Dwumiejscowe kuriozum czyli wycieczkowiec z awaryjnymi żaglami
Nie tak dawno pojawienie się dwumiejscowej wersji myśliwca Su-57 zostało skomentowane przez jeden z portali: „nawet Amerykanie takiego nie mają!” No fakt, nie mają, ale może wypadałoby dodać, że nie mają też pociągów pancernych ani parowych pancerników. Dwumiejscowa odmiana samolotu piątej generacji to znak, że coś poszło nie tak. Że jeden pilot nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego w samolocie myśliwskim, bo poziom automatyzacji i prezentacji sytuacji w samolocie jest niedostateczny, i że potrzebny jest drugi członek załogi, by wykonać pewne czynności wspomagając pilota oraz wspomagać go w obserwacji rozwoju sytuacji.
Na F-35 radar obserwuje wielki obszar przed samolotem, na przemian powietrzę i ziemię. Cyklicznie uruchamia się jego pasywny tryb pracy i zbiera informacje o wszystkich nadajnikach radarowych wokół samolotu. To samo robi wyspecjalizowany system walki radioelektronicznej. Niektóre wykryte systemy automatycznie zakłóca wiązkami kierunkowymi. Dodatkowo przestrzeń obserwują kamery termowizyjne, pracujące w dzień i w nocy. I wszystkie te dane trafiają do jednego potężnego komputera.
Tu są błyskawicznie analizowane, łączone, klasyfikowane i identyfikowane. I takiego gotowca dostaje pilot na jeden wielki panoramiczny monitor w kabinie. Ma na nim pełny przegląd sytuacji. Przełączając przyciskami na drążku sterowym i dźwigni sterowania silnikiem może sobie włączyć obraz dowolnego celu. Z kamery termowizyjnej, z wbudowanego zasobnika celowniczego, z zakresu SAR radaru lub wygenerowany przez AI obraz połączony z tych trzech systemów. Jak odwróci głowę w bok ma to na szybie hełmu. Ma pełny przegląd wszystkiego, nie tylko ze swoich sensorów, ale i z innych samolotów, data linkiem. I znów fuzja danych, pełny, kompletny obraz! Na kija mu drugi członek załogi? On wszystko ma jak na dłoni. Wystarczy zdecydować i realizować swój zamiar. Automatyka samolotu po wybraniu trybu pracy uzbrojenia sama wszystko poustawia. Dlatego F-35A nie ma wielu przełączników, a sporo funkcji przełącza się na dotykowym ekranie. Jak w smartfonie. Ostatnim samolotem w polskim lotnictwie gdzie pilot miał więcej klawiszy niż organy w Oliwie, ostatnim latającym klawesynem był Su-22.
A może potrzebują go do szkolenia? Bo ich symulatory nie są na tyle doskonałe jak amerykańskie i muszą tradycyjnie wozić ucznia z instruktorem na pokładzie? To właściwie nie są nawet symulatory, ale kompleks symulatorowy. Trenażer kabiny do nauki gałkologii i trybów pracy. Tym się nie tyle "lata", co przełącza, ustawia, ćwiczy sekwencje czynności. Ręce do właściwego przełącznika, po omacku. Potem Partial Mission Simulator i ćwiczenia wszystkich czynności do lotu z wykonywaniem prostych "lotów", nauka "czucia" samolotu. Wyrobienie nawyków wstępnych. I wreszcie FMS, Full Mission Simulator. To niesamowite urządzenie, często kosztuje więcej niż samolot. Ale daje pełne wrażenie lotu jak na rzeczywistej maszynie. Z tą różnicą, że jak go "rozwalisz", wystarczy zresetować. W rzeczywistym myśliwcu zostaje tylko reinkarnacja. I na tym właśnie zdajesz egzamin. Po wielu wyczerpujących ćwiczeniach, nauce, ocenie postępów. Bo specjalne oprogramowanie analizuje twoje błędy, sprawdza czasy twojej reakcji, ocenia i klasyfikuje. Podpowiada, co wymaga powtórzenia, doszlifowania. To niesamowity system szkolenia, linia technologiczna produkcji pilota. Tego właśnie nie rozumieli konstruktorzy samolotu Iryda czy ten śmieszny model zwany Bielikiem. Nie rozumieli istoty procesu poznawczego i kształtowania się kognitywnego modelu "mission oriented crewman". Czego ma się nauczyć, jakie odruchy mu wyrobić, jak oceniać? Jak zbudować pętle funkcjonującą w schemacie "bład" - "identyfikacja" - "poprawienie" - "utrwalenie" - "ocena" - "zwiększenie trudności". Dla nich samolot miał fajnie latać i chuj...
Ten system szkolenia pozwala na zbudowanie tysięcy jednomiejscowych myśliwców i ani jednego dwumiejscowego. Zbytek łaski. Tak jakby dodawać statkom żagle na wypadek awarii maszyny.
Nie przeszkodziło to owemu (onemu może trzeba powiedzieć) portalowi wkręcać ludzi w klikanie ich tekstów, być może mając z tego niezłą bekę. Bo chyba nie mogli być takimi idiotami, żeby dać się wkręcić ruskim w ich ściemę pod utartym hasłem "łuczszy w mirie, anałogow niet" (najlepszy na świecie, odpowiedników nie ma).
Na zdjęciu z runetu dwumiejscowy Su-57. A może w drugiej kabinie lata oficer polityczny zatwierdzający każdą decyzję?
Jeśli podobają Ci się moje wpisy postaw mi kawkę, a będzie więcej
https://t.co/3NOiJ9zNa8
@Military_oO Doprecyzujmy:
- każdy więzień siedzi w osobnej celi i nie ma możliwości kontaktu z pozostałymi?
- cały czas znany jest stan żarówki, a tylko więzień w pokoju może go zmienić?
Jeśli 2xTAK, to jest to dość trywialne zadanie.
@jakuboboza@earphorny Uczyłem kiedyś sieć neuronową, co z zasadzie jest szukaniem wystarczająco dobrego minimum lokalnego w przestrzeni x-wymiarowej, gdzie x w moim przypadku wynosiło około 400. Polski OSINT jest trudniejszy.
@Przeswity@mobbyn_miki@Kloc_K Możecie mi (jako mikroelektronikowi z wykształcenia) jakiś fajny rabacik na ebooka tejże książki zarzucić z okazji zaległych urodzin?
@Krzyzynski_M Dlatego przeprowadzimy we Wrocławiu razem z aktywiszczami eko cykl wykładów "Miasto wielogatunkowe - nowe wyzwania humanimalizmu XXI wieku" i problem zostanie rozwiązany. Od następnej wigilii każde gospodarstwo domowe będzie musiało przygotować 2 miejsca dla szczurów przy stole.