Jestem tak skończona, że nie umiem się cieszyć, że idę na Podsiadło, bo żyć mi się odechciewa na myśl o szlajaniu się po nocy po Chorzowie i Katowicach
Jednej polonistce nie przedłużą umowy, druga odchodzi i zaraz się okaże, że we wrześniu znów jestem w tej szkole polonistką z drugim najdłuższym stażem w tym przybytku (zaraz po dyrektorce), a ja dopiero trzeci rok pracuję
Utknęłam w takim strasznym limbo, bo codziennie siadam, żeby zrobić sobie jakieś prezentacje na lekcje, a później ostatecznie ich nie robię, bo już się na takich rzeczach nie mogę skupić popołudniu...
Zrobiłam magisterkę, tylko po to, żeby tłumaczyć moim uczniom, dlaczego czasem dzieciątko Jezus na obrazie wygląda jak czterdziestoletni zakolak i czym miała być "wścieklizna macicy"
-mentalne zawody: typowanie, w którym sektorze najszybciej wszyscy skończą
- oby nie zasnąć...
- ale bym coś zjadła
- poczytałabym książkę... jak wyjdę z sali to już nie będę miała ochoty
- w której szkole jutro mam być?
- a gdyby iść do pracy w zusie?
Rzeczy, o których myślałam pilnując dziś na maturze z matematyki
- za moich czasów (albo w mojej szkole po prostu) więcej dziewczyn szło na maturę na obcasach
- ciekawe, czy w moim LO, koło sali, gdzie pisałam matmę, ciągle wisi skóra z dzika
Musiałam się zebrać w sobie i powiedzieć Klaudii, że w Hiszpanii przemieszczanie się na rowerach odpada, bo pośród wielu umiejętności, których nie posiadłam w swoim życiu jest jazda na rowerze
Prowadzę badania nad weryfikacją mojej hipotezy, że każdy ma wujka który używa na codzień innego imienia aniżeli jego prawdziwe. Proszę o wasze świadectwa w tej sprawie.
Zapytałam uczniów o pokolenie kolumbów, zaznaczyłam od razu, że mają nie iść w stronę Krzysztofa Kolumba i odkryć geograficznych, więc oczywiście usłyszałam, że Kolumbowie to pokolenie odkrywców, którzy odkryli nowe kraje...
Z dnia na dzień bardziej nie lubię pracy w szkole. I nie wiem, który aspekt mojej pracy jest aktualnie dla mnie najgorszy:
- uczenie samo w sobie
- bycie wykładowcą
- zajęcia dla obcokrajowców
Mam na zajęciach dla obcokrajowców autystycznego chłopaka, który praktycznie nie komunikuje się w żadnym języku i co tydzień jego mama tłumaczy mi, że mam go nauczyć rozmawiać, żeby znalazł kolegów. Czy ja wyglądam na cudotwórcę?
Z dnia na dzień bardziej nie lubię pracy w szkole. I nie wiem, który aspekt mojej pracy jest aktualnie dla mnie najgorszy:
- uczenie samo w sobie
- bycie wykładowcą
- zajęcia dla obcokrajowców