🇬🇧 23-letni Vickrum Digwa z Southampton, oskarżony o zabójstwo Henry’ego Nowaka, twierdzi, że działał w obronie własnej.
Twierdzi, że był pijany, „wpadł” na niego, użył rasistowskich wyzwisk, zerwał mu z głowy turban i groził śmiercią. Digwa nosił przy sobie kirpan (ceremonialny sztylet sikhijski - podobnie jak nosi go na zdjęciu ze stażu, po prawej) i zeznał, że bał się, iż Nowak użyje go przeciwko niemu.
Twierdzi, że pchnął go pięć razy w klatkę piersiową, gdy próbował go odepchnąć, w samoobronie.
W rzeczywistości ofiara ma rany od noża świadczące, że zostały zadane od tyłu, gdy próbował uciekać przed nożownikiem przez płot.
🎯 PRZEZ 8 DNI GWAŁCILI JĄ KIJEM OD MOPA. ZMARŁA. PROKURATURA O MAŁO NIE PUŚCIŁA OPRAWCÓW WOLNO.
19 lipca 2017. Monika R., 26 lat, ze Zgierza, wsiada do łódzkiego autobusu. Dosiada się obcy facet, zagaduje. Zaprasza ją na imprezę. Zgadza się. Wchodzi do mieszkania dobrowolnie. Wychodzi po 8 dniach w stanie, którego lekarze nie widzieli nigdy w karierze.
⚠️ MIESZKANIE PRZY AL. ŚMIGŁEGO-RYDZA
Tomasz K. odziedziczył mieszkanie po niepełnosprawnym wujku. Zwykła łódzka kamienica, pierwsze piętro, zasłonięte okna. W środku czekało dwóch jego kumpli – Sebastian T. i Grzegorz K. Od początku było ich trzech.
Przez osiem dni gwałcili ją zbiorowo, używając butelki, szczotki do kibla i kija od mopa. Bili, kopali, dusili, przypalali papierosami. Nie pozwalali spać. Poili alkoholem, karmili narkotykami. Robili zdjęcia telefonem. Grozili, że jak piśnie słowo, zabiją ją i jej matkę.
Grzegorz K. każdego dnia wychodził do pracy jak normalny człowiek. Magazynier. Wracał wieczorem. W tym czasie w mieszkaniu na pierwszym piętrze Monika powoli umierała.
⚠️ „MAMO, NIE WRACAJ DO DOMU"
Po ośmiu dniach stwierdzili, że Monika „śmierdzi" i kazali się wynosić. Przypomnieli – pisniesz słowo, zabijemy ciebie i twoją matkę. „Pojedziemy do Zgierza i będziemy czekać." Pod koniec nie miała siły chodzić, poruszała się na czworakach. Wyprowadzili ją na „spacer" i puścili wolno. Na ulicy spotkała policjantów. Szukali jej jako zaginionej – ojczym wcześniej zgłosił, że nie wraca do domu. Stali przed nią, mogli ją zabrać do szpitala, zatrzymać sprawców tego samego dnia. Wystarczyło jedno zdanie. Powiedziała: „Byłam na imprezie. Nie czuję się ofiarą przestępstwa." I poszła dalej. Bo wierzyła w groźby. Przez osiem dni wbijano jej do głowy, że jeśli powie cokolwiek, zginie matka. Była przekonana, że oprawcy są już w Zgierzu i czekają na Katarzynę. Strach o matkę był silniejszy niż ból, niż gnijące rany. Policjanci jej uwierzyli i odeszli. Sprawcy mieli rację – zastraszenie wystarczyło.
Dotarła do swojego mieszkania o własnych siłach. Lekarze potem ocenili to jako stan graniczący z cudem. Współlokator zobaczył ją i zadzwonił do matki.
⚠️ KATARZYNA NA KLATCE SCHODOWEJ
Katarzyna pracowała jako salowa w szpitalu, znała zapach śmierci z pracy. Wchodząc po klatce, czuła go coraz mocniej. W myślach prosiła Boga, żeby nie szedł z mieszkania córki. Szedł. Monika była otumaniona. Pierwsze, co powiedziała: „Mamo, nie możesz wrócić do domu. Oni tam będą na ciebie czekać." Matka pytała kto. Monika kręciła głową i poszła do łazienki. Katarzyna chciała pomóc – wtedy zobaczyła rany. Zakażone, w części gnijące. Stąd ten zapach. Dopiero wtedy, konając, Monika powiedziała wszystko. Adres przy al. Śmigłego-Rydza. Trzy nazwiska. Co robili przez osiem dni. Matka zadzwoniła po karetkę i na policję.
⚠️ TRZY TYGODNIE W ŚPIĄCZCE
Centrum Zdrowia Matki Polki. Respirator, śpiączka farmakologiczna, kilka operacji. Rozległe rozerwanie ścian pochwy i odbytnicy, wielonarządowe obrażenia wewnętrzne, ślady przypalań na całym ciele. Personel mówił, że nigdy w karierze nie widział kobiety w takim stanie. Prokuratorzy nigdy nie zdążyli jej przesłuchać – cała wiedza śledztwa to to, co Monika zdążyła powiedzieć matce.
19 sierpnia 2017. Monika nie żyje. Dokładnie miesiąc po tym, jak wsiadła do autobusu.
⚠️ PROKURATURA
Prokuratura Rejonowa Łódź-Widzew. Zastępczyni prokuratora rejonowego Lidia Zarzycka-Rzepka nadzoruje śledztwo. Efekt: zaniżone zarzuty. Grzegorzowi K., jednemu z trójki, dali tylko dozór policyjny zamiast aresztu – chodził sobie po Łodzi. Nie zrobili podstawowych czynności dowodowych. Bagatelizowali sprawę, w której ofiara walczyła o życie pod respiratorem w tym samym mieście.
TVN24 to nagłośnił. 24 sierpnia 2017 Ziobro odwołał Zarzycką-Rzepkę, wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec referenta, sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa. Grzegorz K. trafił do aresztu dopiero wtedy – pięć dni po śmierci ofiary.
⚠️ WYROK – 8 CZERWCA 2020
Sąd Okręgowy w Łodzi, sędzia Monika Gradowska, sprawa wyłączona z jawności. Oskarżeni w pomarańczowych uniformach więźniów niebezpiecznych. Nie przyznali się – twierdzili, że Monika była tam dobrowolnie. Tylko że prokuratura miała zdjęcia z ich własnego telefonu, dokumentujące każdy etap tortur. Sami siebie skazali.
Wyrok: Tomasz K., Sebastian T., Grzegorz K. – każdy po 25 lat. Grzegorz K. dodatkowo rok i 10 miesięcy za groźby. Solidarnie 250 tys. zł zadośćuczynienia dla matki.
Monika pisała wiersze. Przesycone smutkiem. Chorowała na toczeń, w wieku 21 lat przeszła udar. Walczyła z alkoholem, była na odwyku. Ufała ludziom, to była jej natura.
#ZbrodniaIkara #MonikaR #Łódź #Zgierz #SprawaMoniki #Bestie #25Lat #Sprawiedliwość