Wiele widziałem.
Ale tak głupiego weta i tak głupiego tłumaczenia jeszcze nie.
Mogło być taniej, bezpieczniej a pieniądze zostały by w Polsce.
Przerażające jak silne musi być lobby wielkich korporacji.
200 tysięcy za śmieciowy raport napisany przez AI?
No to zapnijcie pasy.
1/ Portal https://t.co/jTEqcYpteO - 1 milion 800 tys. złotych. Po portalu nie ma śladu.
Władek Frasyniuk palnął prosto z mostu - ma żal do służb, że do dziś nie wiemy, kim jest Nawrocki i kto mu szepcze do ucha.
Nawrocki od roku siedzi na fotelu prezydenta tego kraju, rządzi nami w najlepsze, nie podpisuje ustaw, a nasz genialny minister koordynator do spraw służb specjalnych nie ma lub nie chce mieć pojęcia, kto to właściwie jest i skąd się wziął, co stanowi absolutny szczyt wszystkiego.
Z Nawrockim jest problem, że przeszedł przez polską politykę jak taran, a poparły go i przyklepały na fotelu prezydenckim te wszystkie święte krowy z Wiejskiej od lewa do prawa.
To jest po prostu niesamowite, bo w tym kraju nie da się bez awantury przegłosować zwykłej ustawy o handlu w niedzielę, ale żeby przyklepać i namaścić człowieka na najważniejszy urząd, to nagle zapanowała pełna zgoda wszystkich sił politycznych w tym kraju z rozmoczonej dykty.
Facet dostał glejt na wszystko, rządzi już okrągły rok, i nikt przez ten cały czas nie zapytał, dla kogo on właściwie pracuje. I teraz Frasyniuk siedzi przed telewizorem i słusznie pyta, kto mu szepcze do ucha, bo może to pierwsza dama, może wewnętrzny głos, a może jakiś oficer prowadzący, o którym zapomniały nasze elity? I tutaj wchodzi nasz główny bohater, czyli Siemoniak i jego rzekomo "odnowione" służby specjalne. To co się tam dzieje, to nie jest żaden profesjonalny film szpiegowski, tylko zwykłe serialowe Ranczo, tyle że finansowane z budżetu państwa. Siemoniak wszedł do resortu, miał zrobić wielkie czystki i przewietrzyć gabinety, a tymczasem mija trzy lata za chwilę, a on i cały rząd w kółko powtarzają, że w polskich służbach wciąż głęboko siedzą potężne złogi po poprzedniej władzy i NIEDASIĘ ich ruszyć.
W tych szafach MSWiA i ABW jest ponoć tyle trupów, że ekipy sprzątające boją się otwierać drzwi, a minister zamiast działać, traktuje to jako genialną wymówkę na każdą swoją wpadkę. Wyobraźcie sobie tajnego agenta ABW, który ma rozpracować prezydenta, siedzi w aucie w ciemnych okularach z kawą z termosu i pyta centrali, kim jest człowiek w Belwederze, na co centrala odpowiada, żeby sprawdził sobie na Wikipedii, bo im akurat odcięli internet przez nieopłaconą fakturę za tamten miesiąc. Kiedy Siemoniak żąda pilnego raportu o otoczeniu głowy państwa, urzędnik z nadania poprzedniej ekipy, który wciąż tam bezpiecznie siedzi na stołku, mówi z uśmiechem, że system się zawiesił, albo, że właśnie wysłali zapytanie faksem i czekają na odpowiedź z Gdańska.
Bo w czasach, gdy Elon Musk wysyła ludzi na Marsa, polskie służby pod wodzą Siemoniaka szukają haków za pomocą urządzeń z lat dziewięćdziesiątych i zwalają wszystko na pisowskie złogi. Przypomnijcie sobie zresztą te wszystkie spektakularne akcje, kiedy ścigaliśmy sędziego Szmydta uciekającego na Białoruś, a służby dowiedziały się o tym fakcie dopiero z jego oficjalnej konferencji prasowej w Mińsku. Albo sytuacje, gdy trzeba pilnie sprawdzić powiązania ludzi z otoczenia władzy, ale akurat tajne dokumenty gdzieś zaginęły przy przeprowadzce.
Więc jeśli Frasyniuk pyta dzisiaj, dlaczego służby po roku prezydentury Nawrockiego wciąż nie wiedzą, kto mu szepcze do ucha, odpowiedź jest banalnie prosta, bo oni wszyscy mają po prostu zapchane uszy. Połowa specsłużb wciąż nasłuchuje, czy z Nowogrodzkiej nie idzie przypadkiem jakiś sygnał, druga połowa próbuje rozpaczliwie ogarnąć, jak działa Excel, żeby wpisać tam tajne wydatki na fundusz operacyjny, a Siemoniak stoi na czele tego całego syfu i powtarza w telewizji, że sytuacja jest pod kontrolą, badamy sprawę, ale "wiecie, złogi nam przeszkadzają". To jest państwo polskie w pigułce, gdzie głowa państwa rządzi od roku, a my musimy chyba spytać jasnowidza, żeby dowiedzieć się, kim ten człowiek w ogóle jest.