Jesteśmy w Rybniku. Za kwadrans na konferencji prasowej przed Elektrownią Rybnik zapytamy o poniższe słowa wypowiedziane w Brukseli.
Wspólnie z @lukasz_kolada zadamy lokalnym władzom @Grupa_PGE pytania o to dlaczego rozpoczęli wyłącznie sprawnych bloków węglowych na kilka lat przed terminami zadeklarowanymi w Umowie Społecznej.
Trwa Jesienna #TrasaBosaka.
O 17.30 spotkanie otwarte w InoWino!
Nauki społeczne at its finest: 10 naukowców czyta tę samą pracę i 1/3 z nich widzi rażące błędy, brak oryginalności i plagiat, 1/3 nie widzi tych wszystkich dyskwalifikujących wad, a pozostali to w sumie nie wiedzą, co widzą.
Nie mam zamiaru znęcać się tu nad magistrem Wiechem. Jego doktorat przypomniał mi jednak o pewnym fascynującym eksperymencie, opublikowanym kilka lat temu na łamach PNAS.
73 zespoły badawcze, złożone ze 161 naukowców, dostały do analizy IDENTYCZNY zestaw danych wsadowych w celu przetestowania bardzo konkretnej hipotezy: czy więcej imigrantów w danym kraju obniża wśród ludności tubylczej poparcie dla polityki socjalnej? Rezultaty (bazujące na 1253 modelach) były następujące: ~42 zespoły nie otrzymały żadnego efektu (efekt przyzerowy), ~13 zespołów uzyskało efekt pozytywny, a pozostali uczestnicy (~18 zespołów) wykręcili efekt negatywny.
Teraz najlepsza i zarazem najbardziej kuriozalna część całego przedsięwzięcia. Otóż w podsumowaniu autorzy zaznaczyli, że pomimo najszczerszych chęci i wysiłków, pomysłodawcy eksperymentu nie byli w stanie wytłumaczyć, dlaczego poszczególne zespoły doszły do tak radykalnie sprzecznych konkluzji.
Link do tekstu poniżej.
Ta liczba pokazuje, że ETS w Polsce to kompletne szaleństwo
.@lkwarzecha: orędzie pani von der Leyen pokazało, że Komisja Europejska pod jej kierownictwem nie odpuści ⬇️⬇️⬇️
https://t.co/0NWnfSzJGI
Dlaczego Ursula von der Leyen trwa na samobójczym kursie polityki klimatycznej? Przyczyny tkwią w samej konstrukcji UE - piszę na @PCh24pl.
https://t.co/gXiSwiSLqK
Kolega @kotczarny słusznie przytoczył dziś tę monetę sprzed 1000 lat z nazwą Polski.
Czy ukraiński wiceminister w polskim rządzie, pan @szeptycki, jest w stanie wskazać monetę z napisem „Ukraina”, która ma więcej niż 35 lat?
Zachęcam do wsparcia zbiórki na leczenie chorej na raka matki, ktora chce żyć dla swojego niedawno narodzonego synka. Diagnozę raka otrzymała jeszcze w ciąży i dzielnie walczy:
https://t.co/YAk365f3Np
51% der jungen Frauen in Berlin haben „Die Linke“ und 33% die Grünen gewählt. Es ist leider so, daß unser derzeitiges Bildungssystem eine Riege von völlig verblendeten, gendernden, ökonomischen und historischen weiblichen(!) Analphabeten schafft…..
LIBERALNA DEMOKRACJA NIE UMIERA Z RĄK POPULISTÓW, TYLKO Z RĄK SWOICH WŁASNYCH OBROŃCÓW
Link do tekstu: https://t.co/DJ6PdrOvE8
Link do wersji audio: https://t.co/srpt2iUATB
📌 „Liberalna demokracja umiera już co najmniej po raz trzeci.”
📌 „To zapewne dawni demokraci z tym samym frazesem na ustach, wraz z piewcami wolnego rynku i przy pomocy technologicznych gigantów, złożą ją najszybciej do grobu.”
📌 „Obyśmy tylko nie obudzili się niedługo w świecie, w którym będzie dominować jakaś nowa wersja liberalnego autorytaryzmu.”
📌 „Ustrój, który pozwala na dziedziczenie pozycji społecznej oraz dziedziczenie biedy i wykluczenia, nie jest demokracją.”
📌 Alternatywa też ma swoją cenę: „Populizm ponadto zdaje się wykluczać podejmowanie decyzji wbrew ludowi. Rodzi to zagrożenie, że żadna decyzja, również taka z gatunku niepopularnych, ale potrzebnych, nie zostanie podjęta. Zdarzają się przecież w życiu narodów i państw sytuacje, kiedy określone, niepopularne społecznie decyzje muszą zostać podjęte.”
📌 „Wszystkim zdziwionym skalą wyklinania liberalnych elit na demos warto przypomnieć, iż już klasyczny liberalizm miał w sobie silny komponent arystokratyczny.” - pisze @BoniKonrad
Globalism was sold with a promise of prosperity. In reality, it was the greatest redistribution of wealth in human history.
Globalism meant Western factories closed, borders opened, and jobs relocated to wherever it was cheaper and convenient. The industrial worker in Vienna, the Ruhr region, or Ohio became unemployed or was pushed into low-wage service sector work.
At the same time, profits ballooned for the middlemen who produce nothing. Financial conglomerates, importers, logistics giants, tech platforms, and consultants have pocketed the margin between cheap production in Asia and expensive sales in the West.
The result is a super-rich global elite and a left-behind, indebted proletariat. The middle class—the backbone of every free society—was crushed. This represents the greatest surge in inequality in a century. Without globalism, China would never have risen.
The West gave China everything, including its 2001 admission to the WTO, even though China lacked a true market economy or rule-of-law system. It was a voluntary technology transfer: anyone who wanted to produce in China was forced to hand over their intellectual property.
The West looked the other way on forced labor, state subsidies, currency manipulation, and technology theft. Capital on a scale of trillions of dollars has been pumped directly into China.
The West dismantled its own industrial base and rebuilt it in China. The West financed a totalitarian surveillance state that now uses Western money to rearm, buy up strategic ports, monopolise raw materials, and exercise leverage over us.
China did not rise despite the West, but because the globalist West built it that way. Short-term profit was prioritised over national security, industrial sovereignty, and local workforce stability.
A rootless, stateless elite in New York, Brussels, Berlin, and Shanghai feels at home everywhere and takes responsibility nowhere. In its wake are stranded communities, stripped of industry and upward mobility, entirely dependent on supply chains controlled by a foreign power.
This was no mistake. It is how the system was designed to work.
Ktoś, kto oczekiwał od nowej „Lalki” kolejnej wiernej ekranizacji powieści Bolesława Prusa, najwyraźniej naprawdę lubi po raz pięćdziesiąty oglądać ten sam film, tylko nakręcony przez innego reżysera i według pomysłu kolejnego scenarzysty. Bóg wie po co.
To, co obejrzałem dzisiaj, to nie jest „Lalka” Bolesława Prusa przeniesiona na ekran niemal strona po stronie. I bardzo dobrze.
To jest wizja świata opisanego przez Prusa widziana oczami ludzi, którzy nie podeszli do literackiego pierwowzoru z nabożnym szacunkiem kustosza muzeum, tylko z dystansem, pomysłem, swadą i sporą odwagą interpretacyjną.
Szczerze mówiąc, pomimo wielu ostrzeżeń, krytycznych opinii i prób zniechęcenia mnie do włączenia tej produkcji Netflixa, absolutnie nie żałuję, że dzisiaj „skosztowałem” pierwszego odcinka.
Kilka razy naprawdę serdecznie się uśmiechnąłem. Kilka razy twórcy autentycznie mnie zaskoczyli. A najważniejsze jest jedno: po pierwszych trzydziestu minutach mam ochotę oglądać dalej.
I chyba właśnie o to w serialu chodzi.
Gratuluję pomysłu. Gratuluję odwagi. I dziękuję za naprawdę fajnie przygotowany spektakl, za filmowe kadry zrobione ze smakiem, inteligencją i fantazją.
„Lalka” jest jedną z moich najbardziej ukochanych książek. Być może właśnie dlatego nie potrzebuję kolejnego jej ekranowego pomnika.
Polecam tym, którzy potrafią do książek, nawet tych najważniejszych i najbardziej ukochanych, podejść czasem z przymrużeniem oka. I którzy rozumieją, że ekranizacja nie musi być kserokopią książki, żeby miała sens.
Czasami zdecydowanie ciekawsze jest zobaczyć, co ktoś w tej książce dostrzegł, niż po raz kolejny oglądać dokładnie to, co wszyscy już od dawna znamy.
Pracujesz coraz ciężej, bierzesz nadgodziny, zarabiasz na papierze więcej, a w sklepach i tak kupujesz coraz mniej? To nie jest złudzenie. To czysta, bezlitosna matematyka systemu, który w ciągu ostatnich trzech lat został celowo przeprogramowany tak, aby karać Polaków za ich własną pracowitość.
Podczas gdy na medialnej i politycznej scenie elity serwują nam codzienny spektakl polaryzacji, a premier licytuje się z prezydentem na oświadczenia i wpisy w internecie, w portfelach zwykłych, ciężko pracujących ludzi otwiera się gigantyczna finansowa czarna dziura. Pod powierzchnią tego PR-owego teatru, za kulisami Ministerstwa Finansów oraz Brukseli, trwa operacja ostatecznego ubożenia polskiego społeczeństwa i demontażu naszej suwerenności gospodarczej.
Oto brutalna prawda o stanie polskiej gospodarki, odarta z poprawności politycznej, marketingu wyborczego i medialnego kłamstwa.
BRUTALNY BILANS W LICZBACH (STAN NA WRZESIEŃ 2026)
Poniższe zestawienie to twarda, urzędowa arytmetyka, o której milczą rządowe programy informacyjne:
54% GRABIŻY TWOJEJ PRACY: Z każdego wypracowanego przez Ciebie tysiąca złotych aparat państwowy i urzędniczy zabiera łącznie aż 53% do 55% wszystkiego. Gdy zsumujemy podatki odcinane z pensji (ZUS pracownika i pracodawcy, PIT, nieodliczalną składkę zdrowotną) oraz podatki ukryte w cenach (VAT 23%, akcyzę, opłaty emisyjne), okazuje się, że do Twojej kieszeni trafia mniej niż połowa realnej wartości Twojego wysiłku.
TĄPNIĘCIE PŁAC PRZY 9500 ZŁ: Oficjalne i najświeższe dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) potwierdziły, że polskie zarobki uderzyły w twardą ścianę. Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej tąpnęło nominalnie o 3,45% kwartał do kwartału (spadek z 9 562,88 zł do 9 233,13 zł brutto) [1]. Podwyżki w firmach zostały drastycznie zamrożone, bo polscy pracodawcy nie mają już z czego dokładać.
FIKCJA PŁACY MINIMALNEJ: Wypłata z płacy minimalnej (4 806 zł brutto) to zaledwie 3 605 zł na rękę. Żebyś dostał tę skromną kwotę, mały polski przedsiębiorca (właściciel warsztatu, sklepu czy piekarni na prowincji) musi wyłożyć z kasy firmy aż 5 790 zł miesięcznie. Ponad 2 180 zł każdego miesiąca od jednego najniższego etatu zjada państwowa machina.
RZEŹ POLSKICH MAŁYCH FIRM: Przez zabójcze koszty energii i morderczy ZUS Polacy w zaledwie pół roku zamknęli aż 108,1 tysiąca jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG), a kolejne 191,4 tysiąca zawiesili. Każdego miesiąca z mapy gospodarczej znika w ciszy ok. 50 tysięcy mniejszych, rodzimych biznesów.
17 680 ZŁ WYSSANE Z KIESZENI: To skumulowany koszt rozjazdu między realną inflacją podstawowych opłat a wartością wynagrodzenia w ciągu ostatnich niespełna trzech lat. Z Twojego konta bezpowrotnie wyparowało kilkanaście tysięcy złotych, co całkowicie zrównało z ziemią zyski wypracowane w latach ubiegłych (gdy za czasów PiS przeciętny obywatel odkładał na czysto ok. 2400 zł rocznie).
📷 STRASZLIWA ILUZJA STATYSTYCZNA: DLACZEGO BIEDNIEJEMY?
Rządzący i sprzyjający im ekonomiści z dumą ogłaszają w mediach, że inflacja została opanowana. To ordynarne kłamstwo statystyczne. Oficjalny wskaźnik GUS uwzględnia w swoim szerokim koszyku taniejące meble, telewizory czy smartfony.
Jednak zwykły człowiek nie kupuje co miesiąc nowego komputera. Ty wydajesz 100% swoich pieniędzy na tzw. koszyk przeżycia – czyli na chleb, nabiał, mięso, czynsz, prąd, gaz i leki. Gdy wyciągniemy z danych tylko te produkty, okazuje się, że realna, odczuwalna inflacja od 2023 roku wyniosła od 35% do nawet 50%.
Ponieważ zakłady przetwórcze, piekarnie i hurtownie dostały porażające, wyższe o 30% do 40% rachunki za prąd i gaz (po tym, jak rząd Donalda Tuska wygasił tarcze antyinflacyjne), musiały przerzucić te koszty na ceny produktów na półkach. Wynagrodzenia w tym czasie wzrosły nominalnie o około 30%, a koszty życia o 40%. Efekt? W portfelu przeciętnego Polaka co miesiąc brakuje około 520 zł, aby kupić dokładnie to samo, co trzy lata temu.
WIELKIE MEDIALNE SZALEŃSTWO: TEATR PROKURATURY I DEMONTAŻ ORLENU
Najlepszym dowodem na to, jak bardzo jesteśmy oszukiwani, jest obecna sytuacja wokół Orlenu. W mediach głównego nurtu codziennie słyszymy o „wielkich rozliczeniach”, „aferach poprzedników”, prokuratorskich zarzutach i straszeniu 25 latami więzienia dla dawnego zarządu. To prymitywna, perfekcyjnie zaprogramowana zasłona dymna.
Prawda jest taka, że pełnoskalowa wojna na Ukrainie i ukraińskie ataki dronowe, które zniszczyły moce przerobowe rosyjskich rafinerii, stworzyły dla polskiego giganta gigantyczne, historyczne „złote okno”. Rosja utraciła zdolność do zalewania Europy tanim dieslem, a marże rafineryjne wystrzeliły w kosmos. Gdyby utrzymano kurs na budowę regionalnego, multienergetycznego megakon koncernu, wartość i zyski Orlenu byłyby dziś o co najmniej 50% do 70% wyższe, budując kapitał całej polskiej gospodarki.
Zamiast tego nowa ekipa realizuje proces, który specjaliści nazywają strukturalnym zwijaniem firmy od środka:
1. Paraliż inwestycyjny: Pod hasłem „audytów” całkowicie zablokowano flagowy projekt budowy reaktorów jądrowych SMR (małego atomu), który Orlen rozwijał z Amerykanami, a który miał dać polskim fabrykom najtańszy prąd w Europie.
2. Odrodzenie mafii paliwowej: Po osłabieniu rygoru kontroli skarbowej (KAS), przestępcy podatkowi natychmiast wyczuli słabość państwa. Branżowe raporty alarmują – szara strefa i luka VAT na rynku paliw znowu wystrzeliła do poziomu blisko 13,5%. Na polskie drogi wróciły lewe cysterny, okradając Orlen z rynku hurtowego.
3. Dojenie na spłatę długów: Aby załatać gigantyczną dziurę w kasie państwa, minister finansów nałożył na spółkę zabójczy, 60-procentowy podatek od zysków nadzwyczajnych. Zamiast na rozwój, gotówka jest wysysana z firmy na bieżące wydatki rządu i spłatę odsetek w zagranicznych bankach.
Krzyki o prokuratorze mają sprawić, byś myślał, że nowa władza zaprowadza porządek, podczas gdy w rzeczywistości zyski Orlenu lecą na łeb na szyję, szara strefa wraca do łask, a polski gigant jest celowo osłabiany, by nie stanowił zagrożenia dla interesów koncernów z Niemiec.
OSTATECZNY WYROK OD 1 STYCZNIA 2027: ZDRADA TUSKA I UTRATA SUWERENNOŚCI POLSKI, KTÓREJ NIKT NIE ZAUWAŻY.
Największym i najbardziej przerażającym skandalem jest fakt, że w mediach panuje całkowita zmowa milczenia wokół najważniejszego faktu: Komisja Europejska oficjalnie objęła Polskę Procedurą Nadmiernego Deficytu (EDP). Nasza suwerenność budżetowa została oficjalnie zawieszona. Nieważne, kto wygra najbliższe wybory prezydenckie czy parlamentarne – to unijni urzędnicy w Brukseli będą decydować, czy Polska może wydać pieniądze na armię, czy musi podnieść podatki bezpośrednie.
Donald Tusk, jako polityk schyłkowy w wymiarze krajowym, którego jedynym celem jest powrót na bezpieczną i luksusową emeryturę na salonach w Brukseli, realizuje cyniczny plan: „po mnie choćby potop”. Zadłuża kraj na rekordowe w historii kwoty i przejada miliardy, doskonale wiedząc, że Procedura Nadmiernego Deficytu wymusi w najbliższych latach bolesne dla społeczeństwa cięcia. To jest właśnie pocałunek śmierci Tuska na pożegnanie z Polską:
Pętla podatkowa ETS2: Od nowego roku wchodzi w życie unijny bezpośredni podatek klimatyczny od emisji CO₂ dopisywany do każdego litra paliwa oraz do kosztów ogrzewania domów węglem i gazem. Koncerny i stacje detaliczne wykorzystają medialną panikę wokół ETS2, by podnieść ceny o wiele mocniej niż sam podatek, trwale windując ceny benzyny i diesla w stronę 8,50 – 9,50 zł za litr.
Pożarcie podwyżek i nowa stawka PIT 24%: Zapowiedziana podwyżka płacy minimalnej da pracownikowi nędzne 99 zł więcej na rękę, co zostanie w całości zjedzone przez droższe rachunki i drogie paliwo. Z kolei każdy z klasy średniej, kto spróbuje nadgonić tę drożyznę cięższą pracą i nadgodzinami, zostanie natychmiast ukarany przez urząd skarbowy nowym, trzecim progiem podatkowym PIT ze stawką aż 24% dla zarobków powyżej 130 tys. zł rocznie.
Gdy dług publiczny osiągnie masę krytyczną, Tusk odejdzie do Brukseli, a kolejna ekipa rządząca, związana unijnymi restrykcjami EDP, zostanie postawiona przed finansowym plutonem egzekucyjnym. Będzie musiała likwidować programy socjalne i podnosić podatki, a Tusk ze swoich europejskich salonów będzie mógł wskazywać ich palcem, mówiąc: „Widzicie? Za moich czasów pieniądze były, a tamci znowu wam zabierają”.
GŁĘBOKIE WNIOSKI GEOPOLITYCZNYE, KTÓRE ZROZUMIEJĄ TYLKO MĄDRZY POLACY, KTÓRZY POTRAFIĄ TRZEZWO MYSLEĆ: DOKTRYNA STRACONEGO POKOLENIA
Najbardziej mrocznym elementem tego układu jest celowe zarządzanie strachem przed konfliktem zbrojnym. Rządzący celowo utrzymują społeczeństwo w stanie permanentnego przerażenia geopolitycznego, wykorzystując militaryzm jako tarczę antykryzysową. Doktryna jest prosta: zastraszony obywatel to posłuszny obywatel.
Człowiek, który codziennie boi się wojny, bez mrugnięcia oka odda państwu swoją wolność osobistą, zaakceptuje potężny drenaż finansowy w rachunkach, przymusowe unijne remonty domów (dyrektywa budynkowa EPBD mająca na celu likwidację powszechnej własności prywatnej) oraz ceny paliwa po 9 zł. Strach przed wojną stał się idealnym znieczuleniem, pod którym urzędnicy przeprowadzają operację ubożenia społeczeństwa.
Od nowego roku przeciętnemu pracującemu Polakowi będzie brakowało około 700–800 zł miesięcznie (blisko 10 000 zł rocznie na osobę!) różnicy między wzrostem realnej inflacji koszyka przeżycia a wartością wynagrodzenia.
Polska została z premedytacją wciśnięta w model peryferyjny. Zagraniczne korporacje i sieci handlowe legalnie transferują stąd miliardowe zyski bez podatku CIT za pomocą cen transferowych. Ambitne, suwerenne projekty infrastrukturalne (CPK, port w Świnoujściu, własny atom), które mogłyby sfinansować te koszty i dać nam niezależność, są celowo paraliżowane przez uległe wobec Berlina elity, by chronić przed konkurencją niemieckie porty i lotniska cargo.
Zwykły pracujący Polak stał się w tym układzie jedynie bezbronnym, wiecznie zapracowanym dawcą kapitału na utrzymanie armii urzędników (stanowiących już 25% rynku pracy) oraz na realizację unijnych wizji klimatycznych. Jeśli jako naród nie obudzimy się z tego PR-owego letargu, nie odrzucimy postkolonialnych kompleksów i nie zaczniemy bezwzględnie żądać obrony własnego kapitału i suwerenności, to rachunek za cynizm odchodzącego establishmentu zapłacimy całkowitym bankructwem naszych rodzin i utratą wszystkiego, co budowaliśmy przez ostatnie 30 lat.
Czas rozbić propagandową zasłonę dymną POLITYKÓW, zanim system ostatecznie wystawi rachunek za uległość naszych elit.
za Waclaw Domanus
Najbardziej skandalicznym elementem wystąpienia pana premiera w Sejmie dwa dni temu jest ten moment, w którym krytykę UE czy relacji z Ukrainą lub praw Ukraińców w Polsce zrównuje ze wspieraniem Putina. A na koniec mówi, że wyrazem odpowiedzialności jest mówienie jednym głosem. Ten szantaż jest nie tylko prymitywny - jest też wprost uderzeniem w to, do czego oficjalnie pan Tusk nawołuje, czyli właśnie w spójność, bo według niego ona miałaby polegać na rezygnacji przez jego politycznych przeciwników z istotnych elementów ich programów.
Dużo będzie do naprawiania po tej władzy. Miejmy nadzieję, że nie zapomni się o również takich sprawach.
Aha, oczywiście coś takiego jak "małżeństwo jednopłciowe" nie istnieje. To oksymoron.