"Postawili mi bardzo proste społeczne pytanie - dlaczego nie potrafisz normalnie współżyć ani społecznie współobcować?
Na co bez wahania odpowiedziałam - bo wymuszone społeczne emocjonalne współobcowanie bywa najbrutalniejszą formą psychicznego gwałtu...
- Po czym nastała wyjątkowo niezręczna cisza, w trakcie której wszyscy nagle poczuli na sobie ciężar wzajemnego współżycia..."
Filozofia Paradoksu.
Nie da się uwolnić nienazwanych emocji. Każda nienazwana i nieprzeżyta emocja kumuluje się w ciele blokując sprawność, odbierając chęci do działania i perspektywy na jakościowo lepsze życie.
Wstyd, strach, gniew, rozpacz, żal, poczucie krzywdy, poczucie winy, poczucie zdrady i osamotnienia to najtrudniejsze do zaobserwowania u siebie i nazwania emocje, które skumulowane latami stają się nową tożsamością człowieka, który z każdym dniem coraz bardziej zaczyna czuć się rozczarowany własnym życiem.
Nikt nie lubi czuć trudnych emocji, bo ich nazywanie jest jak schodzenie do piekła własnej podświadomości, aby tam rozliczyć się z demonami przeszłości, których lepiej było nie oglądać i nie nazywać, a które zawładnęły życiem na tyle, że odebrały mu smak, radości i sens.
To trudny i brzydki proces dlatego dla jednych nazywanie trudnych emocji będzie niezręczne i oburzające, a dla innych wyzwalające z ograniczenia. Tak czy inaczej każdy ma prawo do własnego procesu uwolnienia, czy to się innym podoba, czy nie.
Wolność zaczyna się od wolności w głowie i polega na przeżywaniu tego co trudne, po to aby móc zrobić miejsce na to co lekkie, piękne i wolne od ciężaru przeszłości.
Tak więc to, co oceniasz jako rozhisteryzowane i niedojrzałe, dla mnie jest drogą przechodzenia przez nieocenzurowaną prawdę - to strategia powrotu do życia, aby nie musieć już dłużej męczyć się w kłamstwie pozorów i piekle przeszłości.
Rola wstydu w rozwoju osobistym jest paradoksalna – jest jednocześnie jednym z największych blokad i jednym z najmocniejszych katalizatorów transformacji.
"Postawili mi bardzo proste społeczne pytanie - dlaczego nie potrafisz normalnie współżyć ani społecznie współobcować?
Na co bez wahania odpowiedziałam - bo wymuszone społeczne emocjonalne współobcowanie bywa najbrutalniejszą formą psychicznego gwałtu...
- Po czym nastała wyjątkowo niezręczna cisza, w trakcie której wszyscy nagle poczuli na sobie ciężar wzajemnego współżycia..."
Filozofia Paradoksu.
@mafrxl2 Nie musisz wiedzieć, wystarczy że ja widzę twój mentalny wiek i przykro mi, że jeszcze nie zdążyłeś wyrosnać z gimnazjalnych podsmiechujkow... To ile masz lat bohaterze...?
Obserwowanie i nazywanie emocji sprawia, że kontrola nad ciałem z gadziego obszaru mózgu (limbicznego) przeskakuje do obszaru frontalnego/czołowego gdzie zaczyna się nadpisywanie automatycznych zachowań wynikających z reakcji surwiwalowych... Stąd jeden raz w przypadku głębokich traum nie wystarczy, ale już pierwsza obserwacja połączona z nazewnictwem potrafi mocno osłabić intensywność pierwotnej emocjonalnej pętli - co w przypadku dłuższej praktyki jest realnym sposobem nadpisywania mózgu, stąd każda jedna konfrontacja z tym co trudne, obniża ich ciężar i zwiększa poczucie bezpieczeństwa, co realnie wpływa na możliwości i jakoś życia ..
W mistycyzmie, hermetyzmie i gnozie kręgosłupa stanowi jeden z ważniejszych symboli samostanowienia właśnie przez to, że przechodzi przez niego układ nerwowy, który został uwolniony z traum przetrwania -które nieuświadomione przejmowały kontrolę nad życiem - stąd korona to symbol ziemskiej władzy i jednocześnie uzdrowionego mózgu, a więc władzy nad własnym życiem po tym jak ciało zostało uwolnione od pętli traum.
Generalnie chodzi o nazywanie emocji, bo nie da się puścić przyszłości kiedy emocje dosłownie są skumulowane w ciele i samoistnie uruchamiają układ limbiczny przywołując stare mechanizmy przetrwania. Nazywanie emocji dosłownie przeprogramowuje układ nerwowy i wyłącza jego surwiwalową nadaktywność, co buduje nowe ścieżki neuronalne, dzięki którym człowiek wybiera inne rozwiązania, niż dotychczasowe pętle, w których utkwił - stąd przestaje wybierać toksyczne relacje, zaczyna dostrzegać możliwości, tam gdzie widział porażki i w konsekwencji zmienia własną definicję na temat siebie, co zmienia zakres doświadczeń i jakości życia...
Nie da się uwolnić od przeszłości nie nazywając jej... Można ją tylko zepchnąć do podświadomości i w nieskończoność powtarzać te same schematy, tylko że za każdym razem mocniej i bardziej dotkliwie - aż w końcu albo się je przerwie, albo zniszczą życie...
I tak, chodzi o to aby, żyć bez poczucia winy i wstydu za to, że się żyje, czyli żyć tak jak się chce, a nie tak jak inni tego oczekują...
@mafrxl2 Nazywaj to jak chcesz. To jak postrzegasz ludzi mówi więcej i tobie niż o mnie. Jeśli zabolało cie to co napisałam to znaczy, że jesteś zwykłym przemocowcem, któremu właśnie żyłka puściła, że ktoś nazwał to co notorycznie robisz ☕😉