👇O TYCH HISTORIACH RÓWNIEŻ POWINNIŚMY PAMIĘTAĆ 👇
💥W polsko-ukraińskiej wsi Liniów (pow. horochowski na Wołyniu) 11 lipca 1943 r. z rąk banderowców zginęło około siedemdziesięciu Polaków. Genowefa Modrzejewska z domu Sobczyńska, wówczas pięcioletnia, wspomina, jak matka, idąc na śmierć, kazała jej się schronić wraz z siostrą w psiej budzie.
- „W budzie Kruczka było ciasno i ciemno, strasznie. Nie pamiętam, jak długo byłyśmy w budzie. Pewnie ze strachu zasnęłam. Emilka też. Te chowania nauczyły nas być cicho, bo to nakazywała chwila. (…) Z budy zabrały nas Ukrainki. Za przechowanie polskich dzieci w tamtym czasie groziła śmierć. Ale one się nie bały wcale. Przekazały nas do innego domu. Do babci Julii i dziadka Pawła Sobczyńskich we wsi Kołbań”.
💥Mieszkańców Stasina (pow. włodzimierski, woj. wołyńskie) upowcy 11 lipca 1943 r. spędzili do dwu stodół, rozstrzelali 105 osób. Wśród dziesięciu osób, które ocalały, był roczny syn Drożdżowskich, Marian. Znalazł go – żywego pośród zwału trupów – podczas grzebania pomordowanych Ukrainiec o imieniu Płaton i zabrał do domu. Przez trzy tygodnie opiekowała się nim jego córka Sonia, lecz wskutek gróźb upowców rodzina oddała dziecko do szpitala we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie znajdował się jego ranny ojciec.
💥Podczas zmasowanej akcji upowców na Hutę Stepańską (pow. kostopolski, woj. wołyńskie) 16 i 17 lipca 1943 r. zamordowano około sześciuset Polaków, została też spalona pobliska kolonia Borek. Mieczysław Słojewski z siedmioletnim synem Edwardem ukrywał się w lesie, żywiąc się jagodami i ziemniakami podbieranymi z pól. Był skrajnie wyczerpany psychicznie i fizycznie.
- „Dwukrotnie zamierzałem popełnić samobójstwo ze strachu przed schwytaniem i męczarniami, jakich spodziewałem się od ukraińskich bandytów. Brałem mego synka Edzia i szliśmy nad rzeczkę (…). Zamierzałem razem z synkiem się utopić, aby skrócić czas poniewierki i straszliwego lęku. I kiedy brałem syna za rączkę, ten wtedy mówił z płaczem do mnie: «Tatusiu! wracamy do naszej kryjówki». Nie miałem odwagi skoczyć do wody”. Z pomocą przyszedł im znajomy Ukrainiec Petro Bazyluk. W zamaskowanej kryjówce w jego stodole przetrwali obaj aż do wkroczenia Armii Czerwonej w styczniu 1944 roku.
( za biuletynem IPN z 2009 roku)
🇺🇦🇵🇱 NASZ KOMENTARZ
Kijów chciał sprawdzić, czy Polska przełknie gloryfikację UPA. Odpowiedź przyszła nie tylko z Warszawy, ale także z Parlamentu Europejskiego.
Co osiągnęła Ukraina polityką eskalacji wokół UPA?
Przede wszystkim przeniosła sprawę z poziomu sporu polsko-ukraińskiego na poziom europejski. I to w najgorszym dla siebie momencie: gdy walczy o członkostwo w UE i NATO, czyli w organizacjach, do których wejście wymaga zgody państw członkowskich - także Polski.
Pal licho nawet wdzięczność. Tu chodzi o elementarne rozumienie polityki. Jeżeli państwo, które otrzymało od Polski ogromne wsparcie militarne, polityczne, humanitarne i społeczne, odpowiada gloryfikacją formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków, to nie jest to „wewnętrzna polityka pamięci”. To jest świadoma eskalacja wobec sąsiada, którego zgoda będzie Ukrainie jeszcze bardzo potrzebna.
I właśnie Parlament Europejski - przy przytłaczającej większości - nazwał tę decyzję niepotrzebną i niesprowokowaną eskalacją, szkodzącą dobrosąsiedzkim relacjom oraz niezgodną z wartościami europejskimi.
To ważny sygnał. Pokazuje, że Polska nie jest petentem w Europie, tylko państwem członkowskim UE i NATO, które potrafi przenieść własną wrażliwość historyczną na poziom instytucji europejskich. Polska ma głos, instrumenty, sojuszników i prawo oczekiwać szacunku.
Głosowanie w Parlamencie Europejskim pokazuje dopiero początek możliwości, jakie Polska ma w tej sprawie jako państwo członkowskie UE i NATO. Ukraina sama sobie szkodzi, bo zamiast wyciszać temat UPA na poziomie oficjalnym i państwowym, prezydent Zełenski poszedł na ostre zwarcie w najbardziej wrażliwym punkcie polskiej pamięci historycznej. Co więcej, kolejne wypowiedzi ukraińskich polityków i komentatorów nie sprawiają wrażenia przypadku ani niezręczności, lecz elementu świadomie przyjętej linii: skoro Polska pomaga, to i tak będzie musiała milczeć. Dzisiejsza reakcja PE pokazuje, że była to kalkulacja błędna.
Ukraina powinna też zrozumieć, że nie chodzi tylko o Polskę. Słowacja czy Węgry już dziś patrzą na ukraińską akcesję z dużym sceptycyzmem. Dokładanie do tego konfliktu z Polską o UPA jest politycznie kompletnie przeciwskuteczne.
Najgorsze jest jednak to, że tej eskalacji może być teraz bardzo trudno zatrzymać. W ukraińskich bańkach informacyjnych widać ogrom manipulacji, pogardy i antypolskich emocji. Momentami można odnieść wrażenie, że łatwiej tam zaatakować Polskę niż uczciwie zmierzyć się z prawdą o UPA.
To, że UPA walczyła także z Sowietami, nie przeczy temu, że równocześnie dokonała ludobójstwa na Polakach. Jedno nie kasuje drugiego. Akcje odwetowe po stronie polskiej istniały, ale przedstawianie ich jako symetrii wobec zorganizowanej czystki etnicznej jest manipulacją - to tak, jakby Niemcy próbowali tłumaczyć swoje zbrodnie tym, że Polacy dokonywali odwetów na niemieckich żołnierzach. O skali zbrodni świadczą nie tylko relacje ocalałych i dokumenty, ale także opuszczone polskie wsie, spalone kościoły, niszczone ślady polskiej obecności, koordynacja ataków z 11 lipca 1943 roku oraz same prace ekshumacyjne, przez lata blokowane przez stronę ukraińską.
A przecież pojednanie nie polega na tym, że jedna strona ma milczeć, bo druga prowadzi wojnę. Pojednanie wymaga prawdy, pamięci o ofiarach i zdolności do powiedzenia: to było zło.
Jeżeli Ukraina chce być częścią Zachodu, musi zrozumieć, że europejskość to nie tylko fundusze, gwarancje bezpieczeństwa i miejsce przy stole. To także odpowiedzialność za własną historię.
UPA nie była armia wyzwoleńczą, była pospolitą barbarzyńską organizacją dokunajacą czystek etnicznych nie tylko na
Polakach ale też na mniejszościach narodowych zamieszkujących tereny II RP.
Metody stosowane przez te zwierzęta były wyjątkowo okrutne i często wykraczały poza zwykłe zabijanie. Ten powtarzający się wzorzec straszliwego okrucieństwa miał na celu zadawanie maksymalnego cierpienia, terror i zastraszenia. Historycy udokumentowali ponad 100 powtarzających się wariantów tortur i metod mordu, stosowanych w różnych miejscach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Najczęściej używano narzędzi gospodarskich (siekier, wideł, kos, pił, noży), bo amunicji było mało. Mordy często łączyły się z gwałtami, profanacją zwłok i zmuszaniem członków rodzin do patrzenia.
Te metody nie były przypadkowe – często decydowały o nich lokalne „komitety rewolucyjne” OUN. Wiele tortur stosowano demonstracyjnie, by zastraszyć innych Polaków i ukraińskich sąsiadów, którzy próbowali pomagać tym na których wydano wyroki śmierci ze szczególnym okrucieństwem.
Prowokacja @ZelenskyyUa z nadaniem imienia „bohaterów UPA” jednostce wojskowej ukraińskiej armii jest hańba dla narodu ukraińskiego! Precz z kultem morderców! Precz z kultem czystek etnicznych! Precz z kłamstwem historycznym na którym nie da się zbudować uczciwej relacji między naszymi narodowymi!
🇵🇱 🇺🇦 🪓
A 40-year-old Ukrainian man with an axe attempted to kill a Pole in Łódź.
----------
According to reports, the Ukrainian broke into the pharmacy owner's car, stole the axe, and attempted to kill the Pole.
Fortunately, another Pole overpowered the Ukrainian with the axe, making a citizen's arrest.
Another witness to the incident reported that the Poles had to wait 45 minutes for the police to arrive.
CHCECIE WOJNY HISTORYCZNEJ Z UKRAINĄ? TO MACIE PLAN, AMUNICJĘ I MAPĘ. NIE DZIĘKUJCIE
Dobra, bo już nie mogę na ten cyrk patrzeć Jeśli naprawdę chcecie naciskać Ukrainę w sprawie Wołynia, to przestańcie robić teatr dla swoich. Przestańcie wygłaszać kolejne przemówienia, po których klaszcze wam tylko własna bańka. Przestańcie udawać, że polityka historyczna polega na tym, żeby w Warszawie stanąć przed kamerą, zmarszczyć czoło i powiedzieć coś twardym głosem do ludzi, którzy i tak myślą podobnie.
To nie jest strategia. To jest szkolny apel z ochroną BOR-u czy tam SOP-u czy chłoców od Zenka
Macie w ręku wszystko, czego potrzeba. Macie IPN, Instytut Pileckiego, Instytut Książki, Instytuty Polskie w Berlinie, Paryżu, Rzymie, Pradze i Londynie, Narodowe Centrum Kultury, Muzeum II Wojny Światowej, Muzeum Historii Polski, Ośrodek Karta, polskie placówki dyplomatyczne, Archiwa Państwowe, historyków, dokumenty, fotografie, relacje świadków, nazwiska ofiar, listy miejscowości, publikacje i państwowe pieniądze.
Macie cały aparat państwa, który nie powinien służyć do produkcji konferencji prasowych dla własnych wyborców, tylko do uderzenia przekazem tam, gdzie naprawdę trzeba.
Zróbcie to tak, jak mówię, a każdy ukraiński dyplomata, który wejdzie do Parlamentu Europejskiego, do zachodniego think tanku, do ministerstwa, do redakcji albo do innego ośrodka decyzyjnego Europy i Ameryki, będzie czuł na plecach ciężar pytań, których nie da się już zbyć uśmiechem, flagą i zdaniem o trudnej historii.
Bo wtedy na ścianach będą dokumenty. Na planszach będą nazwiska. Na mapach będą wsie. W katalogach będą źródła.
A w oczach ludzi będzie pytanie, dlaczego przez tyle lat nie można było normalnie odnaleźć, opisać i pochować zamordowanych. I wtedy nie trzeba będzie krzyczeć.
Wstyd zrobi swoje.
Bo jeśli Zachód o Wołyniu wie niewiele, to nie wystarczy obrażać się, że nie płacze razem z nami. Trzeba mu pokazać, co się wydarzyło. Nie wrzaskiem. Nie fochami. Nie sejmowym zawodzeniem. Dokumentem, obrazem, nazwiskiem, mapą, relacją świadka i ciszą tam, gdzie cisza mówi więcej niż tysiąc politycznych tyrad.
Trzeba przygotować dziesięć profesjonalnych, wielojęzycznych wystaw o Wołyniu i wysłać je tam, gdzie Zachód patrzy, czyta, kupuje książki, robi politykę i udaje, że ma sumienie.
Pierwsza powinna pojechać do Brukseli, do Parlamentu Europejskiego, bo tam trzeba wejść z tematem w obieg polityczny Unii. Nie do korytarza dla turystów, tylko do przestrzeni, w której zobaczą to europosłowie, urzędnicy, dziennikarze i ludzie, którzy później opowiadają Europie, co ma uważać za ważne.
Druga powinna stanąć we Frankfurcie przy targach książki, bo to jest miejsce, w którym spotykają się wydawcy, agenci, dziennikarze i ludzie od pamięci zapisanej w książkach. Jeśli mamy mówić światu o ofiarach, to niech ten świat zobaczy także katalogi, publikacje, źródła i relacje.
Trzecia powinna trafić do Londynu, do środowiska wydawców, mediów i opinii publicznej, które nadal ma wpływ na anglojęzyczny obieg informacji.
Czwarta powinna pojechać do Paryża, bo Francja lubi mówić o pamięci, prawach człowieka i moralnych obowiązkach Europy. To świetnie. Dajmy jej więc materiał, przy którym będzie mogła sprawdzić, czy chodziło jej o pamięć, czy tylko o ładne słowa na konferencjach.
Piąta powinna stanąć w Berlinie, bo Niemcy muszą zobaczyć Wołyń bez wygodnego filtra swojej geopolityki, bez udawania, że historia Europy Środkowej zaczyna się dopiero wtedy, gdy Berlin łaskawie ją zauważy.
Szósta powinna trafić do Rzymu, bo tam są dyplomacja, Kościół, prasa i środowiska, które potrafią nadać sprawie ciężar moralny.
Siódma powinna pojechać do Pragi, bo Europa Środkowa rozumie takie rany lepiej niż zachodni profesor po trzecim espresso i wykładzie o pojednaniu bez grobów.
Ósma powinna stanąć w Wiedniu, bo to naturalna brama między starym Zachodem a naszym regionem.
Dziewiąta powinna trafić do Amsterdamu albo Sztokholmu, bo tam trzeba przełamać obojętność wygodnych społeczeństw, które lubią prawa człowieka, dopóki nie trzeba spojrzeć na konkretne nazwiska zamordowanych dzieci.
Dziesiąta powinna pojechać do Waszyngtonu albo Nowego Jorku, bo bez amerykańskiego obiegu informacji ten przekaz będzie kulał jak państwowa strategia pisana w sekretariacie po trzeciej kawie i jednym telefonie od ministra.
Kiedy to zrobić? Teraz przygotowanie a od września odpalenie.
Nie za pięć lat. Nie po kolejnych wyborach. Nie po powołaniu zespołu, podzespołu, rady programowej i komisji do spraw ustalenia, czy stół ma stać bliżej okna. Trzeba to robić przed dużymi targami książki, przed debatami europejskimi, przed rocznicami i przed każdą wizytą, podczas której ktoś znowu będzie udawał, że można budować pojednanie na milczeniu, przemilczeniu i dyplomatycznym kisielu. Jak to zrobić?
Kurwa… Profesjonalnie.
Bez cepelii, bez partyjnej mordy na plakacie, bez biało-czerwonego PowerPointa robionego przez kuzyna z politycznego przedpokoju.
IPN powinien dać dokumenty, nazwiska, opracowania i zaplecze historyczne.
Instytut Pileckiego powinien pomóc zbudować narrację międzynarodową, bo od tego właśnie są takie instytucje.
Instytut Książki powinien wejść z tym na targi, do wydawców, katalogów i obiegu literackiego.
Instytuty Polskie za granicą powinny organizować przestrzeń, debaty, promocję i kontakty lokalne.
Muzeum II Wojny Światowej i Muzeum Historii Polski powinny zbudować wystawę tak, żeby nie wyglądała jak szkolna gazetka z domu kultury.
MSZ powinien uruchomić ambasady, konsulaty, zaproszenia, media i polityczne drzwi.
Archiwa Państwowe powinny dorzucić źródła, których nie da się zbyć wzruszeniem ramion.
Narodowe Centrum Kultury powinno pomóc opakować to tak, żeby Zachód rozumiał, a nie tylko grzecznie pokiwał głową i poszedł na lunch.
Ośrodek Karta powinien dołożyć pamięć świadków, relacje, dokumentację i ten ludzki wymiar historii, którego politycy często nie rozumieją, bo im się wszystko kończy na słupkach i konferencjach.
Do tego katalogi po angielsku, niemiecku, francusku, włosku i hiszpańsku. Debaty z historykami. Relacje świadków. Mapy. Nazwy wsi. Nazwiska dzieci. Dokumenty. Zdjęcia. Fakty, których nie da się zagadać dyplomatycznym bełkotem.
Wtedy presja nie idzie tylko z Warszawy. Idzie z Europy.
I wtedy Ukraina nie odpowiada już tylko Polsce. Odpowiada opinii publicznej Zachodu, mediom, historykom, wydawcom, uniwersytetom i politykom, którzy nagle odkrywają, że w tej historii są groby, których nadal nie można normalnie odnaleźć, opisać i opłakać.
To nie jest antyukraińska akcja. To jest propolska operacja pamięci ( w zasadzie moja ale macie za free)
Proekshumacyjna. Proprawdziwa. Propojednaniowa, ale bez klękania na grochu i bez udawania, że mord przestaje być mordem, gdy akurat psuje komuś kalendarz dyplomatyczny.
Chcecie wojny historycznej? To macie strategię, amunicję, instytucje, cele, miejsca i macie przekaz.
Nie dziękujcie tylko już przestańcie jęczeć…
Po prostu pierwszy raz od dawna zróbcie coś mądrze.
@donaldtusk@Obywatelska_KO@MSZ_RP@mini
30.06.2026 r. - ... a teraz czas podnieść Wam ciśnienie:
Powraca sprawa bezcennych archiwów, starodruków oraz rękopisów Mickiewicza i Słowackiego, które od dziesięcioleci zalegają w ukraińskich magazynach.
Kijów nie chce Polsce zwrócić naszych skarbów narodowych.
Walczę o to od lat!
O powrót polskich bezcennych dzieł do kraju.
Piszę do kolejnych premierów i ministrów kultury!
Wszystko - psu na budę.
Nawet nie raczyli odpowiedzieć!
A wszystko rozbija się o to:
"Przedstawiciele ukraińskich instytucji kultury konsekwentnie powołują się na tzw. prawo terytorialne. Twierdzą, że skoro obiekty te fizycznie znajdują się na ich ziemi, stanowią własność państwa ukraińskiego – bez względu na to, kto je stworzył i do kogo należały przez stulecia."
Mówiąc krótko - wszędzie tam, gdzie - za przeproszeniem - nasrał Ukrainiec, zalicza się do ich ziem etnicznych.
Stąd pojawiają się mapy z "ukraińskim" Przemyślem i Chełmnem.
Aż strach pomyśleć, co będzie, gdy utożsamiający się z Kozakami Ukraińcy, przypomną sobie, że Kozacy, podczas rozbiorów Polski, srali w Warszawie...
Ukraińcy!
Naród ludobójców i złodziei!
https://t.co/Ob4xWGpnc4
Tak Ukraina fałszuje historię o rzezi wołyńskiej.
"Tragedia Wołyńska" - podręcznik do historii dla ukraińskich uczniów podaje zaniżone liczby ofiar, skupienie się na akcjach odetowych i usprawiedliwianie morderców❗
Chcecie wiedzieć, jak będzie wyglądała przyszłość relacji polsko-ukraińskich? Spójrzcie, czego ukraińskie dzieci uczą się dziś w szkole. Bo to one za dwadzieścia lat będą rządzić Ukrainą. A uczą się rzeczy, które mrożą krew w żyłach.
Treść ukraińskiego podręcznika do historii dla 10. klasy, wydanego w 2023 roku. Rzeź wołyńska nie nazywa się tam rzezią ani ludobójstwem. Nazywa się "tragedią wołyńską". Bezosobową, jakby spadła z nieba.
Całemu wydarzeniu poświęcono zaledwie trzy strony. A z nich dwie to komentarze autorów i ćwiczenia. Największa zbrodnia w historii ukraińskiego narodu. Mord na ponad stu tysiącach Polaków skwitowano w ukraińskiej szkole jedną stroną tekstu.
Ale najgorsze jest to, jak podręcznik tłumaczy genezę zbrodni. Czytamy w nim, że mordowanie Polaków było uzasadnione "potrzebą przeszkodzenia planom polskich sił politycznych" i "ideą ukarania miejscowych Polaków za współpracę z hitlerowcami". Chyba umknął im fakt, że rzezi dokonywali https://t.co/JxuimcGRPH. żołnierze SS Galizien oraz byli żołnierze Wehrmachtu, którzy utworzyli UPA po klęsce negocjacji z Niemcami.
Ukraiński podręcznik nie potępia rzezi. On ją wyjaśnia i usprawiedliwia. Polaków przedstawia jako winnych, a morderców jako tych, którzy mieli powody.
Do tego dochodzi fałszowanie liczb. Podręcznik mówi o "co najmniej 35 tysiącach" ofiar na Wołyniu. Polski IPN podaje liczbę około 100 tys. Zaniża się skalę ludobójstwa o dziesiątki tysięcy zamordowanych.
W niedzielę Zełenski ogłosił budowę Panteonu Narodowego i rzucił w stronę Polski słowa: "nikt nigdy nie będzie dyktował, których bohaterów mamy czcić".
Kłamstwo zaczyna się w szkolnej ławce, a kończy w prezydenckim panteonie. Kompleksowa polityka Ukrainy wobec Polski to nienawiść i fałsz.
Nie wiem czy wiecie ale ukraińskie wojsko „uratowało” polską niepodległość w 1920 roku i cały ten Cud Nad Wisłą mógł odnieść sukces bo Ukraińcy go uratowali.
Kiedy to przeczytałem po raz pierwszy mówię sobie j@bnieci.
Szkoda mego prondu na rozmowę.
Ale otwieram YT a tam to samo. Przewijam FB a tu co chwila zachwyty z dzielności ukraińskiego wojska w 1920 roku!
I komentarz za komentarze, podawanie dalej wyziewu z kosmosu.
I ja Szanowni widzę, że to celowa zagrywka. Ludzie, którzy będąc Ukraińcami zdobyli sobie jakieś moje pewne zaufanie bo podzielali część moich poglądów np. na temat korupcji w Kijowie okazali się zwykłymi agentami wpływu. Ukrytymi z zadaniem urabiania sceptycznych ale skoro ujawnili się to możemy spodziewać się, że akcja Budanowa rozwija się i na milion procent nie została przygotowana w dwa tygodnie
Obserwujemy skoordynowany doskonale przygotowany atak propagandy ukraińskiej.
Wymierzony w osłabienie polskiego morale.
Wpisy dotyczącą obrony Zamościa w dniach 28- 30 sierpnia 1920 przez „generała” Bezruczko.
Pułkownik, bo Bezruczko generałem został dopiero w październiku 1920 dowodził 6 Dywizja Strzelców Siczowych oraz z racji posiadania najwyższej rangi, kapitan Boltuć (ten sam późniejszy generał z Września 39 z Łomianek) dowodzący 31 Pułkiem Strzelców Kaniowskich podporządkował się pułkownikowi.
Pułkownik Bezruczko faktycznie sprawnie dzielnie i z sukcesem obronił Zamość przed Armią Konną Budionnowa, która dzień później roznieśli na szablach Polscy kawalerzyści pod Komarowem.
Czyli zobaczcie chamską z widłami w garści manipulację.
Obrona Zamościa chwalebna i godna pamięci była dwa tygodnie po manewrze od Wieprza i obronie Warszawy. W żaden sposób nie mogła już zaważyć na losach wojny chociaż mogła nam przysporzyć sporych kłopotów ale nie była w żadnym stopniu decydująca.
Dalej „generał” był pułkownikiem i walczył dziennie mądrze dowodził ale też dowodził polskimi żołnierzami, których ukraińska narracja pomija.
Generał jest pochowany na cmentarzu w Warszawie a grób generała Marko Bezruczko jest zadbany przez polskich harcerzy a nie przez Ukraińców piwkujacych na warszawskich browarach.
Dalej Ukraińcy dostali od Polski dużo dobrego uzbrojenia amunicję działa karabiny maszynowe, samych karabinów otrzymali 39 000 sztuk i w zamian wystawili ok 7 000 (siedem tysięcy) żołnierzy wspierających polski czyn zbrojny.
Żołnierzy polskich było wówczas około miliona
Porównaj 7000 do 1 000 000
Ale to Ukraińcy uratowali Cud Nad Wisłą.
Jprd
Nie liczę oddziałów Białych Kozaków, np. z Kubania bo to nie byli żadni Ukraińcy tylko Biali Moskale.
A Białych Rosjan wspierających Polskę w 1920 było wówczas po polskiej stronie ok 15 000 tysięcy czyli dwa razy więcej niż Ukraińców.
Zaraz Putin ogłosi, że to Rosjanie uratowali polską niepodległość.
Zwracajcie uwagę na drobnostki bo to wiemy kto tkwi w szczegółach.
Natomiast dobrą stroną tego pojedynku jest to, że głęboko zakonspirowani sowiecko ukrainscy agenci wpływu zdejmują maski.
Co gorsza to ci agenci wpływu mają tak wielkie wpływy, że goszczą czy gościli się nawet u Prezydenta Polski.
Generał Marko Bezruczko
Generał Mikołaj Bołtuć
Tablica pamiątkowa
Drobne przypomnienie faktów:
1) "rzeź Wołyńska" nie była tylko na Wołyniu a na Kresach
2) była to zorganizowana akcja czystki etnicznej tj zaplanowanego ludobójstwa, mordów celowo dokonywano w maksymalnie sadystyczny i okrutny sposób żeby resztę ludności polskiej sterroryzować wypędzić z terenów które po czystce etnicznej miały być czysto ukraińskie
3) UPA zabiła więcej Ukraińców którzy nie chcieli mordować Polaków niż: Sowietów, Niemców, polskich żołnierzy i innych ludzi razem wziętych.
Generalnie drugą pod względem liczby ofiar populacją mordowaną przez UPA byli sami Ukraińcy.
4) Szacunki polskich badaczy oscylują wokół 100 tys zamordowanych w podczas zbrodni ludobójstwa Polaków
5) Polskie Bataliony Chłopskie (takie AK ale związane z ludowcami i rolnikami - przypisek dla nie Polakó czytających wpis) w 1943 (przed lipcem) proponowała UPA sojusz przeciw sowietom. Trzech posłańców od dowództwa Batalionów Chłopskich zostało przez UPA rozerwana żywcem końmi na środku wsi po kilkudniowych sadystycznych torturach.
6) Akcje odwetowe AK były bezpośrednim następstwem zbrodni ludobójstwa na Polakach. Były zbrodnią wojenną i trudno owe usprawiedliwiać ALE na terenach gdzie miały miejsce czystka etniczna na Polakach albo ustała albo znacznie zmniejszyła swój rozmach. Niestety UPA rozumiała tylko ten język.
Najważniejsze: w akcjach odwetowych AK Polacy zabili kilkukrotnie mniej Ukraińców niż samo UPA zabiła Ukraińców którzy nie chcieli mordować Polaków. Głównym katem Ukraińców na kresach było UPA a nie AK. Warto żeby to jasno wybrzmiało.
7) Ukraińcy przed wojną byli w Polsce represjonowani tak bardzo że Banderze karę śmierci zamieniono na dożywocie zaś Ukraińcy stanowili "aż" 3% osadzonych w Berezie Kartuskiej. Która była politycznym więzieniem. Polityka narodowościowa II RP była zła ale była dokładnie taka jak wszystkich państw powstałych po rozpadzie Austro-Węgier i Cesarstwa Niemieckiego - wynaradawiająca mniejszości. Z punktu obecnych standardów była nie do przyjęcia, z punktu ówczesnych standardów - cóż, Sowieci po prostu wymordowali i zagłodzili 3-5mln Ukraińców. zaś Ukraińców w Polsce zginęło mniej w dwudziestoleciu między wojennym niż komunistów, robotników lub rolników podczas pacyfikowanych strajków i buntów. Co więcej - polityka względem Ukraińców w Polsce stała się twardsza dopiero po fali zabójstw i terroru jakie UWO/ OUN rozpętała wobec...Ukraińców oskarżonych o "kolaborowanie" z Polakami oraz polskich urzędników.
Meritum: II RP nigdy nie miała polityki eksterminowania ludności ukraińskiej, nigdy nie było masowych mordów których skala przekraczałaby represje wobec: rolników, robotników, komunistów itp.
8) Akcja "Wisła" po wojnie jest uważana przez sporą część historyków za zbędną i narzuconą przez Sowietów. Niemniej całkowicie zatrzymała działalność UPA na terenie Polski. Co więcej - na 140 tys przymusowo przesiedlonych ludzi (z których spora część nie była i nie czuła się być Ukraińcami) na skutek tych działań zmarło w trakcie przymusowego wysiedlania około 200 osób znanych z imienia i nazwiska. Znane największe szacunki zmarłych/zabitych podczas "Wisły" nie przekraczają 250 osób.
Zachęcam do udostępniania wpisu i cytowania.
Ukraińska historyk z USA o "nazistowskim problemie" na Ukrainie.
Myśleliście, że nazizm tam to jakiś wybryk, ewenement? Całe jednostki są oklejone emblematami SS, reaktywowane są oddziały, które stworzyła nazistowska Abwehra, a nam się mówi, że... nie rozumiemy kontekstu 🤣 Wolne żarty, precz z banderyzmem!
ONZ odwołuje koniec świata!❗
Scenariusz klimatyczny, który uzasadniał ETS, zakaz pieców i dyrektywy budynkowe, właśnie oficjalnie uznano za niemożliwy.
Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu - organ odpowiedzialny za oficjalne scenariusze klimatyczne - opublikował w kwietniu 2026 roku nowe dane. Kluczowy wniosek:
👉 Skrajne scenariusze emisyjne RCP8.5, SSP5-8.5 i SSP3-7.0 zostały usunięte jako "niemożliwe" - opisują przyszłości, które nie mogą nastąpić.
Na tej podstawie media produkowały nagłówki o:
•wzroście poziomu morza o prawie 1 metr do 2100 i ponad 6 metrów do 2500
•zatopieniu Bangladeszu, Holandii, Florydy
•końcu upraw pszenicy w Europie Środkowej
•masowych migracjach klimatycznych setek milionów ludzi
To wszystko okazało się kłamstwem. To oficjalne stanowisko naukowców odpowiedzialnych za modele klimatyczne ONZ. Przez dwa cykle raportów IPCC te właśnie scenariusze dominowały badania, oceny i politykę klimatyczną na świecie. Tymczasem według naukowców, nie jest tak źle.
Problem jest fundamentalny. Jak pisze Roger Pielke Jr., profesor Uniwersytetu Colorado: narodowe oceny klimatyczne USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Kanady, Australii, Japonii i Holandii - wszystkie opierają się na RCP8.5. Bankowe testy stresowe Europejskiego Banku Centralnego, Banku Anglii i Rezerwy Federalnej USA kalibrowane były do "Hot House World" - scenariusza opartego na RCP8.5. Dziesiątki tysięcy artykułów naukowych. Setki regulacji. Biliony euro polityki klimatycznej.
Wszystko zbudowane - jak przyznaje teraz sam komitet CMIP - na fundamencie z piasku.
Zakaz kotłów gazowych, dyrektywa budynkowa, ETS2 z tysiącami złotych rocznie za ogrzewanie, strefy czystego transportu w miastach gdzie normy już nie są przekraczane - to wszystko uzasadniano scenariuszami, które właśnie oficjalnie uznano za nieprawdopodobne.
Polska przez lata wdrażała unijną politykę klimatyczną, słysząc że "nauka jest pewna". Nauka właśnie się skorygowała. Czas żeby skorygowała się też polityka.
Ktoś z pomocą AI zrobił 15-minutowy, epicki film o Sobieskim i Turkach gadających po angielsku.😉
Mimo niedociągnięć i kilku absurdów, dobrze się to ogląda i przede wszystkim stawia husarię tam, gdzie jej miejsce - na szczycie historii świata.💪🇵🇱🫡
Klingbeil legt die Karten auf den Tisch – und greift dabei in deine Tasche
Man muss Lars Klingbeil eines lassen: Er ist wenigstens ehrlich genug, nicht mehr so zu tun, als wäre irgendetwas von dem, was diese Regierung treibt, noch mit gesundem Menschenverstand vereinbar. Der SPD-Chef und Bundesfinanzminister hat die Karten auf den Tisch gelegt. Und was liegt da? Ein Schuldenberg, der einem den Atem verschlägt. Ein Steuererhöhungspaket, das sich hinter Euphemismen wie „Gerechtigkeitsfrage" und „gesellschaftliche Verantwortung" versteckt. Und ein Staat, der sich anscheinend keine einzige Ausgabe zu streichen traut – dafür aber jede Menge Ideen hat, wie er tiefer in die Taschen der Bürger greifen kann.
174 Milliarden Euro neue Schulden allein für 2026. Das ist keine Zahl mehr, die man sich noch vorstellen kann. Das ist ein Betrag, bei dem selbst hartgesottene Haushaltspolitiker schweigend aus dem Fenster schauen sollten. Gut ein Drittel des gesamten Bundesetats auf Pump. Und dann steht dieser Mann vor die Kameras und redet von „Investitionen in die Zukunft". Als wäre Kredit automatisch Investition. Als wäre jeder Euro geliehenes Geld, den der Staat ausgibt, irgendwie produktiv und sinnvoll, nur weil man das Wort „Investition" davor klebt.
Und als wäre das nicht genug: Für 2027 fehlen weitere 30 Milliarden. Bis 2029 türmt sich die Lücke auf satte 172 Milliarden Euro auf. Klingbeil selbst hat eingeräumt, dass die Haushaltslage „uns fordern wird". Das ist berlinerisch für: Es wird brutal. Und wer darf dann wieder zahlen? Wer hat immer gezahlt, wenn der Staat jahrzehntelang über seine Verhältnisse gelebt hat? Richtig. Der Steuerzahler. Der Arbeitnehmer. Der Mittelständler. Der Handwerker. Der, der morgens aufsteht, seine Steuern zahlt und sich keine Lobbytruppe leisten kann, die in Hinterzimmern seine Ausnahmetatbestände absichert.
Jetzt wird offen über eine Mehrwertsteuererhöhung auf 21 Prozent nachgedacht. Als „Gegenfinanzierung", natürlich. Man senkt hier ein bisschen die Einkommensteuer, erhöht dort die Mehrwertsteuer – und am Ende zahlt der Normalbürger drauf. Die Mehrwertsteuer ist die unehrlichste aller Steuern, weil sie jeden trifft, egal ob arm oder reich, egal ob Rentner oder Berufseinsteiger. Jedes Brötchen. Jede Tankfüllung. Jede Waschmaschine. Aber das ist natürlich keine „Belastung" – das ist, in der Sprache dieser Regierung, eine „strukturelle Anpassungsmaßnahme zur Haushaltskonsolidierung". Man könnte kotzen.
Und gleichzeitig – gleichzeitig! – brüstet sich Klingbeil damit, 126,7 Milliarden Euro zu investieren. In Schulen. Brücken. Digitalisierung. Sozialwohnungen. Kitas. Das klingt toll, bis man nachrechnet, woher das Geld kommt: aus Sondervermögen, also aus Sonderschulden, die man wohldosiert aus dem offiziellen Haushalt herausgerechnet hat, damit die Schuldenbremse auf dem Papier nicht reißt. Trickbuchhaltung auf höchstem Niveau. Friedrich Merz hat im Wahlkampf versprochen, keine neuen Schulden zu machen. Was ist daraus geworden? Das schuldenfinanzierteste Haushaltsjahr der Bundesrepublik außerhalb einer Pandemie. Die politische Selbstentblößung von Merz läuft seit Monaten, und sie wird täglich schlimmer.
Das wirklich Perfide an Klingbeils Rhetorik ist das Gerechtigkeitsframing. Menschen mit hohen Einkommen und Vermögen müssten „ihren Teil beitragen", sagt er. Klingt vernünftig, oder? Außer dass Deutschland ohnehin eines der Länder mit der höchsten Steuer- und Abgabenlast weltweit ist. Außer dass der Spitzensteuersatz schon bei vergleichsweise bescheidenen Einkommen greift und die viel beschworene „arbeitende Mitte" längst miterfasst. Außer dass jede neue Belastung für Kapitaleigentümer und Unternehmer dazu führt, dass Investitionen ausbleiben, Arbeitsplätze ins Ausland wandern und die Steuerbasis schrumpft, aus der man den Sozialstaat überhaupt finanzieren will. VW produziert seinen neuen Kleinwagen in Portugal. BMW investiert in Ungarn. Das ist kein Zufall. Das ist die direkte Antwort der Wirtschaft auf eine Politik, die Leistung bestraft und Umverteilung fetischisiert.
Man muss sich das in seiner ganzen Absurdität vor Augen führen: Da ist ein Finanzminister, der gleichzeitig Investitionsminister, Sparminister und Steuererhöhungsminister sein will. Der sagt, alle müssen sparen, aber keinen einzigen Posten im Sozialbudget wirklich anfasst. Der die Rente stabilisiert, obwohl das System strukturell am Kippen ist. Der Bürgergeld weiterlaufen lässt, während er dem Handwerksmeister erklärt, er müsse seinen Teil beitragen. Der eine Steuerreform für kleine und mittlere Einkommen verspricht, die frühestens 2027 kommt – und die, wenn sie kommt, durch die Mehrwertsteuererhöhung wieder aufgefressen wird, bevor sie irgendjemanden wirklich entlastet.
Das ist keine Finanzpolitik. Das ist ein Taschenspielertrick mit staatlicher Lizenz. Geld wird von links nach rechts verschoben, umbenannt, in Sondertöpfe gepackt, mit neuen Schulden aufgefüllt – und am Ende steht der Bürger da, zahlt mehr und fragt sich, warum die Brücken trotzdem marode sind, die Schulen trotzdem schimmeln und die Bahn trotzdem nicht fährt.
Klingbeil hat die Karten auf den Tisch gelegt. Nur hat er dabei vergessen zu erwähnen, dass das Spiel längst verloren ist – und wir alle für die Zeche aufkommen sollen.
https://t.co/Z83g1Uj9ki
W kontekście dyskusji o wecie Prezydenta RP, programach SAFE, Sejf i innych, powtarzam niczym Katon Starszy o Kartaginie:
Nie trzeba dodatkowych pięniędzy, by być gotowym do nowoczesnej wojny z Rosja ponad to, co wydajemy teraz. Należy zrobić to inaczej i zaoszczędzić pieniądze publiczne. Trzeba jedynie zderegulowac gwałtownie, natychmiast i całkowicie Sektor B - czyli całą branżę podwójnego przeznaczenia, dronów, obróbki i przesyłu danych, wojskowego software’u, robotyki, otworzyć nasze instytuty na masowe technologie rakietowe, wpuścić masowo polskich prywatnych przedsiębiorców do rozproszonych i zdecentralizowanych zamówień podwójnego przeznaczenia: w tym dla jednostek wojska, instytucji badawczych, wszelkich służb, zamówień bezpośrednio dla spółek państwowych (w zakresie np zwalczania dronów), komunalnych, także fabryk i przedsiębiorstw prywatnych, do obrony i monitorowania infrastruktury krytycznej.
Zamiast wydawania „pierdylionow” na stare, zróbmy „nowe” i przygotujmy się do nowej wojny (w tym do tzw. pojedynku salwowego na pociski i drony) wykorzystując potencjał naszego społeczeństwa, ducha polskiej przedsiębiorczości i dokonującą się rewolucję w sprawach wojskowych, gdzie tania, własna i masowa produkcja nowoczesnej broni nowymi metodami jest znakiem firmowym, co widać tak na Ukrainie jak i w Zatoce Perskiej.
Rewolucja w sprawach wojskowych sprzyja państwom takim jak my czyli mniejszym o słabszej demografii i słabszym przemyśle wojskowym w relacji do XX wiecznych potęg przemysłowych, zatrzymując skutecznie tradycyjne potęgi, co widać w obecnych wojnach. Trzeba tylko zmienić „stare” myślenie i nieznośne papugowanie po tradycyjnych potęgach z ich XX wiecznym sposobem produkcji i zamówień wojskowych. Czasy się zmieniają.
Ruszmy głową zamiast wydawać na próżno. To moment historyczny.
Czy Polska to Dębski?
Wolny dostęp dla każdego, bez rejestracji i subskrypcji.
Dowiecie się, dlaczego jesteśmy tam gdzie jesteśmy i dlaczego nie tam, gdzie powinnismy być.
Lektura obowiązkowa dla każdego (by @A_Swidzinski )
https://t.co/deyIQotBgu
Activist: "Every cow adds carbon to the atmosphere."
Farmer: "Only if the total number of cows is increasing."
Activist: "What?"
Farmer: "Stable populations are carbon neutral. Methane breaks down in twelve years back to CO2. Same CO2 the grass absorbed last year."
Activist: "But it's still emissions..."
Farmer: "It's a cycle. Carbon goes: grass to cow to methane to CO2 to grass. Round and round."
Activist: "That's not how it works."
Farmer: "That's exactly how the biogenic carbon cycle works."
Activist: "I've never heard of that."
Farmer: "Because admitting ruminants are climate neutral doesn't sell plant-based products."
Activist: "You're making this up."
Farmer: "Published research. Look up 'biogenic carbon cycle.' I'll wait."
Przypominam swojego tłita z lipca, gdzie pisałem o zdradzonej🇺🇸rewolucji MAGA. Teraz wychodzi (po raz n-ty, jeżeli ktoś ma pamięć lepszą, niż złota rybka) cały syf z Epsteinem.
W reakcji🇺🇸elektorat z odbicia głosuje na demokratów - vide niespodzianka w wyborach w Teksasie.
Amerykanie mogą wybierać pomiędzy:
zdegenerowanym establiszmentem neo-konów,
zdegenerowanym establiszmentem liberalnym, z postępowymi dostawkami, skupionymi na dyskusji o tym, czy jak ktoś utnie sobie kutasa, to jest kobietą
zdegenerowanym alt-rightem Trumpa
Wszyscy tandetni, wszyscy z pozłotą moralną grubą na kilka mikronów, pod którą jest zgnilizna, degeneracja, płytkość intelektualna, złodziejstwo i kurestwo.
A w tle nierozwiązane problemy z deindustrializacją, giełda i gospodarka wiszące na obietnicy, że AI przyniesie rewolucję, napięcia społeczne i etniczne, gigantyczny dług. Ogromne różnice w dobrobycie, których nie da się przeskoczyć ciężką pracą i zaradnością.
I wreszcie - rywalizacja z Chinami: najsilniejszym państwem, z którym USA mierzyły się w całej swojej historii.
Przypominam ostrzeżenie Ray'a Dalio, że USA zmierzają w stronę wojny domowej. Po której stronach znajdą się ludzie, którzy zostali wydymani z każdej możliwej strony, i w nic już nie wierzą. (I mają trzycyfrowe BMI).