Ledwie zdążyła ukazać się „Lalka” Netflixa już rozpoczęło się narodowe czuwanie przy trumnie Bolesława Prusa. Można odnieść wrażenie, że Paweł Maślona nie nakręcił serialu, tylko włamał się nocą na Powązki. Najpoważniejszy zarzut brzmi: to nie jest „Lalka” Prusa. Oczywiście, że nie. „Lalka” Prusa leży w księgarni i ma prawie tysiąc stron. Serial powstał prawie półtora wieku później. Adaptacja nie jest przysięgą wierności każdemu przecinkowi autora. Gdyby nią była, zamiast reżysera wystarczyłby bibliotekarz, który przez kilka godzin przewracałby przed kamerą kolejne kartki książki. Najwięcej emocji budzą Wokulski i Łęcka. I bardzo dobrze, bo aktorstwo jest znakomite - zresztą nie tylko w rolach głównych. Tomasz Schuchardt nie gra pomnika Stanisława Wokulskiego. Gra mężczyznę z pieniędzmi, ambicją, kompleksami i obsesją na punkcie kobiety, wobec której traci zdrowy rozsądek. Człowieka, który świetnie radzi sobie z interesami, a fatalnie z własnymi uczuciami. A Izabela Łęcka Sandry Drzymalskiej? Na szczęście nie jest porcelanową laleczką wystawioną w gablocie narodowej klasyki. Jest irytująca, atrakcyjna, kapryśna, egoistyczna, przebojowa, chwilami bezczelna. Można jej nie znosić. Można być nią zafascynowanym. Jest żywa i właśnie dlatego tak przekonująca. Dla mnie najciekawsze w tej „Lalce” jest jednak coś innego. Spod kostiumów, pałaców i dorożek wyłania się świat podobny do naszego. Są ludzie, którzy mają pieniądze, ale nie mają nazwiska. I tacy, którzy mają nazwisko, ale nie mają pieniędzy. Jedni desperacko próbują wejść do elity, drudzy desperacko udają, że nadal nią są. Jedni kupują pozycję, drudzy sprzedają prestiż. W latach spędzonych w polityce widziałem takich scen mnóstwo. Niektóre śmieszyły. Częściej żenowały i smuciły. Tak czy inaczej serial jest dużym sukcesem i zaprzeczeniem wielu produkcji, które zapomina się po pięciu minutach. Jestem pewien, że moja polonistka która ceniła sobie odwagę myślenia twórcom nowej "Lalki" wystawiłaby najwyższe noty. Klasyki nie zabija ten, kto ma odwagę się z nią spierać. Zabija ją ten, kto stawia ją na piedestale, odgradza sznurem i każe podziwiać w ciszy.
W Niemczach gorączkowe narady. AfD przewidująco już 2 tygodnie temu zaproponowała p.Sahrze Wagenknecht by wyłamała się z rządzącego Turyngią sojuszu i została premierką tego landu:
https://t.co/amNu4GQKcw
W zamian za poparcie w Sachsen-Anhaltcie. Ale czy to by się AfD opłaciło?