W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, ...
Adam J. Czartoryski
Wypowiedź sędzi Barbary Piwnik nabiera szczególnego znaczenia w kontekście wydarzeń z 4 września.
Premier Tusk z mównicy sejmowej odczytał fragmenty protokołu przesłuchania ze śledztwa dotyczącego Zondacrypto. Powołał się przy tym na informację otrzymaną od Prokuratora Generalnego na podstawie art. 12 § 1 Prawa o prokuraturze. Oficjalny stenogram potwierdza, że premier zapowiedział cytowanie „protokołu z przesłuchania”. Problem polega na tym, że przez kilka dni opinia publiczna nie znała statusu procesowego osoby, której wypowiedzi premier wykorzystał. Rzeczniczka Prokuratora Generalnego odmawiała jego ujawnienia, a dopiero później prok. Ewa Wrzosek poinformowała, że Przemysław Kral składa wyjaśnienia jako podejrzany, a nie zeznania jako neutralny świadek. To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie. Podejrzany może odmówić składania wyjaśnień lub odpowiedzi na pytania na podstawie art. 175 § 1 k.p.k. Jeżeli dodatkowo współpracuje z prokuraturą w perspektywie zastosowania art. 60 § 3 k.k., może mieć osobisty interes w obciążaniu innych osób, ponieważ współpraca może prowadzić do nadzwyczajnego złagodzenia kary. Relacja jest więc wersją procesową osoby zainteresowanej własnym losem, a nie ustaleniem sądu. Tymczasem oficjalny komunikat KPRM określał autora wypowiedzi jako „kluczowego świadka”. Ujawnienie obciążających fragmentów bez równoczesnego przedstawienia statusu autora pozbawiało opinię publiczną kluczowego kontekstu potrzebnego do oceny wiarygodności materiału. Samo uprawnienie Prokuratora Generalnego do przekazania premierowi informacji na podstawie art. 12 Prawa o prokuraturze nie oznacza automatycznie, że można wykorzystać je jako polityczny argument z mównicy Sejmu. Czym innym jest prawo organu państwa do uzyskania informacji, a czym innym sposób jej publicznego przedstawienia, zwłaszcza gdy pochodzi ona z niezakończonego postępowania i zawiera wyjaśnienia podejrzanego. Znaczenie ma również zasada domniemania niewinności z art. 42 ust. 3 Konstytucji i art. 6 ust. 2 EKPC. Art. 4 dyrektywy 2016/343 zakazuje organom publicznym przedstawiania podejrzanego jako winnego przed prawomocnym wyrokiem. Informowanie o postępowaniu jest dopuszczalne, ale nie może stwarzać wrażenia przesądzenia winy. Podobnie ETPC wskazuje, że zasadę tę mogą naruszyć także publiczne wypowiedzi premiera lub ministra.
Art. 7 k.p.k. wymaga oceny dowodów zgodnie z logiką, wiedzą i doświadczeniem życiowym. Sąd powinien badać interes osoby składającej wyjaśnienia, jej motywację, spójność relacji oraz zgodność z obiektywnymi dowodami. Premier, odczytując wybrane fragmenty z mównicy, takiej kontroli nie przeprowadza. Nie ma tam pełnego materiału, pytań obrony ani weryfikacji przez sąd. Jest natomiast wybrany fragment akt i autorytet urzędu Premiera Pomówienie podejrzanego nie staje się prawdą dlatego, że zapisano je w protokole. Protokół nie jest wyrokiem, a wyjaśnienia podejrzanego nie są ustaleniem faktycznym. Im większą korzyść procesową może uzyskać osoba obciążająca innych, tym większa powinna być ostrożność w publicznym przedstawianiu jej słów. Ich wartość wymaga potwierdzenia dokumentami, przepływami finansowymi, korespondencją, nagraniami i niezależnymi zeznaniami. Sedno problemu stanowi więc kolejność zdarzeń: najpierw publicznie wykorzystano obciążające wypowiedzi, następnie przez pewien czas nie ujawniano statusu ich autora, a dopiero później okazało się, że chodzi o podejrzanego składającego wyjaśnienia. Proces karny nie może zostać zastąpiony procesem politycznym z mównicy sejmowej. W państwie prawa dowody ocenia sąd, a politycy mogą komentować prawomocne rozstrzygnięcia — nie zastępować ich własną interpretacją materiału ze śledztwa.
Z FB
W Toruniu zmarła Izabela Majewska, nieprawomocnie skazana za słowa skierowane w internecie do Jerzego Owsiaka. Nie doczekała rozpoznania swojej apelacji.
Na zdjęciach panowie policjanci, pani prokurator i pan sędzia zajmujący się sprawą.
Dzień 188. przypominania o tym, że Paweł Kozanecki zabił dwie kobiety, a dzięki kuriozalnemu wyrokowi sędziego Karola Radaszkiewicza jedyną karą, jaką za to poniesie, będzie 1,5 roku pozbawienia wolności.