Are your swords oiled up and sharpened? Potions brewed? Roach saddled? It’s time to face Eredin and his entourage once again!
The Witcher 3: Wild Hunt – Remastered features an array of improvements, bringing upgrades to visuals, gameplay, and more. It's coming on September 29 and will be available as a free upgrade to all owners of the game on GOG, Steam, Epic Games Store, PlayStation 5, and Xbox Series X|S. It is also available for pre-purchase on https://t.co/3lNm1kfN8b and Nintendo Switch 2.
That’s not all, though! All current owners of the base game will gain access to the two original expansions – Hearts of Stone and Blood and Wine – for free! Both of these expansions will also be included in #TheWitcher3Remastered base game!
Learn more here: https://t.co/eNwJxVFOGG
Nie dajmy się skłócić. Wkroczenie do Zaolzia było jedną z najgłupszych decyzji polskiej polityki zagranicznej w historii ale mam nadzieję, że bracia Czesi pamiętają, że w osobie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, na Westerplatte w 2009 roku, Polska za nią publicznie przeprosiła.
Prezydent nie powinien mieć prawa do wetowania zmian dotyczących finansów publicznych, gdyż nie ponosi w tym obszarze żadnej odpowiedzialności. Jest to błąd twórców obecnej Konstytucji.
W lipcu 2026 r. nowe zamówienia w polskim przemyśle wzrosły o 10,6% r/r 🇵🇱📈 - podał GUS.
czerwiec: +11,7% r/r
maj: +143,3% r/r #SAFE
kwiecień: +1,7% r/r
marzec: -7,3% r/r
luty: +3,2% r/r
styczeń: +0,6% r/r
---
A nowe zamówienia w przemyśle na eksport wzrosły w lipcu o 11,2%.
Podsumujmy #Brexit 🇬🇧🇪🇺 w danych:
-Prąd w ↗️ 78%
-Gaz w ↗️ 94%
-Żywność w ↗️ 25%
-Paliwo w ↗️ 49,3%
-Hotele w ↗️ 39%
-Czynsz w ↗️ 25%
-Pracownicze zarobki i pensje ↘️ 2,8%
Decyzja- głupota i dramat.
Pomyślmy, czy i my chcemy tego dla Polski... 🇵🇱
#Polska#UE#PE#PolskawUE
Zondacrypto jest głównym sponsorem CPAC.
Na scenę wychodzi Nawrocki, jeszcze kandydat na prezydenta, i zapowiada, że jeśli wygra, nie podpisze „zamordystycznych przepisów” regulujących rynek kryptowalut.
Kilka tygodni później Kral w TV Republika przedstawia ustawę jako kaganiec i zakaz rozwoju rynku.
Nawrocki wygrywa.
Wetuje ją raz.
Potem drugi.
I trzeci.
Nie trzeba szukać żadnej intrygi. Wystarczy trzymać się chronologii.
Legalnie kupiony zegarek Nowaka za 20,5 tys. zł media grzały miesiącami. Nie było korupcji. Był błąd w oświadczeniu majątkowym. Nowak stracił stanowisko, a później mandat.
Zegarek Piesiewicza kosztował około 170 tys. zł. Kupił go Kral, przekazał Piesiewiczowi w Monako, a w tle są obietnice wstawiennictwa u Morawieckiego i prezesa UOKiK. Piesiewicz twierdzi, że zapłacił gotówką. Wiadomości usunął.
Zegarek Nowaka odmierzył czas do jego dymisji.
Włączam stoper. I patrzę na media.
Republika robi wszystko, żeby przykleić Krala Tuskowi.
Miliony dla Republiki.
Rachunek Sakiewicza przerzucony na pokój Krala.
Zegarek Piesiewicza kupiony przez Krala. 450 tys. zł dla fundacji Ziobry.
70 tys. euro dla fundacji Wiplera.
CPAC promujący Nawrockiego sponsorowany przez Zondę.
Tyle.
Nowy etap #PolskaSAFE.
Rozpoczynamy wspólne zakupy i to znów w polskim przemyśle!
Polska🇵🇱, Litwa🇱🇹, Łotwa 🇱🇻i Norwegia 🇳🇴 kupują wspólnie polskie pioruny.
To 63 umowa w ramach polskiego SAFE. Dziś 8 mld zł.
Mesko od maja zwiększyło zatrudnienie o 200 osób.
To jak to było, że SAFE dla Niemiec 😎
Please watch and consider that Russia is proudly targeting and murdering Ukrainian children, and that there are real people operating these drones. That they have commanders all the way up to Putin authorizing this terror campaign.
Panie Bogucki, prosektorium zakończone.
Prawie 9 godzin. Tyle zajęło mi sprawdzenie tych 21 projektów, metryk Sejmu, uzasadnień, opinii, kosztów i tego, skąd właściwie mają się brać pieniądze. Przy okazji kilka razy sprawdzałem też samego siebie, bo nie chciałem Panu zarzucić manipulacji, samemu robiąc dokładnie to samo 🫣
No więc sprawdziłem.
Nie znalazłem tej jednej osławionej sejmowej zamrażarki z 21 porzuconymi 'wspaniałymi ustawami'. Znalazłem kilka długich opóźnień, projekty realnie procedowane, odrzucone i uchwalone, ustawę uchwaloną po wspólnym rozpatrzeniu czterech projektów, którą sam Nawrocki później zawetował, oraz teksty tak słabo przygotowane, że największym absurdem byłoby udawanie, iż zasługują na automatyczny priorytet.
Pańska opowieść nie jest bilansem legislacyjnym. Jest reklamą Pałacu- wszyscy źli, tylko my najlepsi. Dziesięć spośrod tych 21 projektów nie zostało skierowanych do pierwszego czytania. To fakt, lecz to nie definicja zamrażarki. Pięć skierowano, trzy miały czytania lub prace komisji, jeden odrzucono, jeden zakończył się ustawą uchwaloną i podpisaną, a jeszcze jeden wspólnym procedowaniem zakończonym ustawą, którą Nawrocki zawetował. Druk, konsultacje, opinie, skierowanie, komisja i głosowanie są procedowaniem, nawet kiedy finał nie odpowiada Pałacowi.
Pakiet ukraiński nie utknął- został odrzucony 7 listopada 2025 r.
Prezydencki projekt o ochronie zwierząt nie leży od 263 dni. Procedowano go wspólnie z projektem poselskim, ustawa została uchwalona, a 24 lipca Nawrocki ją podpisał.
Projekt kryptoaktywów także nie został zignorowany. Prezydencki druk 2528 był jednym z czterech projektów rozpatrywanych wspólnie. Końcowa ustawa nie była więc po prostu "ustawą Nawrockiego", większości propozycji Pałacu zresztą nie przyjęto - według samej KPRP uwzględniono jedną z szesnastu kluczowych propozycji. Ale Sejm przeszedł całą drogę od wpływu projektu do uchwalenia ustawy w dziewięć dni. 11 czerwca Nawrocki ją zawetował. Trzeci raz zresztą, bo krypto najwyraźniej wymagało trylogii 🤦♂️
Twierdzenie, że Parlament uchwalił tylko jedną inicjatywę, jest nieprawdziwe. Oficjalne metryki Sejmu oznaczają jako uchwalone także prezydenckie druki dotyczące ochrony zwierząt i kryptoaktywów. To nie znaczy, że końcowe ustawy były wyłącznym dziełem KPRP, bo nie były. Ale nie można ich jednocześnie przedstawiać jako projektów, którymi Sejm się nie zajął.
Marszałek powinien wyjaśnić wielomiesięczne opóźnienia i kończyć stare sprawy jawnym rozstrzygnięciem. Ale Parlament nie jest przedszkolem legislacyjnym ani biurem naprawczym KPRP. Ustawa to nie kartka z hasłem- "ma być taniej", "ma być szybciej" albo "ma być wielki port".
Wnioskodawca ma pokazać zgodność z prawem, wykonalność, pełny rachunek, źródło finansowania i skutki. Nie może podrzucić sloganu Sejmowi i rządowi, kazać im rozwiązać wszystkie problemy, a potem przypisać sobie korzyść z samej obietnicy. Jeszcze gorzej wygląda autorstwo.
Projekt mrożenia cen energii był - według samego Nawrockiego - literalnie wyjęty z zawetowanej ustawy rządowej, bez zmiany przecinka. Prawo o ruchu drogowym powtarzało obszerne rozwiązania rządowego projektu zawetowanego tego samego dnia; Sejm przyjął je inną drogą, a Nawrocki podpisał.
KPRP sama przyznaje, że projekt zmian KPK powstał z przepisów zawetowanej ustawy, które Nawrocki zaakceptował. Uzasadnienie projektu HIV/HCV przyznaje wprost, że rozwiązania pochodzą z rządowego druku 2456. Weto, kopiuj-wklej, kosmetyka, podpis "NASZE" - to nie jest legislacyjny geniusz 🤦♂️
Zresztą z KPK jest jeszcze zabawniej- konsultacje skończyły się 20 sierpnia, dwa dni przed Pańskim wpisem o sejmowej trupiarni. Można pytać, dlaczego zaczęły się tak późno. Ale dwa dni po konsultacjach to nie zamrażarka. Projekt nawet nie zdążył wystygnąć. 🤦♂️
1/
To, co się dzieje wokół kandydatury Berka do TK, to jest jakiś obłęd. Wszyscy "obrońcy demokracji" nagle oszaleli i ślą apel za apelem. Podczas powoływania Pawłowicz, Piotrowicza, czy Święczkowskiego, mieliśmy jakiś ułamek tego, co jest teraz. Ostro popierdolona akcja, brak słów
Ciężkie jest dziś życie prawicowca w Polsce. Dosłownie każdy element postępu i normalności to dla niego osobista tragedia i totalny ból dupy wylewany potem w necie:
Farmy wiatrowe na Bałtyku ratujące miks energetyczny i zdolności polskiej infrastruktury? - Płacz, że psują widok rybom i pewnie kręcą wiatrem znad Berlina.
Nowy deptak z ławkami i drzewami zamiast zabetonowanego parkingu w centrum miasta? - Dramat, terror, zamach na świętą wolność i budowa „15-minutowego getta”.
Miliardy z pożyczki SAFE wpompowane w polską armię i zbrojeniówkę? - Płacz, że to zdrada stanu i unijny spisek.
Ukrainiec podający hot doga w Żabce albo wiozący Uberem o 2:00 w nocy? - Furia, agresja i elaboraty o wielkiej podmianie narodu.
Zwykli ludzie cieszące się rozwojem Polski? - Lewaki, sojaki, ameby i lemingi.
Czyli Cyberleek jest zły, bo można mu opcjonalnie zapłacić za pokazanie gameplayu? Cholera... Wyobraźcie sobie co by się działo, gdyby ktoś wymagał zapłacenia za kawałek gameplayu, na przykład na Netflixie 🤔
Przy Berku media i prawnicze autorytety urządziły narodowe seminarium z etyki, standardów i niezależności.
Nawrocki blokuje Lex Szarlatan i przedstawia własny projekt. Dr hab. Mikołaj Małecki rozbiera go prawnie na części i nazywa legislacyjnym gniotem. Naczelna Rada Lekarska ostrzega, że przepisy mogą być martwe.
Zięba tryumfuje.
A poza Michałem Janczurą mediaworkerzy jakoś tego gniota nie dostrzegli. Podobnie większość prawniczych autorytetów.
Darmowy tip dla mediów: zaproście rodziny ofiar szarlatanów. To też będzie się klikać. To też będzie zarabiać.
Macie odwagę?
W jakich warunkach będzie się broniła Polska?
Nie sądzimy, że Rosja zaatakuje Państwa Bałtyckie przed wyraźnym rozstrzygnięciem wojny w Ukrainie, a później Polskę przed całkowitym upadkiem Ukrainy i Państw Bałtyckich. Dlatego możemy z bardzo dużym prawdopodobieństwem założyć, że wojna z Polską zacznie się w warunkach panowania Rosji na obszarze od Elbląga po Ustrzyki Górne przy styku granic Polski, Słowacji i Ukrainy. Wszystko za wschodnią granicą będzie pod kontrolą Rosji, bo Białoruś też trudno uznać za całkiem niepodległe państwo.
Drugim czynnikiem będzie fakt, że nasze państwo może być wcześniej zdezorganizowane. Zakładamy, że Rosja nie zdecyduje się na atak do momentu kiedy odpowiednio nie przygotuje swojej przyszłej ofiary. Czyli po pierwsze, spowoduje wyjście Polski z Unii Europejskiej lub sprawi, że członkostwo w tej organizacji będzie praktycznie martwe. Zakładamy też, że do tego momentu uda się skutecznie skłócić Polskę z sojusznikami, a jeśli nie to przynajmniej bardzo negatywnie nastawić do nich społeczeństwo polskie. Kolejna sprawa to wywołanie chaosu w państwie poprzez działanie fazy drugiej konfrontacji: poprzez intensywną wojnę informacyjną, działania lokalnej agentury wpływu i tej klasycznej, akty dywersji i sabotażu, poprzez cyberataki, wywoływanie zamieszek i podburzanie ludności, wspieranie powstawania samozwańczych bojówek uzurpujących sobie prerogatywy władz i służb państwowych, itd. W momencie ataku Polska może być w stanie wrzenia, zamieszania i dezorganizacji instytucji państwa, z kompletnie skłóconym społeczeństwem, które toczy między sobą różne fizyczne starcia. Uważamy, że uprzednie doprowadzenie Polski do takiego stanu będzie Rosji potrzebne do skutecznego przeprowadzenia militarnej fazy konfrontacji.
W momencie, kiedy do niej dojdzie, niezbędne będzie powstrzymanie Rosjan przed dojściem do Warszawy. W takim stanie państwa nie będzie to łatwe, ale Rosjanie też mają świadomość, że aby zwyciężyć i podporządkować sobie Polskę, będą musieli być w Warszawie w ciągu maksymalnie dwóch tygodni, przed rozmieszczeniem w Polsce sojuszniczych sił wzmocnienia NATO. Gdyby wojska sojusznicze wspomogły obronę Polski, wówczas Rosja nie miałaby szans na wygranie takiej wojny. Mając tę świadomość, jeśli dojdzie do wtargnięcia, Rosja skieruje główne uderzenie wprost na Warszawę, najkrótszą drogą z Białorusi. Zakładam (jako hipotezę), że jedno uderzenie pomocnicze zostanie skierowane z Obwodu Królewieckiego i okupowanej Litwy w kierunku Elbląga, a następnie dalej ku ujściu Wisły, by jak najszybciej dotrzeć do trójmiasta o odciąć je od reszty kraju. Drugie pomocnicze uderzenie zostanie skierowane z okupowanej Ukrainy w stronę Sandomierza, by odciąć od reszty kraju główne zaplecze przemysłu zbrojeniowego na południowym wschodzie Polski i uchwycić przyczółki na Wiśle w południowej części jej biegu.
Najciekawsze zacznie się z chwilą rozmieszczania sił wzmocnienia NATO w Polsce. Zgodnie z ustaleniami w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, za obronę wschodniej części terytorium sojuszu odpowiada Allied Joint Force Command (JFC) Brunssum, czyli połączone dowództwo sojusznicze z Holandii, które zapewne wystawi swoje stanowisko dowodzenia w Polsce (typujemy Poznań).
W momencie objęcia dowództwa nad całością wielonarodowych sojuszniczych sił w Polsce, nasze Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ) staje się ciałem koordynującym decyzje JFC Brunssum z organami i siłami państwa polskiego, odpowiadając też za kierowanie HNS (Host Nation Support – wsparcie i zabezpieczenie państwa-gospodarza). Obecnie dowódcą JFC Brunssum jest niemiecki gen. Ingo Gerhartz z Luftwaffe, a jego zastępcą jest Brytyjczyk, gen. por. John Robert Mead. Szefem sztabu tego dowództwa jest francuski gen. por. Pierre Perrin. Za rozpoznanie odpowiada Holender, za planowanie bieżące Belg, za planowanie długofalowe Norweg, a za łączność i informatykę Polak. Zgodnie z planem, niedługo na czele tego dowództwa stanie Polak, gen. Maciej Klisz.
Zgodnie z umową dowodzenie JFC Brunssum na kolejne kadencje przejmuje Niemiec lub Polak. Jak nasi obywatele przyjmą fakt, że obroną Polski będzie dowodził niemiecki generał, jak akurat wypadnie jego kadencja? A jednak musimy być na to przygotowani, bowiem inaczej możemy bronić się sami. Albo bronią nas siły sojusznicze w ramach NATO, albo walczymy w osamotnieniu.
Jesteśmy przekonani, że Rosjanie będą to rozgrywali, dlatego należy być z góry na to przygotowanym. I należy się też przygotować, że jeśli uda nam się zatrzymać Rosjan przed Warszawą, to oni przejdą, jak w Ukrainie, do długotrwałej wojny na wyniszczenie. Nie wiadomo, czy uda ich się szybko wypchnąć z zajętych przez nich terenów, z Białej Podlaskiej, Łukowa, Siedlec, Olsztyna, Elbląga, Rzeszowa czy Lublina, Mielca, itd. NATO oczywiście będzie dążyło do odzyskania utraconych ziem. Ale czy jak wojna się będzie przedłużać, władze w poszczególnych państwach zmieniać, czy nie pojawią się na nas naciski, byśmy oddali zajęte już tereny i zgodzili się na jakiś kompromisowy pokój? Jesteśmy przekonani, że takie sugestie, a nawet naciski będą. Dlatego utracone ziemie należy odzyskać śmiałymi, zdecydowanymi działaniami. Miejmy nadzieję jednak, że do tego w ogóle nie dojdzie. Dlatego trzeba trzymać się zachodnich przyjaciół, bo oni mają bezpośredni interes w tym, żeby nas bronić (oni będą następni), a w osamotnieniu będziemy walczyć jak Ukraina, jeśli tyle wytrzymamy.
Doświadczeń właściwie nie ma
Całą rewolucja jaka dokonała się na naszych oczach zaczęła się stopniowo od lata 2022 r. Tymczasem manewrowa faza konfliktu w Ukrainie trwała do początku kwietnia 2022 r. Wtedy zaczęło się słynne rosyjskie wycofanie spod Kijowa. Na tym etapie podjęto nieśmiałe próby zastosowania małych komercyjnych dronów do prowadzenia obserwacji pola walki i po krótkim czasie okazało się, że jest to doskonały pomysł. Aparaty kupowane po to, by polatać sobie nimi dla przyjemności, by w ciekawy sposób zarejestrować wesele czy zrobić ładne zdjęcia na wakacjach, nagle stały się świetnym narzędziem, by zajrzeć nad przeciwnika i podejrzeć co robi. Te kupowane za stosunkowo niewielkie pieniądze małe aparaciki okazały się być niezwykle trudnymi do zestrzelenia, bowiem stanowiły bardzo mały cel. A przecież nikt nie będzie do tego strzelał z rakiet przeciwlotniczych, które i tak nie są się w stanie naprowadzać na tak mały obiekt. Z czasem zaczęto stosować zakłócenia ich systemów łączności, ograniczając ich użycie.
Jednakże odpowiedzią na zakłócanie była odpowiednia przebudowa systemów łączności, tak by druga strona nie wiedziała na jakich częstotliwościach one pracują i jak jest szyfrowana ich transmisja. Owo nieustanne ulepszanie systemów łączności oraz ich oprogramowania trwa nadal. Pewnym rozwiązaniem problemów zakłóceń było użycie dronów sterowanych leciutkim, rozwijanym światłowodem, Takie drony mają jednak swoje ograniczenia, głównie co do zasięgu działania na rozciągniętym światłowodzie.
Wiele różnych niedoskonałości dronów uderzeniowych które zaczęto stosować latem 2022 r., są rekompensowane ilością w jakiej są one stosowane. Mają więc one mały ładunek bojowy, niewielki zasięg, ich działania w nocy się komplikują, zaś we mgle, w opadzie śniegu czy marznącym deszczu nie są one już tak doskonałe. W wielu niesprzyjających warunkach nie mogą one w ogóle latać.
Dodatkowo ze względu na mały zasięg łączności operatorzy musieli się znajdować blisko linii styczności wojsk, a co za tym idzie, byli bardzo narażeni na wrogi ostrzał. Dziś się to zmieniło, bowiem zbudowano system sieci typu MESH, tworzonych przez liczne roje dronów operujących nad nieprzyjacielem. Te, które są bliżej, transmitują sygnały tych dronów, które są dalej.
Na operatorów urządza się prawdziwe polowania, dlatego nie są oni w stanie normalnie funkcjonować, bez stresu i silnych obaw. Muszą często i bardzo umiejętnie zmieniać swoje położenie tak, by wróg nie mógł ich łatwo zlikwidować.
Jednakże ta śmiesznie niska cena w porównaniu do klasycznego uzbrojenia wojskowego powoduje, że są one kupowane dosłownie milionami (w skali roku). W ilościach wyraźnie większych od ilości pocisków artyleryjskich. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że trzy czy cztery miliony użytych dronów uderzeniowych pola walki, popularnych FPV zwanych „efpefałkami”, nie przekłada się na taką samą ilość zabitych czy nawet rannych żołnierzy rosyjskich. Oczywiście część z tych dronów niszczy sprzęt który został porzucony po uszkodzeniu i w innym przypadku mógłby zostać ewakuowany, naprawiony i skierowany ponownie do służby.
Trafiane są też pojazdy z załogą która z powodu dobrej ochrony pancernej wychodzi z opresji cało, wstrząśnięta ale nie zmieszana, a porzucony pojazd dobijany jest przez drony. Niszczą one też różne systemy elektroniczne czy radarowe pracujące bezobsługowo. Niemniej jednak jak posłużymy się twardą matematyką, to się okaże, że na zabicie bądź zranienie jednego rosyjskiego żołnierza zużywa się 12-15 dronów, a uwzględniając fakt, że część niszczy sprzęt nie robiąc krzywdy ludziom, to jest to jakieś 7-10 dronów na żołnierza, zabitego lub ciężko rannego. Skuteczność nie jest więc powalająca i przypomina skuteczność ognia artyleryjskiego strzelającego „powierzchniowo”, bo jeśli strzelamy z działa precyzyjnie do określonego celu, a ogień jest korygowany przez drona obserwacyjnego, to skuteczność wielokrotnie rośnie.
Właśnie z powodu owej masowości użycia wynikającej z niewielkich kosztów i prostoty produkcji, skumulowany efekt użycia dronów jest niewiarygodnie znaczący. To chyba jedyny przypadek, kiedy wierzymy w jedną z zasad dialektyki: „ilość przechodzi w jakość”.
Wojna pozycyjna, a wojna manewrowa
Wojna manewrowa polega na zdobywaniu terenu w szybkim tempie. Sam teren nie jest celem samym w sobie, tak naprawdę nadal istotą jest zniszczenie wrogich wojsk. Ale robi się to nie ogniem, jak w wojnie pozycyjnej, ale manewrem. Jeśli otoczymy zgrupowanie wrogich wojsk, odetniemy je od zaopatrzenia, zmusimy do zużycia posiadanej amunicji, to nie pozostanie im nic innego jak się poddać. Przecież saperkami nie będą walczyć, ani rzucać kamieniami.
Aby przejść do działań manewrowych trzeba przełamać nieprzyjacielską obronę. Jeśli takowa jest, bo jeśli wyślemy wojska na teren zaskoczonego państwa, to nie natrafimy na przygotowaną obronę. Nasze wojska będą się mogły posuwać tak szybko, na ile pozwoli im zapas paliwa w zbiornikach pojazdów. Jeśli natrafią one na punkty oporu, to trzeba je obejść, zostawiając ich likwidację tym, co idą z tyłu. Jeśli się nie da, bo obrona jest za szeroka i za bardzo rozbudowana, wtedy ją trzeba przełamać, innego wyjścia nie ma.
I tu zaczynają się schody. Wszyscy bowiem wiedzą, że przełamanie wymaga rzucenia na wąskim odcinku sporej masy wojsk oraz użyć do wsparcia wiele środków ogniowych (dział, moździerzy, wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, czołgów). Ale jak to wszystko zgromadzić przy tym poziomie „zadronowania” pola walki? Przecież operatorzy bezpilotowców wroga zrobią z tego jesień średniowiecza!
Przypuszczalnie panaceum na to byłoby wejście kolejnymi rzutami sił uderzeniowych z głębi własnych linii, na pełnej prędkości, bez zatrzymania się. Musi nastąpić głęboka infiltracja wrogiej obrony, która na szczęście jest dość rozrzedzona (drony!), ale za to mocno rozciągnięta w głąb. Dlatego właśnie trzeba wprowadzać kolejno mniejsze rzuty idące z głębi własnego ugrupowania, by wbijały się dalej i dalej. Co prawda straty będą wielkie, ale utrzymanie wysokiego tempa i możliwość wprowadzania kolejnych sił może pozwolić na przebicie się przez całą, głęboką obronę. Wtedy trzeba szybko poszerzyć wyłom i wprowadzić przygotowane wcześniej siły czekające z tyłu na taką możliwość, by te popędziły odcinać nieprzyjaciela od zaopatrzenia.
Po analizie ogólne wnioski są takie:
- przełamanie jest możliwe, ale będzie się wiązało ze stratami. Można je osiągnąć gromadząc znaczne siły w głębi i w sposób zdecydowany, z dużą prędkością, wprowadzać je do walki, dbając by się nie zatrzymywały;
- jeśli uda się przejść do działań manewrowych to spadnie niebezpieczeństwo ze strony dronów, bo jednostki bezpilotowe wroga muszą się znaleźć w pobliżu jadącego zgrupowania, mogą zadać mu straty, ale jeśli nie dadzą rady zatrzymać, to im się ono wymknie;
- działania dronów są skuteczne w warunkach wojny pozycyjnej, w warunkach wojny manewrowej skuteczność dronów spadnie, bowiem grupy operatorów same będą musiały być w ruchu, a wraz z nimi ich logistyka (zaopatrzenie w drony, ich warsztaty i obsługa techniczna jak choćby ładowanie baterii, łączność, uzupełnienia);
- jeśli uda się przeciwnika spowolnić lub zatrzymać, skuteczność dronów wzrośnie i przejście do działań manewrowych będzie już trudniejsze;
- na możliwości obronne i natarcia wpłynie wysokie zurbanizowanie Polski (wzmocni obronę) oraz rozwinięta sieć dróg (ułatwi działania ofensywne).
Wojna będzie więc inna od tej obserwowanej w Ukrainie, ale jednocześnie też zupełnie już inna niż ta którą znamy i dotąd ćwiczyliśmy. Drony po prostu zostaną już z nami i nie ma na to rady. Otwarta pozostaje kwestia, na ile te możliwości których nie ma Ukraina (przede wszystkich możliwości bojowe sił lotniczych) wpłyną na obraz pola walki, ale od razu widać, że będziemy toczyć taką wojnę, jakiej jeszcze nikt nie toczył i doświadczeń nie ma. Wszystko zależy od zdolności do adaptacji i pomysłowości. A nade wszystko od chęci obrony Polski.
Na zdjęciu Rosomak wyposażony w specjalne siatki antydronowe, poprawiające odporność pojazdu, choć oczywiście nie całkowicie.
Próba do defilady, noc z 8 na 9 sierpnia 2026 r.
Fot. Michał Fiszer
Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. https://t.co/pPHnCSlNfq
Mam pytanie do wszystkich tych, którzy uważają się za demokratów i atakują premiera Tuska i Macieja Berka za TK:
Czy wy jesteście normalni?
Wejście Macieja Berka do TK jest zgodne z prawem!
Pozwala na to ustawa napisana przez PiS, którego wy teraz bronicie!
PiS zainfekował każdą sferę państwa, a w szczególności sądy, w tym Trybunał Konstytucyjny, który cały czas jest silnym narzędziem w ich rękach i blokuje sprawne funkcjonowanie państwa.
Zarzucacie premierowi Tuskowi, że nie wywiązuje się ze zobowiązań, że nie ma rozliczeń, ale jak tylko chce to zrobić i to zgodnie z prawem, nie pozwalacie na to i od razu się oburzacie.
Jakby nie patrzeć, jesteście państwo hipokrytami.
200 tysięcy za śmieciowy raport napisany przez AI?
No to zapnijcie pasy.
1/ Portal https://t.co/jTEqcYpteO - 1 milion 800 tys. złotych. Po portalu nie ma śladu.
To jest lex Zięba :))) Serio!
Zaryzykuje stwierdzenie: na podstawie tych przepisów, tak napisanych, nigdy żaden sąd nie ukarałby żadnego szarlatana! ŻADNEGO!
Nie mówiąc już o tym, że utrudni to ich ściganie z art 58 ustawy o zawodzie lekarza.
A jak w dyskusji przeciwnicy lex szarlatan grzmieli, że odwołuje się do klauzuli generalnej "aktualnej wiedzy medycznej", to w jednostronnicowym projekcie prezydenta użyto tego zwrotu dwa razy! :)))
Nie mówiąc już o tym, że par 7 sprawia, że ściganie jest praktycznie niewykonalne. Przecież każdy tylko informował, prawda? Zięba już dziś może bezkarnie mówić, że zawał zatrzymujemy wykałaczką, a w projekcie prezydenta ma to jeszcze zagwarantowane ustawowo :)
#lexzieba