Wypowiedź @NawrockiKn z lipca 2023.
Twierdził, że swoich bohaterów Ukraińcy mają prawo wybierać.
Polacy nie będą wybierać patronów ukraińskich ulic.
To jakich mają swoich bohaterów w podręcznikach,może nas oburzać,ale nie możemy na to wpływać,to pozostaje ich własną sprawą.
@Slawomir_Ozdyk@BMikolajewska@marcin_borys więc nie kłam, bo czuć, robisz w gacie ze strachu, a dla Rosji robisz jak nie za rubelki to za darmo, jak wielu pożytecznych idiotów Kremla...
PAMIĘTNIK WETERANA | ODCINEK 7
Bohaterką podcastu będzie ppłk dr Katarzyna Rzadkowska – Dyrektor Centrum Weterana od 2022 roku, weteranka czterech misji poza granicami państwa: dwóch zmian KFOR w Kosowie, UNIFIL w Libanie oraz operacji IRINI.
Premiera: środa, 10.06, godz. 19:00
Maja Chwalinska had a hilarious interaction with John McEnroe at Roland Garros on the TNT Desk
John: "Do you actually know who I am?"
Maja: "Are you kidding me? When I was younger I watched a lot of tennis. Like… the vintage tennis."
😭😭😭😭😭😭😭😭
Coraz częściej się mówi, że Rosja nie tylko sieje dezinformację, ale prowadzi przeciwko nam pełnoskalową wojnę kognitywną 🧠📢
Podczas konferencji „Wojna o umysły. Strach, dywersja, dezinformacja” @sikorskiradek ostrzegał, że Kreml traktuje internet jak pole walki.
💥 Inwestuje on miliardy dolarów w propagandę, wykorzystuje AI do masowej produkcji treści i napędza polaryzację, by niszczyć sojusze
Jak szef polskiej dyplomacji ocenia skalę rosyjskich działań? Jaka powinna być jego zdaniem odpowiedź Zachodu? ⬇️
🔗https://t.co/sOjFQWnaTk
#rosja #Dezinformacja #WojnaKognitywna #Bezpieczeństwo #Cyberbezpieczeństwo #AI #Polska #UE
@rogalewiczmik@DorotaNiedziela@KancelariaSejmu
fot. Gabriel Piętka / MSZ
Nowoczesne pole walki wymaga nowoczesnego szkolenia 🇵🇱🤝🇺🇸
Zakończył się kurs #CriticalKnowledgeExchange – wymiana doświadczeń żołnierzy WOT z instruktorami Gwardii Narodowej Stanu Illinois.
Rozpoznanie, obserwacja, ratownictwo pola walki, precyzyjne rażenie i nowoczesne technologie wspierające świadomość sytuacyjną – to zdolności, które budują gotowość Terytorialsów.
Szkolenie. Technologia. Interoperacyjność. Gotowość.
@MON_GOV_PL@SztabGenWP@IL_Natl_Guard@NATO
#WOT #CKE #StrongerTogether #WeAreNATO
BEZPIECZNA ZATOKA
#psychoodporni#dezinfoodporni#walkaKognitywna
Zagrożenia manipulacją z wykorzystaniem zaawansowanych technologii rosną w zatrważającym tempie. Obecnie jedną z najbardziej zaawansowanych technik oszustwa jest tzw. spoofing.
Czym charakteryzuje się ta metoda?
✅ Spoof – podszywać się, udawać kogoś, imitować, naśladować;
✅ Na wyświetlaczu telefonu pojawia się nazwa banku, urzędu, komisariatu Policji lub innej instytucji, którą uznajemy za wiarygodną;
✅ Najniebezpieczniejsze jest podszywanie się pod popularne nazwy zapisane w książce telefonicznej, takie jak: „mama”, „ojciec”, „dom”, „Ania”;
✅ Rozmówca, podszywając się pod osobę, której nazwa wyświetla się na ekranie telefonu, wzbudza panikę i lęk, aby skłonić ofiarę do podjęcia decyzji zgodnej z planem atakującego;
✅ Spoofing to także podszywanie się pod adresy e-mail, wiadomości SMS oraz strony internetowe.
Jak się bronić?
✅ Uważnie słuchać, kto i co mówi do nas przez telefon;
✅ Krytycznie podchodzić do wiadomości e-mail z adresów firm i instytucji (również państwowych), zachęcających do klikania w linki dotyczące zwrotów pieniędzy, wygranych lub wymagających podania danych osobowych;
✅ Zmienić nazwy kontaktów w książce telefonicznej. Zamiast nazw „mama”, „tata” czy „ciocia” warto stosować bardziej prywatne i spersonalizowane określenia. Nie należy również wpisywać pełnych imion i nazwisk bliskich. Jeśli przestępca zna nasze nazwisko, może próbować podszyć się pod członka rodziny;
✅ Przestępcy wykorzystują popularne i przewidywalne nazwy kontaktów. Im bardziej spersonalizowane będą nasze nazwy, tym trudniej będzie im skutecznie się pod nie podszyć.
Jak chroni nas system?
„Bezpieczna Zatoka” to porozumienie państwa z operatorami telekomunikacyjnymi. W jego ramach wdrożono rozwiązania technologiczne służące do weryfikacji połączeń przychodzących i wykrywania prób podszywania się pod inne osoby lub organizacje.
Więcej informacji: https://t.co/bGgSuRa4Nn, CBZC Policja, Urząd Komunikacji Elektronicznej.
@MON_GOV_PL
Polski dron odrzutowy MTJD 15, prędkość ponad 600 km/h, zasięg do 1000 km i pułap do 13 km. W przygotowaniu wersja osiągająca prędkość ponad 2400 km/h z możliwością przenoszenia 100 kg ładunku.
Niedawno przeszedł testy na jednym z wojskowych poligonów.
Dziś w @faktypofaktach rozmawiałam o możliwości utworzenia w Polsce stałej amerykańskiej bazy wojskowej oraz o wnioskach z mojej ubiegłotygodniowej wizyty w Waszyngtonie.
Dla tego pomysłu istnieje silne poparcie w Kongresie USA, który wezwał Pentagon do przedstawienia w ciągu 3 miesięcy analizy jego wykonalności. Za takim rozwiązaniem przemawiają także argumenty państw wschodniej flanki NATO: stała obecność wojsk USA byłaby jednoznacznym sygnałem odstraszania wobec Rosji.
To szczególnie istotne w kontekście ostatnich, niepokojących decyzji Departamentu Obrony USA.
Dezinformacja – broń, która trafia w mózg, nie w granice
XXI wiek nie jest już wiekiem przemysłu ani węgla. To wiek informacji. Każdego dnia przeciętny człowiek widzi więcej treści niż ktoś żyjący sto lat temu przez cały rok. Nasz mózg nie został zaprojektowany do radzenia sobie z takim zalewem bodźców. Informacja nie przychodzi do nas jak gazeta raz dziennie – atakuje w kolejce po kawę, pod prysznicem, przed snem, między jednym powiadomieniem a drugim.
W świecie, gdzie informacji jest za dużo, atutem nie jest rzetelność, tylko zdolność przyciągnięcia uwagi. Newsy muszą być szybkie, głośne, najlepiej sensacyjne. Im bardziej emocjonalne, tym większa szansa na kliknięcie. Takie są prawa biologii. Mózg szybciej reaguje na strach, gniew i sensację, niż na analizy i raporty. To nie wada człowieka – to mechanizm przetrwania, który w epoce internetu stał się idealnym punktem ataku.
Dobra informacja zwykle wymaga czasu, sprawdzenia źródeł, danych, kontekstu. Zła informacja działa od razu. Jednym zdaniem potrafi wzbudzić lęk lub oburzenie. Tak jak zły pieniądz wypiera dobry, tak fałszywa wiadomość potrafi wyprzeć prawdziwą – bo jest prostsza, ostrzejsza, bardziej „mięsista”. Nasz mózg lubi skróty. Dezinformacja oferuje skrót idealny: silne emocje zamiast faktów.
Tu pojawia się problem. Jeśli miliony ludzi scrollują newsy w sekundowych odstępach, to prawda nie ma czasu, żeby się wybronić. Fałsz zdąży obiec internet kilka razy, zanim pierwsze sprostowania w ogóle się pojawią. I nawet kiedy pojawią się sprostowania – emocje zostają w pamięci dłużej niż korekta. Psychologia tłumu i badania kognitywne są brutalne: mózg zapamiętuje przede wszystkim to, co poruszyło, nie to, co było prawdziwe.
Dezinformacja korzysta z tej słabości. Nie musi być perfekcyjna. Wystarczy, że jest głośna. Nie musi przekonać wszystkich. Wystarczy, że zasiać wątpliwość – „może to jednak prawda?”, „a skąd mamy wiedzieć?”, „wszyscy kłamią”. Jeśli fakt przestaje być faktem, a staje się opinią – społeczeństwo traci wspólny język. I to jest moment, w którym dezinformacja robi największą krzywdę. Nie przez to, że ludzie wierzą fejkom, ale przez to, że przestają wierzyć komukolwiek.
To właśnie dlatego mówi się, że fake newsy to broń masowego rażenia. Nie zabijają ciał – zabijają zdolność myślenia wspólnego. Społeczeństwo, które nie zgadza się co do faktów, nie jest w stanie podejmować decyzji. Nie umie się bronić. Kłóci się ze sobą bardziej niż z agresorem. I wtedy dezinformacja wygrywa bez jednego strzału.
Nie chodzi więc o to, abyśmy byli nieufni wobec wszystkiego. Chodzi o to, żebyśmy nie mylili emocji z prawdą. Żebyśmy zatrzymali się sekundę przed kliknięciem „udostępnij”, bo może właśnie ktoś sprytnie uruchomił nasz lęk tylko po to, żebyśmy zrobili robotę za niego. Nie trzeba znać podręczników psychologii. Wystarczy kilka prostych pytań: kto to napisał? Skąd ta informacja? Czy potwierdzają ją inne źródła? Czy to budzi we mnie emocję większą niż logikę?
W epoce nadmiaru informacji najcenniejsza jest uwaga. Kto ją kontroluje – kontroluje myślenie. A kto kontroluje myślenie, temu nie potrzeba armii. Wystarczy internet i ludzie, którzy wierzą w pierwsze zdanie, które zobaczą.
Dezinformacja nie wygrywa tym, że jest sprytna. Wygrywa tam, gdzie jesteśmy zmęczeni, przebodźcowani i chcemy szybkiego wytłumaczenia świata. Dlatego jej najlepszą obroną wcale nie są filtry, algorytmy ani ustawy. Najlepszą obroną jest świadomość, że ta wojna trwa w naszych telefonach. I że każda nasza decyzja – klik, udostępnienie, komentarz – może być albo cegłą w murze, albo wyłomem w nim.
W świecie informacji prawda nie przegrywa z kłamstwem dlatego, że kłamstwo jest bardziej logiczne. Przegrywa, bo kłamstwo jest bardziej atrakcyjne. A nasze zadanie to nie pozwolić, żeby atrakcyjność zastąpiła rzeczywistość.
autor: redakcja @AkademiaPrawdy
źródła: EUvsDisinfo. eu, NATO StratCom COE, OECD Disinformation Library, CERT Polska/NASK, Hybrid CoE, VIGINUM, MSWiA/CERT komunikaty rządowe
Jak Rosja werbuje ludzi. I dlaczego nie są to ci, których wszyscy podejrzewają
W polskiej wyobraźni rosyjski agent wciąż wygląda jak z kiepskiego filmu szpiegowskiego. Jakiś niezdarny typ z wąsem, który pod osłoną nocy wręcza kopertę w parku i mówi z ciężkim akcentem. Taki obraz jest wygodny, bo daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Skoro agent jest siermiężny, łatwo go wyśmiać i zlekceważyć. Problem polega na tym, że prawdziwi ludzie wykorzystywani dziś przez Kreml wyglądają dokładnie odwrotnie. To nie są amatorzy. To nie są krzykacze z internetu. I bardzo rzadko są to osoby o niskiej inteligencji.
Najlepszym narzędziem Rosji są ludzie błyskotliwi, elokwentni, świetnie wykształceni, często z imponującą wiedzą i znajomością wielu języków. Tacy, którym społeczeństwo ufa, bo „wyglądają na ekspertów”, potrafią posługiwać się autorytetem, powołać na dokumenty, raporty, konteksty. To nie jest przypadek, tylko element strategii. Kreml od dawna wie, że głupka łatwo zdemaskować, chama nikt nie słucha, a prymitywny prorosyjski troll budzi raczej śmiech niż zaufanie. Dlatego inwestuje w ludzi, którzy mówią spokojnie, precyzyjnie, „technicznie”, nie brzmią jak propagandyści i potrafią wtopić swój przekaz w normalną debatę publiczną.
Badacze nazywają tę technikę inteligentnym wtapianiem narracji. Chodzi o to, że 80 procent wypowiedzi to czyste fakty, rzetelne analizy, trafne obserwacje. Dopiero pozostałe 20 procent to przekaz, który ma robić właściwą robotę: siać chaos, wzmacniać strach, podważać zaufanie do Zachodu, Unii Europejskiej, NATO, relacji z Ukrainą. Taki „ekspert” nie mówi wprost „Rosja ma rację”. On buduje atmosferę wątpliwości. Pokazuje rysy, wady, słabości, a na końcu zostawia odbiorcę z jednym odruchem: skoro wszyscy są tacy podejrzani, najlepiej wycofać się z zaangażowania, przestać ufać instytucjom, zamknąć się we własnym grajdołku.
Rosja nie wybiera takich ludzi na chybił trafił. Służby Federacji Rosyjskiej od lat stosują profilowanie behawioralne krajów, w których działają. Badają mentalność społeczeństwa, analizują emocje, które najłatwiej wywołać, obserwują, jakie tematy polaryzują opinię publiczną. Sprawdzają, które figury medialne mają największą siłę rażenia, kogo chętnie zapraszają stacje telewizyjne, kogo cytują portale, komu ufają konkretne bańki informacyjne. Na tej podstawie typują ludzi, których można „ukierunkować” – niekoniecznie formalnie werbować, ale delikatnie popchnąć w stronę narracji korzystnej dla Kremla. Tu kryje się ważna prawda, której większość woli nie dostrzegać: Rosja nie zawsze potrzebuje agentów w klasycznym sensie. Często potrzebuje po prostu ludzi, którzy robią to, co Kremlowi służy, z własnych powodów.
Powody mogą być bardzo różne. Ego, poczucie misji, chęć błyszczenia, potrzeba wyjątkowości, skłonność do cynizmu, znużenie Zachodem, kompleks wyższości, samotnicze przekonanie „widzę więcej niż reszta”. Rosja to tylko umiejętnie podchwyca. Najprostszy mechanizm, stosowany od dekad, to karmienie ambicji. Komunikat jest zawsze podobny: jesteś inteligentniejszy niż tłum, widzisz głębiej, rozumiesz świat szerzej, nie dajesz się nabrać na „propagandę Zachodu”. Taki przekaz działa lepiej niż pieniądze. Dla narcystycznego typu osobowości to miód na ego. Nic tak nie łechce, jak poczucie, że jest się ponad masami i ponad „naiwną większością”.
Kiedy ktoś o takim profilu zostaje wciągnięty w orbitę rosyjskiego oddziaływania, nie musi od razu podpisywać czegokolwiek ani dostawać kopert. Współczesne metody są subtelne. To mogą być zaproszenia na konferencje, zamknięte seminaria, kontakty z zagranicznymi mediami, udział w projektach eksperckich, dostęp do „nieoficjalnych analiz”. Powoli rośnie poczucie wyjątkowości i wpływu. Rosja werbuje nie słabość, tylko ambicję. Potem wystarczy odrobina bodźców w odpowiednim momencie, żeby taki człowiek zaczął własnymi słowami powtarzać to, co Kreml chciałby usłyszeć w Warszawie, Berlinie czy Brukseli.
Te osoby kierowane są tam, gdzie ich głos ma największe znaczenie. W przeciekach geopolitycznych służą do legitymizowania narracji, które Rosja chce wpuścić do obiegu. Nie podnoszą głosu, nie używają ideologicznych haseł. Używają analizy, języka ekspertów. Kiedy trzeba rozbić zaufanie do Zachodu, NATO czy Unii, robią to półprawdami. Nie mówią: „Zachód jest zdrajcą”. Raczej: „To wygląda dziwnie”, „Tu jest coś ukrywane”, „Może nie znamy całego obrazu”, „Może Zachód wcale nie jest taki niewinny”. To czysta psychologia zbiorowa – podsycanie podejrzeń zamiast otwartego ataku.
Najlepsza propaganda nie próbuje przekonać wszystkich, że Rosja ma rację. Jej celem jest sprawić, by ludzie przestali ufać komukolwiek. By mieli wrażenie, że każdy kłamie, każdy manipuluje, każdy gra przeciw nim. W takiej atmosferze łatwiej zniechęcić społeczeństwo do wspierania Ukrainy, łatwiej rozbić poparcie dla sankcji, łatwiej osłabić determinację w obronie wspólnoty zachodniej. Kiedy odbiorcy są już zmęczeni sprzecznymi narracjami, ostatni krok to podsunięcie im wniosku: „lepiej trzymajmy się z boku”.
Takich ludzi jest trudno rozpoznać, bo na pierwszy rzut oka robią dobre wrażenie. Mówią mądrze, prezentują fakty, odwołują się do dokumentów i badań, brzmią jak eksperci. Robią wrażenie obiektywnych, nie atakują w oczywisty sposób. Nie są to postacie, które publicznie wykrzykują „Sława Rossii”. To raczej perfumowani operatorzy narracji, którzy zgrabnie dopasowują się do oczekiwań widowni. Dla zwykłego Kowalskiego taki głos bywa wręcz kojący. Człowiek patrzy i myśli: mówi logicznie, zna szczegóły, stawia trudne pytania, to musi mieć rację. Nie, nie musi. On po prostu umie tak mówić.
Efekt ich działania jest zawsze podobny. Chaos. Podział. Nieufność wobec Zachodu. Zamieszanie wokół Ukrainy. Sianie paniki lub podejrzeń w momentach kluczowych dla bezpieczeństwa państwa. Wzmacnianie linii, które osłabiają Unię i NATO. Do tego nie trzeba żadnej formalnej przynależności do GRU. Nie trzeba podpisywać dokumentów, nie trzeba brać kopert. Wystarczy całkowita odporność na wszystko poza własnym ego i przekonanie, że własna wizja świata jest ważniejsza niż konsekwencje dla kraju.
Rosja nie potrzebuje już siermiężnych propagandystów, których widać na kilometr. Potrzebuje ludzi inteligentnych, elokwentnych i narcystycznych, którzy potrafią z wdziękiem i elegancją wprowadzać do przestrzeni publicznej dokładnie te narracje, które Kremlowi są potrzebne. I robią to tak sprytnie, że przeciętny odbiorca nawet nie zauważa, kiedy w jego głowie zaczyna kiełkować proste zdanie: może ten Zachód naprawdę nas zdradza, może lepiej z nikim się nie wiązać, może każdy sojusz jest podejrzany. Właśnie dlatego ten mechanizm jest tak obrzydliwy. Nie dlatego, że jest toporny, tylko dlatego, że jest tak inteligentny.
autor: redakcja @AkademiaPrawdy
źródła: U.S. Senate Select Committee on Intelligence, Kolegium Europy Wschodniej, Jamestown Foundation, The Guardian, NASK / CERT Polska, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, Centrum Analiz Propagandy i Dezinformacji
🎙️ Wicemarszałkini @DorotaNiedziela podczas konferencji “Wojna o umysły. Strach, dywersja, dezinformacja”: Tylko współpraca pozwoli skutecznie budować odporność społeczną na manipulacje. Demokracja opiera się na sporze, ale spór musi opierać się na faktach. Kiedy fakty stają się przedmiotem manipulacji, zagrożona jest nie tylko jakość debaty publicznej, ale także bezpieczeństwo państwa.
Trwa konferencja „Wojna o umysły. Strach, dywersja, dezinformacja”. Dzisiejsze konflikty toczą się także w naszych smartfonach i głowach.
Fake newsy i manipulacja to realne narzędzia dywersji, które mają nas podzielić.
#WojnaOUmysły#Bezpieczeństwo#KoalicjaObywatelska
🎙️ Wicemarszałkini @DorotaNiedziela podczas konferencji “Wojna o umysły. Strach, dywersja, dezinformacja”: Informacja stała się narzędziem oddziaływania, a dezinformacja jednym z najważniejszych wyzwań dla obrony demokracji, jej celem jest zawsze przekonanie nas do określonych poglądów, coraz częściej chodzi o coś znacznie bardziej niebezpiecznego - o podważenie zaufania.