Moja alternatywna, osobista propozycja: projekt technicznego rządu ocalenia narodowego.
Cel? Zmniejszenie polaryzacji społecznej, naprawienie opłakanego stanu państwa, stworzenie i zaakceptowanie nowego projektu konstytucji.
Jak to zrobić? Otworzyć decyzyjność na różne strony sporu politycznego, poprzez zaproszenie do udziału we władzy wszystkich środowisk - od antyestablishmentowej lewicy, przez ludowców, konserwatystów, aż po umiarkowanych narodowców.
Postawić na duży udział niezależnych ekspertów będących specjalistami w swoim fachu, a nie politykami - piłkarz i reprezentant Sebastian Mila, geostrateg Marek Budzisz, publicysta Rafał Woś, czy aktywista Jan Śpiewak.
Resorty specjalistyczne, takie jak zdrowia czy środowiska oddane ekspertom specjalizującym się w tych dziedzinach.
Jak coś, to tylko moja personalna, osobista, luźna propozycja. To nie jest oficjalny skład nowego rządu.
Politycy panicznie boją się poruszania tematów związanych z mężczyznami. Obawiają się reakcji swoich aktywistów oraz otrzymania łatki "skrajnej prawicy" - mówi @gulczynskim w wywiadzie dla @DoRzeczy_pl
"Mamy potężną „lukę empatii”. Widzimy to dziś jak na dłoni: pozwalamy na to, by podczas wojny kobiety mogły opuścić kraj, a mężczyznom ratunku odmawiamy. Co robi Parlament Europejski? Pisze rezolucję, w której stwierdza, że wojna nieproporcjonalnie dotyka kobiet i dziewcząt! Hillary Clinton już trzydzieści lat temu stwierdziła, że to kobiety najbardziej cierpią na wojnie, bo tracą mężów i synów."
Ale nie pamiętajmy, że mężczyzn u władzy jest więcej i oni również nie podejmują działań:
"Ten brak współczucia powielają też niestety mężczyźni u władzy. Kobiety łatwiej przekonać do pewnych regulacji, bo one widzą, że normy płciowe bywają ograniczające. Politycy mężczyźni tkwią w przekonaniu o własnej sprawczości: „doszedłem do wszystkiego sam, jestem kowalem własnego losu, inni też mogą”. Jeśli ktoś został bezdomnym albo ma problem z alkoholem, to w ich optyce podjął złe decyzje i nie trzeba mu pomagać."
Generalnie powiedzmy to wprost. Prawica jest dziś prawdziwie prorobotniczą i proludową opcją polityczną.
Zdecydowana większość pracowników fizycznych i robotników to mężczyźni. Prawica w przeciwieństwie do lewicy nie gardzi nimi i próbuje im wmawiać, że są uprzywilejowani.
Byłem w Komendzie Głównej OHP na kontroli poselskiej.
To, co usłyszałem i zobaczyłem, jest skandaliczne.
Nie dlatego, że ktoś zauważył problem bolesnej menstruacji.
Nie dlatego, że ktoś chce traktować pracownice z empatią.
Z tym nie walczę. Nigdy.
Walczę z czymś zupełnie innym.
Z tym, że państwowa instytucja publiczna stworzyła system, w którym jedna grupa pracowników może dostać dodatkowy, pełnopłatny dzień wolny co miesiąc, a druga grupa nie dostaje nic.
Kobiety w OHP mogą skorzystać z dodatkowego dnia wolnego z tytułu bolesnej menstruacji.
Mężczyźni nie mają żadnego równoważnego rozwiązania.
Nie mają dnia zdrowotnego.
Nie mają dnia profilaktycznego.
Nie mają dnia na badania.
Nie mają dnia na migrenę, problemy urologiczne, kryzys psychiczny, ból kręgosłupa, chorobę przewlekłą czy inną cykliczną niedyspozycję.
Mają sobie radzić.
A potem dziwimy się, że mężczyźni za późno idą do lekarza.
Że zbyt późno się diagnozują.
Że częściej umierają przedwcześnie.
Że kryzys zdrowia mężczyzn jest w Polsce zamiatany pod dywan.
Podczas kontroli ustaliłem rzeczy bardzo poważne:
🔴 OHP wprowadziło dodatkowy, pełnopłatny dzień wolny w miesiącu wyłącznie dla kobiet.
🔴 W 2025 roku wykorzystano z tego tytułu 12 696 dni wolnych.
🔴 Mężczyźni nie otrzymali żadnego odpowiednika.
🔴 OHP nie wykonało analizy dyskryminacji mężczyzn.
🔴 OHP nie policzyło kosztów tego rozwiązania.
🔴 OHP nie przygotowało neutralnego płciowo rozwiązania zdrowotnego dla wszystkich pracowników.
🔴 Pracownica składa tylko oświadczenie. Pracodawca nie weryfikuje przesłanki.
🔴 OHP gromadzi informacje związane z niedyspozycją zdrowotną pracownic, a to rodzi poważne pytania o ochronę danych wrażliwych.
🔴 Z rozmowy wynika, że ministerstwo wiedziało o sprawie i miało ją konsultować - ustnie.
Państwowa jednostka.
Pieniądze publiczne.
Różne warunki pracy kobiet i mężczyzn.
Tysiące pełnopłatnych dni wolnych.
I „ustne konsultacje” z ministerstwem.
To nie jest standard, którego oczekuję od państwa.
Komendant OHP przyznał wprost, że kobiety mają dostęp do tego dnia, a mężczyźni nie. Przyznał też, że równowaga nie jest zachowana.
I właśnie o to chodzi.
To jest systemowa nierówność.
To jest nierówna polityka kadrowa ubrana w język empatii.
To jest przykład tego, jak państwo potrafi zauważyć jedną grupę, a drugiej powiedzieć: „wasz problem nas nie interesuje”.
Najbardziej uderzyło mnie jednak coś jeszcze.
Kiedy mówiłem o zdrowiu mężczyzn, o badaniach, profilaktyce, krótszym życiu, kryzysie psychicznym, problemach urologicznych - reakcja była defensywna, chwilami bagatelizująca.
Padł nawet żart o tym, że dla mężczyzn można by zrobić „dzień na focha”.
Nie.
To nie jest śmieszne.
Zdrowie mężczyzn nie jest żartem.
Samobójstwa mężczyzn nie są żartem.
Późna diagnostyka mężczyzn nie jest żartem.
Systemowe pomijanie mężczyzn nie jest żartem.
Jeszcze raz: nie walczę z kobietami.
Nie walczę z pomocą dla kobiet.
Nie walczę z empatią wobec bolesnej menstruacji.
Walczę z państwem, które tworzy przywilej dla jednej grupy i nie widzi, że druga grupa też ma zdrowie, ciało, ból, choroby i prawo do równego traktowania.
Jeżeli to ma być rozwiązanie zdrowotne - niech będzie zdrowotne.
Dla wszystkich pracowników.
Na jasnych zasadach.
Z analizą prawną.
Z analizą kosztów.
Z ochroną danych.
Z poszanowaniem równości.
A nie: jedna płeć dostaje pełnopłatny dzień wolny, a druga ma milczeć.
Dlatego rozważam dalsze kroki.
Będę też żądał pełnych danych kosztowych i organizacyjnych, bo 12 696 pełnopłatnych dni wolnych w państwowej jednostce to nie jest drobiazg. To są pieniądze publiczne i realna organizacja pracy.
Państwo ma być równe.
Państwo nie może mówić o równości tylko wtedy, kiedy pasuje to do wygodnej narracji.
Pomoc kobietom - tak.
Dyskryminacja mężczyzn - nie.
Empatia - tak.
Nierówne warunki pracy - nie.
Zdrowie pracowników - tak.
Jednostronne przywileje w instytucji publicznej - nie.
Równość nie może kończyć się tam, gdzie zaczynają się problemy mężczyzn.
XDDDDDDDDDD co za leaki, Daria Gosek-Popiołek w strachu przed potężną Olą Owcą, btw to jest z 2024, dalej się nabierajcie na pierdolenie Czarzastego i reszty o wspólnej liście i biednej Nowej Lewicy, którą Razem niesłusznie atakuje. tu zawsze chodziło o rozjebanie konkurencji.