewizjonistycznego". Stawiam tezę, że to Ukraina jest dziś państwem rewizjonistycznym — rewiduje standardy dyplomatyczne obowiązujące między sąsiadującymi państwami. Moim zdaniem finalnie wyjdzie to na szkodę samej Ukrainy.
CC: @WypartowiczBa@dszeligowski@RobertWinnicki@MarekBudzisz3
@Janusz_Ch_@RCB_RP@rogalaremiza To akurat ma sens. Wielka płyta, piecyk gazowy (w małej, niezbyt przewiewnej łazience). Znam taki przypadek. Niczego nieświadomy człowiek idzie się wykąpać i jak w porę nie wyjdzie z wanny to nieszczęście gotowe. Nie powinno się bagatelizować zawrotów głowy, osłabienia itd
AK to NIE jest UPA, wyjaśnia Piotr Zychowicz:
"ja się nie natknąłem na jakieś opisy Polaków, którzy by kogokolwiek tam na widły nabijali... na pewno nie dotyczy to AK"
Mam nadzieje, że to w końcu dotrze do zakutych łbów typu Wóycicki. I dla przypomnienia UPA około 100 000 zabitych Polaków, AK w ramach odwetu, powtarzam ODWETU za tę zbrodnie ludobójczą, zabiło 6 000 Ukraińców. Temat porównywania tych dwóch formacji uważam za zamknięty.