Pracujemy nad tym, żeby żyć po sto lat, ale przestajemy przekazywać to życie dalej.
Najlepszy przykład to huby technologiczne. Tam najgłośniej mówi się o długowieczności, a rodzi się najmniej dzieci. W Korei Południowej wskaźnik spadł już poniżej 0,8.
To nie przypadek. Badanie amerykańskiego NBER (https://t.co/doVfts5YuI) pokazuje, że smartfony zadziałały jak najskuteczniejsza antykoncepcja. W miejscach, które najszybciej dostały sieć mobilną i pierwszego iPhone'a, demografia tąpnęła najgwałtowniej. Zastąpiliśmy bliskość ekranem.
Optymalizujemy pojedyncze życie do granic możliwości, ale tracimy instynkt przetrwania jako całość. Wygląda na to, że wcale nie uciekamy przed śmiercią. Uciekamy przed ciągłością.
Skąd wziąć 300 mld na zbrojenia? Stąd. Propozycje @ZPPnetpl i @Defence24pl
🔹 Nowy system podatkowy: Zamiana CIT na prosty 1,5% podatek przychodowy.
🔹 Jednolita stawka VAT (19%): Uproszczenie systemu i walka z szarą strefą.
🔹 Konsolidacja wydatków socjalnych: Wprowadzenie kryterium dochodowego w programie 800+ oraz likwidacja 13. i 14. emerytury.
🔹 Reforma emerytalna: Zrównanie i podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat (z mechanizmem prorodzinnym).
🔹 Stymulacja podażowa: Drastyczne obniżenie klina podatkowego dla mikrofirm i pracowników.
Ale liczby pokazują też drugą stronę. Pana własna Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju z 2016 r. zakładała wzrost stopy inwestycji do 25% PKB. Stało się odwrotnie: udział inwestycji w PKB spadł z 20% w 2015 r. do niecałych 17%, jednego z najniższych poziomów w całej UE. Inwestycje prywatne to dziś zaledwie 70% średniej unijnej. Państwo budowało drogi, ale firmy przestały inwestować.
Moim zdaniem to nie przypadek. Model oparty na hojnych, permanentnych transferach — 500+, trzynasta i czternasta emerytura — kierował dochody w konsumpcję, nie w kapitał. Do tego brak reform emerytalnych i rynku pracy oraz wypychanie długu do funduszy poza kontrolą parlamentu. Te mechanizmy działają do dziś i ograniczają przestrzeń fiskalną dokładnie wtedy, gdy potrzebujemy jej najbardziej.
Powrót do inwestycji i wzrostu — jak najbardziej. Ale Rozwój Plus bez dyscypliny budżetowej i reform strukturalnych będzie tylko przesunięciem problemów na kolejne pokolenie.
Stąd pytanie: co konkretnie proponuje Pan, żeby tym razem inwestycje prywatne ruszyły razem z publicznymi?
Piękne złote pola, to dzieło tytanicznej pracy polskich rolników. 🌾
Wszystkiego dobrego dla was - niech efekt waszej pracy przyniesie wam i całej Polsce owocne plony.
Pierwsze to dług publiczny. Trzeci rok z rzędu mamy deficyt powyżej 6% PKB, dług według definicji unijnej przekroczył 61% PKB, a rządowe prognozy zakładają 75% w 2029. Sama obsługa długu kosztuje już ponad 2% PKB rocznie. To pieniądze, których zabraknie na inwestycje.
Drugie to struktura wydatków. Wysokie transfery socjalne przy relatywnie niskich podatkach, do tego prawie 5% PKB na obronę. Duża część budżetu jest sztywna i politycznie bardzo trudna do ograniczenia.
Trzecie to energia. Zgoda, Polska jest dziś wielkim placem budowy w energetyce. Ale do taniej energii mamy jeszcze długą drogę, a przez najbliższe lata jej ceny będą realnie ograniczały konkurencyjność sektorów, na których opiera się ten optymistyczny scenariusz.
I ostatnie: jeśli konsolidację fiskalną wymusi kiedyś rynek, doświadczenie uczy, że najpierw tnie się inwestycje. Czyli dokładnie to, czego ten skok w górę łańcucha wartości wymaga najbardziej.
Optymizm podzielam. Pytanie tylko, czy zdążymy uporządkować finanse publiczne, zanim te ryzyka zaczną się materializować.
Kończy się to, co przez 30 lat napędzało polską gospodarkę.
Era taniej siły roboczej, montowni dla Zachodu i strumienia unijnych dotacji dobiega końca. Ten silnik, wiózł nas przez trzy dekady. Niedługo go nie będzie i to może być jedna z najlepszych wiadomości.
W tym samym momencie Bank Światowy odcina Polsce pożyczki rozwojowe. Nie za karę, tylko dlatego, że już ich nie potrzebujemy. Ostatnim krajem, który "wyrósł" z tej pomocy, była Korea Południowa.
Ta sama, która w latach 60. była biedniejsza od niejednego kraju afrykańskiego.
Nasz stary model się kończy, bo koszty pracy rosną szybciej niż produktywność. Przestajemy być tanią fabryką Europy i dobrze, bo to znaczy, że gospodarka dojrzała. W miejsce starego silnika mogą wejść trzy nowe, o ile tego nie spieprzymy.
Zbrojenia, bo Polska wydaje na obronność 4,5% PKB, najwięcej w NATO, więcej niż USA. Za tymi kontraktami idzie transfer technologii, który może wypychać nas w górę łańcucha wartości.
Energia i AI, bo paradoksalnie jeden z największych placów budowy mocy energii w Europie to dziś Polska (5 GW gazu, offshore na Bałtyku, atom), a centra danych szukają prądu. Kto ma energię, przyciąga inwestycje.
Nowy przemysł, bo rośnie znaczenie nearshoringu. Polska ma bazę przemysłową i firmy zahartowane w rywalizacji cenowej o wiele bardziej niż Europa Zachodnia.
Nic z tego nie odpali jednak samo, ale pierwszy raz od dekady polska giełda ma szansę trwale wejść w trend rynku rozwiniętego!
Pełna analiza trzech silników i problemów na YT i www. Linki w komentarzu.
@Jan_Odyniec W jednej z odpowiedzi napisałeś, że nie chodzisz do lekarza bo Cię nie stać. Mój ocjciec mówił, że "czemuś biedny bom głupi czemum głupi bom biedny". Czytając to co napisałeś spełniasz kryterium mojego taty.
Popyt na leczenie nie jest nieograniczony. Zrobiono kiedyś wielki eksperyment (RAND w USA) - ludzie, którzy musieli dopłacać do wizyt, chodzili do lekarza wyraźnie rzadziej. I większości nic się nie stało. Nieograniczony popyt to zawał i wypadek, nie cała medycyna.
Zresztą spójrz na dentystę. Płacisz sam, porównujesz ceny, wybierasz. Jakoś działa. Podobnie okulista, fizjoterapeuta, medycyna estetyczna. Rynek nie działa w onkologii i na SORze - i to jest prawdziwy problem, ale znacznie węższy.
USA to zły przykład, bo to nie jest wolny rynek. Połowę wydatków na zdrowie płaci tam państwo, a ceny są tak nieprzejrzyste, że nikt niczego nie porówna. To hybryda, która wzięła najgorsze z obu światów. Jak chcesz zobaczyć rynek w zdrowiu, spójrz na Singapur - wysokie dopłaty pacjentów, obowiązkowe konta zdrowotne, wydatki 4-5% PKB i jedne z najlepszych wyników na świecie.
No i porównujesz zepsuty rynek z idealnym państwem. A pacjent czekający rok na endoprotezę w NFZ też “nie może zrezygnować z leczenia”. Kolejka to też racjonowanie, tylko płaci się czasem zamiast pieniędzmi.
Rynek w zdrowiu potrzebuje regulacji i publicznego filaru - zgoda. Ale “nie działa wcale” to co innego.
@KrzysztofJack11 nieuczciwość i przestępstwo należy karać ale stosowanie płac maksymalnych to socjalizm w czystej postaci i przyniesie ten sam rezultat co zawsze. Ale cóż widząc co się dzieje w mediach społecznościowych i znając polskich polityków zmiana się już dokonała. Szkoda tylko ludzi.
Moje dzieci przygotowują się do studiów medycznych. Nie wiadomo czy się dostaną albo skończą. Każdy ma te same szanse. Każdy może uczyć się biologi i chemii w liceum 3-4 h dziennie. Nie widzę wśród młodzieży za dużo chętnych. Za to widzę chętnych do pobierania wysokich wynagrodzeń i zerowego wysiłku. Takie pokolenie. Krzyczycie, zazdrościcie i siedziecie na X😂.
Bo ich brakuje. To nie chciwość tylko konieczność. Nie bez powodu nie mogę znaleść lekarzy do swojej kliniki. Populacja się starzeje i rośnie zapotrzebowanie, a lekarzy brakuje. Rozwiązaniem jest zwiększenie podaży, a nie płaca maksymalna i ograniczenie miejsc, w których lekarz może pracować. Skutkiem będzie transfer specjalistów do prywatnej służby zdrowia. Dla mnie lepiej. Dla społeczeństwa? Ale jeśli chcecie będziecie mieli.
@Konrad26352437@wina_Mazurka Strażacy mają rynkowe wynagrodzenia:). Jest mnóstwo chętnych za obowiązujące wynagrodzenie. Gdyby chętnych nie było pensje musiałyby być podniesione. Na tym polega uczciwość rynku, że nie ma znaczenia o kim rozmawiamy. Elementarz podstaw ekonomii. Trudno go znaleść na X niestety.
@RenataMargalska@wina_Mazurka Zgadzam się. Ale za płacę taką jaką determinuje rynek, a nie za płacę maksymalną. Pamiętam, że w PRL ceny maksymalne powodowały przydziały towarów na kartki. Praca lekarza, tokarza, stolarza, programisty to towar, a jego cenę winno ustalać prawo popytu i podaży.
Jeśli wejdzie w życie przepis prawa o maksymalnym wynagrodzeniu lekarzy, a nadto o zakazie łączenia pracy w sektorze pbublicznym i prywatnym zniknie jedyne wąskie gardło skalowania prywatnej kliniki. A jest nim brak lekarzy i ich wysokie oczekiwania finansowe. Jeśli myślisz, że prywatna klinika opiera się na "cyk i nagle termin" to znaczy, że wiedzę czerpiesz wyłącznie z kont na X😉.
@_samogun@SonofOdin345@wina_Mazurka Jak będzie Pan chory, a w publicznej służbie zdrowia będzie Pan musiał czekać jeszcze dłużej niż teraz to zapłaci Pan każdą cenę za to żeby lekarz Pana przyjął i Panu pomógł. Ale tego trzeba doświadczyć aby to wiedzieć.
Świetna, głęboka analiza. Niestety, w zalewie emocji wielu Polaków i Ukraińców gubi szerszą perspektywę.
Fakty są proste: Ukraina stoi dziś między nami a agresorem. Ta "tarcza" daje Polsce historyczną szansę – czas na skok rozwojowy i militarny, który zabezpieczy nas na pokolenia.
Warto to powtarzać głośno.
Polska ma jeden z najniższych współczynników dzietności na świecie. Spór o nią prowadzimy językiem PKB, emerytur, rynku pracy.
Longevity dorzuca inny argument. Siła relacji społecznych wpływa na długość życia tak mocno jak palenie (Holt-Lunstad, meta-analiza, 300 tys. osób). Rodzice żyją statystycznie dłużej niż bezdzietni, a przewaga rośnie z wiekiem (Modig, rejestry szwedzkie, 1,4 mln osób).
Dzieci w tabelce demograficznej to koszt. W bilansie zdrowia jednego człowieka — jedna z najlepszych długoterminowych inwestycji, jakie zrobisz.
Moja trójka na wakacjach biegnie przede mną.
Niedziela rano, 85 km na rowerze.
Tym wszystkim, co narzekają, ile zarabiają lekarze — zróbcie coś dla siebie, żeby nie musieć do nich trafiać.
Tańsze niż wizyta.