Powstaje film biograficzny o życiu legendy światowego pokera, Doyle'u Brunsonie. Kogo widzielibyście w roli "Texas Dolly'ego"? 🤔
https://t.co/KhhmnmGWhx
Już za miesiąc spotykamy się ponownie w Ołomuńcu na festiwalu Poker Fever Cup! W harmonogramie imprezy czeka na graczy pięć eventów 😎
https://t.co/S2VqhfbKZc
606 wpisowych
83 graczy w dniu finałowym
62 miejsca płatne
213.900 koron dla zwycięzcy
Dziś przed nami dzień finałowy Main Eventu Poker Fever Special! Zapraszamy serdecznie na relację na żywo od @JD_poker już od 16:00! 🔥
https://t.co/0lSQnTfkdg
Wczoraj w High Rollerze Polacy zniszczyli swoich przeciwników i zdominowali całkowicie ten turniej. Dziś mamy nadzieję na podobną sytuację i kolejne polskie zwycięstwo! 🔥
Zapraszamy na relację z Ołomuńca już od 18:00! Nadaje dla Was @JD_poker 😎
https://t.co/EpBDYhmwHK
Gdy Phil Hellmuth, mistrz świata w pokera, 17-krotny zdobywca bransoletki World Series of Poker, był jeszcze dzieckiem, jego matka nakleiła jemu i czwórce jego rodzeństwa karteczkę na lustrze w łazience. Były na niej trzy zdania:
„Jesteś tym, co o sobie myślisz. Stajesz się tym, co o sobie myślisz. Twoje myśli zamieniają się w rzeczywistość.”
O tych trzech zdaniach pamięta do dzisiaj i na nich zbudował swoją pokerową karierę. Opowiada o tym przez całą swoją autobiografię, wiele razy podkreślając, że wraz z każdym niepowodzeniem na drodze do mistrzostwa (a miał ich naprawdę wiele) zawsze wracał do tych słów, powtarzając je jak mantrę, wbijając je sobie wciąż i wciąż do głowy. Miał cel – zostać mistrzem świata i najlepszym pokerzystą w historii. Nic nie mogło stanąć mu na drodze. Porażki przekuwał w zwycięstwa. Uczył się na błędach, które sam popełniał. Wiedział dokąd zdąża.
Niesamowita jest w tym kontekście jedna historia z książki Phila Hellmutha. Gdy na początku 1989 roku wraz z dwójką pokerowych przyjaciół poleciał na turniej na Maltę, wciąż mówił im bez przerwy i na każdym kroku, że już za kilka miesięcy zostanie zwycięzcą Main Eventu WSOP i tym samym mistrzem świata. Oczywiście jego towarzysze kiwali tylko głową z politowaniem i nie traktowali tego poważnie, a gdy wiadomość o bałwochwalczych przechwałkach Phila dotarła do innych graczy, wówczas „beki z Phila” nie było końca. Tuż przed samym wyjazdem do Las Vegas Phil nagrał na swojej automatycznej sekretarce nowy tekst: „Tu mieszkanie Phila Hellmutha, mistrza świata w pokerze. Zostaw wiadomość”. Jak ta historia skończyła się dla Phila wszyscy wiemy – pokonał w heads upie Main Eventu wielkiego mistrza, Johnny’ego Chana, przerywając tym samym serię jego zwycięstw i zostając najmłodszym w historii mistrzem świata.
Wiecie co najbardziej nieprawdopodobnego jest w opowiedzianej przeze mnie powyżej historii? Otóż to, że towarzyszami Phila w wycieczce na Maltę byli Hans Lund i Brad Daugherty. Pierwszy z nich dosłownie rok po zwycięstwie Phila, w 1990 roku, zameldował się w heads upie Main Eventu i przegrał tytuł mistrza świata jedynie przez jeden z dwóch outów, który spadł szczęśliwie rywalowi na riverze. Z kolei rok później, w roku 1991, Brad Daugherty sięgnął już po tytuł mistrza świata! Sami uznajcie, czy był to jedynie nieprawdopodobny zbieg okoliczności, czy może Hans i Brad uwierzyli w rady Phila Hellmutha na temat wizualizacji sukcesu… 😎
Wkrótce po ukończeniu szkoły średniej Eli Elezra próbował dołączyć do Brygady Golani, elitarnego oddziału taktycznego piechoty zmechanizowanej Sił Obronnych Izraela, jednej z najsłynniejszych jednostek wojskowych na świecie.
Jednak plany Izraela wobec niego były inne – Elezra zgodnie z nimi miał dołączyć do sił powietrznych. Przyszłemu pokerzyście ta decyzja absolutnie się nie spodobała, nie podporządkował się rozkazom, a w konsekwencji na trzy tygodnie trafił do więzienia. Jego upór jednak się opłacił. Po wyjściu zza kratek przeszedł wszystkie niezbędne testy i ostatecznie dołączył do elitarnej jednostki piechoty. Doszedł tam aż do stopnia porucznika.
W wojnie libańskiej w 1982 roku Eli doznał dość poważnej kontuzji nogi, która wykluczyła go z dalszej służby wojskowej. Postanowił więc wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Elezra początkowo trafił na Alaskę, gdzie znalazł sobie ciężką, aczkolwiek dobrze płatną pracę – patroszenie ryb. Następnie pracował jako taksówkarz, a za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze otworzył sklep całodobowy.
W Stanach Zjednoczonych odkrył również uroki gier karcianych, z pokerem na czele. W 1988 roku przeniósł się wraz z siostrą i szwagrem do Las Vegas, by skorzystać z mnóstwa biznesowych okazji, które oferowało Miasto Grzechu. Otworzył niewielką firmę na słynnym The Strip, a wolne chwile spędzał w niedalekim Stardust Casino.
Cały czas inwestował w nowe przedsięwzięcia, a obecnie w samym Las Vegas posiada ponad dwadzieścia punktów z handlem detalicznym.
W zeszłym roku zdobył też swoją piątą bransoletkę na WSOP 😎
Mało kto zna tak naprawdę początki kariery Phila Ivey. Jako młody chłopak pracował w telemarketingu i każdego zarobionego dolara odkładał na swój pokerowy bankroll. Był koniec lat dziewięćdziesiątych, a Phil przy pomocy fałszywego dowodu na nazwisko Jerome Graham jako (według amerykańskiego prawa) niepełnoletni chodził do kasyn i brał udział w coraz droższych grach w 7-Card Stud. Często spał nawet na promenadzie w Atlantic City, zdarzały mu się kilkunastogodzinne sesje pokerowe w kasynie Taj Mahal. Wspinał się po limitach, uczył się gry każdego dnia, chciał grać z coraz lepszymi pokerzystami, którzy w tę grę grali przez wiele lat i zjedli na niej zęby. Poznał wszystkich, od graczy, przez krupierów i floormanów, po dyrekcję kasyna. Ze względu na swój styl życia nazywany był „No Home Jerome”.
I w końcu nadeszła ta chwila, gdy skończył 21 lat i odebrał swój własny dowód. Już wcześniej rzucił pracę telemarketera i ku rozpaczy rodziców został zawodowym graczem. Przeprowadził się do Atlantic City, znalazł mieszkanie. Po raz pierwszy wszedł do kasyna legalnie, a wszyscy zastanawiali się, jak udało mu się przez tyle czasu grać na lewych dokumentach.
Doświadczenie zdobywane w tak młodym wieku szybko zaprocentowało. Phil był zdolny, grał doskonale i wygrywał coraz większe pieniądze. Wkrótce opuścił Atlantic City na rzecz Los Angeles i tamtejszego Commerce Casino, gdzie trafił pod skrzydła Barry’ego Greensteina. Ten szukał właśnie „młodego padawana”, którego mógł wprowadzić do gry na wysokie stawki w domu Larry’ego Flinta, właściciela magazynu Hustler. Miał mu zapewnić zarówno bankroll na grę, jak i dalsze szkolenie. Już wtedy Ivey grał z powodzeniem na stawkach 100$-200$, a w kasynie można było grać do poziomu 400$-800$, ale gra u Flynta to była zupełnie inna bajka. Tam stawki oscylowały w granicach 4.000$-8.000$! Gra odbywała się tam trzy razy w tygodniu, a w czasie każdej sesji można było przegrać lub wygrać prawdziwy majątek.
Greenstein wyłożył na młodego Phila pół miliona dolarów. Można powiedzieć, że chciał stworzyć gracza, który będzie sumiennie się uczył, a potem wygrywał po kolei duże pieniądze, również dla niego. Gdy Ivey przegrał już praktycznie wszystko ze swojego startowego bankrolla nadeszła noc, w której dosłownie w ostatnim rozdaniu uratował resztki swojej kasy, a jednocześnie mocno skubnął gospodarza. Od tamtej pory zaczął regularnie wygrywać. Już nigdy nie wrócił na niskie stawki. Barry Greenstein powiedział później, że gdyby wówczas Ivey przegrał tamtą pulę, to obecny poker z pewnością tak by nie wyglądał, a jego rozwój mocno by się opóźnił.
Dzisiaj wydaje się to wręcz nierealne przy polityce oszczędnościowej prowadzonej przez PokerStars, ale jest jeszcze wielu graczy, którzy pamiętają tę promocję w największym wówczas poker roomie świata. Za 3.100.000 punktów FPP można było po prostu odebrać od PS samochód Porsche Carrera S! 🏎️
Nie było żadnych dodatkowych warunków, żadnego dodatkowego pojedynku czy turnieju o samochód. Zdobywałeś 3.100.000 FPP i samochód był po prostu Twoją własnością.
Jako pierwszy na świecie dokonał tego słynny włoski pokerzysta, Dario Minieri (wygrał między innymi High Rollera na EPT Warszawa). Było to w 2007 roku, miał wówczas 22 lata.
PokerStars w tej promocji poszło nawet dalej, bo za 5.000.000 FPP można było odebrać wygraną w postaci Astona Martina V8! W okresie, gdy obowiązywała ta promocja, PokerStars notował największy ruch w historii swojej strony, a swoje samochody odebrało od PS wielu graczy.
W 1994 roku, na 25-lecie World Series of Poker, Jack Binion zaproponował, aby zwycięzca Main Eventu otrzymał oprócz głównej wygranej pieniężnej również… tyle srebra, ile aktualnie waży! 😯
Traf chciał, że akurat w tym roku turniej główny wygrał Russ Hamilton ważący… 300 funtów, czyli około 136 kilogramów! Trzeba było więc wypłacić nagrodę w postaci 43 sztabek czystego srebra o wartości 28.000$.
Cudowną, można wręcz powiedzieć symboliczną historią, jest ta, jak Phil Ivey zdobył swoją pierwszą bransoletkę World Series of Poker. Był rok 2000, więc działo się to jeszcze przed „efektem Moneymakera”, a fieldy w turniejach WSOP były niewielkie, głównie w grach niszowych. Taka była wówczas omaha. W turnieju 2.500$ Omaha Pot Limit zagrało stu graczy. Na stole finałowym tego turnieju zameldował się również Ivey, ale kim on był, gdy spojrzało się na inne nazwiska przy stole? Zasiadły przy nim legendy pokera, w sumie jego rywale mieli dwanaście zdobytych bransoletek, w tym Phil Hellmuth, mocno świecąca gwiazda pokera, już sześć. Był Dave Ulliott, był Chris Bjorin. I był on – Amarillo Slim!
Gdy Amarillo Slim Preston zdobywał w 1972 roku swoje mistrzostwo świata, Phila Ivey nawet nie było na świecie (urodził się dopiero pięć lat później). Miał na koncie cztery bransoletki WSOP, a Ivey mógł się pochwalić… dwoma miejscami płatnymi zdobytymi na właśnie trwającym festiwalu. Był nikim. Amarillo był legendą. Nie tylko ze względu na swoje umiejętności, na swoją fenomenalną grę, ale również ze względu na to, że wszyscy znali doskonale jego hulaszczy tryb życia i ciągoty do hazardu. Był najlepszym przyjacielem Benny’ego Biniona, twórcy WSOP, grał w pokera z dwoma prezydentami USA – Lyndonem Johnsonem i Richardem Nixonem. Do tej pory zagrał cztery heads upy na WSOP i każdego wygrał. I to właśnie z nim wylądował w finałowym pojedynku nieopierzony Phil Ivey!
Na dodatek Amarillo Slim miał przewagę w żetonach w stosunku 5:1. Niewiele brakowało, a odpadłby on na samym starcie tego eventu, bo zanim się zorientował, że gra nie jest prowadzona w odmianie Hi/Low, to oddał połowę żetonów na samym początku gry. Odbudował jednak stack, doszedł do FT, wykosił doświadczoną konkurencję i miał tylko do pokonania 23-letniego młodzieńca, który trząsł się przy stole z nerwów. W piątym w swojej karierze heads upie Amarillo szedł po swoje – po piątą wygraną i piątą bransoletkę.
Stało się jednak coś dziwnego i nieoczekiwanego. Grający na początku bardzo tight Ivey w godzinę odwrócił losy tego pojedynku i ograł legendarnego Amarillo Slima, zdobywając swoją pierwszą bransoletkę WSOP! Symbolika tego wydarzenia jest wręcz uderzająca – oto stary mistrz, wygrywający wszystko i od zawsze, uwielbiający hazard, uznawany za chodzącą historię pokera, przegrywa pojedynek o bransoletkę z młodym, nikomu nieznanym graczem, o którym już dekadę później będą mówili dokładnie to samo, co o pokonanym Slimie – najlepszy gracz, legendarny pokerzysta, geniusz, kocha hazard. Świat pokera znalazł sobie właśnie wtedy nowego bohatera...
Tragicznej historii Stu Ungara ciąg dalszy...
Powrót Stu Ungara na WSOP nastąpił w 1990 roku. W Main Evencie zajął 9. miejsce, za co otrzymał 25.050$, chociaż trzeciego dnia znaleziono go nieprzytomnego w hotelowym pokoju. Przedawkował kokainę, ale miał wtedy tak dużą przewagę żetonów, że blindy zjadły go długo po tym, gdy opuścił stół.
W 1997 roku Billy Baxter dał mu 10.000$, dzięki czemu Stu Ungar jako ostatni gracz, tuż przed końcem rejestracji, zapisał się na Main Event. Mike Sexton zapewniał mu wtedy potrzebne wsparcie, a motywację do gry Ungar czerpał też ze zdjęcia swojej córki, które cały czas miał w kieszeni. W heads upie pokonał Johna Strzempa i wygrał milion dolarów, którym podzielił się z Baxterem. W wywiadzie po zwycięstwie widać jednak, jak duże szkody poczyniła kokaina w jego organizmie, a przede wszystkim co zrobiła z nosem...
Stu Ungar zaczął brać kokainę w 1979 roku, po śmierci swojej matki. To, co na początku miało pomagać w skutecznej grze podczas długich pokerowych sesji, skończyło się uzależnieniem, które ostatecznie zrujnowało mu życie.
W 1982 roku ożenił się z Madeline Wheeler, z którą miał córkę Stefanie. Adoptował też jej syna, Richarda, który w 1989 roku popełnił samobójstwo. Para nie była już wtedy małżeństwem. Rozwód wzięli cztery lata po ślubie. Rozstali się w 1986 roku, ponieważ wg słów Madeline, Stu ciągle znikał grać w pokera i zażywać narkotyki i nie był w stanie żyć w normalny sposób.
Do tych problemów dołączył również hazard. Być może fakt, że w remika i pokera był tak dobry sprawił, że szukał wyzwań gdzie indziej. Zakłady sportowe i wyścigi konne okazały się tym, co go pochłonęło. I było kolejną przyczyną jego upadku.
Swoją wygraną w Main Evencie WSOP w 1997 roku roztrwonił w kilka miesięcy. Rok później Baxter ponownie zaoferował, że opłaci jego wpisowe, ale gdy turniej się zaczynał Ungar stwierdził, że jest zmęczony i nie ma ochoty grać. Spowodowane było to wielkimi już problemami z narkotykami, które niszczyły go od środka.
Gdy fundusze się skończyły, a w pokera nie chciał grać bojąc się narobienia sobie wstydu przy stole, podobno prosił ludzi o pieniądze na grę, które wydawał potem na narkotyki. Ponieważ z jego nosa nic już praktycznie nie zostało, zaczął palić crack, za co został nawet aresztowany.
Ostateczny koniec nastąpił, gdy 20 listopada 1998 roku Stu Ungar zameldował się w pokoju numer 6 w Oasis Motel w Las Vegas. Dwa dni później znalazła go pokojówka. Już nie żył. W pokoju znaleziono 800$ i żadnych narkotyków, chociaż ich ślady koroner znalazł w jego organizmie. Przyczyną śmierci była jednak niewydolność serca – jego organizm był już tak zniszczony, że po prostu się poddał.
Koszty pogrzebu w całości pokrył Bob Stupak, a grób znajduje się w East Las Vegas Palm Valley View Memorial Park. Mowę pogrzebową wygłosił wielki fan Ungara i jego bliski przyjaciel – Mike Sexton.
Na jego nagrobku widnieje napis „Wielki człowiek, ale jeszcze większa strata”.
Wielu pokerzystów uważa, że najlepszym graczem w historii pokera był Stu Ungar. I gdyby przedwcześnie nie odszedł z tego świata, to wciąż byłby najlepszy, o kilka długości przed innymi wielkimi ikonami tej gry. Stu Ungar był dla pokera (i remika gin) tym samym, kim dla szachów był Bobby Fischer.
Stuart Errol Ungar urodził się 8 września 1952 roku na Manhattanie w Nowym Jorku. Jego ojciec był właścicielem baru i lichwiarzem, nic więc dziwnego, że od najmłodszych lat Stu wychowywał się wśród różnej maści graczy i hazardzistów. A ponieważ był ponadprzeciętnie inteligentny, nauka wszystkich rodzajów gier przychodziła mu z niezwykłą wręcz łatwością.
Wystarczy powiedzieć, że już w wieku 10 lat wygrał pierwszy lokalny turniej w remika gin. Ostatecznie rzucił szkołę w dziesiątej klasie, żeby zarabiać w nie do końca legalnych grach. Miał to „szczęście”, że mając 18 lat zaprzyjaźnił się z Victorem Romano – gangsterem, który wziął go pod swoje skrzydła i opiekę. A ta na pewno była przydatna, ponieważ Stu Ungar był równie inteligentny, co arogancki i non stop szukał kłopotów.
Jego ojciec zmarł na atak serca w 1967 roku, a matka miała kłopoty zdrowotne po udarze, więc Stu zanurzył się na całego w hazardowy półświatek Nowego Jorku, by pomóc utrzymać matkę i siostrę. Szło mu bardzo dobrze i szybko został uznany za jednego z najlepszych graczy w Nowym Jorku. Jego reputacja sprawiła jednak, że nikt już nie chciał z nim grać, więc w 1976 roku przeniósł się na Florydę, a rok później znalazł swoje miejsce na ziemi w Las Vegas.
Na miejscu okazało się jednak, że w remika dosłownie niszczył wszystkich swoich przeciwników. Robił to do tego stopnia, że liczne kasyna prosiły go, by nie grał u nich w turniejach, ponieważ inni gracze nie chcieli się wtedy na nie zapisywać ze strachu, że wpadną na niezwyciężonego Stu.
Ungar zwrócił się wtedy w stronę pokera. Gdy zgłosił się do Main Eventu WSOP w 1980 roku, był to dla niego dopiero drugi turniej w Texas Hold’em w życiu! Nie miał więc praktycznie żadnego pokerowego doświadczenia, ale mimo wszystko pokonał na FT Johnny'ego Mossa i za moment w heads upie samego Doyle’a Brunsona (obaj już mieli po dwa tytuły mistrza świata na koncie) i mając 26 lat został najmłodszym wówczas zwycięzcą Main Eventu WSOP.
Rok później powtórzył swój wyczyn, ale było bardzo blisko, by Ungar nie miał na to żadnej szansy, ponieważ Benny Binion chciał mu wcześniej wlepić zakaz gry w jego kasynie. Pokerzysta napluł ponoć w twarz krupierowi po przegranej dużej puli i dopiero interwencja syna Benny’ego, Jacka, sprawiła, że Stu Ungar po raz drugi zagrał i wygrał Main Event.
A potem zrobił to po raz trzeci, ale to już zupełnie inna historia 😎
Symbolika waletów nawiązuje - podobnie jak w przypadku króli i dam - do postaci historycznych, antycznych lub literackich. Walet pik jest powiązany z hrabią Ogierem Duńczykiem, bohaterem narodowym Danii i legendarnym rycerzem. Walet karo reprezentuje trojańskiego księcia Hektora. Walet trefl natomiast odzwierciedla Lancelota, jednego z rycerzy Okrągłego Stołu. A walet kier nawiązuje do La Hire’a, francuskiego dowódcy z wojny stuletniej i towarzysza broni Joanny d’Arc.
Russ Hamilton jest jedną z najbardziej znienawidzonych postaci w historii pokera. Choć zdobył tytuł mistrza świata w 1994 roku, to kilkanaście lat później został uznany za największego oszusta w słynnej aferze z założonym przez niego poker roomem UltimateBet. Ale to materiał na innego posta...
Dziś chcę Wam opowiedzieć o innym zdarzeniu, co pokazuje właśnie charakter Russa Hamlitona i jego podejście do zdobywania pieniędzy w niekoniecznie uczciwy sposób. Swoją drogą był to jeden z ikonicznych zakładów pomiędzy dwoma pokerzystami i zapisał się na zawsze w historii pokerowych prop betów.
Russ Hamilton założył się z biznesmenem, playboyem i amatorskim graczem high stakes, Kaseyem Thompsonem, o to, który z nich wygra pojedynek golfowy. Stawka była ogromna, bo panowie założyli się o milion dolarów! Kasey był pewny swej wygranej, bo był zdecydowanie lepszym golfistą od Russa. Nie docenił jednak sprytu i przebiegłości swojego rywala...
Dzień przed pojedynkiem obaj gracze poszli na wspólny lunch. Obok restauracji stała stara palma i nagle Russ postawił 10.000$, że Kasey nie wdrapie się na szczyt palmy w ciągu pięciu minut. Kasey przyjął zakład, wspiął się niczym małpa i zszedł po pieniądze, które Russ szybko wypłacił.
Co stało się następnego dnia na początku meczu? Ręce Kaseya były tak pokiereszowane od wspinania się po starej palmie, że ledwo co mógł utrzymać kij golfowy w dłoniach. Zagrał oczywiście fatalnie. Wystarczy powiedzieć, że Russ bez problemu pokonał Kaseya i wygrał od niego milion dolarów.
Nieszczęśliwy zbieg okoliczności? A może szeroko zakrojony i przemyślany przekręt? Co myślicie? 🤔
To był pewnie większy bad beat, niż te, które Dan Bilzerian zalicza przy pokerowych stołach. W 2014 roku zainwestował on milion dolarów w produkcję filmu „Lone Survivor” (polski tytuł „Ocalony”, bardzo fajny film) z Markiem Wahlbergiem w roli głównej. Warunkiem był jednak udział Dana w filmie, więc nakręcono z nim 8 minut materiału, podczas których miał około 80 słów dialogu. Jednak w postprodukcji… powycinano większość scen z jego udziałem, a wszystkie kwestie zostały ograniczone do... jednej linijki tekstu!
Debiut Dana na srebrnym ekranie nie był więc dla niego zadowalający. Od razu poleciał do sądu, gdzie złożył pozew o 1,8 mln dolarów. Okazało się jednak, że film (który miał budżet 40 mln dolarów) zarobił na całym świecie 155 mln dolarów, więc Dan jako inwestor jeszcze na nim zarobił. Pozew został więc odrzucony.
Tak samo, jak kwestie, które miał wypowiadać w filmie… 😂
Od 18:00 zapraszamy na kolejną relację na żywo z wydarzeń w Go4Games Casino w Ołomuńcu! Startuje Poker Fever Special! Na pierwszy ogień idzie dziś High Roller oraz dzień 1A Main Eventu! 🔥
Tradycyjnie prosto z sali turniejowej nadaje dla Was @JD_poker 😎
https://t.co/uEufC3zgKz
Rafał @JD_poker Gładysz ponownie był gościem @jaruswiatek i tym razem opowiadał o World Series of Poker i swoim pobycie w Las Vegas. Obejrzyjcie, posłuchajcie! 😎
https://t.co/Si3ct4mncI
Sytuacja w trwających aukcjach charytatywnych na psiaki z Fundacji AST:
➡️ bluza EPT Barcelona + shaker @GaminatePl - kończy się dziś o 20:00, obecna cena to 1.000 zł
https://t.co/IHUFu93fgb
➡️ plecak EPT Barcelona + shaker - kończy się jutro o 20:00, aktualna cena to tylko 130 zł‼️
https://t.co/UCzAq6pIgN
➡️ przejażdżka Lamborghini Huracan Evo - kończy się w piątek o 20:00, w tej chwili cena wynosi 1.100 zł
https://t.co/MX1NynFVrE
Zapraszam do licytowania 🐶
UWAGA! Aukcja charytatywna! 🔥
Dziś wrzucam Wam kolejny gadżet z zakończonego niedawno EPT Barcelona. Powiem szczerze - ta bluza jest tak śliczna, że się poważnie zastanawiałem, czy nie zostawić jej dla siebie 😎 Ale wiadomo - pieski najważniejsze i moje potrzeby idą wówczas na dalszy plan. Środki z aukcji trafiają bowiem tradycyjnie do Fundacji AST pomagającej potrzebującym amstaffom, pitbullom i innym biedactwom z rodziny bullowatych.
Bluza jest w rozmiarze XL, ale jest to duże XL (na mnie pasuje idealnie, a ja jestem XXL), więc wysoki czy tęgi chłop będzie zadowolony. Jak to w przypadku Starsów - wszystko najwyższej jakości, świetnie wykończone detale. Na białym materiale lekko "przymglone" grafiki EPT, wygląda to świetnie (choć może zdjęcia tego nie oddają). Do kompletu ponownie dorzucam świetny pokerowy shaker stworzony razem z @GaminatePl plus zestaw saszetek 😍
Na Wasze oferty (ale naprawdę proszę tylko tych zdecydowanych) czekam w komentarzach do środy do godziny 20:00. Cena wywoławcza to 100 zł za cały zestaw, zapraszam wszystkich gorąco do licytowania! 👍
Oczywiście bardzo proszę o RT, głównie wśród swoich pokerowych znajomych ❤️