🚨Wicemarszałek @krzysztofbosak przed rozmową z Prezydentem RP w sprawie kryzysu wokół TK mówił wprost, że tę sytuację trzeba przerwać ❗️
Prezes Ruchu Narodowego wskazał, że władza wykonawcza przekracza granice swoich kompetencji, rząd nadużywa policji i innych służb mundurowych oraz próbuje rozszerzać swoje uprawnienia w sposób niezgodny z Konstytucją.
Liderzy Konfederacji przedstawią Prezydentowi propozycję podjęcia przez Sejm uchwały o skróceniu jego kadencji.
Ten rząd trzeba odsunąć od władzy, ale w sposób zgodny z prawem!
Inwazja francuskich hydraulików do Polski? Zresztą nie tylko francuskich. W mediach społecznościowych obserwuję coraz więcej europejskich imigrantów mieszkających w Polsce i opowiadających o swoich wrażeniach. Ciekawe zjawisko, które kilka lat temu było nie do pomyślenia.
Za parę lat Polska będzie zalana rodowitymi francuskimi „hydraulikami”.
Dwadzieścia lat temu Francuzi panicznie bali się polskich hydraulików, którzy mieli zalać ich rynek pracy.
Historia może nam zgotować dość zabawny rewanż.
Mówię o rodowitych Francuzach, którzy będą uciekać ze swojego kraju przed przemocą, niestabilnością polityczną, podatkami, bezrobociem i postępującą degradacją warunków życia.
I nie wyobrażajcie sobie wyłącznie zamożnych paryżan, którzy sprzedają apartament za milion euro, żeby kupić pałacyk na Mazurach. O wiele ciekawszy, a zarazem bardziej niepokojący, jest scenariusz masowej emigracji francuskiej klasy ludowej i niższej klasy średniej. Ludzi, którzy nie mają wielkiego majątku, specjalnych kwalifikacji ani perspektyw we własnym kraju.
Wyobraźcie sobie setki tysięcy Francuzów, którzy odkrywają, że Polska jest bezpieczna, czysta, względnie dobrze zorganizowana i że można tu jeszcze normalnie żyć. Że wieczorem można wyjść na spacer bez zastanawiania się, czy akurat trwa rewolucja. Że samochody służą przede wszystkim do jeżdżenia, a nie do palenia ich na ulicach.
I tutaj zaczyna się problem.
Bo taki francuski „hydraulik” niekoniecznie będzie hydraulikiem. Może być byłym sprzedawcą, magazynierem, urzędnikiem, pracownikiem biurowym albo bezrobotnym absolwentem socjologii, który przez całe życie słyszał, że państwo powinno mu coś zapewnić.
A przyjedzie do Polski w momencie, gdy sztuczna inteligencja zacznie już poważnie ograniczać zatrudnienie w wielu zawodach. Polscy pracownicy będą konkurować nie tylko z algorytmami, automatyzacją i własnymi rodakami, lecz także z przybyszami z Zachodu, którzy nagle odkryli, że mapa Europy się nie kończy na Odrze.
Wyobraźcie sobie francuskiego absolwenta politologii, który po piętnastu latach narzekania na kapitalizm przyjeżdża do Warszawy i dowiaduje się, że jego pracę może wykonać ChatGPT za kilkadziesiąt złotych miesięcznie. A następnie organizuje demonstrację przeciwko polskiemu neoliberalizmowi.
Presja na wynagrodzenia w niektórych sektorach, większa konkurencja o mieszkania na wynajem, rosnące ceny usług, dodatkowe obciążenie infrastruktury publicznej. A do tego problem integracji ludzi, którzy przywykli do zupełnie innych instytucji i standardów socjalnych.
I podejrzewam, że taki francuski „hydraulik” będzie miał ogromne trudności z zaakceptowaniem polskich realiów. Będzie zdumiony, że w Polsce trzeba pracować, żeby zarobić, że strajk nie jest narodowym świętem, a demonstracja przeciwko reformie emerytalnej nie stanowi wystarczającego powodu, żeby podpalić najbliższy przystanek autobusowy.
Może się okazać, że pod względem gospodarczym będzie to dla Polski większe wyzwanie niż napływ uchodźców z Ukrainy. Zwłaszcza jeśli francuska emigracja zbiegnie się z falą bezrobocia technologicznego.
I jeszcze będą narzekali, że nie można dostać porządnej bagietki.
@bielawska_s @olga_tokarczuk_ @Stara_Kopalnia@WalbrzychMM Proszę o pani komentarz do tego, co obecnie dzieje się we Francji. To powinniśmy się bać masowej imigracji z Afryki i tych co robią kebaby? Czy jesteśmy przeczuleni?
@d_foubert A jest pan pewien, że odbędą się wybory prezydenckie we Francji? Przecież we wszystkich sondażach prowadzi M. Le Pen i dziwne byłoby, że globaliści rządzący Francją, od tak demokratycznie oddadzą władzę.
@MorawieckiM Szkoda, że jak był pan premierem przez siedem lat, nie stosował się pan do ten zasady, tylko realizował plany globalistów: zrobienia z Polski multikulturalnego społeczeństwa.
Bardzo niebezpieczna, ale ważna teza w sprawie agencji legalizacji! Należy przemyśleć i dziennikarsko zbadać!
To nagranie z miejscowości Śrem w Wielkopolsce, powstało w pomieszczeniach miejscowego oddziału Banku PKO komórką przez czekającego w tym pomieszczeniu na kolejkę Polaka.
Mężczyzna na nagraniu (25–35 lat) to Ukrainiec zatrudniony w agencji Giewont. Człowiek ten swobodnie w języku hiszpańskim i francuskim wydaje instrukcje obcokrajowcom.
Czy mężczyzna w tym wieku i z takimi kompetencjami to zwykły, przeciętny uchodźca z Ukrainy, czy osoba z doświadczeniem międzynarodowym z ukraińskich służb? Czy to one są zaangażowane w przemysł migracyjny w Polsce?
Wiedeń przykład złego kierunku. W 1971 roku statystyki wykazywały w Wiedniu niespełna 6 tysięcy muzułmanów.
W 2001 roku w Wiedniu mieszkało około 121 tysięcy muzułmanów, stanowili około 8 procent mieszkańców. W 2021 roku było ich już około 285 tysięcy, czyli blisko 15 procent mieszkańców miasta. W ciągu 20 lat liczba muzułmanów wzrosła więc o około 135 procent.
Co będzie dalej? Austriacka Akademia Nauk przedstawiła kilka scenariuszy. W zależności od poziomu migracji udział muzułmanów w Wiedniu w 2046 roku może wynosić około 20 do 30 procent. Demografia nie zmienia miasta z dnia na dzień. Zmienia je przez dziesięciolecia. Taki proces w Wiedniu już trwa.
Wiedeń jest bardzo dobrym przykładem tego, jak w ciągu jednego pokolenia może zmienić się struktura religijna dużego europejskiego miasta.
Według oficjalnych danych miasta Wiedeń w 1991 roku mieszkało tam około 62 tysięcy muzułmanów. W 2001 roku już ponad 121 tysięcy. W 2021 roku około 285 tysięcy.
Przy populacji Wiednia wynoszącej w 2021 roku około 1,92 miliona oznaczało to blisko 15 procent mieszkańców miasta. Między 2001 a 2021 rokiem liczba muzułmanów wzrosła więc o około 164 tysiące osób, czyli około 135 procent. Sam udział w populacji wzrósł z około 8 procent do około 15 procent.
Jeszcze większą skalę zmian pokazuje dłuższa perspektywa. W 1971 roku statystyki wykazywały w Wiedniu niespełna 6 tysięcy muzułmanów.
Nie ma obecnie równie dokładnych oficjalnych danych dotyczących wyznania wszystkich mieszkańców Wiednia za 2025 czy 2026 rok. Miasto podaje, że najnowsze pełniejsze dane dotyczące religii pochodzą z badania Statistik Austria z 2021 roku.
Możemy spojrzeć na badania demograficzne Austriackiej Akademii Nauk.
W punkcie wyjścia badacze szacowali udział muzułmanów w Wiedniu w 2016 roku na około 14 procent. W zależności od przyjętego scenariusza migracyjnego w 2046 roku miałby on wynosić około 20, 21, 23 albo nawet 30 procent.
W scenariuszu wysokiej migracji muzułmanie staliby się największą grupą religijną Wiednia.
Sa to oczywiście scenariusze, a nie przepowiednia. Wynik zależy przede wszystkim od skali migracji, struktury wieku, dzietności i procesów sekularyzacyjnych.
Jedno natomiast już wynika z danych historycznych. Wiedeń przeszedł w ostatnich dekadach bardzo dużą zmianę demograficzną i religijną. Skala tej zmiany jest mierzalna i nie wymaga ani sloganów, ani przesady.
Wystarczy spojrzeć na liczby.
Dane o 121149 muzułmanach w 2001 roku i około 284930 w 2021 roku pochodzą z oficjalnej statystyki miasta Wiedeń, opartej na danych Statistik Austria. Scenariusze Austriackiej Akademii Nauk przewidywały na w 2046 roku od około 20 do 30 procent muzułmanów w Wiedniu, zależnie od wariantu migracyjnego.
Źródła:
Statistik Austria. Stadt Wien, Religionsbekenntnis. Österreichische Akademie der Wissenschaften, Demographie und Religion in Österreich.
@MeklerRafal Czy ktoś już jej zasugerował, że może wrócić na Ukrainę, jeśli tak jej źle w Polsce? Jeszcze skromnie dodam, że nikt jej nie potraktował jak Ukraińcy Polaków podczas II wojny światowej na terenach południowo-wschodniej II RP.
Krótki opis instalowania w Polsce imigrantów muzułmańskich z pomocą krakowskiej biurokracji. Są ślepi i głusi na to, co dzieje się w Zachodniej Europie. No, ale ktoś wybrał ich do władzy w Krakowie.
Pamiętacie mój niedawny wpis? Telewizja TVP3 Kraków postanowiła nagrać na jego podstawie materiał. Kiedy jednak rozłoży się to nagranie na czynniki pierwsze, poziom manipulacji i absurdu po prostu zwala z nóg. Co dokładnie zobaczyliśmy w materiale?
Szybka diagnoza: Pełnomocniczka ds. równościowych, Ewelina Pytel, od razu przekonuje widzów, że polskie społeczeństwo jest uprzedzone do ludzi, którzy się modlą. Przykład „świetnej integracji”: Wywiad z muzułmaninem, który jak usłyszeliśmy wspaniale asymiluje się w Polsce. Sęk w tym, że mieszka u nas od 10 lat, a wywiadu udziela… po angielsku, bo przez dekadę nie nauczył się polskiego. Co ciekawe, sam przyznał, że w Polsce nie doznał żadnej agresji, choć pani Pytel chwilę wcześniej twierdziła co innego. Na dodatek Fundacja Al-Fadżr, która otwiera w Krakowie obiekt kultu religijnego, nie wykazuje chęci do asymilacji – sami przyznają, że chcą się tam po prostu modlić, uczyć Koranu oraz języka arabskiego.
Ekspert uspokaja: Orientalista twierdzi, że w Polsce nie ma problemu z imigracją, bo… jest jej po prostu jeszcze niewiele. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Ekspert wprost przyznaje, że w Krakowie panuje spokój TYLKO DLATEGO, że skala zjawiska jest wciąż mała i jak pokazuje przykład Krakowa czy Katowic im będzie ich w Polsce więcej, tym mniej będą się asymilować.
Karol Wilczyński w swoim stylu: Tłumaczy widzom, że to Polacy wykazują agresję wobec Ukraińców. W drugą stronę takie zjawisko według niego absolutnie nie występuje.
Ale czy w całym materiale padło choć jedno zdanie o tym, DLACZEGO Polacy mają obawy? Czy ktoś zajął się tym, co od lat dzieje się na zachodzie Europy? Absolutnie nie. Zero refleksji. Zero podjęcia tematu rosnącej przestępczości i ataków z użyciem niebezpiecznych narzędzi za naszą zachodnią granicą. Podkreśla się za to rzekome ataki na Ukraińców w Polsce, całkowicie ignorując realne zagrożenia i obawy obywateli wynikające z doświadczeń innych krajów. Zamiast rzetelnej debaty otrzymujemy gotową narrację:
Zły Polak, dobry imigrant.
Podczas dzisiejszej mszy w Bazylice Mariackiej w Krakowie z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego kardynał Grzegorz Ryś zaserwował wiernym podręcznikowy przykład pedagogiki wstydu.
Powołując się na Normana Daviesa, przypomniał, że spośród 150 powstańczych kapelanów zginęła jedna trzecia. Tyle, że zdaniem hierarchy ich główną misją nie była walka o wolność, lecz... hamowanie polskich samosądów na Niemcach i pilnowanie, by ranni okupanci byli opatrywani na równi z powstańcami (albo i przed nimi).
To właśnie ma być według kardynała „prawdziwa miłość Chrystusowa”, której wtedy brakowało na świecie i której rzekomo brakuje nam dzisiaj. Trudno nie odnieść wrażenia, że ta kaznodziejska retoryka idealnie wpisuje się w ukrainofilską fiksację rządzącej koalicji. Kilka odosobnionych, głupich incydentów z udziałem Polaków i Ukraińców natychmiast rozdmuchuje się do rangi grzechu narodowego, a rocznicę powstańczego zrywu wykorzystuje do serwowania Polakom kolejnej pigułki moralnego poczucia winy.
Dzień pamięci o ofiarach ludobójstwa na Wołyniu był w sobotę. Nerwowe reakcje na Ukrainie i zakłopotanie u sług narodu ukraińskiego w Polsce już minęły. Dlatego Jarosław Kaczyński potwierdza niezmienną miłość do państwa ukraińskiego (banderowskiego). Ekshumacje są mniej ważne.
11 lipca w Wadowicach, wraz z działaczami Ruchu Narodowego, rozdawaliśmy wpinki i ulotki, przypominając mieszkańcom o 83. rocznicy Krwawej Niedzieli. To wydarzenie stanowiło kulminację ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na polskiej ludności Kresów Wschodnich w latach 1939–1947.
Nasuwa mi się pytanie: Kiedy Ukraina zażąda polskiej krwi lub ziemi? Albo jednego i drugiego, szukając winnego porażki z Rosją. Polska rządzona przez takich polityków jak Morawiecki, Tusk czy Kosiniak-Kamysz wydaje się być idealna jako rekompensata za ukraińskie straty.
Z działaczami Konfederacji WiN na cmentarzu w Oświęcimiu, gdzie znajduje się tablica pamiątkowa ufundowana przez Kresowiaków dnia 7 lipca 2012 roku, poświęcona Polakom zamordowanym przez ukraińskich szowinistów z UPA na Kresach Wschodnich II RP.
Kolejny turysta z Europy Zachodniej w szoku, porównując bezpieczeństwo w polskich miastach z tym, co mają u siebie. Niestety jest cała masa różnych NGO-sów wraz z rządem RP na czele, która chce to zniszczyć – przedsmak tego można było zobaczyć w Krakowie pod centrum muzułmańskim.
🇵🇱 Belgijka w Krakowie:
Dopiero kiedy przyjeżdżasz do takiego kraju jak Polska, zdajesz sobie sprawę, że w naszym kraju, w krajach takich jak Belgia czy Francja, naprawdę są problemy.
W tym samym stroju wychodziłam już tysiące razy na miasto, zwłaszcza w Brukseli, w takich szerokich, a jednocześnie obcisłych legginsach. I czy to w Brukseli, w Liège, czy w innych większych miastach, zawsze na mnie gwizdali, trąbili, zaczepiali – no cóż, naprawdę wszystko mi się przydarzało.
A teraz jestem w Krakowie w Polsce, od dwóch dni spaceruję w takim stroju i nie słyszę absolutnie żadnych uwag, nie spotykam żadnych spojrzeń, no po prostu sam szacunek – nikt na mnie nie gwiżdże, nie ma żadnych zaczepek, w końcu nikt nie sprawia, że czuję się nieswojo z powodu tego, jak jestem ubrana.
Zdaję sobie sprawę, że to dowodzi, iż w naszych krajach istnieje poważny problem. To naprawdę wyzwalające uczucie móc tak po prostu wyjść na miasto. Słyszałam już wcześniej, że Polska jest bardzo bezpieczna – zresztą właśnie dlatego wybrałam ją na moją samotną podróż – ale tutaj okazuje się, że jest jeszcze lepiej.