Mam na imię Diana i mam 21 lat. 1/4 swojego życia spędziłam na oddziale onkologii... 💔
Nie byłam beztroską nastolatką, nie mam wspomnień z liceum, nie chodziłam na imprezy ani na randki, cały ten czas spędziłam w szpitalu... Zachorowałam, jak miałam tylko 16 lat.
@jacek_liberski@FIFAcom Nie bronie ale to raczej przypadek, że mu depnął kostkę. Może z innej perspektywy wygląda to inaczej. Inna rzecz interwencja Donalda
Przed czym ostrzegają Amerykanie?
Ostrzegają przed kolejną prowokacją Rosjan, ale teraz pójdzie grubo.
Szczerze mówiąc, pisałem o tym w Polityce już we wrześniu 2025 r. A teraz to samo przekazują (wg doniesień) amerykańskie służby wywiadowcze. Oczywiście to tzw. przeciek kontrolowany, bo całe społeczeństwo ma się dowiedzieć o tych ostrzeżeniach, co oczywiście ma konkretny cel.
Wlot rosyjskich nieuzbrojonych dronów we wrześniu 2025 r. miał być rozpoznaniem. Sprawdzeniem reakcji i sprawdzeniem działania ich wojny informacyjnej.
Jak wiadomo, obrona powietrzna Polski i natowskich sojuszników zadziałała prawidłowo. Oczywiście rosyjska agentura w Polsce już po czasie zaczęła krytykować użycie drogich rakiet do zestrzeliwania tanich dronów (by the way - to akurat Holendrzy je odpalili, a nie Polacy, ale to szczegół), choć dyskusja ta mocno przygasła, kiedy się okazało że niezwyciężone wojska amerykańskie w ciągu dwóch miesięcy wystrzeliły w rejonie Zatoki Perskiej zapas z kilkuletniej produkcji rakiet Patriot wartych miliardy dolarów do tanich irańskich dronów, które i tak narobiły całkiem sporo szkód w państwach sojuszniczych (Kuwejt, Katar, Emiraty).
Wojna informacyjna ruszyła natychmiast. Ale towarzysze z GRU mocno przeholowali. Pierwsze i dość liczne wpisy na kontach społecznościowych o ukraińskiej prowokacji wobec Polski pojawiły się ZANIM drony w ogóle wleciały do Polski. No to była wpadka na całego, ale GRU się nie przejęła, bo nie zostało to dostatecznie nagłośnione. Algorytmy nie kochają prawdy, algorytmy kochają emocje, skrajności, wrzaski.
Potem okazało się, że przeważały komentarze, świadczące o tym że to był ukraińska prowokacja. Ale to były lewe komentarze, walone przez boty, a w najlepszym razie przez płatne farmy troli. Kiedy bowiem zrobiono badania opinii publicznej, to przekonanych do tej wersji było jakieś trzy razy mniej od ilości komentarzy.
Oczywiście nie mogła to być prowokacja ukierunkowana na wciągnięcie do wojny, bo była poniżej progu wciągnięcia do wojny. Nikt rozsądny nie rozważał żadnych militarnych akcji odwetowych przeciwko Rosji i to było oczywiste. Po co więc organizować grubymi nićmi szytą prowokacje mającą na celu wciągnąć do wojny, która nie ma szans wciągnąć do wojny? Bo jest po prostu poniżej progu militarnego odwetu?
Grunt jednak został przygotowany. Poziom emocji został nakręcony przez inne działania, w czym niestety pomógł też ukraiński prezydent. Ale jak powiedziałem - w politykę nie wchodzą. Jedźmy dalej z militarnym possible COA (Course of Action) development wg metodyki analizy sieciowej ONA (Operational Net Assessment).
Teraz to się odbędzie tak.
Któregoś dnia w czasie zmasowanego ataku na Ukrainę, część dronów poleci dalej. Może część z nich poleci wzdłuż białorusko-ukraińskiej granicy, może nawet naruszą przestrzeń powietrzną Białorusi. Chodzi o to, by nie zostały one zestrzelone przez ukraińską obronę.
Te, które wlecą do Polski polecą na jakiś ważny obiekt, elektrownie albo stacje kolejową, może jakieś ważne zakłady, na przykład Mielec albo Świdnik, albo zakłady amunicyjne w Nowej Dębie czy w Skarżysku Kamiennej, lub w Pionkach. Chodzi o to, by straty były dotkliwe, by wykonały wielkie poruszenie, by wydania specjalne w telewizjach i na portalach internetowych trwały nie jedną dobę, ale nawet tydzień. By o niczym innym nie mówiono.
Wśród dronów które przylecą, dwa-trzy nie trafią w cele. Spadną gdzieś na pole, ale tak by ludzie je natychmiast znaleźli. By je sfotografowali i wrzucili do internetu. I by te zdjęcia miały miliony wyświetleń. By musiały je pokazać różne telewizje, wydrukować gazety. A to będą kopie znanych ukraińskich dronów, najlepiej słynnego, bardzo rozpoznawalnego, dwukadłubowego drona „Liutij”. Będą miały nieudolnie zamalowane, prześwitujące ukraińskie znaki rozpoznawcze. I może część napisów po ukraińsku.
Będą miały ładunek wybuchowy, ale nie wybuchną. Muszą zostać relatywnie całe, żeby można je było sfotografować, a zdjęcia rozpowszechnić. A mnóstwo ludzi pokaże filmiki z ich przelotu, charakterystycznej sylwetki nie da się z niczym pomylić.
I natychmiast ruszy nawała rosyjskich trolli, rosyjskich botów i rosyjskiej agentury w Polsce: „to był atak ukraiński!” „Na co czekacie?” „Co zamierzacie z tym zrobić?” A pewien nieoswojony instruktor będzie swoim zwyczajem zadawał odpowiednie pytania, sugerujące „właściwą” odpowiedź. I będzie miał miliony wyświetleń…
Wszystko to po to, by społeczeństwo ruszyło na rząd: zatrzymać pomoc dla Ukrainy, tak naszą, jak i tranzyt!
A jak to nie wystarczy, to będą kolejne akcje. Ale te opiszę innym razem.
Uwaga: ilustracja wygenerowana przez AI, celowo.
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. https://t.co/3NOiJ9zNa8