Co poszło nie tak panie Braun @GrzegorzBraun_ ?
No co?
Filmik polecam szczególnie wszystkim wyznawcom gaśnicowego frontu, czyli Konfederacji Korony Polskiej @KoronyPolskiej.
Ostrzegam, żeby nie było!!!
Tego się nie da odzobaczyć!!!
Dlaczego Rosjanie nie postąpili w myśl własnej doktryny w Ukrainie?
Rosjanie mają pełną świadomość, że samą siłą militarną nie są pokonać europejskich państw NATO, nawet przy bierności Stanów Zjednoczonych. Poza tym, co za pożytek z okupacji wrogich sobie państw, gdzie wszelkie decyzje są sabotowane i wciąż trzeba się zmagać z ruchem oporu? Amerykanie odnieśli już takie zwycięstwa, w Iraku i w Afganistanie. Nie było problemu ze zdobyciem samego terytorium, bo jak się okazuje dla sprawnej armii nie ma z tym problemu (w tym miejscu należy zaznaczyć, że rosyjskie wojska takimi nie są). Ale co dalej? Przecież nie chodzi o to, by państwo okupować i zmagać się z niekończącym się oporem, ale o to by państwo zniewolić i wciągnąć w swoją strefę władzy. Wcale nie trzeba przyłączać do Rosji, jak można w nim robić co się żywnie podoba.
Ale żeby mieć takie państwa, to nie wystarczy je podbić. Trzeba przekonać ludzi, że innej drogi nie ma. Trzeba ich zindoktrynować, połamać moralne kręgosłupy, podzielić i przede wszystkim wziąć ostro w karby. Dlatego Rosjanie wymyślili pewien plan. Wywodzi się to ze starej dość koncepcji „wojny buntowniczej” (matieżnoj wojny) opracowanej przez carskiego pułkownika Jewgienija Messnera (1891–1974) przebywającego na emigracji. Fakt ten nie przeszkodził czerpać z jego wiedzy jeszcze w czasach ZSRR.
A o czym mówił Messner? Jego podstawowe tezy to:
- Zatarcia granic między wojną a pokojem, tradycyjne wypowiedzenie wojny odchodzi do lamusa. Wojna trwa nieustannie, nawet gdy nie słychać strzałów;
- Najważniejszym polem bitwy nie jest terytorium, lecz psychika narodu. Celem nie jest zniszczenie armii wroga, ale załamanie ducha społeczeństwa i wywołanie wewnętrznego chaosu, do tego służy wojna informacyjna.
- W „wojnie buntowniczej" nie ma linii frontu. Walka toczy się wszędzie – w mediach, w gospodarce, poprzez dywersję, partyzantkę, terroryzm i propagandę. Dziś nazywamy to wojną hybrydową.
- Zamiast wielkich armii, kluczową rolę odgrywają agenci, bojownicy, mniejszości narodowe, ruchy religijne i „piąte kolumny". Mają one zdestabilizować przeciwnika zanim zostanie on zaatakowany.
Dokładnie to samo przewidziano w tzw. Doktrynie Gerasimowa.
A to dlatego, że gen. armii Walerij Gerasimow pisał o tym, dzieląc konfrontację na pięć etapów:
1. Faza ukrytego powstawania
Na tym etapie konflikt jest niemal niewidoczny dla opinii publicznej. Następuje budowanie opozycji politycznej, werbowanie agentów wpływu, naciski dyplomatyczne i gospodarcze. Celem jeststworzenie fundamentów pod przyszłą destabilizację bez użycia siły.
2. Faza zaostrzania (Kształtowanie)
Kryzys staje się widoczny, ale nadal ma charakter pozamilitarny. Intensywna propaganda (wojna informacyjna), wywoływanie protestów, strajków i niepokojów społecznych. Wykorzystanie mniejszości narodowych lub religijnych do polaryzacji społeczeństwa. Celem tej fazy jest podważenie zaufania do legalnych władz i paraliż struktur państwowych.
3. Faza rozpoczęcia działań konfliktowych poniżej progu wojny
Przejście do działań bezpośrednich, ale wciąż z zachowaniem „wiarygodnego zaprzeczenia". Pojawiają się „zielone ludziki", siły specjalne bez dystynkcji, najemnicy i grupy terrorystyczne. Następuje fizyczna eliminacja liderów opinii lub polityków (ataki punktowe).Celem tej fazy jest przejęcie kontroli nad kluczowymi punktami infrastruktury (media, transport, administracja). Jednocześnie chodzi o to, by zdezorientowani sojusznicy nie zareagowali, w przekonaniu (a przynajmniej w odbiorze społecznym) że jest to wojna domowa.
4. Faza działań wojennych
To moment, w którym tradycyjna armia wchodzi do gry, jeśli poprzednie etapy nie przyniosły pełnego sukcesu. Oficjalna interwencja zbrojna, operacje połączone różnych rodzajów wojsk, użycie nowoczesnej broni precyzyjnej, kluczem jest szybkość i błyskawiczne przejęcie władzy w stolicy. Celem tej fazy jest fizyczne rozbicie pozostałych sił oporu i narzucenie warunków pokojowych. Musi się to odbyć tak, by sojusznicy nie zdążyli zareagować.
5. Faza uregulowania (Umacnianie panowania nad państwem)
Instalacja lojalnych władz (rządu marionetkowego), pacyfikacja pozostałych ognisk oporu, legitymizacja nowej sytuacji na arenie międzynarodowej. Celem teh fazy jest trwałe włączenie terytorium w strefę wpływów agresora.
Wydawałoby się, że ta doktryna, która tak naprawdę została wypracowana przede wszystkim przez emerytowanego gen. mjra prof. Aleksandra Władimirowa, jest doskonała. Przejęcie kontroli nad państwem następuje relatywnie łatwo, a miejscowi zamiast walczyć z agresorem będą walczyć między sobą wzajemnie się wyniszczając. Jednocześnie sojusznicy są tak zdezorientowani zaskakującymi wydarzeniami, że nie są w stanie wypracować jednoznacznej decyzji o interwencji i pomocy. W momencie, kiedy decyzje już zapadną, po prostu będzie za późno i zostaną oni postawieni przed faktem dokonanym.
W momencie kiedy Rosjanie wtargnęli do Ukrainy 24 lutego 2022 r. byli przekonani, że państwo to pomyślnie przeszło przez pierwsze trzy fazy opisanego modelu (ponieważ polska teoretyczna myśl strategiczna przewiduje cztery fazy, z pominięciem fazy skrytej, to często się używa określenia – przez dwie fazy konfrontacji). Spodziewano się, że udało się społeczeństwo podzielić, udało się doprowadzić państwo na skraj upadku, że w Ukrainie po ponad ośmiu latach od Euromajdanu nie ma już żadnego prozachodniego entuzjazmu, że ludzie nie będą lojalni wobec władz, że uderzone państwo rozsypie się jak spróchniałe drzewo.
Ale tak nie było, nawet w przybliżeniu. Jak można było popełnić tak bardzo fatalny błąd?
Dlaczego tak bardzo pomylono się w ocenie?
Rosjanie doskonale widzieli co działo się w 2014 r. Ukraińskie resorty siłowe były zdezorientowane, służący w nich ludzie podobnie jak całe społeczeństwo było dosłownie pęknięte na pół. Część chciała iść w stronę integracji europejskiej, a inni widzieli przyszłość kraju w zbliżeniu z Rosją. W krytycznym momencie większość zachowała całkowitą bierność. W obliczu niemal jawnej rosyjskiej agresji nie było żadnych masowych zaciągów do wojska, nie pojawił się tłum ochotników tak jak to miało miejsce w 2022 r.
O tym, że jest całkiem inaczej w 2022 r. Putinowi meldowano. Klasycznym już przykładem jest publiczne zruganie szefa wywiadu zagranicznego Siergieja Naryszkina, który przeciwstawił się uznaniu Ługańskiej i Donieckiej Republiki Ludowej 21 lutego 2022 r., co było ewidentnym ostatnim akordem przed podjęciem działań wojennych. Przecież żeby interweniować w obronie rosyjskich mniejszości które „wybrały samostanowienie”, to najpierw trzeba uznać ich istnienie, prawda? Tyle że zabraniały tego porozumienia mińskie w których Moskwa zgodziła się co do tego, że zasadniczo obwód Ługański i Doniecki stanowią terytoria Ukrainy. Skoro teraz je uznała, było to jawne zerwanie porozumień z Mińska, a zatem – wojna.
Sprzeciw Naryszkina wyraźnie pokazuje, że Putin był ostrzegany. Ale z jakichś względów te ostrzeżenia zlekceważył. Zresztą nie tylko Naryszkin go zapewne ostrzegał, że ocena sytuacji jest błędna. Podobny sprzeciw musiał też popłynąć ze strony GRU Sztabu Generalnego SZ FR. Świadczy o tym sam przebieg wypadków. Już w 2020 r. widać było zmianę rosyjskiej koncepcji działań w Syrii, zamiast agresywnej ofensywy pojawiły się skłonności do zamrożenia tego konfliktu, podtrzymania reżimu Asada na kroplówce, a jednocześnie z końcem 2020 r. zaczęła się koncentracja wojsk wokół Ukrainy. Ta koncentracja wzbudzała poważny niepokój już wiosną i latem 2021 r. Ale atak wówczas nie nastąpił. Po okresie pewnego wahania zaczęła się druga fala koncentracji, która podwoiła wojska rosyjskie przygotowane do wtargnięcia do Ukrainy. Nie jest wykluczone że specjalna operacja wojskowa miała się zacząć w 2021 r. od nagłego i błyskawicznego wtargnięcia, ale po chwili zawahania zaczęto siły jeszcze bardziej powiększać przed atakiem. Przypuszczamy, że gen. armii Gerasimow nalegał na przygotowanie „planu B” na wypadek niepowodzenia błyskawicznego (planowano 7-10 dni) wtargnięcia do Kijowa. Ale do tego potrzebował on znacznie więcej sił, więc zaczęto dalej zwozić wojska na granicę.
Dlaczego podjęto decyzję o ataku pod koniec 2019 r. lub z początkiem 2020 r.? Dlatego że w 2019 r. wybory w Ukrainie wygrał ugodowiec, Wołodymir Zełenski. Ludzie odrzucili wojowniczego Petra Poroszenkę, który wykazywał nieprzejednaną postawę wobec Rosji, a wybrali Zełenskiego, który obiecał zakończenie działań wojennych w Donbasie znanych jako Operacja Antyterrorystyczna (ATO) i obiecał rozwiązać konflikt z Rosją na drodze negocjacji. Tak właśnie był postrzegany nowy, nieznany wówczas prezydent Ukrainy, jako ugodowiec, zwolennik porozumienia, rozmów, negocjacji. I wydawało się że tego właśnie chcą Ukraińcy – świętego spokoju. Wydaje się, że właśnie to zmyliło Władimira Putina. Trochę też zgubiła go pycha, był przekonany że on jako weteran KGB wie lepiej.
Mniej więcej od września 2021 r. nie można się było już wycofać. Ilość zgromadzonych wojsk i zapasów była już tak wielka, że nie dałoby się już tak po prostu odesłać żołnierzy do garnizonów, bo to groziło falą łamania dyscypliny i nieposłuszeństwa. Przekroczono już tą słynną masę krytyczną, w które powstaje sytuacja opisywana znanym: „kiedy działa mogą same zacząć strzelać”. W tym momencie odwrotu już nie było, więc po północy, w najbardziej tłusty czwartek ze wszystkich dotąd, rosyjskie uderzenie ruszyło.
Reakcja była natychmiastowa. Naród ukraiński nie był podzielony jak przypuszczał Władimir Putin, a co zapewne wiedział i Siergiej Naryszkin, i szef GRU adm. Igor Kostiukow. Społeczeństwo ukraińskie było zintegrowane, instytucje państwowe działały, wojsko było mentalnie gotowe do obrony, przypadki przechodzenia na stronę wroga, tak powszechne w 2014 r., w 2022 r. właściwie się nie zdarzały, nie w wojsku (częściej w policji). W centrach rekrutacyjnych pojawiły się tłumy ochotników. Wszyscy chcieli bronić kraju, mieli wolę, mieli siłę i nie byli ani zdezorientowani rosyjską dezinformacją, ani skłóceni z władzami, mieli bowiem do władz pełne zaufanie. Był to stan będący zaprzeczeniem tego, jaki należy wytworzyć zgodnie z doktryną Władimirowa-Gerasimowa.
Władimir Putin popełnił fatalny błąd. Wtargnął do kraju, którego poprzednie fazy konfrontacji nie przygotowały we właściwy sposób. I to się właśnie na nim zemściło, dlatego trzeba było uruchomić „plan B”, który najwyraźniej Gerasimow przezornie przygotował. Właśnie dlatego wojska na granicę z Ukrainą zwożono ponad rok.
Mimo to dalej Rosjanie mieli pewne szanse na powodzenie, bo i Ukraińcy popełnili masę błędów w swoich przygotowaniach obronnych. Ale wyczyny rosyjskiego wojska zniweczyły możliwość powodzenia. Ale o tym jutro.
Na ilustracji - warto przeczytać także i tę książkę
Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. https://t.co/pPHnCSlNfq
@r00t_Sigvall@BoguckiZbigniew Przekaz pod nakoksowanych debili z IQ mniejszym niż obwód bicepsa i ich chuderlawych lub grubawych fanów w kryzysie męskości.