Nolan's framing of "Zeus' law" as the institutional foundation of a functional society, and what happens when that foundation is broken by men with an insatiable lust for power, wasn't lost on me.
Fitting for the time we are in.
OMG.
Trump’s document release actually vindicates Joe Biden and implicates himself.
“The Russians’ aim was to defeat Joe Biden and ensure Donald Trump’s victory.”
Directly from Trump’s document dump.
Putin
Last night Donald Trump released a declassified document that says his own intelligence community identified Putin as personally running an operation to defeat my father in 2020, built around a fake Burisma corruption scandal centered around me and executed through prominent Americans.
Trump tasked his personal lawyer, Rudy Giuliani, to fly to Kyiv and meet a known Russian agent.
The Americans who ran, laundered, and legitimized the operation:
Donald Trump. Rudy Giuliani. John Solomon. Joe DiGenova. Victoria Toensing. Lev Parnas. Igor Fruman. Chanel Rion. Sean Hannity. Steve Bannon. Miranda Devine. Ken Vogel. Ron Johnson. Chuck Grassley. James Comer. Jim Jordan.
To name a few.
An operation formally sanctioned by Trump's own Treasury Department on September 10, 2020, and expanded to include more named actors on January 11, 2021.
Oh, and don't forget the Russian-linked FBI informant Alexander Smirnov, who later pleaded guilty to making the entire Burisma bribery story up.
The record exists and we have all the receipts, and more.
Uważam, że nadużywamy pojęcia poglądów. Jeżeli masz 54 lata, 90 kg wagi i w pieniackim amoku wytrząsasz się nad 11-letnią dziewczynką, to nie są to poglądy. Jeżeli w kominiarce na kwadratowym łbie demolujesz sklep kobiety, wcześniej lżąc ją od "kurew", to też nie są poglądy. Jeśli łamiesz facetowi szczękę na ulicy, wrzeszcząc jak wyjec siedzący na drzewie w argentyńskim lesie, że ma "wypierdalać na Ukrainę", bo wydawało ci się, że mówił po ukraińsku, to - zaskoczę cię - to również nie są poglądy. A gdy z kumplem, takim samym przegrywem życiowym jak ty, pakujesz się do biura jakiejś kobiety, pytając czy tu się czci Banderę, to - choćbyśmy zakrzywiali rzeczywistość w nieskończoność - takie zachowanie także nie stało nawet przy poglądach. Wyżej wymienione symptomy to objawy prawactwa - poważnego zaburzenia - skrajnej demoralizacji, patologii, zezwierzęcenia. Nie jesteś prawy, nie jesteś prawicowy, nie jesteś nawet patriotą. Jesteś cholernym degeneratem, dnem, zerem, marginesem w każdym cywilizowanym społeczeństwie. Zostaw tych ludzi w spokoju, ty wyjedź. Nikt nie będzie tęsknił.
Me, a Germanic Pagan: "Oh like Sol and Máni. Men's restroom is the moon door then."
My buddy Alexandra, a Hellenist: "Oh like Apollo and Artemis. Women to then moon I guess."
My buddy Ken, a Shintoist: "Oh like Amaterasu and Tsukuyomi. Gotta go right."
Kurka, no dziwna sprawa.
Założyłem sobie dziś profil w rządowym pressroomie, aktywowałem powiadomienia SMS i okazało się, że poprzednią wiadomością z numeru (czy też bramki), z którego przyszło potwierdzenie jest… ta o „pogrzebach emerytów za darmo”.
Pamiętam wysyłkę takich wiadomości tuż przed wyborami w 2023 r. oraz dementi w tej sprawie, ale czy ktoś może mi wyjaśnić tę zbieżność nadawcy?
Z życia ratownika medycznego.
Sobota. 12:30.
17/7 jedź na adres…
Kobieta w ciąży, problem z językiem.
Brak dokładnych informacji.
Dojeżdżamy.
Kontenery dla uchodźców.
Przed jednym z nich kilka starszych kobiet.
Na ławce siedzi młoda kobieta w zaawansowanej ciąży.
Ma bóle.
Pracownik ochrony próbuje pomóc, ale bariera językowa robi swoje. Wszyscy są zdenerwowani.
Pytam, co się dzieje.
Kobiety zaczynają mówić jednocześnie. Po ukraińsku. Jedna przez drugą.
Niektóre płaczą.
-Spokojnie… powoli. Może trochę zrozumiem.
Nagle patrzą na mnie z nadzieją.
-Pan mówi po polsku?
-Mówię.
Twarze się rozjaśniają.
Podchodzę do kobiety w ciąży.
- Jak się pani czuje ? Rozumie mnie pani ?
Uśmiecha się.
- Rozumiem po polsku.
- Który tydzień ciąży ?
- Za cztery dni mam termin.
Mam trzy córeczki. Teraz będzie chłopczyk.
Skurcze,nosze,karetka… 🚑
Monitoring. Skurcze co cztery minuty.
Do szpitala mamy około dziesięciu minut na sygnałach.
Wkłucie. Parametry stabilne.
Jedziemy.
Za drzwiami karetki zostają teściowa i szwagierka pacjentki. Mówię im, do którego szpitala ją zabieramy.
Ruszamy.
W szpitalu już na nas czekają.
Kierowca daje po gazie…
Zaczynamy rozmawiać,mówi pięknie po polsku.
Była policjantką we Lwowie.
Jej mąż jest w armii.
Kiedy rozpoczęła się wojna, zabrała trzy córki i wyjechała do Polski.
Zostawiła swoje miasto.
Swoją pracę.
Swoje dotychczasowe życie.
Zaczęła wszystko od nowa.
W obcym kraju.
Po chwili mówi:
- Wie pan… ja tylko ze względu na teściową przyjechałam do Niemiec. Chciałam zostać w Polsce, ale teściowa się uparła.
Milknie na chwilę.
- Polska nas tak pięknie przyjęła. Moje dziewczynki mówią już ładnie po polsku. W Polsce ludzie są tacy mili i serdeczni…
Patrzy na mnie.
- Jak tylko mój synek się urodzi, wracam do Polski.
I po chwili dodaje:
- Moje dziewczynki są tam w domu.
Kilka minut później jesteśmy na porodówce.
Przekazuje pacjentkę.
Wokół niej położne. Polki, Hiszpanki,
Włoszki.
Różne języki.
Różne historie.
Różne miejsca, z których każda z nich kiedyś przyjechała.
Podchodzę do pacjentki.
- Powodzenia.
Ściskam jej rękę.
- Dziękuję.
Mówi to pięknie po polsku.
Wracamy do karetki.
Zamykamy drzwi.
Za chwilę radio znowu się odezwie.
Kolejny adres.
Kolejny człowiek.
Kolejna historia.
W tej pracy spotyka się ludzi tylko na kilkanaście minut.
Czasem pół godziny.
Potem każdy jedzie dalej.
My do kolejnego wezwania.
Oni do swojego życia.
Ale niektóre słowa zostają z człowiekiem na dłużej.
Myślałem później o jej mężu, który został w Ukrainie.
O trzech dziewczynkach czekających na mamę.
O chłopcu, który za chwilę miał przyjść na świat.
I o kobiecie, która straciła swoje dawne życie, wyjechała z własnego kraju, ale znalazła miejsce, które jej dzieci zaczęły nazywać domem.
Nie wiem, jakie imię dostał jej syn.
Nie wiem, czy rzeczywiście wróciła do Polski.
Mam nadzieję, że tak.
Bo czasem człowiek potrzebuje przejechać setki kilometrów, przekroczyć kilka granic i stracić prawie wszystko, żeby zrozumieć, że dom nie zawsze jest miejscem, w którym się urodziliśmy.
Czasem dom jest tam, gdzie ktoś podał nam rękę, kiedy najbardziej jej potrzebowaliśmy.