Róża Kozakowska znalazła w sobie siły, że przed jazdą ambulansem do polikliniki wyjść do dziennikarzy w mix zonie. Posłuchajcie:
- To zwycięstwo to dla mnie radość nie do opisania. To dla mnie źródło życia! Cieszę się, że będę znów mogła usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego. Nie tylko ja, bo on jest dla wszystkich, którzy nie mają siły o siebie zawalczyć. Chcę im pokazać, że pomimo bólu, cierpienia i wszelkich przeciwności losu można wejść na szczyt. Stanąć na najwyższym podium i wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego.
- Mówiłam sobie przed startem: jestem żołnierzem, który idzie jak na wojnę. Żadnych kul się nie boję. Dopóki będę mieć siły, będę walczyć. Choćbym miała stracić rękę. No i chyba wykrakałam!
- Nie są dla mnie ważne rzeczy materialne. Ten medal to dla mnie wszystko. Bo wiem, że daje siłę tym wszystkim, którzy w jeszcze siebie nie wierzą. Chcę być dla nich inspiracją. To jest moja droga na tej ziemi.
- Nadal jestem w szoku co tu się wydarzyło. Myślałam, że ten mój pierwszy rzut był dużo gorszy. Na treningach zdarzało mi się przekraczać 30 metrów, ale że uda się tutaj, na igrzyskach w Paryżu, w deszczu? Bałam się, że przetrzymałam też rzut, że jest nieudany i dlatego wyrwało mi rękę.
- Ból był potworny. Wiem o bólu wszystko, ale ten nawet mnie zaskoczył. Mimo wszystko postanowiłam rzucić jeszcze raz, bo bałam się, że zawiodę wszystkich tych, którzy mi kibicują, pomagają mi i są ze mną. Rzuciłam jeszcze raz raz, choć ledwo mogłam utrzymać maczugę. Gdybym wiedziała, że pobiłam rekord świata, to już bym się na to nie targnęła. I ręka znów wyleciała z barku. Gdyby nie skóra, pewnie poleciałaby razem z maczugą. Ból jak siekiera w nodze! (Róża nawiązuje do tragicznego wydarzenia z dzieciństwa – red).
- Teraz tylko najbardziej się boję, że nie będę mogła wystąpić w kuli (konkurs pchnięcia kulą Róży odbędzie się 4 września – red.). A tak się do niego przygotowywałam. Mam nadzieję, że się pozbieram, wystąpię i nie zawiodę Was! Wierzę, że Bóg mnie poskłada i da mi szansę walczyć dalej. A jeśli nie da rdy, już Was z tego miejsca przeprasza – z oczu Róży łzy płyną jak grochy.
- Lewą ręką pociągnęłam prawą rękę i bark wskoczył na miejsce. Na szczęście Mateńka Boska pomogła (Róża cały czas ściska w dłoni figurkę Matki Boskiej – red.). Wszystko dzięki Matce Bożej i jej opiece. Stąd ten pierwszy rzut był taki, o jaki się modliłam – najdalszy jaki oddałam w życiu.
- Te łzy są jednocześnie łzami bólu i łzami szczęścia. Mimo wszystko. Dziękuję wszystkim tym, którzy mi kibicowali, trzymali kciuki, modlili się za mnie! Dziękuję mojemu lekarzowi, który mnie postawił na nogi i mogłam tu w ogóle przyjechać. Dziękuję mojemu opiekunowi Rafałowi, Ani, Basi. Dziękuję wszystkim kibicom, którzy trzymali za mnie kciuki, bo najwyraźniej trzymali baaaadzo mocno skoro już w pierwszym rzucie pobiłam rekord świata. Dziękuję ci Panie Boże za wsparcie!
Na zdjęciu Róża z trenerem Piotrem Kuczkiem. To ich drugi wspólny rekord świata i złoty medal na igrzyskach paralimpijskich